19. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie – gdzie warto się udać?

Do 19. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie został niespełna miesiąc! Jestem niesamowicie podekscytowana! Uwielbiam Kraków i każdy z krótkich pobytów w tym mieście wspominam bardzo mile, więc zbliżające się wydarzenie może być jeszcze lepsze niż ostatnie Warszawskie Targi Książki. Ponieważ organizatorzy przygotowali mnóstwo atrakcji, postanowiłam podzielić się z Wami punktami, których nie może zabraknąć na mojej liście. 

Może przy tej okazji się spotkamy?

Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie będą odbywać się już po raz 19. W zeszłym roku EXPO podczas imprezy odwiedziło około 60 tysięcy osób. Biorąc pod uwagę fakt, że w Polsce jest 40 milionów ludzi, może nie jest to poruszające, ale i tak miło zobaczyć tylu ludzi zainteresowanych literaturą w jednym miejscu. 
Ponieważ w tym roku aż 682 wydawnictwa będą prezentować swoje książki oraz organizować spotkania z autorami, stwierdziłam, że muszę przygotować listę, kto, co, kiedy, jak i gdzie. Mam nadzieję, że harmonogram nie ulegnie już zbyt wielkim zmianiom, bo i tak mam spory problem. Z bilokacją, a raczej niemożnością jej użycia. Czasami chciałabym być w dwóch miejscach jednocześnie, ale… no cóż, nie w tym życiu. 
W czwartek mam tylko o 15.00 Olgę Tokarczuk, która ma pojawić się przy stoisku D15 (Wydawnictwo Literackie). Może się zdarzyć, że będzie to już laureatka Nagrody Nike 2015, kto wie? Może pogratuluję, poproszę o podpis na Momencie Niedźwiedzia, zapytam o to, jak pani została pisarką…? Nie wiem zupełnie, o co pytać, czuję się przygnieciona autorytetem tych wielkich ludzi. A Wy? O co pytacie? Dacie mi jakieś wskazówki? Bo na razie wiem na pewno, jakich pytań nie zadam, gdyż mnie samą irytują, o czym pisałam już TU.
Piąteczek też na spokojnie, zamierzam spędzić cały dzień w głównej mierze przy stoisku Wydawnictwa Sorus (C75). Programy innych wydawnictw w ten dzień jakoś dupy nie urywają, a my o 13.00 premierujemy z drugim tomem Kochanej Maryś! Listów z Afryki Kazimierza Nowaka do żony. Pierwszy tom, wydany rok temu, został uhonorowany przez Redakcję „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” Nagrodą Magellana, pokonując 46 innych tytułów. A drugi tom jest jeszcze lepszy. Jeśli nie słyszeliście jeszcze nic na temat Kazimierza Nowaka, wybitnego polskiego podróżnika, zdecydowanie powinniście o nim poczytać, choćby TU, a ja na pewno będę wracać często do tej postaci, więc strzeżcie się! 
O 15.00 nasze stoisko odwiedzi Marta Gierlińska, trener rozwoju osobistego i autorka rewelacyjnej książki UP-Marketing. Po spotkaniu na pewno będę w pełni zmotywowana. Polecam wszystkim rozwojowcom! (Link do wydarzenia na FB dla zainteresowanych).
A o 17.00 zjawi się u nas Piotr Tomza, współautor Siłami natury, czyli bez silnika przez Amerykę Południową, lektury, która opowiada o niebanalnej wyprawie Michała Kozoka. Książka dostarcza mnóstwo wrażeń oraz śmiechu, gdyż niektóre fragmenty są wprost przezabawne. Piotr Tomza jest również autorem  Afryki Nowaka, czyli rowerem i pieszo po śladach sztafetą oraz Pokolenia Kolosów. No i podróżnikiem. (Link do wydarzenia na FB dla zainteresowanych).
wyborcza.pl
Sobota będzie za to cholernie wymagająca. Co chwila coś. I to od samego rana, i to jak…!
