Piękny ranking

Piękna ko­bieta po­doba się oczom, dob­ra ko­bieta – ser­cu, tak twierdził Napoleon Bonaparte. Trudno się z nim nie zgodzić, lecz nic nie stoi na przeszkodzie, by kobieta była i piękna, i dobra. Przy ostatnim moim poście związanym z tematem piękna, Chiyo podsunęła mi świetny pomysł. Chcę Wam zaprezentować mój prywatny ranking aktorek. Problem tkwi w nazwie kategorii. Kobiety, których zdjęcia umieszczam poniżej, według mnie są fenomenalnie piękne, choć nie wszyscy się ze mną zgodzą. Ponadto wydaje mi się, że jednocześnie tkwi w nich wiele dobra, co emanuje z człowieka nawet za pośrednictwem tak lichego środka przekazu jak wywiad na YouTube. Niemniej, poniższe reprezentantki płci pięknej nie tylko uważam za świetnie wyglądające, ale również (przeważnie) bardzo je lubię, jeśli można tak nazwać osobę, z którą w życiu nie miało się bezpośredniej styczności. Tak czy siak – jedziemy.

Miejsce pierwsze – bez wątpienia Audrey Tautou. 
Jest dla mnie nie tylko ulubioną aktorką, ale i ikoną stylu, a jej uroda jest bardzo oryginalna. Kobieta o kolosalnym talencie, drzemiącym w niewielkim ciałku. Jednocześnie według mnie przedstawia pewien nietypowy standard urody aktorek francuskich. Długo się zastanawiałam, gdzie by wcisnąć Melanie Laurent czy Juliette Binoche, które również ogromnie lubię i uważam za wspaniale wyglądające. Z Audrey nie mogą się jednak równać. 
Miejsce drugie – Kaya Scodelario.
Nie jestem pewna, czy istnieje inna tak młoda osoba, która aż tak emanuje seksapilem. Intryguje, zachwyca i niepokoi, bo skoro teraz, w wieku zaledwie dwudziestu lat, dysponuje tak potężnym talentem, to co się wydarzy w przyszłości? Poznałam ją głównie dzięki roli Effy w Skins. W wolnej chwili muszę obejrzeć „Wichrowe wzgórza”, a tymczasem umilam sobie czas teledyskami, w których występuje. Popularny ostatnio „Candy” Robbiego Williamsa niesamowicie poprawia humor.
Obok Kayi niezwykłą sympatią darzę jej koleżankę, Emmę Watson, którą chyba wszyscy kojarzą. Dzięki serii filmów „Harry Potter” mogliśmy zaobserwować jej zmianę ze słodkiej, choć charakternej dziewczyny w prawdziwą kobietę. Wraz z Keirą Knightly (za którą ostatnio nie przepadam, bo wydaje mi się, że im więcej filmów z jej udziałem oglądam, tym bardziej uważam, że wcale do takich dobrych aktorek nie należy) prezentują mocną pozycję UK w moim rankingu. Na opinię tę wpływa też obecność gwiazdy takiego formatu jak Florence Welch. Niemniej postanowiłam zrobić ranking aktorek, a nie piosenkarek. Poza tym dla mnie Florcia jest poza wszelkimi listami, choć jej wygląd budzi u wielu sprzeczne uczucia.

Numer trzy – Helena Bonham Carter
Niewątpliwy talent. Pełna ekscentrycznego uroku, odważna i kobieca. Kolejna Brytyjka, jednak nieco starsza od wyżej wymienionych, do tego z o wiele większym, a w zasadzie potężnym, dorobkiem filmowym. Z pewnością zasługuje na wyróżnienie. Ponadto, choć w swoim życiu tak wiele już osiągnęła, wciąż potrafi zaskoczyć. Szczególnie cenię ją za szacunek do widzów i lojalność dla filmów Burtona, w których najczęściej gra u boku Johnny’ego Deppa. Ta trójca odegrała sporą rolę w moim nastoletnim okresie życia. I zawsze będę im za to wdzięczna. 

