Nie masz zielonego pojęcia, jak wiele razy ostatnio usłyszałam, że ktoś kiedyś chciał spełnić marzenia i wydać książkę, ale koniec końców tego nie zrobił. Marzenie utonęło gdzieś pomiędzy stertami rachunków do zapłacenia a stosami ciuchów do wrzucenia do pralki, czyli w toniach szarej codzienności. Kto inny mówił, że chciał spełnić marzenia i pojechać do Indii, ale teraz to już nie, bo przecież dom, żona, dziecko, pies… Żeby wydać książkę nie trzeba wcale ruszać tyłka z kraju, więc dlaczego rezygnujesz ze swoich marzeń? 

Odpowiedzi może być kilka.

1. Uważasz, że nie jesteś wystarczająco dobry w pisaniu. 
Jesteś oczytanym człowiekiem. W szkole poznałeś trzech wieszczów narodowych i Sienkiewicza. Teraz wpada Ci w ręce Twardoch albo Tokarczuk, więc płaczesz nad ich świetnym stylem, przerażającą wiedzą o świecie i błyskotliwie ujętymi myślami. Płaczesz, bo wydaje Ci się, że Ty tak nie potrafisz.
Przede wszystkim: czy w ogóle spróbowałeś? Czy podjąłeś ten trud, by wystukać kilka stron w edytorze tekstu i zanieść to komuś do w miarę rzetelnej oceny? (Najlepiej trzem osobom, żeby wypośrodkować to, co będą miały do powiedzenia). Konieczne są te dwa elementy. Napisz coś i poddaj się czyjejś opinii. W przeciwnym razie Twoje gdybania nie mają racji bytu. 
A jeśli faktycznie nie jesteś zbyt dobry?
Według mnie istnieją dwa rodzaje pisarzy. Artyści i rzemieślnicy. Artysta nie musi się uczyć, on po prostu wie, jak pisać, więc robi to i wychodzi mu bardzo dobrze. Rzemieślnik natomiast spędza mnóstwo czasu, by doskonalić się w swoim fachu. Czyta dużo innych książek, nawet poradników o pisaniu oraz blogów ze wskazówkami. To, co pisze, i tak sprzeda się na całym świecie. Serio, pisarstwa można się nauczyć. Choćby drogą prób i błędów. 
2. Napisałeś, wysłałeś do wydawnictwa i… nic.
Nie wiem, czy masz świadomość, jak wygląda selekcja nadesłanych tekstów w wydawnictwach. Sposób wyboru utworów do publikacji różni się w zależności, czy to duże wydawnictwo, czy małe. Oczywiście wszyscy utrzymują, że czytają całe maszynopisy, bo inaczej sumienie nie dałoby im spokoju, przecież to ich obowiązek… I nieprawda. 
Do dużego wydawnictwa spada kilkadziesiąt obszernych tekstów dziennie. Selekcją zajmuje się jedna, rzadko kiedy dwie osoby (o trzech nie słyszałam). Człowiek nie jest w stanie czytać trzydziestu książek dziennie, tym bardziej, że niektóre są naprawdę wątpliwej jakości. Dlatego niektóre e-maile pozostają kliknięte, lecz nieodczytane. Wtedy nie jest dziwnym, że autor nie otrzymał odpowiedzi. Dzieje się tak dosyć rzadko. Najczęściej redaktor w wydawnictwie czyta pierwszą stronę, dziewięćdziesiątą dziewiątą (chyba, że utwór nie ma tylu, wtedy jakąś przypadkową ze środka) i ostatnią. Jeśli przeczytane strony nie chwycą go za serce, nie ma mowy o publikacji książki. Swoim pisaniem musisz zmusić czytelnika, żeby sięgnął po jeszcze! 
Dlatego jeśli nie otrzymałeś odpowiedzi, spróbuj przeanalizować swój tekst, poprawić, co się da oraz spróbować na nowo. Poza tym jedno wydawnictwo to za mało. W Polsce działa dwa tysiące wydawnictw. Jest z czego wybierać i gdzie wysyłać swoje teksty.
3. Tekst jest naprawdę zły.
A i takie się zdarzają, przecież nie wszyscy rodzimy się wirtuozami pióra. Musisz się zdecydować, co chcesz robić w życiu. A jeśli pomyślisz, że możesz nie być pisarzem, a wówczas Twoja dusza drży, na czoło wstępuje perlisty pot i serce kołacze nad wyraz niebezpiecznie, musisz pracować. Ciężko. Bycie pisarzem to nie jest kaszka z mleczkiem. To harówa dzień i noc, nawet, jeśli kochasz pisać. A przede wszystkim to bardzo samotna ścieżka, i niekoniecznie dochodowa, więc najpierw się porządnie zastanów. A później działaj. 