O 10.00 przy D15 (Wydawnictwo Literackie) – Szczepan Twardoch (w kalendarzu mam tutaj mnóstwo serduszek). Może to on zgarnie w tym roku Nike? Może będę rozmawiała z facetem, który nie tylko jeździ elegancką furą, ale ma na koncie co najmniej 100 patyków? A co najważniejsze: jest fenomenalnym pisarzem? Ciekawe, czy zdążę przeczytać do tego czasu Morfinę, bo z lektury Dracha jestem bardzo zadowolona.
O 11.00 przy C30 (Prószyński Media) – Katarzyna Puzyńska. Jeszcze nie czytałam żadnej z jej książek, ale pani autorka wydaje się być przemiłą, inteligentną osobą, z którą będzie się naprawdę dobrze rozmawiać, więc chętnie poznam, o ile dostąpię takiego zaszczytu. Nieco wcześniej Katarzyny Puzyńskiej będzie można posłuchać w Saloniku Literackim Targów.
W tym samym czasie, od 11.00, przy stoisku C75, czyli po prostu u nas, w Sorusie, zagości pani Bożena Luttge-Marczyńska, autorka przepięknego albumu Świat ma zapach przypraw. Indie. Publikacja jest niebywale urokliwa. Można się nią zachwycać godzinami. 
Nieco później, o 13.00, zjawi się u nas Kazimierz Ludwiński, autor Wyspy Szczęśliwych Dzieci. Tak się składa, że Wyspa to nie tylko tytuł książki, ale i katamaran, który Ludwiński zbudował ze swoimi braćmi. Wspólnie ruszyli przez świat i nie wiem, czy istnieje port, do którego nie zawitali.
W tym samym czasie, również o 13.00, swoje spotkanie rozpocznie Elżbieta Cherezińska przy stoisku D35 (Zysk i S-ka). Na pewno pisarka mogłaby udzielić mi mnóstwo rad, ale nie coś czuję, że nie starczy mi czasu, bo też o 13.00, ale przy C30 (Prószyński Media), odbywać się będzie spotkanie z Marią Czubaszek. No i nawet bilokacja to za mało.
Pewnie już będę padać na twarz, gdy o 15.00 popędzę na spotkanie z Marcinem Świetlickim przy B22 (L&L Firma Dystrybucyjno-Wydawnicza). Ale nie odpuszczę! Poezja Świetlickiego była ze mną w najgorszych momentach mojego życia. Dzięki niej czułam się zrozumiana i mniej samotna. Muszę za to poecie gorąco podziękować. 
Dla tych, którzy w piątek nie mogli posłuchać o Kochanej Maryś!, redaktor publikacji, Dominik Szmajda, opowie ponownie o fascynujących losach Kazimierza Nowaka w Afryce o 15.00. 
moja-pasieka.blogspot.com
O 16.00 znowu będę biegła do D15 (Wydawnictwo Literackie), bo tam znajdzie się Ignacy Karpowicz. Obecnie kolejny pretendent do Nagrody Nike. Któż wie, co się wydarzy w pierwszą sobotę października… W oczekiwaniu na uroczystość, polecam Wam recenzję Sońki, najnowszego utworu Karpowicza.
A o 17.00 zapraszam serdecznie wszystkich do stoiska Wydawnictwa Sorus (C75), gdzie będzie można się spotkać ze mną oficjalnie, w czasie spotkania. Będę podpisywać Piromanów, jeśli ktoś poprosi, i ogólnie, wtedy mam zarezerwowany dla Was czas. Koniecznie dopiszcie się do wydarzenia na fejsiku TUTAJ. No i wpadajcie, bo bardzo chętnie poznam Was, jak to się mówi, „w realu”.
W niedzielę chcę Was zaprosić na same podróżnicze atrakcje. 
Od 10.00 do 16.00 przy stoisku A5 (Bernardinum) spotkać się będzie można z Markiem Pindralem. Jako że Chiny są dla mnie całkiem sporą inspiracją, chętnie dowiem się jakichś ciekawostek na temat życia w tym kraju. 
Potem zaś cały dzień spędzę przy stoisku Sorusa, bo od rana ma być z nami Łukasz Supergan – piechur, jakich mało! O 11.00 odwiedzi nas Paweł Kowalczyk i zauroczy opowieściami o Indiach, a o 13.00 Domik Szmajda będzie podpisywał swoją książkę Rower góral i na Ural
A potem tylko spakować graty i hop, do samochodu, w podróż przez niemal cały kraj, do stolicy Wielkopolski… 


19. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie nie mogłyby się chyba obejść bez blogerów. Słyszałam, że przygotowano dla nas liczne atrakcje, ale nie załapałam się w porę, dlatego mam nadzieję, że opowiecie mi, co się działo podczas licznych prelekcji. Będę ogromnie wdzięczna.

Na razie to chyba tyle. Ciekawa jestem, z kim Wy chcecie najbardziej się spotkać podczas tej imprezy. Może coś przeoczyłam? Dajcie znać w komentarzach.
No i do zobaczenia!

 

UnReal

Jeden mężczyzna i kilkanaście kobiet, zabiegających nieustannie o jego względy. Ich życie filmuje kilkadziesiąt kamer, a poczynania ogląda kilkadziesiąt milionów widzów. Jeżeli kiedykolwiek myśleliście, że reality show pokazuje całą prawdę o osobach biorących w programie udział, byliście bardzo naiwni. Serial UnReal obnaża mechanizmy manipulacji oraz wykorzystywanie kruczków prawnych w umowach, które sprawiają, że uczestnicy reality show zatańczą dokładnie tak, jak zagra im producent.  

Na jednym z moich ulubionych blogów, którego czytam już od bardzo długiego czasu, czyli Rozkminkach Pana Dziejaszka, przeczytałam o serialu UnReal, w jakim jedną z głównych ról gra Constance Zimmer. Aktorkę pokochałam za jej udział w Entouarage czy Love bites, więc musiałam zobaczyć, w czym teraz przychodzi jej występować. Nie zawiodłam się. Już pierwsze minuty pierwszego odcinka totalnie mną wstrząsnęły. Zobaczcie, jak pisze o początku UnReal Mateusz:


Adam Cromwell, dziedzic fortuny Cromwellów, brytyjski szlachcic, poszukuje żony. Do programu zostaje przyjętych kilkanaście kandydatek, wśród których być może znajdzie się szczęśliwa wybranka. Tak to wygląda oficjalnie. Jednak już pierwsza scena uświadamia nas, czego możemy się spodziewać po tej romantycznej opowieści. Adam, przystojniak o zniewalającym uśmiechu, stoi na dziedzińcu, na który wjeżdża po chwili, jak w bajce, kareta. Wychodzi z niej piękna kobieta w pięknej sukni i kieruje się w stronę swego wybranka. W tym momencie po całym planie rozlega się donośny głos producentki, Quinn (świetna rola Constance Zimmer):

„Cięcie! Kto wpadł na pomysł, żeby czarna wychodziła jako pierwsza? Zmieńcie to, powtarzamy. Hej, to nie moja wina, że Ameryka jest rasistowska!”

To właśnie Quinn utrzymuje w ryzach kilkudziesięciu pracowników oraz uczestników produkcji. Jej prawą ręką jest zaś Rachel (Shiri Appleby), z którą (niestety) bardzo łatwo mi się utożsamić. Sytuację życiową tej bohaterki można określić mianem niezłego bagna. Przy kręceniu końcówki ubiegłego sezonu Everlasting popadła w załamanie nerwowe i wykrzyczała przed kamerami, że program ten jest szatańskim pomiotem. Ponieważ jej zdolności manipulatorskie są na niezwykle wysokim poziomie, Quinn pozwoliła wrócić jej do pracy. Teraz Rachel próbuje spełnić oczekiwania wymagającej szefowej, co chwila skłócając kandydatki, podjudzając do rozmaitych kontrowersyjnych zachowań lub dodając sił w walce, choć ich pozycja i tak bywa już często stracona. Dziewczyna zdaje sobie sprawę z tego, że jej zawód jest wysoce nieetyczy, ale praca sprawia jej sporo satysfakcji. I chyba to mi się naprawdę podoba. To, że Rachel nie jest przesłodzoną bohaterką, której serce jest szczerozłote. Jest po prostu kobietą, której grunt jakiś czas temu osunęła się spod nóg. Spłukaną, zagubioną, złaknioną ciepła, ale i kariery.

A pogodzić te dwie ostatnie rzeczy jest bardzo trudno, o czym opowiada UnReal. Mężczyznom wciąż łatwiej zabłysnąć w showbiznesie, a kobiety, choć pracują ciężko, również za swoich przełożonych, bywają często pomijane, bo to ich szefom przypisywane są wszelkie zasługi. 
No i gdzie w tym całym wyścigu szczurów miejsce na prawdziwą miłość po wsze czasy? 
Quinn już od przeszło ośmiu lat związana jest ze swoim szefem, Chetem, właścicielem Everlasting, choć to ona wpadła na pomysł tego reality show. Kiedy on imprezuje, kobieta trzyma rękę na pulsie, łudzona bezustannie obietnicą rozwodu Cheta z żoną. W pewnym momencie zaczyna jednak sobie zdawać sprawę, że ich związek może do niczego nie prowadzić. 
Rachel natomiast próbuje poradzić sobie z uczuciami do byłego chłopaka, Jeremy’ego (Josh Kelly) który związał się z uroczą, prostolinijną blondynką. Okazuje się, że Rachel nie jest obojętna Jeremy’emu, ale do gry wchodzi Adam (Freddie Storma). Znużony fikcją, w jakiej przyszło mu żyć, szuka czegoś innego. Jego uwaga pada właśnie na Rachel. 
Według mnie najpiękniejsze uczucie przedstawione w tym serialu to relacja pomiędzy Quinn a jej podwładną. Panie rozumieją się bez słów, i choć zdarzają im się niesnaski, nie mają bliższych sobie osób. Łączy je prawie wszystko. Kiedy obejrzałam sezon do końca, pomyślałam sobie, że nie ma piękniejszego i jednocześnie bardziej skomplikowanego uczucia niż przyjaźń dwóch kobiet. 
Z innej beczki, jeśli wcale nie jesteście fanami dramatów psychologicznych, na pewno spodobają Wam się scenerie i kostiumy. Uczestniczki Everlasting co chwila przywdziewają przepiękne kreacje, a dom, w którym rozgrywa się akcja, jest pełną przepychu rezydencją. Spróbujcie obejrzeć jeden odcinek choćby dlatego.

