Ewolucja kobiety

Nie tak ogólnie, bo to temat rzeka. Albo galaktyka, bo wątpię, by temat został wyczerpany po zapisaniu zwoju długiego na sześć tysięcy sześćset kilometrów (Nil); o kobietach można pisać tak wiele, że i ciężko byłoby zmieścić się na stu tysiącach lat świetlnych (Droga Mleczna) takiego zwoju, oczywiście o tyle, o ile faktycznie nasz gatunek pociągnie jeszcze te kilka miliardów lat, do przemiany Słońca w czerwonego olbrzyma. (W zasadzie wątpię – jeśli nie powybijamy się nawzajem, to zamordują nas frytki z Mc’a albo wzrastające ceny papierosów). Zresztą, pieprzyć gatunek. Czy same kobiety przetrwają? Moje ostatnie obserwacje nasuwają mi trzy czarniejsze niż czarna dziura scenariusze.
Abstrachując od powyższych ciekawostek z zakresu geoastronomii (które powinny być wszystkim znane co najmniej z gimnazjum), przejdźmy do popkulturowego, kaszanowego show Eurowizji. Wiem, że możecie być zmęczeni tym tematem, w końcu media aż huczą i nie sposób nie wiedzieć, że pierwsze miejsce w tym roku zostało zajęte przez Conchitę Wurst, czyli Thomasa Neuwirtha. Miło, że Europa chciała pokazać, jaka jest tolerancyjna, szkoda, że z tego powodu ucierpiały lepsze piosenki, w tym również nasza polska, „My Słowianie”. Z teledysku produkcji Donatana bił co prawda erotyzm w nieco prostackiej formie i nie sądzę, by wokal Cleo ujmował, ale w kategorii hiciora na pewno jest to lepszy kawałek niż „Rise Like a Phoenix”. I tak kobiecość została pokonana przez akceptację dla wszystkiego, co związane z transpłciowością. Nie, nie mówię, że to dyskryminacja. Ale… (Cała Ameryka się z nas śmieje, że Europejczycy, mając do wyboru słowiańskie dziewczyny i TAKĄ kiełbasę, wybrali to drugie. Ale co z tego, Stany są głupie, nie?)
Naturalnie (stwierdzenie ostatnimi czasy tyleż samo względne, co i niebezpieczne), skoro Thomas może być Conchitą i tym samym upodabniać się do kobiety, to i randomowa Ela czy Salomea może zapragnąć wyglądać jak facet, nie zmieniając przy tym płci. Na ulicy coraz częściej widzę przechodniów, którzy naprawdę wyglądają jak młodzi, przystojni chłopacy, a w istocie są po prostu dziewczynami, mającymi na sobie full capa, bejsbolówkę oraz szerokie spodnie. O tym, że taki trend się przyjmuje, utwierdziłam się w przekonaniu, znalazłszy osadzoną w tej stylistyce sesję fotograficzną zatytułowaną „Girls Will Be Boys”, której przykładowe elementy przedstawiam poniżej.

Mnie się taka moda nie podoba. Popieram transseksualistów, bo przecież ich potrzeby są uwarunkowane psychologią, w końcu jak tu żyć jako kobieta, jeśli się jest mężczyzną i odwrotnie. Nawet, jeśli zaistnieje niedługo trzecia płeć, albo niezaspokojony artystycznie gatunek ludzki wymyśli nawet czwartą płeć, piątą, siódmą, bo przecież ani orientacja, ani religia, ani narodowość (choć podobno Żydzi żądzą światem) czy właśnie tożsamość narządów płciowych nie wpływa na intelekt, to również nie jestem chyba jej przeciwna (być może tylko na razie, nie wiem). Tylko czy to nie sprawi, że kobieta zostanie zepchnięta na margines, poczuje się nudna, będąc sobą? Czy już tak się nie dzieje? Czy to nie sprawka mężczyzn przypadkiem? 
Nie mam zielonego pojęcia. Chciałabym tylko móc za dziesięć lat nie tęsknić za czerwonymi szminkami, szpilkami oraz sukienkami. Mam nadzieję, że nie znikną ze sklepów, ustąpiwszy bezrękawnikom z postrzępionymi rękawami oraz niewyprofilowanymi spodniami. Czy to oznacza, że staję się tradycjonalistką? Albo, gorzej: zacofaną kwoką, która zaraz zacznie walczyć o prawa kobiet? 
Zaraz, zaraz. Zaraz.

Może to tylko moje czarne prognozy, związane z wariacjami hormonów? Comiesięczne stany około depresyjne? Ale przypadkowy kolega, któremu pokazałam powyższe zdjęcia, zapytawszy mnie najpierw, czy to kobiety, czy mężczyźni, stwierdził, że nie, nie podobają mu się, gdyż „kobiecość to kobiecość”, a gdy zapytałam Zuzię o nazwę stylu modowego, polegającego na upodobnianiu się kobiet do mężczyzn, rzuciła bez zastanowienia: „Lesbijstwo”.

