Nie sztuka być autorem

Dzisiaj zabawię się w filozofa, języko(nie)znawcę oraz namolnego pytacza. W wersji feministycznej: filozofkę i języko(nie)znawczynię. Od pewnego czasu łażę za ludźmi i zadaję im pytanie, brzmiące: co różni pisarza od autora? Bo to, że się różnią, jest faktem, w końcu każdy pisarz jest autorem, ale nie każdy autor może być pisarzem. A skoro tak, to dlaczego? 

Leonid Pasternak, Pasja tworzenia, źródło: en.wikipedia.org
Pierwszym, najbanalniejszym powodem, będzie pewnie zakres twórczości. Autor obryzganego farbą płotna to malarz. Autor płynących z niebios melodii wykonywanych przez orkiestrę symfoniczną ze szczecińskiej filharmonii to kompozytor.** Z kolei haftów w muszli klozetowej to pijak. Ewentualnie student. Etc… Pisarz zaś musi posługiwać się słowem pisanym. Semantyka i logika się kłania. 

Drugim, nieco głębszym uzasadnieniem takiej teorii, będzie… zarozumiałość. Tudzież skromność właśnie. Autor brzmi tak zdawkowo, lekceważąco, a pisarz? To brzmi dumnie! Lecz prawdopodobnie tylko w opinii autora. Bo kiedy zapyta się o to pisarza, okazuje się, że albo 
a) ma wyjebane,

b) udaje, że ma wyjebane. 

Przykład? Jakub Żulczyk. Cytuję: 

„Literat”, „pisarz„, „autor” to moim zdaniem synonimy, to pierwsze ma swoje zabarwienie bo jest przede wszystkim nieco archaiczne, w PRL-u mówiło się „literaci”, ale moim zdaniem szukanie różnic semantycznych między tymi określeniami to dorabianie niepotrzebnej filozofii. Niektórzy ludzie podchodzą do słowa pisarz bardzo czcigodnie ze względu na bardzo długą tradycję zawodu i trudno im przypiąć to samo określenie zarówno do Marcela Prousta i Jasia Kapeli. Technicznie natomiast obaj pisarzami są, z tym że Jasia Kapelę osądzi ludzka pamięć, bo Prousta dawno już osądziła. Powtórzę się, to są synonimy i niepotrzebnie Pani się tą kwestią, moim zdaniem, zajmuje. Dejmek powiedział kiedyś o aktorach, że są do grania jak dupa do srania. Ja dodam od siebie, że czasami zjawiają się aktorzy wybitni, i z pisarzami jest podobnie. Pozdrawiam.

Oczywiście to, czy Żulczyk jest pisarzem, można zakwestionować, jak zresztą wszystko, co istnieje we Wrzechświecie, włącznie ze Wszechświatem oraz samym istnieniem. Niemniej, o ile nie jestem cieniem w platońskiej jaskini, a nawet jeśli, to wydaje mi się, że Żulczyk jest pisarzem, i to całkiem dobrym. Tak samo zresztą, jak Nikodem Pałasz, choć ten jest nieco inną postacią. Bardziej brodatą, to raz. A dwa, że nie tylko związaną z pisaniem, ale i ze sportem, i z przestępstwami… W końcu tworzy kryminały. Zaś na dany temat wypowiada się następująco:

To zależy od tego, jak jestem przedstawiany. Jeśli jestem przedstawiany jako pisarz – to super! Ale jeśli jako autor, to też fajnie, nie mam kompleksów ani ambicji z tym związanych. Nie wiem też do końca, czy to ma aż takie znaczenie. W końcu nawet wielcy pisarze twierdzili, że są autorami. Najważniejsze, że moja córka mówi o mnie, że jestem pisarzem. Fajne jest to, że mogę pisać i mam wydawcę, który chce to publikować, i nawet motywuje mnie, żebym tworzył kolejne rzeczy. A czy ktoś nazwie mnie pisarzem, autorem, twórcą, gryzipórkiem czy skrybą nie ma dla mnie większego znaczenia.
Kadr z filmu Świat według Garpa. Tytułowy bohater, pisarz, byłby nikim bez wsparcia swojej szalonej rodziny. Źródło: http://radziwill.us/clglrowijoli.html
Może autor Brudnej gry oraz Sam na sam ze śmiercią, tudzież po prostu pisarz kryminałów, odkrył największy z sekretów? Ważne, jakimi jesteśmy w oczach naszych najbliższych? Czy to nie oni definiują cały świat wokół, włącznie z nami samymi?