timedotcom.files.wordpress.com

A dlaczego jeszcze? By przekonać się, że wybory, z którymi mamy czasami do czynienia, są pozorne. Że jeśli mamy opcję a i opcję b, a może nawet i c, to nie oznacza to naszej całkowitej wolności. Serial świetnie też pokazuje, iż nic nie jest albo białe, albo czarne, wręcz przeciwnie: maluje przed widzem 1001 odcieni szarości. No i przede wszystkim, że nie warto wierzyć telewizji. Nawet, jeżeli jest to tzw. „dobra telewizja”.
Czekam na następny sezon z niecierpliwością. A Wy?

9/10

Ignacy Karpowicz – Sońka

Ignacy Karpowicz to wielki pisarz jest, a jego najnowsze dzieło, Sońka, nominowana w tym roku do Nagrody Nike (tak jak w 2009 Gesty, w 2011 Balladyny i romanse, a w ubiegłym Ości), tylko potwierdza, że geniusz Karpowicza wciaż ma się rewelacyjnie. Czy uda mu się jednak pokonać m.in. Szczepana Twardocha (Drach) lub Olgę Tokarczuk (Księgi Jakubowe)? O tym przekonamy się 4 października podczas uroczystości. Tymczasem, jeśli jeszcze nie czytaliście Sońki, chcę Was do tego gorąco zachęcić.

Pewnego razu, nie wiadomo, czy zupełnie przypadkiem, czy też przepełnionym premedytacją zrządzeniem losu, Sońka spotyka Igora. Sońka jest bardzo stara, jesień jej życia musi być bardzo późna, a może jest to już zima. Pochodzi z tego samego świata, co Igor – rządzą nim pragnienia, miłość i nienawiść. Tak było zawsze, tak jest i tak będzie, bez względu na to, w jakim czasie rozgrywa się życie.

Igor mieszka w Warszawie, gdzie pracuje jako reżyser teatralny. Początkowo opowieść, jaką snuje u siebie w chacie Sońka, inspiruje go do stworzenia sztuki teatralnej. Później zaś staje się natchnieniem do odszukania samego siebie, przypomnienia sobie nie tylko starego imienia, Ignacy, ale i starego życia. Bez szaleńczego pędu po pieniądze i nagrody, bez nieustannych obaw, że za chwilę może mu się osunąć grunt po nogami, bez konieczności wdychania kokainy…
Oprócz tej dwójki, w chacie znajduje się jeszcze suczka, Borbus Dwunasta i Ostatnia, która przez różne wcielenia broni swojej pani, a także kot, Jozik Pasterz Myszy. Zwierzęta uzupełniają historię Sońki, w podobny sposób, jak snujące się wokół duchy przeszłości. 
Opowieść kobiety jest bardzo prosta. Opowiada o swoich marzeniach i cierpieniach, których doznawała z ręki najbliższych, o niesamowitej miłości do niemieckiego żołnierza i o tym, dlaczego tak szybko została sierotą, kobietą, matką i wdową. A jednocześnie wyjaśnia najskrytsze tajemnice wszechświata. Przynajmniej tak czułam, bo kiedy wreszcie zamknęłam najpierw książkę, a później oczy, miałam w głowie tylko jedno pytanie: dlaczego?

