Nie jestem fanką tzw. literatury kobiecej, która bije teraz rekordy popularności wśród blogerek książkowych. Nie kręci mnie taki gatunek prozy, ale zanim rozprawię się z nim na blogu, przebrnę przez jakąś Grocholę czy inną Michalak, choć nie wiem, czy z tego pojedynku wyjdę cało. Z Anną Gavaldą jest jednak inaczej. Może dlatego, że Francuzki po prostu potrafią pisać o życiu i miłości w sposób bardziej autentyczny niż współczesne Polki? Na razie nie mam danych, by odpowiedzieć na to pytanie, więc jak Wy sądzicie? 
Ostatni raz, o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć, jest z pewnością o wiele lepszy niż którykolwiek z pierwszych razów opisywanych w ckliwych powieściach dla kobiet naszych czasów. (Naprawdę, nie mam pojęcia, dlaczego dziś rzucam takie bezpodstawne sądy bez jakichkolwiek oględzin, Przypadek czy intuicja)? To druga książka Anny Gavaldy, po jaką sięgam. Wcześniej zauroczył mnie tytuł Po prostu razem, w którego ekranizacji występuje wielbiona przeze mnie Audrey Tautou oraz Guillaume Canet. Zanim jednak napiszę cokolwiek na temat jakiejkolwiek z książek Gavaldy, kilka słów o samej pisarce. 

Anna Gavalda chyba jest bardzo życzliwym człowiekiem, bo takie odnoszę wrażenie na podstawie lektury jej dwóch książek. Myślę też, że dobrze zdaje sobie sprawę z tego, jakie konsekwencje niesie ze sobą prawdziwe życie. Mimo tego, nie znalazłam żadnych informacji w internecie, które potwierdziłyby moje odczucia, więc jak zwykle pozostaję gołosłowna. (Chyba, że też tak czujecie, wtedy raczej wiarygodności nam nie przybędzie, ale możemy być gołosłowni razem, bo jak wiadomo, w kupie* raźniej). 

Czego zaś się doszukałam? 
Tego, że kobieta urodziła się w Paryżu i uczyła języka francuskiego. Aktualnie jest rozwódką z dwójką dzieci, mieszkającą pięćdziesiąc kilometrów od stolicy Francji. Pisanie idzie jej bardzo dobrze. Zekranizowano już dwie powieści, a w sumie opublikowała sześć książek, bardzo poczytnych nie tylko u kochanych żabojadów, ale choćby w UK i Polsce, a także w jakichś czterdziestu innych krajach. To m. in. debiutancka Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał, Kochałem ją, Billie oraz Pocieszenie
Poza tym ma czterdzieści pięć lat i trzyma fason. Wygląda trochę jak księżna Diana, tylko odchudzona. I bardzo niemartwa. Ogólnie: ładna babeczka, w jej wieku mogę wyglądać podobnie, nie obrażę się.

Ostatni raz opowiada o spotkaniu czwórki rodzeństwa. Statecznego Simona, romantyczki Loli, najmłodszego Vincenta oraz niesfornej Garance, z której to perspektywy opowiedziana zostaje krótka historia ostatniego dnia ich dzieciństwa. Wspomnienia o życiu w domu rodzinnym przeplatają się z beztroskim dniem wolnym, kiedy cała czwórka bierze wolne od małżonków, dzieci, pracy i innych obowiązków. Wspólnie spędzone chwile toczą się leniwie, a słoneczna wieś gdzieś w środku Francji i cygański tabor stanowi dla nich przepiękne tło. 
Niepoukładana postać Garance jest mi bardzo bliska. Również mam problemy z wejściem w dorosłość. Staram się odkładać ją na później, ale coraz częściej stwierdzam, że to dojrzałość i odpowiedzialność bardziej mi pasuje niż szczeniackie wygłupy, co z kolei przybliża mnie niejako do postaci Simona. Pisarka w zwięzły, ale bardzo dobitny sposób opisuje każdą z postaci. Szczególnie do gustu przypadło mi porównanie sióstr, Garance i Loli. Zresztą, spójrzcie sami: 

Ona lubi być na lekkim rauszu, ja wolę pić naprawdę. Ona nie lubi wychodzić, ja nie lubię wracać. […] Ona nie może pójść z facetem do łóżka bez miłości, ja nie mogę iść z facetem do łóżka bez prezerwatywy. Ona… Ona mnie potrzebuje, a ja potrzebuję jej.
Niby takie proste, a do mnie przemawia. Widać nie liczy się tylko język. Poetycko wyrażane myśli, wysublimowane konstrukcje gramatyczne i katedry zdań wielokrotnie złożonych to najwyraźniej nie zawsze fundament dobrej prozy. Liczy się uczucie, z jakim pisze twórca oraz odczucia, jakie później gromadzi w sobie czytelnik. To właśnie moc Anny Gavaldy i Ostatniego razu
Nie do każdego do trafi, ale jeśli zgadzasz się ze mną, to możemy sobie przybić piąteczkę, do czego gorąco zachęcam. Czy ktoś z Was w ogóle czytał  Ostatni raz? Dajcie znać, proszę, a przy okazji powiedzcie, co sądzicie na temat okładki polskiego wydania. O co chodzi z połówką pomarańczy i jabłka? Do czego pije autorka? Do Simone’a i jego żony czy może Loli oraz Garance? Jakieś inne pomysły?
6/10

______________________________________

*Temat kupy powraca jak bumerang nie tylko na blogu, ale i w życiu. Szykuje się Kupa zła vol. 2. Polecam przedtem zapoznanie się z Kupą zła vol. 1.