Czwóreczka – i chyba niespodzianka. Alicja Bachleda-Curuś! 
Nie umieściłam jej wyżej, bo widziałam z nią za mało filmów. Mimo wszystko każdą swoją polską koleżankę po fachu w podobnym wieku bije na głowę. Urodą, talentem, karierą i często inteligencją. Wystarczy obejrzeć reklamówki kosmetyków w telewizji. Wszystkie są zwyczajnie reklamami. A spot promujący szampon Pantene? Dzięki obecności Alicji to prawdziwe dzieło sztuki. To jedyna reklama, którą mogłabym oglądać chyba w nieskończoność. Mocną konkurencję stanowi też w USA, bo na tle tamtejszych celebrytek wybija się znacznie swoją słowiańską urodą, skromnością i głową na karku. Wiele kobiet powinno uczyć się na jej przykładzie, jak trzymać fason. 
Wychodzi na to, że w Stanach Zjednoczonych jakiś deficyt. Można byłoby tu wspomnieć o Natalie Portman, która wszak Amerykanką nie jest. Nie ulega wątpliwości, że jej talent jesto gromny, ale niestety zaniedbałam oglądanie filmów, w których wystąpiła. Nie widziałam nawet „Czarnego Łabędzia”, co muszę jak najszybciej nadrobić. 
Wracając jednak do sytuacji USA – mówiąc wulgarnie, za dużo tam plastiku. Wszystkie gwiazdy są do siebie podobne i jeśli mam już kogoś z nich wybrać, to zdecydowałabym się na przesympatyczną, lekko szurniętą Rachel Bilson. Ogromną sympatią darzę też Anne Hathaway pomimo początkowej niechęci do „Pamiętników księżniczki” – wszak jednak każdy musi jakoś zacząć. Niemniej, do wyżej wymienionych pań sporo im brakuje pod każdym względem. Ale, któż to wie, w przyszłości sporo może się zmienić, zwłaszcza w przypadku Anne. 
Za kinem latynoskim nie przepadam, a w azjatyckim z kolei trudno się na kogoś zdecydować. Ostatnio jestem zauroczona rolą Doony Bae w „Atlasie chmur”, gdzie grała u boku Jima Sturgeesa. Japonki i Koreanki oraz Chinki uważam po prostu za piękne. Po głębszym zastanowieniu muszę przyznać, że Li Gong swoim międzynarodowym dorobkiem zasługuje jednak na uznanie, bo choć nie lubię jej tak, jak powyższych, to bardzo szanuję i podziwiam.

A za tem miejsce piąte, Li Gong we własnej pięknej osobie.
Aż dziwne, że poznałam ją nie dzięki „Wyznaniom gejszy”, a filmowi „Hannibal: po drugiej stronie maski” (z którego, notabene, za wiele nie wyniosłam, prócz tego, że na horror do kina więcej nie pójdę). 
To tyle, ażeby nowy rok 2013 zacząć pięknie również na blogu. A kogo Wy dopisalibyście do listy lub z niej usunęli? A może Wasze typy są zupełnie inne i z moimi propozycjami nie pokrywają się w żadnej mierze? 

14 myśli na temat “Piękny ranking

  1. GONG LI <3 Niestety, czasem widać, że ma już swoje lata ("Cesarzowa", swoją drogą i tak <3), ale co to komu przeszkadza. Generalnie mam swoje kanony i częściowo się zgadzam, a częściowo uwierają mnie braki Twojego rankingu (wiem, że to motyw niestety zgrany na tysiące sposobów, więc musiałabyś odrzucić w kąt próby świeżego spojrzenia, ale… Brakuje mi tu jednej Audrey :)).
    Jak wymiękałaś na "Hannibalu…" (notabene to tylko thriller, nie horror ;)) to trzymaj się z dala od "Czarnego Łabędzia", bo może Cię posrać 😀

  2. Audrey bez wątpienia to piękna postać. W sumie nawet: Piękna Postać. Ale może zbyt retro, by się tu znaleźć? Może jej piękno jest dla mnie zbyt odległe? Poza tym jest zbyt… oklepana przez współczesność. Gdzie nie spojrzeć, tam Hepburn.
    Ej no, ale Requiem dla snu zniosłam! A poza tym Hannibala oglądałam kilka lat wstecz. Mam trochę mocniejszą psychikę teraz. No i nie będę w kinie, więc traumatyczne sceny będę mogła nieco przewinąć. 😉