Pękło mi serce. Nie pierwszy raz. To serce pękało i pękało, i wydawało się, że pękanie nigdy się nie skończy, jak nie kończy się znoszenie jaj przez nioskę ani rzeka, ani ból, ani puszcza, ani głód, ani trzeszczenie kry zimą. 
Kilka książek w życiu udało mi się już przeczytać i do tej pory nie trafiłam na pisarza, który potrafiłby pisać prosto i trafnie o uczuciach kobiet. Aż wreszcie nadeszła epoka Ignacego Karpowicza.
Karpowicz jest czarodziejem słowa. Potrafi ułożyć na pozór zwykłe wyrazy w prawdziwe zaklęcia, które trafiają prosto do serca czytelnika i rozgaszczają się tam na bardzo, bardzo długi czas. 
Portret kobiety, jaki autor namalował w powieści, jest do bólu rzeczywisty. Pisarz nie idealizuje Sońki, nie czyni z niej bohaterki, tylko po prostu: kobietę. Taką, która chciała ponad wszystko kochać. I przeżyć. Wydaje mi się, że mimo zupełnie innych czasów, w jakich teraz żyjemy, my, kobiety, wciąż potrzebujemy tylko tego do pełni szczęścia. Żyć i móc obdarzać innych miłością. Że te dwa pragnienia to nasze pierwotne prawa i obowiązki, i że czasem zdarza się nam o nich zapominać. Sońka powinna zostać włączona do kanonu Świętych Ksiąg Kobiecości (gdy już zostanie taki kanon utworzony – być może sama powinnam zrobić coś w tej sprawie) i przypominać, że nieważne, co nas spotyka – jesteśmy na tyle silne, by sobie z tym poradzić. Ale do tego potrzebujemy mężczyzn. I tych, którzy nas krzywdzą, i tych, dzięki którym szybciej wylizujemy się z ran.
Nie polecam Wam tej książki ze względu na historyczność czy wyrażenie tęsknoty za dawnym, prostym światem, w jakim nikt nie słyszał o komercji czy globalizmie, za to w jakim żyło się w ciasnym sprzężeniu z przyrodą. W Sońce jest tyle symboli i odniesień, że można by interpetować ją dniami i nocami. To, co najbardziej mnie poruszyło, to opisanie piękna i cierpienia bycia kobietą. Jeśli więc jeszcze nie wiecie, czy się skusić, możecie przeczytać TUTAJ fragment książki i zdecydować. 
8,5/10

7 pytań, które zadają ludzie, gdy dowiedzą się, że piszesz książki

Zebrałam dla Was pytania, które najczęściej trafiają mi się w związku z Piromanami, bo jestem ciekawa, czy Wy, jeśli są wśród Was osoby o podobnej sytuacji (to stwierdzenie brzmi, jakbyśmy byli dotknięci przez jakąś klęskę żywiołową, albo chociaż życiową), macie podobnie. Wiadomo, z reguły pisarz cieszy się, gdy ktoś zainteresuje się jego twórczością. Ale czy zawsze?

No właśnie, zastanawiam się, bo nasze polskie zaciekawienie czasami przeradza się we wścibstwo. Czasem chcemy po prostu być mili, a czasem skierować pytanie tak, by informacje wykorzystać dla własnej korzyści. Na ogół podchodzę z dystansem do takich osób i samej siebie, staram się po prostu cieszyć, że ktoś pomyślał o mnie jako o osobie obcującej z tekstem (bo czy o pisarce, czy literatce, czy po prostu autorce? o tym konkretnie zastanawiam się TUTAJ, zapraszam). Lubię otrzymywać pytania. Lubię udzielać na nie odpowiedzi. Ale z czasem nasuwają mi się dodatkowe refleksje i chcę się nimi dziś z Wami podzielić. Przedstawiam Wam zatem 7 pytań, które najczęściej zadają ludzie, gdy dowiedzą się, że piszesz książki
… i gdy dowiedzą się, że jesteś debiutantem.


1. O czym jest twoja książka?

Trudno jest odpowiedzieć mi na to pytanie. Z reguły mówię, że o problemach młodych ludzi. Ostatnio wyszło mi dokładnie: „No wie pan, problemy młodzieży, depresja, takie tam”. Mój rozmówca na to: „O narkomanach”? Kiepska jestem w tych dialogach, zaczęłam się motać, niby mówić, że nie, potem, że jednak tak (zapomniałam, że jest tam taki wątek, w końcu ani Czesław, ani Lidka to nie aniołki), na szczęście mój wydawca wykazuje się zazwyczaj większą elokwencją. Tym razem uratował mnie tekstem: „No prawie, o studentach”. I niby wszystko fajnie i śmiesznie, ale im więcej przychodzi mi mówić spontanicznie o mojej książce, tym bardziej się w sobie zamykam, wobec czego dochodzi do dwóch dziwnych zjawisk. Piromani to jedna z moich ulubionych książek. Kiedy czytałam rewelacyjną książkę, mówiłam sobie: zajebista, napisałabym taką, ale ktoś już mnie ubiegł. W przypadku Piromanów wiem, że to świetna książka, którą nie dość, że napisałam, to jeszcze chciałabym czytać. Więc, po drugie, dlaczego nie potrafię o niej mówić godzinami, tak jak w przypadku twórczości Karpowicza czy Vargi? Chyba zacznę się czuć jak socjopata. Nie wiem, co się dzieje, mam nadzieję, że to chwilowy stan. Taki jesienny katar albo debiutancka czkawka. Może Wy macie jakieś racjonalne uzasadnienie?
buzzfeed.com