Po trzecie, autora od pisarza różnią pieniądze. Autor tworzy, ale niekoniecznie na swoich dziełach zarabia, zaś pisarz… Lek-arz, dek-arz, mur-arz, pis-arz… Widzicie pewną koneksję? To zawody są przecież. Albo fachy, zależy. Pół żartem, półserio, gawędziliśmy sobie podczas Warszawskich Targów Książki na ten temat z Michałem Olejnikiem. Opowiadałam mu, że znajomy zdziwił się a propos mojej niezbyt obszernej wiedzy dotyczącej nagród literackich, no bo przecież jestem pisarką i powinnam z tego tytułu lepiej orientować się w temacie. 
M: Przecież jesteś autorką, nie pisarką. Ile książek wydałaś? Jedną.
Emilka: No to od kilu zaczyna się być pisarzem?

M: Od dwóch! <Śmiech>. Pisarzem chyba jesteś wtedy, kiedy żyjesz z pisania. Tak samo jest jak z byciem fotografem. Teraz każdy robi zdjęcia, ale nie każdy na tym zarabia. 

Pisarz listów w Indiach przyjmuje wytyczne od klientki. Praca jak każda inna. Autor zdjęcia: Rita Benjeri. Źródło: en.wikipedia.org  
Trudno się nie zgodzić, prawda? Tym bardziej, że nawet definicja w PWN-owskim Słowniku języka polskiego nakierowuje na podobne wnioski. Według niej, pisarz to 
1. «ten, kto pisze, zwłaszcza prozą, utwory literackie»
2. «w dawnych urzędach miejskich, kancelariach królewskich itp.: urzędnik pełniący funkcję sekretarza»
Jasne? Jasne. 
Ale… 
(Zawsze musi być jakieś ale, w końcu kobietą jestem)!***
…wciąż pozostawia troszkę wątpliwości. Dlatego postanowiłam udać się z moją rozkminką do największego piechura, jakiego znam. Ludzie, którzy dużo chodzą po świecie, powinni dużo wiedzieć o świecie. 
E: Łukasz? Czym się różni pisarz od autora?
Łukasz Supergan: <Długa chwila ciszy&gt;. Najkrócej mówiąc, autor to rzemiosło, a pisarz to sztuka. Każdy, kto coś napisze, jest autorem tego tekstu. Jestem autorem jednej książki i kilkudziesięciu artykułów. Jestem też autorem mojego bloga. Pytanie, czy każdy, kto napisze chociaż jedną książkę, jest pisarzem.
E: No to kim jest ten pisarz?
Ł: <Baaaaaardzo długa chwila ciszy&gt;. Dobre pytanie. Ja na przykład mógłbym napisać jeszcze parę książek, ale nadal się będę uważał za autora tych książek. Pisarzem byłbym, gdyby pisanie stało się moją podstawową działalnością. Mam nadzieję, że tak nigdy nie będzie. Dla Messnera**** himalaizm i wyprawy stanowią jego podstawową działalność, a książki – dodatkową. Ja tak samo, mógłbym zrezygnować z pisania, ale nie z podróży. A dla pisarza? Pisanie jest sprawą pierwszorzędną. Z drugiej strony przychodzi mi taka łatwa kategoria, że są ludzie, których nazywamy pisarzami, niekoniecznie dlatego, że poświęcali się dla pisania, ale dlatego, że stali się klasykami, np. Nicolas Bouvier od Oswajania świata. Pisarzem jest ten, kto staje się klasykiem, nawet za życia. Na bycie pisarzem trzeba sobie zasłużyć. To by była definicja.
Ogólnie rzecz biorąc, zapewne straciłam mnóstwo swojego czasu, zastanawiając się nad kwestią bycia-niebycia pisarzem oraz autorem. Co więcej: zabrałam go innym osobom, być może pisarzom (autorom)? Stwierdzam jednak, że czasem dobrze jest na chwilę zatrzymać się i pogdybać, nawet, jeśli chodzi o oczywistości, które podskórnie rozumiemy. A kiedy dziś po raz kolejny weszłam na stronę Słownika języka polskiego, zobaczyłam, że taka zagwozdka pojawiła się nie tylko w mojej głowie. Ktoś w tej samej sprawie napisał do poradni językowej i zyskał odpowiedź samego profesora Mirosława Bańko:

Są różne kryteria bycia pisarzem, jednym z nich jest np. legitymacja Związku Literatów Polskich, choć oczywiście trudno uważać, aby był to warunek konieczny. Podobne pytania można zadawać niemal o wszystko, np. kiedy obrus jest brudny: czy już wtedy, gdy ma jedną plamkę wielkości łebka od szpilki, czy dopiero kiedy ma dwie takie plamki itd. (a jest to praktyczne zagadnienie, bo od decyzji może zależeć, czy w danej restauracji obrus zostanie wymieniony, czy nie). Eubulides (uczeń Euklidesa) w bardzo podobny sposób pytał, od jakiego momentu ktoś zaczyna być łysy (i od kiedy przestaje, jeśli włosy szczęśliwie zaczną mu odrastać). Jak widać, pytanie, które Pan postawił, ma długą tradycję.