  3. No ja polecam, polecam, sama bym chciała obejrzeć drugi raz, powiem Ci kiedy przewinąć 😀
    No wiem, Audrey na kubkach etc. ale plis ONA WAŻYŁA 50 KG PRZY MOIM WZROŚCIE. GOD. Jak to się robi? (jest się niedożywionym przez wojnę, czytałam jej biografię xD)

  4. Z Heleną zgadzam się w 100000%, tyle że jak dla mnie to jest forever #1 we wszystkich rankingach. I jeszcze brakuje mi tutaj Umy Thruman, której nie wpiszemy może w obowiązujące kanony piękna w dzisiejszych czasach, ale dla mnie jest zwyczajnie śliczna i cudowna. Kaya oczywiście jest piękna, a Effy już mnie powoli wkurza (może po prostu za bardzo się nią cały świat jara). Osobiście, to ze Skinsów wolałam Naomi.
    Jools, "Czarny Łabędź" nie jest aż tak straszny. W sumie, no kilka schizowych scen, ale najgorzej nie jest. Ale w porównaniu do Requiem, to jednak mocniejsze wrażenia pozostawia.
    O, właśnie MILA KUNIS. Ona jest po prostu PIĘKNA.

  5. Zgadzam się z Sesią co do tego, że Effy zbyt wiele osób się jara, mnie jakoś nigdy nie przekonała. Ale z resztą Twojego rankingu się zgadzam, chociaż jestem zdania, że Audrey i Alicja mają wiele ładniejszych ujęć, ale zdjęcia, jak uroda, też są kwestią gustu.
    W moim rankingu pojawiłaby się także Sonam Kapoor – jaram się nią, odkąd zobaczyłam ją w filmie "Saawariya". I chociaż zdecydowanie wolę ją w tych klasycznych wydaniach, jak np. we wspomnianym wyżej filmie, to i tak uważam, że jest przepiękna bez względu na wydanie (zdarzało mi się już spędzić całe godziny na przeglądaniu jej zdjęć w Internecie). Wiele jest w Bollywoodzie (i innych "gatunkach" indyjskiego kina) piękności, naprawdę niejedną aktorką można się zachwycić, i chociaż ulubionych piękności mam kilka, chyba do żadnej nie wracałabym tak często i z takim zachwytem jak do Sonam.
    Wielbię też Liv Tyler. Bardzo widać, że jest córką Stevena Tylera, ale chwała matce, że dorzuciła swoje geny, bo wyszło, jak dla mnie, prawdziwa piękność. I, w sumie, lał pies rolę Arweny w lotrze – stare teledyski Aerosmith czy reklamy Givenchy, to jest to! <3
    Ach, i Natalie Dormer! Dżizas, zakochałam się w niej, kiedy tylko ją zobaczyłam w Tudorach i nie zamierzam się odkochiwać! No dobra, zupełnie na początku kojarzyła mi się troszeczkę z Miss Piggy, ale, jakby nie patrzeć, Miss Piggy jest urocza (i na swój muppetowy sposób śliczna), więc nie było to złe skojarzenie. ^^"
    I chyba tyle co do mojego rankingu. Wiele jest kobiet ładnych, ślicznych, uroczych – ale prawdziwych piękności zawsze jest niewiele. Przynajmniej dla indywidualnego człowieka. W końcu wiadomo, dla jednego pięknością będzie Audrey Tautou a dla kogoś innego Catherine Deneuve, dla jednego Sonam Kapoor a dla innego Rani Mukherjee. Każda z wymienionych posiada urodę godną pozazdroszczenia, ale zależnie od gustu, każdy człowiek wybierze sobie inne faworytki. Bo jeszcze nie spotkałam kogoś, kto miałby całą setkę absolutnych, jego zdaniem, piękności. A jeśli ma – to albo nazwał tę listę "100 najbardziej atrakcyjnych/najładniejszych", albo nie ma własnego gustu i trudno mu wybrać najpiękniejsze spośród pięknego. Przynajmniej moim zdaniem.
    A teraz idę się jeszcze trochę pozachwycać Sonam Kapoor, zanim przyjdzie pora na spanie. 😉