2. Jak sprzedaje się twoja książka?
A tego pytania to serio nie lubię. Z jednej strony sprzedaje się słabo, no bo jakby porównać z Kingiem albo Irvingiem, to głowa mała. Ale z drugiej strony, patrząc na bezlitosny rynek ksiązki, to chyba nie najgorzej. Wszystko zatem zależy od punktu widzenia, ale gdy słyszę takie pytanie, to zastanawiam się, czemu ma ono służyć. Zajrzeniu mi do portfela? No a jeśli powiem, że sprzedaje się rewelacyjnie, to jaka będzie odpowiedź rozmówcy? „No to super” albo „Fajnie”. I do czego ma to prowadzić?
Pieprzone small talki.

… gdy dowiedzą się, że piszesz drugą książkę.
3. No spoko, niech wpadnie, zapraszam… Ale co, będzie to potem opisywać w książce?
Moi drodzy, Piromani to nie reportaż, to fikcja literacka, po prostu inspirowana życiem, tak jak każda inna książka, w której można odnaleźć jakiś pierwowzór bohatera czy sytuację w jakiś sposób analogiczną dla wydarzeń z rzeczywistości. Dużo tam też tekstów z innych książek czy odniesień do filmów. Nie chodzi o to, że nie jesteście na tyle interesujący, by znaleźć się w powieści. Wręcz przeciwnie. Ale to nie tak, że obmaluję Wam tam tyłki czy coś, bo mam inne pomysły.
Powyższe teksty usłyszałam może ze dwa, trzy razy w minionych miesiącach i nigdy wprost, ale za każdym razem były dla mnie po prostu dziwne. Irracjonalne. Abstrakcyjne. Zabawne. I na swój sposób absolutnie urocze.


4. O czym będzie twoja druga książka?
O kazirodztwie. I o Poznaniu. Tak podejrzewam, bo już zaczęłam pisać, ale różnie z tym bywa. Piromani mieli początkowo w ogóle nie ukazywać się drukiem, a wyszło, jak widać. Życie zaskakuje.
… gdy przeczytają Piromanów.
5. Dlaczego jest tam tyle wulgaryzmów?
To nie tak, że tyle przeklinam, czy to w mowie, czy w myślach. Po prostu scharakteryzowałam pewne szczególne środowisko, które niegdyś przesiąknięte było intelektualistycznymi ideałami, zaś teraz zdaje się być równią pochyłą. Młodzi ludzie w akademikach mówią tak, a nie inaczej.
weheartit.com/entry/2360135
6. Czemu taka grzeczna dziewczyna pisze o takich brzydkich rzeczach?
Kolejne dziwne pytanie. Czy jestem grzeczna? I czy wydarzenia, które opisuję w Piromanach, są… brzydkie?
Piszę o miłości i jej poszukiwaniu, o chęci oderwania się od codziennego marazmu, o poszukiwaniu swojej własnej drogi oraz o prawdziwej przyjaźni. Przy okazji wspominam o byciu wykorzystywanym, o załamaniu nerwowym, o tym, jak łatwo się zagubić… Nie tylko o chlaniu, jaraniu i biciu się. Zależy, co się wyciąga z tej historii.

