4

Nie potrafimy ze sobą rozmawiać

W większości związków następuje taki etap, że para nagle nie ma o czym ze sobą rozmawiać. On woli grać w najnowszą FIFA. Ona albo stoi nad nim i wrzeszczy, albo zabiera swoją złość na spotkanie z przyjaciółkami, by popsuć im wieczór poprzez użalanie się nad sobą oraz obrabianie dupy lubemu. Czasem pracownik, zamiast powiedzieć szefowi, że fucha jest beznadziejna i pewnie nie wytrzyma w tym piekle do końca tygodnia, woli na następny dzień po prostu nie przyjść do pracy, nie odbierać telefonów od kierownika czy prezesa, a później żyć w stresie przez najbliższy miesiąc lub trzy, czy przypadkiem były przełożony nie pokusi się o nawiedzenie go w domu i przemienienie dużego pokoju w salę tortur. Nagle zaś, nie wiadomo kiedy to się stało i nie wiadomo jak, dwie najlepsze przyjaciółki nie że nie potrafią się dogadać, tylko po prostu: nie mają tematów do rozmowy. 
I w ten sposób umierają relacje, przepadają pieniądze, rodzą się kłopoty, samotność, złość, a zważywszy na efekt motyla, pewnie i giną całe miasta zalane przez tsunami czy spalone poprzez erupcję wulkanu. 

 

 
Wszystko przez to, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać
 
Komunikacja to wynalazek, którego ludzkość nie wymyśliła. Zajęły się tym inne gatunki, bardziej pierwotne i podejrzewam, że o wiele bystrzejsze. Na przykład pszczoła. Im wolniej rusza przed swoimi kompanami odwłokiem, tym dalej jest jedzenie, które znalazła. Jak pies zamerda ogonkiem, znaczy, że szczęśliwy, a jak osika drzewo, to znaczy, że to jego teren i tyle. A gdy krokodyl podejdzie do krokodylicy i do niej warknie, są duże szanse na złożenie jaj. 
 
Człowiek zaś, kiedy doszedł do wniosku, że komunikacja może służyć nie tylko przeżyciu, ale choćby na przykład sztuce czy korzyściom materialnym, zaczął ją doskonalić, na przykład pisząc dzieło pt. Die eristische Dialektik albo Verbotene Rhetorik.Tylko nawet, jeśli będziemy całkiem nieźle operować językiem i znać fajne mądre słówka, to nic nam po nich. Ponieważ mamy uczucia oraz emocje i jeśli nie potrafimy ich zrozumieć, a co dopiero pojąć emocje targające drugą osobą, to leżymy i kwiczymy. A tak naprawdę wystarczy chcieć się porozumieć i przestać się bać.2
 
Kiedy nadchodzi w związku ten czas, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać, wściekanie się, tupanie nóżką czy rzucanie w partnera cukiernicą nic nie da. W ogóle odradzam powyżej wypisane praktyki w każdej sytuacji, chyba że akurat gramy na deskach w teatrze. Tym, co pomoże zamiast tego, jest analiza. Trzeba zastanowić się nad dwoma sprawami. Po pierwsze: czy przypadkiem nie jest tak, że my nigdy za dużo nie rozmawialiśmy, tylko w nawale zajęć, braku czasu oraz głównie uprawiania seksu podczas randek nie zwracaliśmy na ten fakt uwagi?Jeśli tak, to polecam zastanowienie się nad przyszłością tej relacji. Po drugie: zacznijmy szukania winy przede wszystkim u siebie, nie u partnera.
 