4. Nie masz pieniędzy.
Jeśli jakieś wydawnictwo odpisze Ci, że chętnie wydadzą Twoją książkę, ale w opcji ze współfinansowaniem lub kiedy Ty pokrywasz całą pulę kosztów, nie odpuszczaj. Próbuj dalej, ale pamiętaj o tej ofercie i jeśli nie znajdziesz nikogo innego, skorzystaj z niej. Przecież chcesz wydać tę książkę, tak? Po pierwsze, targuj się z wydawnictwem. Delikatnie, ale walcz o swoje, na pewno uda Ci się coś ugrać. Po drugie, poznaj konkretne koszty i co one zawierają. Dowiedz się, ile egzemplarzy będziesz musiał sprzedać, żeby zwróciły Ci się wpakowane w publikację utworu pieniądze. Jeżeli nakład proponowany przez wydawnictwo będzie wynosił trzysta, a Ty będziesz musiał sprzedać trzysta dwie, już wiesz, że Ci się to zupełnie nie kalkuluje i coś jest nie tak.
Istotna jest też kwestia marketingu. Dokładnie zapoznaj się z umową. Jeśli wydawca w klarowny sposób nie zapewni nawiązania kontaktu z mediami, sprzedaż książki będzie utrudniona. No bo jak człowiek ma kupić książkę, skoro nie wie o jej istnieniu? To jednak kolejny argument, by poprosić o obniżenie kosztów lub wyższe tantiemy, a w zamian za to samemu zająć się sprzedażą. 
Według mnie najlepiej jest sfinansować całość wydania z własnej kieszeni. Wtedy sam decydujesz i o okładce, i o papierze, na jakim zostanie wydrukowany tekst, możesz zgłosić swoje wszelkie zastrzeżenia choćby co do korekty… No i w zasadzie cały nakład jest Twój i możesz później go rozprowadzać, jak chcesz, w zależności od tego, co uzgodnisz z wydawcą. 
Przede wszystkim potraktuj publikację książki jako inwestycję, nie wydatek. Rozejrzyj się. Ludzie nie tylko czytają, ale i kupują! Cała blogosfera chwali się swoim wysokim poziomem rozwoju intelektualnego, a wielka część trąbi o tym, jak gigantyczne mają w swoich domach biblioteczki. Jeżeli odpowiednio nagłośnisz sprawę, a książka nie będzie tragiczna, ludzie ją kupią. Nie tylko odzyskasz swoje pieniądze, ale i zarobisz.
Dobrze, wiem, wiem. Nie masz tych trzech tysięcy złotych. Albo i sześciu. 
Jako mała tłuściutka gąsienica marketingowa (na razie marzę o zawinięciu się w kokon, ale potem liczę na to, że stanę się pięknym motylem, który pozna wszystkie dźwignie tego biznesu i będzie mógł nimi poruszać w każdej chwili do osięgnięcia rozlicznych korzyści), wiem, jak można zdobyć te pieniądze.
Crowdfunding – cóż, mi nie wyszło. Dlaczego, o tym w zbliżającym się poście. Jeśli chcesz, żeby Tobie się udało, musisz mieć agresywną kampanię medialną, sztab pomocników oraz świetny, przemyślany projekt. Wielu osobom się udało zebrać pieniądze dzięki życzliwemu społeczeństwu. Ty też możesz osiągnąć sukces. To oczywiście jest związane z wielką harówą, ale i satysfakcją, radością, robieniem nowych rzeczy, poznawaniem nowych ludzi. Cudowne doświadczenie, gorąco polecam.
Praca – polecam równie gorąco. Nie narzekaj bez przerwy, że nie masz pieniędzy. Wykorzystaj wakacje i idź do pracy. Jeśli mieszkasz z rodzicami, odłóż trochę grosza na publikację swojej książki zamiast wydawać wszystko na imprezy. To bardzo rozsądne. A jeśli rodzice zobaczą, że jesteś taki dojrzały, mogą się dorzucić. Zresztą, niedługo być może są Twoje urodziny. Powiedz w rodzinie, że chcesz wydać książkę, ale na to potrzebne są pieniądze. Zrezygnuj z tortu, biby na dwadzieścia osób w restauracji, względnie ze wszystkiego, co możesz, w imię wyższego celu. 
Sponsorzy – nie, nie masz się puszczać. Masz w jak najbardziej przekonujący sposób przedstawić swoją książkę różnym firmom i wyliczyć, co zyskają, kiedy zgodzą się pomóc ją opublikować. Logotyp na tylnej okładce to świetny sposób promocji. Lokowanie produktu w tekście? Znajdź kilka firm i sprawdź, czy pomagały już w jakichś kulturalnych inicjatywach. Jeśli tak – startuj. Pisz, dzwoń, dobijaj się. Nie ma lekko, ale to również sprawdzony sposób na pozyskiwanie pieniędzy. Pamiętaj tylko – nic za darmo. Być może w trakcie współpracy z firmą będziesz musiał pójść na pewne ustępstwa. 