7. Kiedy będę mógł dostać podpis?
To pytanie mnie dziwi, zwłaszcza u moich znajomych, gdy zadawane jest z jakąś nutą wątpliwości. Mam ochotę pomachać im ręką przed oczyma i zawołać: Halo! Ja się nie zmieniłam. Masz mój numer, masz mojego fejsa. To, że wydałam książkę, nie czyni mnie lepszą. Nigdy bym tak nie pomyślała. Na ogół bardzo staram się nie czuć od nikogo lepszą, więc wciąż możemy się umówić na piwo, a przy okazji podpiszę ten egzemplarz. (Początkowo nigdy nie wiedziałam, co pisać w dedykacjach, ale teraz uważam, że to wielka frajda).
*
Ludzie pytają też, co zmieniło się po tym, jak moja książka została opublikowana. Nic, prócz tego, że zamiast pytać, jak zdrowie czy co u rodziców, pytają o tematy związane z Piromanami. To bardzo miłe, że ich wydanie obiło się echem wśród znajomych. I że dzięki temu wydarzeniu grono znajomych mogłam znacznie poszerzyć. Zawsze chciałam wydać książkę, no i mam. Ale nie jestem tylko pisarką. Jestem też żywym człowiekiem, którego, o dziwo, świat nie toczy się tylko i wyłącznie wobec pisania czy czytania. Nie obrażam się, gdy ktoś woli porozmawiać ze mną o jego kocie. Wręcz przeciwnie. Czuję się wówczas momentami nawet bardziej komfortowo. 
morguefile.com/
Podobną sytuację za czasów szkolnych miała moja koleżanka. Zawsze była najlepszą uczennicą, więc ludzie postrzegali ją jako kujona. Zadawali pytania związane tylko i wyłącznie z lekcjami, a przecież dziewczyna miała dużo innych pasji. Tylko etykietka kujona po prostu do niej przylgnęła i nikt nawet nie chciał się zastanowić, co jeszcze się w tej osobie skrywa. A kryło się bardzo wiele.
Właśnie to uwielbiam w spotkaniach z ludźmi. Idę na przykład zrobić wywiad z pisarzem, a okazuje się, że jest on również szczęśliwym ojcem i to z tego najbardziej jest dumny. Wszyscy myślą: o, Justyna Kowalczyk, nasza najlepsza narciarka, na pewno zdobędzie złoto! A jeśli nie zdobywa? A jeśli okazuje się, że jest prawdziwym człowiekiem, nie plasteliną wykreowaną przez media? Że i jej przydarza się porażka, że może zachowywać się i odczuwać jak zwykły człowiek? A to dopiero zdziwienie, tej. 
Myślmy szeroko. I nieustannie poszerzajmy horyzonty, zwłaszcza, gdy chcemy komuś przyczepić etykietkę. Najlepiej w ogóle tego nie róbmy. Z ludźmi jak z książkami. Możesz poznać na pierwszy rzut oka, która to sci-fi, a która to powieść psychologiczna, ale o czym traktuje i co tak naprawdę jest jej głównym wątkiem – już nie bardzo. Wypadałoby więc chociaż przeczytać tekst z tyłu okładki. Nawet tytuł tej notki, 7 pytań, które zadają ludzie, gdy dowiedzą się, że piszesz książki, może być w pewnym sensie mylący.
Teraz to już naprawdę wszystko w temacie.

Celebrity Book Tag – Sławy pośród książek

Jestem sobą, więc robię po swojemu. Jako wielbicielka języka polskiego nie mogłabym wykonać Celebrity Book Tag w dokładnie takiej formie, jaka przewinęła się przez kilka innych blogów książkowych. (Hmm, czy Fabryka dygresji to blog książkowy? Jak myślicie)? Tym bardziej, że to pierwsze w historii strony takie wydarzenie. (Nie licząc nominacji Liebster Blog Award). I dlatego Celebrity Book Tag zmienia się u mnie w listę pt. Sławy pośród książek


Po angielsku sporo lepiej brzmi lepiej. Football zamiast piłka nożna. George Bush zamiast Jerzy Krzak, computer zamiast komputer – zwłaszcza, jeśli wypowiedziane z brytyjskim akcentem… Ale język polski jest równie cudowny. Jak wiatr. Dlatego będę się starała to udowodnić, nawet przy okazjach takich jak ta. O ile się powtórzą.
Przyznam, że miałam mieszane uczucia względem coraz bardziej popularnego tagowania. Może i jest to świetna zabawa dla tworzących rozmaite książkowe zestawienia, ale co z czytającymi? Nie prowadzę bloga tylko dlatego, że wrzucanie tekstów do sieci przynosi mi satysfakcję (o czym zresztą pisałam w poście pt. Jak zyskać popularność na blogu?), ale przede wszystkim, by wnieść coś do życia innych osób. Osobiście, kiedy na innych blogach pojawiały się takie spisy, niestety je omijałam, jakoś tak mimowolnie. Być może był to popis ignorancji, nie wiem. Od kiedy jednak zostałam klepnięta przez Magdę, autorkę bloga Opinium Kosa, zaczęłam poświęcać uwagę tego typu notkom. I co? I postanowiłam spróbować. Jeśli bowiem ktoś szuka czegoś konkretnego w danej lekturze, dzięki temu może szybciej znaleźć to, co go interesuje. Przynajmniej tak myślę, a Wy? Co sądzicie o tagowaniu innych prowadzących blogi, by tworzyli książkowe listy ukierunkowane na określone zagadnienie? 
Wracając do dbania o mowę ojczystą: zapożyczeń z języka angielskiego będę starała się również przy opisach książek, przez co mogą się stać trochę karykaturalne. Nigdy nie robiłam żadnego fakultetu z tłumaczeń. Bardzo wobec tego przepraszam za ewentualne groteskowe konkstrukcje. Zmienią się też trochę imiona i nazwiska rozmaitych sław, bo przyznam się szczerze, że niektórych po prostu nie znałam… Tak więc modyfikuję zabawę i mam nadzieję, że nie będziecie mi tego mieli za złe. 
Miałabym w tym momencie jeszcze z pięćset dygresji, ale dam sobie spokój – innym razem. Zaczynam! 
1. Emma Watson. Książka z piękną bohaterką, która po prostu wymiata, to Abarat autorstwa Clive’a Barkera. A poniżej ilustracja samego twórcy do tej fenomenalnej książki, w której aż roi się zarówno od niesamowitych obrazów, jak i wydarzeń oraz postaci.