Prawda objawiona. Źródło: demotywatory.pl

Podczas jednego z moich ostatnich spotkań autorskich (których łącznie było trzy, z czego na jedno przyszli sami znajomi, na drugie nie tylko znajomi, a na trzecie nikt), pewien pan powiedział mi, że jestem bardzo dojrzała, jak na swój wiek. Od razu zanegowałam jego wypowiedź. Im starsza jestem, tym częściej czuję się jak dziecko we mgle. Zwłaszcza w kwestii pojęć. Mimo wszystko, cieszę się, że nie straciłam zdolności do stawiania pytań, bo zyskiwanie odpowiedzi – nawet tak różnych, czasami sprzecznych ze sobą – mimo wszystko wzbogaca. Budujące jest też to, że zawsze znajdzie się obok człowiek, który wspólnie będzie chciał się pozstanawiać i pospieszy z podzieleniem się swoimi własnymi refleksjami. Zatem nie słuchajcie matek, które często przywołują Was do porządku, używając sformułowania nie filozofuj zamiennie z nie pyskuj. Róbcie to, do woli! Pamiętajcie jednak, by jednocześnie działać. Dobra rozkmina przy winie nie jest zła – byle nie trwała za długo. 

Dlatego stwierdzam, że czas kończyć. Jutro ostatni dzień Warszawskich Targów Książki i powrót do poznańskiej, lecz równie fascynującej rzeczywistości. I rodzi się właśnie w mojej głowie kolejne pytanie, może nawet bardziej istotne w swej prozaiczności niż rozważania o różnicach między pisarzem a autorem… Gdzie ja spakuję te wszystkie kupione książki?!*****
________________________________________________________
*Sami oceńcie, która opcja Wam bardziej pasuje. Mnie – ta pierwsza, być może dlatego, że mam mentalne jaja.
**I geniusz, a konkretnie Jimek, którego polecam całym sercem. 
***Znowu się utwierdzam, że utrwalam chore stereotypy dotyczące mojej płci, ale nie mogę z siebie tego wyplenić – może w takim razie jestem mizoginistką zamiast feministki? Tak łatwo się teraz pomylić…
****Nie wiem, kto zliczy te gwiazdki w przypisach. W każdym razie: Reinhold Messner, himalaista, alpinista, ogólnie podróżnik, ponoć bardzo sławny.
*****Tak oto po raz kolejny proza życia pobiła na głowę filozoficzne wzniosłości. Po raz kolejny, bo na spotkaniu autorskim w Nowym Tomyślu jeden pan, ten sam, który powiedział, że jestem dojrzała, stwierdził, że Piromani są, z tego co słyszy, bardzo dobrą książką, ale jej nie kupi. Mając do wyboru lekturę za trzydzieści złotych i kilogram szynki w tej samej cenie, jednak wybierze kilogram szynki. Przyznaję mu rację. Papierem nie da się najeść.

12 myśli na temat “Nie sztuka być autorem

  1. Nie do końca się ze wszystkim zgadzam 🙂 np. z tym, że autor to rzemiosło, pisarz to sztuka. Wcześniejsza wypowiedź mówi, że pisarz z pisania żyje, autor po prostu pisze. Jeśli ktoś żyje z pisania, to jest już to rzemiosłem, nie ulotną sztuką. Ostatecznie nazwa się przecież nie liczy 😉

  2. Całkiem logiczne, Fenko, ale też nie do końca. Gdyby Leonardo da Vinci dożył do naszego stulecia, śmiem twierdzić, że mógłby się całkiem nieźle utrzymać, popełniając dalej arcydzieła sztuki. Oczywiście to tylko śmieszne wyobrażenie, ale są artyści, których prace wystawia się w galeriach i właśnie z tego żyją. Poza tym jest też sztuka użytkowa. Z pisarzami tak samo. Dla mnie książki Vargi to prawdziwa sztuka. Varga dostaje za nie pieniądze. Wszystko gra.

  3. Fantastyczny pomysł miałaś z tym pytaniem! Mnie tam czasem się podoba odrobina filozofowania, nawet jeśli Żulczyk twierdzi, że niepotrzebnie się tematem zajęłaś 😛 😉

  4. Bardzo ciekawe rozważania, bo i problem niełatwy do rozwiązania. Niby synonimy, a jednak nacechowane inaczej i stąd cały problem. Pisarzy stawiamy wyżej niż autorów, ale autor to też pisarz, więc gdzie się zaczyna ten drugi, a nie kończy ten pierwszy? Może faktycznie po napisaniu drugiej książki i to takiej, którą ludzie chcą czytać. 🙂

  5. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, jednak, po przeczytaniu pytania, jakie zadajesz znajomym, przyszło mi do głowy tłumaczenie jednego z moich znajomych, który pomógł mi zrozumieć kilka zagadnień kultury hip-hopu: rap to sposób śpiewania (dziwnie to brzmi!), zaś sam hip-hop to cała otoczka, kultura, na którą składa się kilka elementów. Piszę, gdyż przez wiele lat miałem z tym niemały problem.

    Serdeczności!

Dodaj komentarz