Dalsze próby wydania w wielkim wydawnictwie bez własnego wkładu finansowego – okej, jak najbardziej, tylko według mnie powinieneś sobie wyznaczyć jakiś czas na poszukiwanie wydawcy. Jeśli przez np. trzy lata żadne z dużych wydawnictw nie będzie zainteresowane, zrób to po swojemu. I nie trać motywacji. Pisarz musi być zdeterminowany. 
E-book – istnieją miejsca w sieci, w których możesz praktycznie za darmo opublikować swój utwór w formie elektronicznej. I dodatkowo na tym zarobić. A jeśli popracujesz nad promocją dziełka, ludzie zaczną go ściągać i wytworzy się szum medialny, wydawnictwo może samo do Ciebie się zgłosić z propozycją wydania papierowego. Rzadko bo rzadko, ale to też jest alternatywa. Nawet jeśli wydawnictwo do Ciebie nie przyjdzie, pieniądze z e-booka możesz włożyć w publikację tradycyjną. Kto Ci zabroni? 
5. Boisz się.
Przeraża Cię ogrom roboty, to, że będziesz musiał poświęcić kilkadziesiąt godzin na dopieszczenie tekstu, a później taka katorga ze znalezieniem wydawcy. Przepraszam, taki mamy klimat. W dobie druku cyfrowego każdy może wydać książkę, dlatego tak bardzo rozrosła się konkurencja na rynku. Ale to dobrze, przynajmniej mamy po co się starać. 
Może Cię również oblecieć strach przed konsekwencjami wygranej. Brzmi dziwnie? A może wręcz przeciwnie, całkiem znajomo?
Lubisz tenisa? Kiedy Jerzy Janowicz staje na korcie i daje z siebie wszystko, a wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na jego wygraną, w jego psychice pojawia się mały pstryczek i przeskakuje z opcji pewne zwycięstwo na chyba jednak nie chcę. Tak, zbyt dużo myślenia potrafi naprawdę popsuć szyki. Lepiej więc nie zastanawiaj się, co się stanie, gdy książka odniesie sukces, stanie się bestsellerem, zaczną się codzienne wywiady, a psychofani zaczną nie odstępować Cię na krok. To daleka przyszłość, a w zasadzie jedna z bardzo niepewnych ewentualności. Skup się na tym, co jest teraz. Przeszłości też za bardzo nie rozpamiętuj. Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. Wyciągnij tylko odpowiednie wnioski i pamiętaj, czego nie robić, by nie zawalić sprawy. To taka wskazówka, którą możesz zastosować nie tylko do tego, jak spełnić marzenia i wydać książkę, ale do każdej dziedziny Twojego życia. 
6. Wstydzisz się.
Napisałeś książkę spływającą kaskadami spermy albo w której główny bohater morduje ciężarne kobiety, wyjmuje ich płody, nadziewa ryżem z kurczakiem i konsumuje, by uzupełnić swoją dietę białkową i osiągać lepsze wyniki w maratonach? Hej. Jesteś tylko pisarzem. Nie jesteś swoimi bohaterami. Pisarz nie może się wstydzić. Nie i chuj. 
Dobra, tak naprawdę nie do końca potrafię się wczuć w osobę, która rezygnuje ze swoich marzeń, bo coś tam… Zawsze chciałam być pisarką i nigdy nie odpuściłam, aż wreszcie doszłam do momentu, w którym aktualnie trwają prace nad opublikowaniem Piromanów. Szczegóły wkrótce. Mimo tego przechodziłam przez wiele opisanych powyżej problemów. Kiedy wielkie wydawnictwa mnie nie chciały, przeżywałam kryzys i traciłam wiarę w siebie. Później prawie dałam się nabrać jednemu wydawnictwu na opcję ze współfinansowaniem – a okazało się, że po prostu firma chce mnie oskubać. I boję się zawieruchy medialnej. Nie leży mi to, mogę się przejść do radia od czasu do czasu, ale nie znoszę słuchać swojej czczej paplaniny ani oglądać na ekranie. Jakiś taki wstręt wewnętrzny. 
(Ale Wy możecie, jutro w audycji kulturalnej Maćka Kucharskiego w Radiu Merkury, od 9.00 do 13.00, gdzieś tam pojawi się wywiad ze mną przeprowadzony przez Maćka Kluczkę. Potem mi opowiecie, jakich głupstw naopowiadałam. Żeby słuchać przez internet, wystarczy kliknąć „Słuchaj radia” na TEJ stronie).
Jak już jednak raczyłam wielokrotnie wspominać, jeśli jest trudno, to znaczy, że warto. Z jakiej racji mamy się poddawać i przestawać walczyć o swoje? Kto nam tak każe? Jesteśmy wolnymi ludźmi, wystarczy uzbroić się w cierpliwość, uodpornić na masę pracy i dawaj, tej! 

Czy ktoś ma coś jeszcze w tej kwestii do powiedzenia? Marzycie o wydaniu swojej książki? Macie może jakieś pomysły na zebranie pieniędzy, by opublikować dzieło? Czy są jakiekolwiek inne powody, żeby zaniechać spełniania marzeń? Co sądzicie?