Piękny

     Dwa tygodnie temu (niemalże) wpadło mi maleńkie, półtorej godzinne okienko, akurat o 17.00, kiedy to odbywał się wykład prowadzony przez jednego z najpiękniejszych ludzi, jakie moje oczy widziały. Chodziłam na niego w zeszłym roku, uzyskałam zaliczenie, a że o siedemnastej w poniedziałki jestem wolna tylko raz na dwa tygodnie, musiałam wykorzystać dane mi przez los chwile szczęścia. Wzięłam Zimnego za łapkę i poszliśmy do Sali Śniadeckich. Niestety, trafiliśmy na wykład o charakterze organizacyjnym. M. nas poznał, trochę się nadziwił, trochę się pośmiał – to człowiek, który śmieje się z takim urokiem, że można tylko roześmiać się razem z nim, jednocześnie rozpływając – trochę powspominaliśmy, jak w zeszłym roku zepsuł mikrofon, bo nie chciało mu się prowadzić zajęć. A potem z Zimnym się zastanawiałam, o co chodzi, dlaczego on jeszcze nie ma obrączki na palcu? Człowiek piękny w każdym calu, przynajmniej na pierwszy rzut oka – nie za wysoki, nie za niski, ubrany, jakby właśnie wyszedł z wybiegu dla modeli (te piękne dżinsy z krokiem między kolanami! *_*), a cały jakby wyciosany z marmuru. A do tego, cholera, słodszy niż miód, gdy stoi za katedrą i kręci loczka na czubku głowy, zastanawiając się, co by teraz powiedzieć. W jego ustach nawet list Kozaków zaporoskich do sułtana Mehmeda brzmi cudownie! (Kto nie zna, niech sobie wygoogluje, warto zapoznać się z treścią, można wzbogacić słownictwo). Mało tego, facet ma doktorat w wieku niespełna trzydziestu lat i robi habilitację. Czyli inteligentny jest, tak? A że życie pozanaukowe ma, to dobrze wiem, więc nie jest nudnym kujonem. No to co jest grane? 
     Czy jest niepoprawnym romantykiem i czeka na tą jedyną? 
     – Z taką buźką każdy facet by korzystał z życia. 
      Czy więc jest gejem? 
     Tak – według Zimnego. A ja jestem pewna, że nie, bo z Zimnym i innymi gejami obcuję, wiem, jak się zachowują i wiem, że nigdy nie założyliby t a k i c h spodni. 
      Czy wobec tego ma paskudny charakter? 
      O. To można by rozważyć. Pytanie tylko, czy jeśli ktoś jest piękny pod tyloma względami, może mieć zepsute wnętrze? Hm, gdybym tak wyglądała, pewnie i mnie by się poprzestawiało w głowie… W zasadzie i tak mi się często przestawia, więc to raczej pewne.
    Ale zostawmy już M., który był tylko punktem wyjściowym moich rozważań. Zaczęłam się zastanawiać dzięki niemu, co pojęcie piękna oznacza dla mnie. Bo że Arystoteles piękno utożsamiał z tym, co „dobre, a zatem przyjemne”, Platon z tym, co moralne, a Grecy utożsamiali piękno z symetrią, to wiem bardzo dobrze dzięki Tatarkiewiczowi („Dzieje sześciu pojęć”, po wielu bólach stwierdziłam, że to dzieło nader pożyteczne, więc śmiało Wam polecam) i Doktorowi. 
    Czy piękne znaczy w dzisiejszych czasach dobre? Modelki na wybiegu? Dla większości są z pewnością piękne. Ale to, jak głodzą się w imię takiego wyglądu, przez co mają dużo zdrowotnych problemów? Czy anoreksja jest dobra? No, nie. Ktoś powie, że piękne jest, jak biznesmen podaruje bułkę bezdomnemu. To rozczulające, wspaniałe, dobre, owszem – ale z estetyką nie ma tutaj związku. Piękny jest dla mnie mglisty poranek, wnętrze Kościoła Mariackiego, coś, czym mogę się zachłysnąć i podziwiać. Z drugiej strony, wiem, że to dość płytka definicja. W końcu w pewien sposób za pięknego uważam Doktora – zwłaszcza jego głos, a szczególnie w rozmowie telefonicznej, kiedy nogi aż mi się uginają – człowieka wykształconego, charyzmatycznego, a przy tym nieznośnego, wyglądającego niemalże jak Iggy Pop, nierzetelnego i rozsiewającego wokół siebie chaos. I taki M. i taki Doktor to dwa zupełnie inne światy, jakby ich postawić obok siebie, wywoływaliby wielki dysonans. Oznacza to chyba, że piękno nie tylko jest kompletnie subiektywne i nie ma jednego określonego wzorca (choć kultura masowa stara się wysunąć takie typy, mające coś wspólnego z grecką symetrią, ale raczej w sensie negatywnym, you know what I mean, don’t ya?), ale oddziałuje. Nie jest jakąś „najdalszą abstrakcyjną definicją w sensie metafizycznym albo w jakimkolwiek sensie życzycie sobie to wiedzieć” (kto wie, czyja to kwestia i z jakiej książki? JoyJuly, siedź cicho xD). Nie czymś, co można dotknąć, ale czymś, co nas dotyka i przyczynia się do definiowania naszego charakteru.

     Problem tkwi w tym, że powyższe rozważania nie są owocem długich miesięcy spędzonych na rozmyślaniu i zgłębianiu tematu piękna. To tylko szkic, rys tego, jak postrzegam pewne sprawy, a piszę o tym, bo chciałabym to skonfrontować z Waszymi myślami i ewentualnie skorygować swój punkt postrzegania. Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną swoimi refleksjami, jeśli takowe Wam się nasuną. 🙂

     Przy okazji, jako wielbicielka urody różnych aktorów, muzyków i innych postaci medialnych, chciałabym Wam przedstawić, jak według mnie wygląda ideał męskiego piękna. Przez długi czas moim numerem jeden był Jared Leto, którego schrupałabym na raz, ale teraz moja lista jest zbyt długa, by przytaczać ją w całości. 😉 Na piedestał muszę jednak wynieść moją starą nierdzewiejącą miłość, którą znam już z czasów gimnazjalnych. Czy znacie tego faceta? Ciekawa jestem, czy po reklamie Blue Chanel stał się w Polsce bardziej rozpoznawalny. Nieformalnie swoją przygodę z nim zaczęłam od „Hannibala: po drugiej stronie maski”, ale niemal cały seans przesiedziałam z zamkniętymi oczyma, zatykając sobie uszy palcami, później zaś trafiłam na „Bardzo długie zaręczyny” i to drugie odkrycie dopiero przypieczętowało nasz związek. 😀
    Proszę bardzo, Gaspard Ulliel, można się kąpać w jego blasku i zastanawiać, dlaczego w Polsce nie ma takich facetów, choć podejrzewam, że jakkolwiek każdy ma swojego sobowtóra, niektórzy nawet kilku (wiem, co mówię), to taki Gasp jest jeden jedyny. 🙂
     Kurczaki, a dziwiłam się, czemu nie mam faceta. To naturalne, skoro poprzeczkę postawiłam tak wysoko… 😀