Nic nie dzieje się bez powodu

Ostatnimi czasy staję się immamentnie metafizyczna. Mój życiowy łańcuch przyczynowo-skutkowy lśni blaskiem z zaświatów. Widzę to i wiem: jestem porąbana w swojej największej porąbaności. Ale mimo tego wewnętrznego ześwirowania zdaję sobie sprawę również z tego, że mam rację.

Każda spotkana przeze mnie osoba nie stała przypadkowo na tej pokręconej wysokogórskiej ścieżce, jaką kroczę. Jest po to, by podać mi rękę, gdy stopa obsunie mi się ze skały. Lub podstawić nogę. Nie ma jednak innych wędrowców, na których nie warto byłoby zwrócić uwagi, traktując równie lekceważąco jak pojedynczą kroplę potu na czole czy przelatującą obok muchę. Wszyscy. Znaczą. Coś. Znaczą. Wszystko. Nigdy nic[1].

Najśmieszniejsze chyba jest to, że w naszym wielkim marszu[2] wcale nie trzeba dużo się nachodzić. Wychodzi na to, że szczęście zawsze plącze się pod nogami, a już na pewno w zasięgu wzroku. Kwestia tego, czy jesteśmy na tyle świadomymi osobami, by to dostrzec lub na tyle pokornymi, ażeby się po nie schylić.

A propos pokory – Bossy zawsze mówi, że kompletnie mi jej brakuje. O Bossym wspominam, bo obiecałam, bo chłopak przeniósł się z Poznania do Szczecina, bo jest cicha szansa, że nigdy się już nie zobaczymy, lecz na zawsze pozostanie w mojej pamięci, a jego teksty uświetniać będą w dalszym ciągu moją kolekcję cytatów w dziale „czarnowidztwo”.

Pożegnania są przechujowe.
Na szczęście nawet, gdy tracimy grunt pod nogami, nigdy nie znajdujemy się w próżni. Jedne zamknięte drzwi oznaczają drugie otwarte lub chociaż uchylone okno. Całkiem dobrze włożyć trochę energii w większe rozwarcie i wejść w ten sposób do środka.
Ale jeśli tylko mijasz otwarte okna, to mijaj je zdrów[3]!

___
[1]. Kerouac Jack, „Big Sur” – za dużo się naczytałam tej pierwszorzędnej depresyjnej książki i styl mi się tak dziwacznie wkręcił.
[2]. King Stephen, „Wielki marsz” – rewelacja, polecam, jak do tej pory moja ulubiona książka Króla, choć czytałam poza tym na razie tylko „Uciekiniera” oraz „Blaze’a”.
[3]. Irving John, „Hotel New Hampshire” – Bossy, wypożycz tę książkę zamiast „Stu lat samotności”, dobrze Ci zrobi, jestem pewna. : *

————————–
SON LUX W POZNANIU PIĄTEGO LISTOPADA, KTO PRZYJEŻDŻA?!

Dodaj komentarz