horrorhomework.com
Jedną z nich jest Candy Quackenbush z Kurczakowa. Dziewczyna żyje w przeciętnym miasteczku, w przeciętnej rodzinie, będąc pozornie całkiem przeciętną. Wrota do innego świata, gdzie w czasie podróżuje się przenosząc z wyspy na wyspę (jest ich dwadzieścia pięć – dwadzieścia cztery godziny doby plus jedna ekstra), otwierają przed Candy nowe możliwości. Okazuje się, że dziewczyna jest nie tylko rezolutna, ale i niesamowicie odważna. Polecam każdemu jej przygody. To jedna z książek, które naprawdę potrafią otworzyć głowę. 
2. Książkowego Michaela Fassbendera, czyli najgorętszego męskiego bohatera, znajdziemy w Wyznaniach gejszy. Szalałam na punkcie Prezesa! Inteligentny, tajemniczy, opiekuńczy, zaradny… Ach. 
3. Brangelina: ulubiona para literacka
To chyba Dolores i Humbert z Lolity Vladimira Nabokova. Może niewłaściwa, toksyczna i wypaczona, ale jednak niebywale intrygująca relacja. Lolita i Humbert moim zdanie pasowali do siebie jak ulał.
4. Eddie Redmayne jako autor, którego niedawno odkryłeś i od razu pokochałeś
Z tym pokochaniem bym nie szalała, ale stosunkowo niedawno nadziałam się na twórczość Jakuba Żulczyka i naprawdę mi się spodobała. 
5. Peter Dinklage – może i czarny humor, ale jednak – ulubiona krótka książka.
Ernest Hemingway, Stary człowiek i morze. Krótko i z niebywałą głębią.

6. John Bradley – ulubiona gruba książka. 
Zdecydowanie Modlitwa za Owena mistrza Johna Irvinga. Bardzo dużo stron, bardzo dużo treści, ogromne przesłanie. O chłopcu, który urodził się bardzo mały, tak, że w wieku kilkunastu lat mógł odgrywać rolę Jezusa w jasełkach. I o sensie życia.
7. Leonardo DiCaprio – książka z najsmutniejszą śmiercią.
Fightclub Chucka Palahniuka. Bob…
8. Kristen Steward – najnudniejsza książka
Buszujący w zbożu J. D. Salingera. Nie potrafię docenić tej lektury i czytanie było istną męką. Śmiało, zlinczujcie mnie, ale ja po prostu tej książki nie czuję. Co innego inne utwory Salingera. Jego opowiadania o rodzinie Glassów są fenomenalne, a tak mało znane…
9. Orlando Bloom – najbardziej przesłodzona książka
Staram się takich unikać, ale czasem zwyczajnie nie wychodzi. Będzie to Pamiętnik Nicholasa Sparksa. Nie jest to jednak obiektywne ujęcie tematu. Bardzo mało pamiętam z lektury. Więcej z filmu. Może dlatego, że grał tam Ryan Gosling?
10. Gaspard Ulliel – idealna książka lub seria
Nie ma takich. Nie została napisana idealna książka, bo na świecie nie ma ideałów. Jedną z moich ulubionych lektur, tych najbliższych sercu, jest Hotel New Hampshire Johna Irvinga, wielokrotnie wspominanego na Fabryce dygresji, nawet tu, ciut wcześniej. Marzenia, walka o ich spełnienie, groteskowa rzeczywistość, niedźwiedzie i wielka miłość, która niby nie ma szans na bycie szczęśliwą, a jednak jest jedną z najszczęśliwszych… Chcecie wiedzieć, o co chodzi? Koniecznie przeczytajcie.
Na koniec, przy okazji punktu dziesiątego, przedstawiam Wam mój ideał mężczyzny.  

i.vanidades.com

Taki tam Gaspard. Prawdziwy Francuz. Jest o czym pomarzyć!

Edit: Zapomniałam nominować Wasze zacne łebki.
www.ciociaebi.pl, bo przecież Cioteczka uwielbia wszystkie takie zabawy, a poza tym ciekawe, jakimi sławnymi postaciami przy tej okazji zarzuci.
www.magiel-kulturalny.blogspot.com, jestem ciekawa, co ciekawego urodzisz, Mirya!
I jeszcze niech się zabawi zacna Matyldawww.leonzabookowiec.blogspot.com.
Do dzieła, laseczki!