Tylko kochankowie przeżyją

Moje filmy to rewelacyjne historie, tylko po prostu wielu ludzi uważa inaczej, twierdzi Jim Jarmusch, dla mnie wybitny reżyser, z którym przygodę zaczęłam pewnego zimnego, choć wakacyjnego wieczora, razem z Kawą i papierosami (2003). Od tamtego czasu jestem totalnie zauroczona filmową twórczością artysty. Film, mający premierę dziesięć lat później, Tylko kochankowie przeżyją (2013) pogłębił to uczucie.


Główni bohaterowie – Adam i Eve
Tylko kochankowie przeżyją to dzieło, którego głównymi bohaterami jest para wampirów: Adam (Tom Hiddleston, znany najszerzej chyba z roli Lokiego w Avengers i F. S. Fitzgeralda w O północy w Paryżu Woody’ego Allena) oraz Eva (niesamowita, nieziemska wręcz Tilda Swinton (Madame D. w Grand Budapest Hotel, Biała Czarownica w Opowieściach z Narni, i wiele, wiele innych fenomenalnych kreacji). Ale ani Adam, ani Eve nie są wampirami, do jakich przyzwyczaiły nas dwa ostatnie dziesięciolecia, czyniące z mrocznego, romantycznego toposu cukierkowy produkt popkultury. W filmie Jarmuscha wampiry nie mienią się brokatem, jak w Zmierzchu, kiedy przyjdzie im stanąć na słońcu, wręcz przeciwnie. Nie mogą w ogóle narażać swojej skóry na promieniowanie, lecz co się dzieje, kiedy sprzeciwią się temu prawu? Nie wiadomo. Ich relacje romantyczne nie ograniczają się do kierowania płytkim popędem seksualnym, nie zmieniają partnerów jak rękawiczek, nie skupiają się na snuciu intryg, by zyskać władzę czy splendor (Pamiętniki Wampirów, The Originals). Przede wszystkim szanują życie każdej istoty, tak kruche w obecnych czasach. Nie narzucają się światu – trwają pokornie w swojej egzystencji, pławiąc się w sztuce oraz nauce ubiegłych wieków i dokładając do niej swoje cegiełki… 

Kiedy Eve dowiaduje się, że Adama coś trapi, rzuca natychmiast ukochane Maroko i przybywa do zdewastowanego Detroit, w którym przed całym światem ukrywa się jej ukochany. W podróż zabiera tylko książki (swoją drogą, chciałabym czytać tak szybko jak wampirzyca – być może, jeśli pożyję jeszcze kilkaset lat, uda mi się opanować tę sztukę) oraz parę skórzanych rękawiczek. Kiedy staje u progu domu Adama, niewidzianego od, jak można podejrzewać, bardzo długiego czasu, daje sobie ściągnąć owe rękawiczki. I według mnie jest to jedna z najbardziej przesyconych erotyzmem scen w historii kinematografii. Jarmusch udowodnił, że można dostać dreszczy nie tylko na widok gołych piersi czy śliskich od oliwy pośladków. Swoją drogą, motyw rękawiczek przewija się w filmie dosyć często. Są intensywnie eksponowane w różnych ujęciach. Co dokładnie symbolizują? Nie wiadomo. Można za to do woli interpretować. To kolejna rzecz, oprócz charakterystycznego, mrocznego stylu oraz niewątpliwej klasy, za którą uwielbiam filmy Jarmuscha. Przede wszystkim szanuje on swojego odbiorcę i jego intelekt.

Tak jak Eve wielbi książki, tak Adam kocha muzykę.

Adam tworzył muzykę z największymi kompozytorami muzyki ubiegłych wieków. Przyjaźnił się z najwybitniejszymi twórcami, a ich wspólne utwory zapisały się na zawsze w historii. Wampir jest romantykiem, któremu przyszło doczekać życia we współczesności, w jakiej prawdziwą sztukę spycha się na margines, zastępując sztucznymi półproduktami, które z muzyką tak naprawdę nie mają za wiele wspólnego. Dlatego Adam coraz częściej zaczyna myśleć o śmierci. Tworzy muzykę pogrzebową, która w pewnych miejscach na świecie zaczyna być doceniana, a może i wręcz kultowa… 
Idealną scenerią dla stanu duszy bohatera wydaje się być Detroit. To tam właśnie toczy się główna część akcji Tylko kochankowie przeżyją. Miasto, niegdyś kwitnące, stanowiło na początku XX wieku jeden z najważniejszych ośrodków przemysłowych Stanów Zjednoczonych. W latach 50. natomiast były kolebką muzyczną Motown, R’N’B i wielu innych… To stąd wywodzi się zresztą Jack White, jeden z bohaterów Kawy i papierosów, założyciel zespołu The White Stripes. (Któż nie zna choćby Seven Nation Army? A ja polecam jeszcze od siebie Love is Blindeness, jeśli komuś umknął ten genialny kawałek). Pewnej nocy Adam stwierdza, że jednym z ciekawszych obiektów, jakie może pokazać Evie, jest właśnie dom Jacka White’a. Docierają tam podczas wspólnej samochodowej przejażdżki, oczywiście nocą. W jednym z wywiadów Jarmusch wyznał, że nic nie mówił na ten temat White’owi, będąc ciekaw reakcji przyjaciela. 