 
Czasem po prostu zdarza się tak, że ludziom nie chce się gadać, więc nie stalkujmy lubej czy lubego, bo może mieć gorszy dzień, dwa, a nawet tydzień, to się zdarza. Nie popadajmy w histerię. My, kobitki, bardzo lubimy układać dramaty i wymyślać historyjki, żeby urozmaicić nasze życie uczuciowe, jeżeli jest takie sobie, nawet wtedy, kiedy snujemy te scenariusze we własnych głowach. To nie hejt na kobiety, po prostu tak jest. W większości przypadków, nie mówię o naprawdę fajnych laskach i lesbijkach, tylko o statystyce.
A może przypomnijmy sobie, czy partner nie ma przypadkiem dosyć naszego zachowania? Może staliśmy się zbyt nachalni, może za bardzo jesteśmy egoistyczni i za dużo wymagamy? Albo przez przypadek uraziliśmy nasze słodkie kochanie? Wtedy nie rzucajmy się z mostu. Zdarza się każdemu, więc może po prostu umówmy się na dobrą kolację przy świecach i wyjaśnijmy sobie kilka spraw?
Faceci tego nie znoszą, to prawda, ale to nie musi być długa konwersacja o uczuciach, pełna wzruszeń. Suche fakty i pozamiatane. A dobre jedzenie wszystko ułatwia.
Tak naprawdę cały ten wywód jest oczywisty, ale sprowadza się do jednej podstawowej rzeczy: zachowanie spokoju. Nie panikujmy. Strach przed niewidomym jest chorobą tych czasów. Kiedyś mieliśmy wojnę, więc baliśmy się Hitlera. Potem mieliśmy PRL, więc baliśmy się, że jutro nie będziemy mieć co jeść. Teraz jest w miarę okej, więc wymyślamy sobie problemy, a życie wcale nie musi być skomplikowane, by okazało się ciekawe i pełne doznań. Im prościej, tym zdrowiej.
 
Boimy się też tego, co inni o nas pomyślą. Dlatego nie powiemy szefowi, że chcemy zrezygnować z tej durnej pracy i zaharowywania się w imię tysiąca dwustu złotych, bo pewnie uzna, że jesteśmy mięczakami, albo że jesteśmy nierzetelni, albo cokolwiek innego. Będziemy milczeć i męczyć się, albo odejdziemy nagle, pęknąwszy w pewnym momencie ze stresu. Nic nie powiemy szefowi, bo wtedy on może odpowiedzieć, że faktycznie, jesteśmy nieodpowiedzialni, może leniwi, może niedojrzali. Bo szef pewnie dobrze nas zna i ma rację, a my wolelibyśmy, żeby było inaczej. Prawda wypowiedziana głośno jest wysublimowanym narzędziem tortur.
Z drugiej strony, jeśli szef nawet i powie nam niemiłe słowa prosto w twarz, to one wcale nie muszą być prawdziwe. Grunt, żebyśmy znali prawdę o samych sobie i ją akceptowali. Wtedy oszczerstwa nas nie zabolą, a może i zmotywują. No to wtedy: dawaj pan wypłatę, chuj panu w dupę i nara temu obozowi pracy.
Kolejna banalna, ale złota rada, której treść pewnie znacie. Warto sobie jednak odświeżać ją co jakiś czas. Ilu ludzi, tyle opinii. Nie wszystkie są trafne, nie wszystkie cenne, porażająca większość nic nie wnosi do życia. Po co mamy się tym przejmować? Przejmujmy się sobą i troską o najbliższych. Jeśli nam się żyje dobrze, to również ludziom, których kochamy i którzy nas kochają.
 
 
 
Czymś, z czym najtrudniej sobie poradzić, to upływ czasu.
W najnowszym filmie Christophera Nolana (notkę o Interstellar też pewnie napiszę) pada stwierdzenie, że Miłość jest jedynym zjawiskiem, które wykracza poza czas i przestrzeń. Bohaterowie w tym obrazie niezmiennie kochali swoich bliskich, mimo że dzieliły ich miliony lat świetnych. Czy to przypadkiem nie bajka? Spójrzcie, ile związków rozpada się z powodu odległości dzielącej kochające się osoby. Jeśli rzadko się z kimś widzimy, może on po pewnym czasie stać się kimś obojętnym, bo nie uczestniczy w naszym życiu. Nie pomaga nam w kryzysowych chwilach, nie dzieli z nami takich maleńkich radości, jak chociażby trzeci pełny dzień na diecie czy kolejna stówka lajków na facebookowym fan page’u bloga. Nie jestem czarnowidzem, ale raczej nastawiam się do takich relacji sceptycznie. Po pewnym czasie rozłąki i życiu w dwóch różnych środowiskach, kiedy następuje sposobność, by móc znowu być razem, okazuje się, że to nie to samo. Zmieniliśmy się. Czy jeszcze do siebie pasujemy? Czy wciąż potrafimy śmiać się wspólnie tak po prostu, bez żadnego powodu?
 