  6. Uma? Mila? Serio, Seś?
    Okej, o ile teraz przyszła moda na Skins, to cieszę się, że akurat mi przyszło się jarać Effy nieco wcześniej niż stała się popularna dla całego świata. Naomi w serialu też była świetną postacią, ale Effy jest mi bliższa. Naomi nie rzygała, gdy coś jej bardzo nie pasiło i chora psychiczna też nie była. A to mi u Effy najbardziej zapadło w pamięć i wryło w serce.
    Czy jest coś dostarczającego więcej wrażeń od Jareda bez ręki? 😉
    "Czarnego Łabędzia" chyba byłoby mi dobrze oglądać w takim razie z jakimś facetem obok, coby się przytulić przy jakiejś mocniejszej scenie. ^^ Z drugiej strony pewnie non-stop jarałby się urodą Natalie Portman, także jeszcze to rozważę…

  7. Nie znam Sonam Kapoor, z Dormer może nawet się zgodzę od biedy (ale, do jasnej ciasnej, nie w jasnych włosach…!), a Liv gdzieś mi się zapodziała, bo też ją uwielbiam ("Armagedon" chociażby, który mogę oglądać tysiąc razy i nigdy mi się nie znudzi, mimo że to taka komercha…).
    No, ale że Chiyo wiele godzin jarałaś się zdjęciami jakiejś aktorki, to uwierzę chyba tylko, jeśli to jaranie było wpisane w harmonogram dziennych zajęć. 😛

  8. Nie, jak dla mnie Natalie nawet w wersji blond jest cudowna. A zdjęcie Sonam chciałam ci nawet załączyć, ale jak tylko popełniłam błąd wpisania hasła w Google Images, to stwierdziłam, że nigdy bym się nie zdecydowała na jedno, nie ma mowy, jakbyś była ciekawa, to pewnie sama sobie wyszukasz. 😛
    Nie, nie było wpisane w żaden harmonogram. Chaos i anarchia! (Chociaż te godziny spędzone na oglądaniu Sonam są chyba jedynym przykładem mojego buntu :PPPP).

  9. W moim prywatnym rankingu zdecydowanie na pierwszym miejscu umieściłabym Keirę, o której wspomniałaś. Uwielbiam jej przedwojenną urodę i to, że gra w tak wielu kostiumowych filmach, które są chyba jednym z najchętniej oglądanych przeze mnie gatunków.
    Zgadzam się co do Li Gong, jej też by u mnie nie zabrakło.
    Szykuje się jakiś ranking aktorów? 🙂

  10. Również uwielbiam filmy kostiumowe i tak się składa, że Keira gra w wielkiej ich części. Niestety, ostatnio coś mnie u niej drażni… Przedwojenna uroda Knightley to piękne określenie – może faktycznie tak jest i moja nowoczesna strona duszy nie potrafi tego docenić?
    Aktorów, których uwielbiam, jest zdecydowanie za dużo. Choć pierwsze miejsce od dawien dawna jest niezmienne, to już na drugim miejscu znalazłoby się pewnie z pięciu panów, a przy trzecim – głowa boli z nadmiaru! Dlatego na razie wstrzymam się z takimi osądami i zajmę czymś nieco roztropniejszym.
    Pozdrawiam ciepło!

  11. A sprawdziłam sobie Sonam w Google, ale jakoś mnie nie ujęła. Bardzo ładna z niej kobieta, ale pewnie musiałabym obejrzeć z nią jakiś film, by móc się odpowiednio zachwycić.
    A widzisz?! 😛 Chaos i anarchia to moja domena, choć, przyznam szczerze, to drugie też nie do końca (zwolenniczka monarchii konstytucyjnej kłania się). Ale chaos to jak najbardziej moje drugie imię – i może to nawet wykorzystam w szykowaniu opisu do numeru specjalnego Proliteracji… =D

  12. Wykorzystuj! Czymś w końcu trzeba to okienko zapełnić, rzec o sobie słówko czy dwa, a skoro mówisz, że chaos to Twoja domena i drugie imię – cóż, już masz przynajmniej początek. 😀

Dodaj komentarz