W pewnym momencie, z powodu wizyty niepokornej siostry Eve, Avy (Mia Wasikowska), para zmuszona zostaje do ucieczki. Pojawiają się problemy z ukryciem ciała truposza, pozyskaniem dobrej jakości krwi (takiej nieskażonej choćby wirusem HIV), utratą dobrego przyjaciela… Po części są to problemy niezwykłe, a z drugiej strony – zupełnie prozaiczne. Każdy z nas ma kłopoty z rodziną, tęsknotą za przeszłością czy odejściem bliskiej osoby. Dlatego w filmie trudno uświadczyć tak naprawdę paranormalnych wydarzeń, a te, które już są obecne, to raczej elementy obranej przez reżysera stylizacji. Fani wartkiej akcji mogą poczuć się zawiedzeni. To nie jest film przygodowy, thriller czy horror, do jakiego się przyzwyczailiśmy. Tylko kochankowie przeżyją to uczta dla oczu i słuchu, spokojna, melancholijna, mroczna opowieść o miłości, przemijaniu oraz hołd złożony prawdziwej sztuce.
Dużo w tym filmie niewiadomych i mroku. Film niby nie jest skomplikowany, ale przez celowe niedomówienia potrafi wstrząsnąć również swoją tajemniczością. Wiecie, są tacy ludzie, których się do końca nie rozumie. Może dlatego, że do końca się ich nie zna, ale żywi się do nich jednocześnie ogromną, niewyjaśnioną sympatię i podświadomie czuje, o co im chodzi. To samo jest z utworem Jarmuscha. Można go poczuć, można się w nim zatopić. Jest bardzo elegancki, momentami cechuje go czarny humor, a pod koniec można nawet zinterpretować go optymistycznie. Tym, co ratuje nas w ostateczności, jest właśnie miłość. 
Albo narkotyki. 
8/10
A dla Was na sam koniec utwór Jacka White’a High Ball Stepper. Obejrzyjcie koniecznie teledysk, hipnotyzuje.  

Kupa zła vol. 3

Red, Alexander Mitu

Jestem niedokończonym papierosem Zuzanny, który rzuca beztrosko na ziemię i przydusza wysokim obcasem, nie mając zielonego pojęcia, że to jej ostatni. I nigdy niewysłanym listem do Japonii. 
Widzę się w głęboko niebieskich, emanujących miłością oczach Jagody i jej przymrużanych z niepokojem powiekach. Słyszę siebie w każdym słowie mojej matki, wypowiedzianym głosem drżącym, lecz pewnym swego.

Coraz bardziej wrastam w beton tego miasta, a teraz budzę się na Łazarzu, choć część siebie pozostawiłam w obłokach metafizycznego dymu, wirującego ciężko nad Babilonem.
Jestem teraz przede wszystkim czerwonym oknem, które widzę co noc, paląc papierosa na klatce schodowej, przytulona do parapetu i słodkich wspomnień o jutrze.
W czerwonym oknie nigdy nikt nie stoi, nie próbuje z niego skoczyć, nie tańczy z wilkami, drugą połówką czy choćby słoikiem majonezu. Ale ktoś by mógł. I ktoś kiedyś będzie. A za kamienicą z czerwonym oknem góruje wieża kościoła świętej Anny. Wysoka, żelazna, majestatyczna i napawająca mnie tęsknotą za pokornym, cichym oddychaniem.
Myślę o tym wszystkim, kiedy korki trafia szlag, a ja zamieram pod prysznicem z maszynką do golenia w jednej ręce i ciężarem codzienności w drugiej. Owijam się ręcznikiem, po omacku wędruję do pokoju, srogo przeklinam w myślach i zapadam się pod kołdrę.
Jestem wciąż twoim pierwszym idealnym utworem, który od razu wpada w ucho, a emitowany podczas imprezy na miejskiej plaży sprawia, że każdy czuje się, jakby wrócił w rodzinne strony, kochane każdym włosem na ciele i każdym krokiem uczynionym w przeciwną stronę. Jestem twoim ostatnim, nigdy nieukończonym projektem. Nazwałabym go, być może, „Cantilena inhonesta. Wersja dla tchórzy“.
Wraca prąd. Nie śpię jeszcze, chcę popatrzeć na czerwone okno, zanim wstanie zimne listopadowe słońce, ale już wiem, co zastanę na klatce schodowej, gdy otworzę drzwi.
Śmierdzący wyraz buntu i niezrozumienia.
Zdarza się, że nawet pachnąca ledwo spłukanym płynem pod prysznic, jestem dokładnie takim wyrazem.
Niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć, pominąć bez komentarza czy wyminąć w bezpiecznej odległości. Oto najlepszy przykład.
Ale głupia sytuacja.

