To wcale nie musi być najlepsza recenzja książki Karola Paciorka i Włodka Markowicza. To po prostu będzie najlepsza recenzja publikacji pt. Lekko stronniczy. Jeszcze więcej, na jakiej napisanie mnie stać. Głównie z takiej przyczyny, że nie będzie to tylko i wyłącznie moja opinia na temat wypocin chłopaków, tylko opowiedzenie o tym, co ich program wniósł w moje życie.

Ostatnie zdanie z powyższego akapitu brzmi nieco pompatycznie, jakby Karol i Włodek dali mi sto tysięcy złotych na rozwinięcie własnego biznesu albo swoją postawą nadali sens mojej egzystencji. Ani jedno, ani drugie, niestety. Za to umilili mi czas. Ich program darzyłam swego czasu ogromną sympatią. Śmiałam się jak głupia, jednocześnie nie dowierzając, że z takiej pierdoły, jaką jest podawanie własnej opinii na temat zaistniałych sytuacji w Internecie i społeczeństwie, można zrobić tak świetny program. Jak widać, można było, dysponując charyzmą oraz pewną dozą elokwencji, które to cechy przebijają się również w tekście książki Lekko stronniczy. Jeszcze więcej.
Publikacja, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak i w okresie bożonarodzeniowym zaśmiecała Instagram (a propos, oto link do mojego profilu, można śmiało obserwowa), jest zbiorem felietonów Karola i Włodka, przeplatanych ich zapisaną konwersacją, utrzymaną w dobrze znanym charakterze, jakby wyjętym żywcem z odcinka. A zatem jest śmiesznie, ale i mądrze, życiowo, ale można do woli popuszczać wodze fantazji razem z autorami. Bardzo pozytywne odczucie, dzięki któremu przez książkę po prostu się frunie.
O czym w ogóle traktują teksty? O Internecie, o czasach studenckich, o trudnym polskim społeczeństwie, amerykańskiej telewizji, o Internecie, pracy. płynięciu pod prąd, Internecie, popularności, blogach, bezpieczeństwie w sieci, a przede wszystkim, co mile mnie zaskoczyło, o Int… Tu już się zapędziłam. Wiele fragmentów ma wydźwięk motywacyjny i inspirujący. Są to wypowiedzi niezbyt oryginalne, ale zawsze aktualne, szczere i jak najbardziej słuszne, które powinny być wygłaszane do obrzydzenia, bo dla niektórych czasami raz to za mało. W zasadzie dla większości socjety. No i znalazło się uznanie dla Jareda Leto, co nastraja mnie bardzo sentymentalnie.


Sfotografowałam Wam też kilka kawałków, które szczególnie do mnie przemówiły.


Powyżej cenne uwagi a propos rozpoczynania projektów i ich prowadzenia. A także życia, jak mniemam. 

 Czysty hejt na Polskę? Dokładnie odwrotna sytuacja. Konstruktywna krytyka, branie się za siebie i działanie. To mi się podoba, chłopaki.

Zgadzam się. Sława może wiele rzeczy umożliwić i przyspieszyć. Dopóki nie staje się kawałkiem żelastwa, który ściąga Cię w dół. 

Ostatnio obserwuję wiele przykładów, że ci z małej mieściny, którzy przyjeżdżają do dużego miasta, żeby w nim rozkwitnąć, wnoszą do społeczeństwa o wiele więcej niż ci, którym od samego początku było łatwo. Potwierdzone info. Poza tym, hej, wszyscy mieszkamy teraz w globalnej wiosce.

Tak jest. Kolejne potwierdzone info – dzięki studiom się rozwiniesz, ale doświadczenia nie zyskasz. To, co potrzebne w życiu, nie jest wykładane na zajęciach. Choć nie oznacza to, że podczas swojego etapu studiów niczego się nie nauczysz. Wręcz przeciwnie. Poznasz wszystkie blaski i cienie bycia młodym oraz po prostu bycia człowiekiem. To do młodszych czytelników, którzy jeszcze tego nie wiedzą. 
Dlatego nieważne, jak wiele osób Ci mówi, że na swoje hobby będziesz miał czas później, gdy zrobisz to czy tamto, a może środki na realizację swojej pasji… Nie. Rezygnuj. Z tego co kochasz, nigdy, przenigdy, a nawet nie odkładaj tego na później. Bo możesz umrzeć w międzyczasie.
Zawsze powtarzam to, co Włodek powyżej. 
A na koniec taki fragment. Do Waszej interpretacji. Mnie te dwa zdania natchnęły ogromną dozą determinacji i wiary we własne siły.
Słowem: warto jak cholera przeczytać tę książkę. Nie uśmiałam się tak, jak podczas oglądania show Lekko stronniczy, ale uśmiechnęłam się parę razy i pokiwałam głową. Zgadzam się z Karolem i Włodkiem. I czuję podobnie. I chyba sięz tego cieszę.

Tak jak wielu mi podobnych, po przeczytaniu książki sięgnęłam do pierwszych podcastów chłopaków, między innymi obejrzałam 35mm. W tym programie Karol (jakżesz on wyglądał…!) opowiadał o technikach fotografowania i najnowszych nowinkach ze świata Canona i innych (teraz już starych gratów). I oglądam sobie jeden odcinek, i mam łezkę w oku.

Szlochałam nie dlatego, że Karol miał koszulkę adidasa i sięgające za kolano bojówki (taka była wtedy moda, naprawdę, pamiętam). Powodem jest wiszący za Karolem billboard. Coke Live Music Festival. Muse, 30 Seconds to Mars, The Chemical Brothers… Mój pierwszy festiwal. I ja, taka mała, taka nieświadoma, uczestnicząca w tym evencie, marząca o… zgoła innych rzeczach, niż teraz. I Karol miał wówczas dwadzieścia trzy lata i robił coś ze swoim życiem, a ja wtedy nawet nie wiedziałam, co chcę w życiu osiągnąć. Dwadzieścia trzy lata mam za to teraz. I wiem. I życzę sobie, żeby dać radę, tak jak Paciorek. Myślę, że on i Włodek stanowią świetny przykład mogący inspirować młodych ludzi nie tylko do nagrywania się na YT, ale po prostu do działania, jakiegokolwiek przejawu aktywności. 
Wspólna foteczka ze Starego Rynku w Poznaniu. Mam nadzieję, że Julita się nie pogniewa, wszyscy wyszliśmy trochę niefortunnie. Ale to był dobry dzień. Tęsknię do takich. Zastanawiam się w ogóle, po co wrzucam tutaj to zdjęcie. Ale z drugiej strony, po co ono w ogóle było robione? Żeby leżało zapomniane gdzieś na dysku czy pokazywało socjecie, że wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi i wyłącznie od nas zależy, czy zostaniemy osobami, które będą sobie robiły zdjęcia z innymi, czy też tymi „innymi”, którzy będą do nich pozować na czyjąś prośbę? Chyba to drugie. Że jeśli chcesz, możesz, ale nie musisz. Naprawdę możesz, choć lekko nie będzie i, nawiązując do wcześniejszych cytatów, nieraz dostaniesz od życia pięścią w mordę.
A zatem przeczytajcie książkę Lekko stronniczy. Jeszcze więcej, i weźcie od życia to, co tylko chcecie. 
9/10