Jest trudno.
Co to znaczy?
To znaczy, że warto się starać. Jak coś jest łatwe, to nie warto tego osiągać, bo co to byłaby za satysfakcja?
To znaczy, że trzeba walczyć, bo im więcej trudności pokonujemy, tym silniejsi jesteśmy.
 
 
 
A jeśli się nie da?
Jeśli spotkania nie dają przyjemności, jeśli naprawdę nie ma tematów do rozmowy, jeśli wszystko jest takie naciągane i sztuczne, a jedyne, co trzyma dwie osoby, to sentyment?
Wtedy, cóż, czas na zmianę. Z niektórych rzeczy trzeba zrezygnować, choćby nie wiem, jak bolało. Nie każda droga, którą wybieramy, dokądś prowadzi. Czasem to po prostu ślepe uliczki, i jak nie da się rozwalić muru na jej końcu, to trzeba zawrócić i tym razem może skorzystać z GPS-u.
 
Bądźmy jednak mimo wszystko spokojni. I wymagający. Dla siebie. Dopiero wtedy możemy wymagać od innych.
 
 
Jest jeszcze jedna sytuacja, w której ani wysoki poziom retoryki, ani wspaniale rozwinięta empatia nie pomogą.
Zdarzają się ludzie, którzy są przeświadczeni o własnej racji. Poznasz ich po tym, że często mówią: ja mam zawsze racjęzobaczysz, że będzie, jak mówię” i/lub a nie mówiłem/am. Nawet, jeśli nie wykorzystują żadnego z tych zwrotów, i tak są najlepsi, najmądrzejsi, wiedzą o świecie wszystko, a Ciebie znają jeszcze lepiej niż Bóg czy ty sam. Każda próba wytłumaczenia im swojego punktu widzenia, przedstawienia sytuacji ze swojej perspektywy, spełza na niczym. Przecież oni i tak wiedzą lepiej.
Póki więc nie zakłujesz ich dowodami w twarz albo nie znajdziesz grona popierającego Twoje słowa, po prostu trzymaj się od nich jak najdalej. To nie to, że nie potraficie ze sobą rozmawiać. To znaczy, że takie osoby słuchają tylko siebie i tak naprawdę wcale im na Tobie nie zależy.
 
A zatem podstawą komunikacji nie są tylko i wyłącznie słowa, choć wiadomo – im bardziej dbamy o język, tym bardziej jesteśmy szanowani (lub traktowani jak snoby przez osoby o niskiej kulturze języka czy ubogim słownictwie). Liczy się język ciała, nasze emocje i uczucia. W porozumiewaniu się nie bądźmy tylko ostrożni. Przede wszystkim: bądźmy szczerzy. I w rozmowie z innymi, i z samymi sobą.
 
To ostatnie jest definitywnie najtrudniejsze.
 
 
___________________________________________


 1 Die eristische Dialektik – słynna Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów autorstwa Arthura Schopenhauera oraz Verbotene Rhetorik – Zakazana retoryka napisana przez Glorię Beck. Na czele manipulacji językowej sami Niemcy. Przypadek?
 2 To nie takie łatwe, niestety. Ze strachem bardzo trudno sobie poradzić. Boimy się czasem nawet niepozmywanych naczyń ukrytywch w szafce pod zlewozmywakiem, otworzenia drzwi listonoszowi czy wstania z łóżka. I nie ma się z czego śmiać. To raczej poważna dolegliwość na tle psychologicznym, która przekłada się na wszystkie inne dziedziny życia i paraliżuje każde działanie. 

3 myśli na temat “Nie potrafimy ze sobą rozmawiać

  1. Bardzo ciekawy wpis,także czasem zdarza się niezgodność charakterów,le to fakt ze komunikacja między ludźmi zanika a będzie jeszcze gorzej,teraz rządzą internety i to także przenosi się na uczucia itd jak para jest ze sobą to burza,brak tematu do rozmowy,a jak na Facebook czy nawet telefon to rzeka tematów,trzeba tylko wierzyć ze spotka się odpowiednia osobe i to zaradnie pielęgnować a czas pokarze 😉

Dodaj komentarz