Rozrachunek z Fejsem

Facebook generalnie jest śmieszny. Wykorzystuję go do poprawiania sobie humoru. 
Nie ma zbyt wiele lepszych rzeczy od przejrzenia zdjęć kilku starych znajomych, którzy zbrzydli, zgłupieli i zestarzeli się. Od razu podskakuje mi samoocena. 
Dzięki FB wiem również, co i kiedy się dzieje. To mój kalendarz kulturalny. 
No, to mamy dwie zalety oraz całą masę wad. 
Na pierwszy minus, że każdy niewiele znaczący śmiertelnik może nawiązać ze mną kontakt za pośrednictwem tej strony. I gorzej: może egzekwować swoje prawa oraz zobowiązania, co oczywiście robi. Kiedy nie chcę z kimś rozmawiać, omijam go szerokim łukiem. Kiedy dzwoni, nie odbieram. Kiedy jestem na Facebooku – jasne, mogę nie odpisać, ale wyświetli mu się, że odczytałam jego wiadomość. W dodatku sam fakt, że niejako jesteśmy w tym samym miejscu o tym samym czasie, drażni mnie niemiłosiernie. (Nie mówię tu o zobowiązaniach mających bardziej charakter pracy – raczej o stosunkach towarzyskich. Brakuje mi bycia człekofobem – mogłabym wówczas więcej czasu poświęcić na pisanie). Pozorna pomoc oferowana przez Fejs – należenie do jakiejś grupy i bardzo szybka komunikacja – w zasadzie sprawia tylko kłopot. Przykładem może być nasza grupa polonistów z drugiego roku. Nic, tylko kłótnie albo bezwartościowe pytania na wallu. Ludzie przestają myśleć. Czekają na gotowe odpowiedzi. A zamiast zmarnować te cztery sekundy na sformułowanie kwestii i zawarcie jej na forum, można byłoby zastanowić się na własną rękę.
Kolejny tragiczny aspekt – Fejs zżera czas. Czasem fajnie zobaczyć, kto opublikował jakąś ciekawą piosenkę na wallu, kto wybiera się na Openera, takie tam. Ale nagle zaczyna się lajkować sto tysięcy głupstw, które się potem śledzi, nie wiadomo zresztą po co. A do tego te wszystkie fejsowe gry z milionem zaproszeń od znajomych. Najbardziej uzależnił mnie chyba SongPop, ale zerwałam z nałogiem. Poznałam w ten sposób mnóstwo muzyki – klasyki rocka chociażby, a później również jakieś hipsterskie hity, przy czym bardzo wzbogaciłam swoją wiedzę o indie – ale spędzałam pół nocy na klikanie jednego z czterech prostokątów. Załamka. 
A jeśli się chce kogoś prześwietlić, to i tak nie ma jak, bo interesujące osoby najczęściej nie mają Fejsa. 
Pytanie więc, po co wciąż mam konto? Dlaczego jeszcze go nie usunęłam? 
Chyba po prostu nie ma innej strony, na której co sekundę jest coś nowego, a myśl o wyciąganiu danych i szkodliwości publicznej odsuwam od siebie jak najdalej. 
Cierpienia coraz starszej Neśki, ot co. Skończyłam w zeszłym tygodniu 21 lat! (I znowu, przekopywanie się przez te wszystkie życzenia na moim wallu, od ludzi, z którymi czasem nawet nie zamieniłam jednego słowa…). Jestem w szoku, że z moim nieogarem udało mu się tyle wyżyć. Ale spoko, z każdym następnym dniem jest coraz ciężej, więc dobicie do 22 będzie już nie lada wyczynem.

15 myśli na temat “Rozrachunek z Fejsem

  1. Żadna ze mnie propagatorka fejsa, ale widzę w nim więcej pozytywów niż minusów (gdyby tak nie było, dawno usunęłabym konto).
    Przecież istnieje opcja wyłączenia czatu bądź włączenia dla wybranych osób – nie trzeba rozmawiać z nikim na siłę :).
    Muszę przyznać, że właśnie strona mojej klasy jest solidnym argumentem do nieusunięcia konta na tym portalu. Gwarancja bycia na bieżąco z wszelkimi zadaniami, sprawdzianami przeważa nad tym, że od czasu do czasu ktoś spyta o jakąś głupotę.
    Kwestia zżerania czasu to już kwestia indywidualna. Osobiście nie bawię się w żadne gry czy aplikacje, więc na fejsa wchodzę, żeby sprawdzić interesujące mnie aktualności czy z kimś porozmawiać. Nie wydaje mi się, żeby zżerało to ogrom czasu.

    Wszystkiego najlepszego 🙂

  2. Chciałabym mieć tak silną wolę jak Ty i asertywność. Facebook w moim przypadku jest potęgą niszczącą, która rozdziera moją duszę. Uważam, że to świetne narzędzie do manipulacji społeczeństwem. Sama daję się manipulować maluczkim, więc w sumie co mi z tego poprzedniego? Ale jak tu żyć, gdy właśnie tam jest coraz więcej życia? I jak się nie cieszyć z tych kilkudziesięciu lajków pod nowym zdjęciem?
    Eh…

  3. Będę wredna i czepialska – po pierwsze, za Twoje marnowanie czasu na głupich grach odpowiadasz tylko Ty, nie portal. Sama nigdy nie zagrałam w nic podobnego (co nie znaczy, że Fejs nie zabiera mi czasu, ale nie mam z tym wielkiego problemu). Pewnie, że łatwiej się usprawiedliwiać, ale tym razem nie widzę okoliczności łagodzących.

    A mówiąc, że interesujące osoby nie mają zazwyczaj konta a) wylewasz tylko swój podświadomy żal, bo chciałabyś, żeby miały, b) mimochodem ciśniesz wszystkim, którzy mają.

    Nie mówię o sobie, ja nie jestem interesująca.

  4. Nie ma to jak odpowiedzieć na komentarz z konta polonistyki, pozdrawiam.
    Wszystko, co chciałam wcześniej napisać, to i tak: masz całkowitą rację.

Dodaj komentarz