Po co więc głodzić się, by utracić piersi oraz tyłek? Włosy pod pachami (już nie mówię o twarzy…) to naprawdę nowe osiągnięcie światowego stylu? O to walczyły sufrażystki? By już wiek później kobieta pragnęła upodobnić się do swojego rzekomego oprawcy?
Jeśli kobiet nie zabije ich fascynacja mężczyznami/walka z mężczyznami zamiast braku skupienia na sobie, to zabije ich tylko… skupienie na sobie. 
Sama już nie wiem, kiedyś byłam przeciwko aborcji, bez żadnych wyjątków, teraz mam pewne obiekcje. Pieprzyć te gwałty (zdaję sobie sprawę z tego, że to zabawny dobór słów), ale co z karierą?! Tylko znowu, czy kobieta musi często w tak bezpardonowy sposób walczyć o swoje prawa, czyli drzeć mordę, że coś jej się należy i koniec? O retoryce to już zapomniały? 
Kobiety w ogóle coraz częściej kręcą na siebie bata. Jak tu mówić poważnie o feministkach, skoro spora ich część, będąca w mediach, nie wygląda zbyt przyjemnie? Jeśli ktoś mi powie, że wygląd nie gra roli, to wybuchnę mu śmiechem w twarz. 
A przypomniałam sobie o tym z powodu zorganizowanego dziś w Poznaniu Marszu dla Życia. Dawno już nie byłam tak zirytowana na wszechświat, jak wtedy, kiedy wlokłam się za śpiewajacymi „Ja jestem, ja czuję, ja żyję…” rodzinami i duchownymi. Wydaje mi się, że i jedna, i druga strona jest trochę śmieszna. 
Nieco wcześniej, w sklepie na dworcu PKP, spostrzegłam żywe zainteresowanie szczególnym gatunkiem powieści. Rozglądające się między półkami kobiety sięgały nie po sensacje Dana Browna, nie po Cobena, a co dopiero odgrzewanego Pilcha, a „cudeńka” pani Michalak, Grocholi i jeszcze jakiejś Kołakowskiej (nie mylić z Kołakowskim, Leszkiem, znamienitym profesorem, mimo że pochodzącym z Radomia). Cieszę się, że kobiety czytają, a jakże, ale dlaczego odmóżdżające dziełka, skupiające się wyłącznie na miłości oraz piciu gorącej czekolady z wiśniami? (Przez to, że jest popyt na literaturę kobiecą, nie mogę się wybić, foch). STRASZNE RZECZY! 
Im częściej jestem świadkiem takich wydarzeń, zaczynam się zastanawiać, gdzie się podziewają prawdziwe kobiety (bo że prawdziwi mężczyźni chowają się pewnie po jakichś jaskiniach, dziesięć kilometrów pod dnem Rowu Mariańskiego, to dawno wiadomo), temperamentne, a jednocześnie subtelne, inteligentne i zmysłowe? Takie jak na przykład:
???
Miejmy nadzieję, że Katarzyna Nosowska ma rację:
Ko­bieta jest or­ga­niz­mem ul­tra­dos­ko­nałym. Pot­ra­fi się re­gene­rować po ek­stre­mal­nie ciężkich doświad­cze­niach. Przet­rwa wszystko. 

7 myśli na temat “Ewolucja kobiety

  1. Może mi nie uwierzysz, ale często spotykam się z tym, że np. kobiety zachwycające się wyłącznie takimi dziełami i/lub noszące się w opisanym stylu, to mi zarzucają, że jestem "chłopska", bo robię "chłopskie" rzeczy. One same kojarzą czytanie szerszej literatury, rozmawianie o niej, etc… za zajęcie męskie. Ja sama nie wierzyłam, kiedy usłyszałam te opinie o sobie. Jeden z niewielu razu nie wiedziałam w jaki sposób mam odpowiedzieć, bo miałam w sobie wiele sprzecznych uczuć do rozmówczyń. Mawia się, że kobiety inteligentne często są zaniedbane: podążanie za stereotypem ładna-głupia, brzydka-mądra.

    Chciałam napisać coś mądrego, ale to wszystko wydaje mi się po prostu kretyńskie. Czuję się, jakbym żyła na jakimś powalonym świecie. Na szczęście jestem świadoma tego, że są różne rodzaje kobiet, osobowości, etc. i może jest gdzieś tam dla ludzi nadzieja.

  2. Spoko, fajnie, że mój komentarz się nie dodał. Na własnym blogu! Skandal.

    Tak czy siak, masz rację, bardzo trudno mi uwierzyć w to, co napisałaś. Przecież literatura od zawsze była zarówno domeną kobiet, jak i mężczyzn, nie tak jak noszenie spodni czy wąsów. Safona – starożytność, VII wiek p.n.e., Hrotsvita z Gandersheim – średniowiecze, dokładnie X wiek n.e., moja idolka Izabela Czartoryska z Flemmingów… Powtórzę chyba to, co od wczoraj powtarza mój kumpel, kiedy zobaczył wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego – żyjemy w ciemnogrodzie.

    Nadzieja jest, no ale… Trudno mi spojrzeć na to zagadnienie w jasnej perspektywie.

  3. Zawsze byłam za ideą, że o gustach się nie dyskutuję. Kobieta jakakolwiek by była jest piękna i kobieca, a dlaczego? bo jest kobietą. By wyglądać na piękną trzeba czuć się piękna. Dlatego tu nie mogę się podpisać, pod warunkiem, że swym wyglądem nie obraża ona nikogo ani też wulgarnie się nie obnaża.

    Dobra, to co mnie odraża to fenomen "pokemona". "Moda przemija, styl pozostaje" – jak mówiła Chanel. Dlaczego teraz wszystkie dziewczyny muszą chodzić z natapirowaną grzyweczką, niedopracowanymi kreskami eyelinerem (i ogólnie z multum tapety) w dresach lub kontrastowo w miniówach z gigantycznymi napisami "fuck you", "bithc" etc… bo taki jest "lans", nieprawdaż? Wyglądajmy identycznie! Yay! Dla mnie pod warunkiem, że niewiasta czuje się się piękna, ma WŁASNY gust i nie rani nim nikogo to powinna być z siebie dumna. Jeszcze nie tak dawno kobieta w spodniach była tak męęęęęska, bez futra i tony świecidełek prawie goła, a w innych czasach nakładanie różu było grzechem i nieprzyzwoitym gestem w obecności panów. Zobaczymy co będzie za parę lat… 🙂

Dodaj komentarz