Nesi odbiło, w związku z czym postanowiła urządzić imprezę urodzinową dla wszystkich, z którymi się najwięcej trzyma, na dwa tygodnie przed urodzinami faktycznymi. Kierownik Babilonu zgodził się na 13 osób, podczas gdy lista faktyczna liczyła ponad 40 przyjaciół, kolegów, znajomych… Ale dzięki pomocy sąsiadów ogarnęłam.

I jakie przemyślenia?
Że to chyba najlepsze urodziny ze wszystkich poprzednich? Nie wiem, bo brakowało mi Jagódki. Bardzo, bardzo. Ale poza tym to była ogromna większość, na jaką liczyłam. Nawet Ci, na których nie liczyłam od bardzo dawnego czasu.

Przez ostatni rok byłam raczej sukowata. Myślałam, że już dawno wyrwałam sobie serce, po którym inni skakali tak długo, aż zmieniło się w pył. A teraz znowu wzrusza mnie życie, nie tylko tandeta typu „Pamiętnik” czy „Szkoła uczuć”. Co się stało?

Bez wątpienia zasługa wszystkich cudownych gości. Z każdym z nich mam odrębną historię. Każdy dużo dla mnie zrobił, a to jeszcze w czasach, gdy i ja dawałam z siebie naprawdę wiele innym ludziom czysto bezinteresownie. Czułam to, że oni mnie pamiętają. I sama sobie przypomniałam. Sobie o sobie, z dawnych lat. (Mam dawne lata, ja pieprzę, czyli jednak jestem stara, shit!).

No i miałam coś zrobić, coś skreślić, a chyba zrobię zupełnie odwrotnie, tylko nie wiem jeszcze jak.
Dobrze, że zaraz wiosna.