Zakochani w świecie. Indie

Zakochani w świecie. Indie to już druga, niezwykła książka Joanny Grzymkowskiej-Podolak, traktująca o podróżach autorki i jej męża, Jarosława. Lektura już od pierwszej chwili zachwyca bajeczną szatą graficzną. To, że książka jest dobra, nie ulega wątpliwościom. Chciałabym Wam jednak dzisiaj opowiedzieć, że Indie Asi i Jarka to nie tylko książka podróżnicza, a para jest nie tylko zakochana w świecie. Podróżnicy są zakochani w życiu. Oraz sobie nawzajem. I stąd bierze się prawdziwa potęga czytelnicza tej książki.

Co kojarzy Wam się z Indiami?

Pikantne jedzenie? Hałas? Brud i bieda? Wielobarwne uliczki, przepięknie poprzebierane słonie, cudowne budowle, cudaczni ludzie i cuda dokonywane przez bogów, potrafiących nawiedzić człowiecze ciała? 
Mnie właśnie tak i dlatego uważam, że Indie to jeden z krajów, do którego chętnie bym się wybrała. Uważam, że chaos tam panujący byłby dla mnie fantastycznym doświadczeniem. Ale różnorodność tego kraju jest tak przeogromna, że choćbym nie wiem, ile książek podróżniczych z tego zakresu przeczytała, i tak nie byłabym odpowiednio przygotowana. 
Nowe ciekawostki o tym fantastycznym, jakby zupełnie innym świecie, poznałam dzięki lekturze Zakochanych w świecie. Cenniejszą rzeczą były jednak zdecydowanie prywatne odczucia podróżników w trakcie odwiedzin Bombaju, Goi, Waranasi, Agrze i wielu, wielu innych…

ZAKOCHANI W ŚWIECIE
Przed lekturą książki nie miałam pojęcia o istnieniu hidźr. Hidźry to osoby reprezentujące trzecią płeć na subkontynencie indyjskim. Męska twarz, damski strój, jak można przeczytać w artykule Moniki Kozakiewicz. Ich zachowanie bywa mocno kontrowersyjne. Nie miałam też zielonego pojęcia, że w Indiach często, by wyjść z środka transportu, trzeba z niego wyskoczyć w trakcie jazdy. Ani że Holi Open Air Poznań wziął się prosto z kraju Gandhiego i Matki Teresy. Rzucanie się kolorowymi proszkami to tradycja indyjskiego święta wiosny, teraz tak powszechna w teledyskach czy innych zabawach na całym świecie… (O ja głupiutka-malutka). 

patriot24.net

Pierwszy oddech indyjskim powietrzem, pierwsze kroki, pierwsze spojrzenia ludzi i na ludzi – przed podróżą wydawało mi się, że każde z tych przeżyć będzie ceremonią. Będzie symboliczne i do zapamiętania na resztę życia. I że jeśli będę kiedyś pisała książkę o Indiach, to zacznę od smaku i koloru powietrza, jak to sama gdzieś wyczytałam. Nic z tego. Wszystko działo się automatycznie. Tkwiliśmy w rzece ludzi. Tak samo wyczerpanych i zniecierpliwionych jak my.

Joanna Grzymkowska-Podolak w bardzo przystępny sposób pisze o swoich odczuciach związanych z podróżą. Dzięki takiej niewydumanej relacji oraz zwykłemu, często kolokwialnemu językowi, można poczuć się trzecim uczestnikiem podróży przez Indie. To bardzo cenne. I dużo uczy. Zwłaszcza tego, że wyobrażenia dramatycznie różnią się od rzeczywistości, ale to nie znaczy, że rzeczywistość jest gorsza; jest po prostu inna, parafrazując Szekspira. Warto pamiętać, że niezależnie od szerokości geograficznej, w jakiej się znajdziemy, życie to wciąż życie i czasem ciężko dać się ponieść oraz być prawdziwie świadomym każdej sekundy. Ale nie oznacza to, że mamy przestać się starać, co udowadniają Asia i Jarek każdym zdaniem Zakochanych w świecie.

Tak nas wychowano, takie mamy kody. Często łatwiej pomyśleć, że możemy być dla innych problemem niż radością. Wciśnięci w konwenanse częściej myślimy o sztywnej etykiecie niż o zwykłej, bezwarunkowej przyjemności bycia ze sobą 

– pisze dalej autorka, ucząc otwartości, poszerzając horyzonty nie tylko geograficzne, ale i obyczajowe czytelnika. Otwiera na nowe doznania, trafnie dostrzegając, że nam, Polakom, bardzo trudno dostosować się do nowych warunków. Przyzwyczajeni do życia w naszych czterech szarych ścianach, poruszając się na trasie kilku przystanków tramwajowych między pracą a domem, zapominamy, że gdzie indziej jest inaczej i warto spróbować opuścić bezpieczne ramy, w jakie sami codziennie się wbijamy. I dlatego ważne są zarówno podróże, jak i książki podróżnicze, by zrozumieć to i owo. 
th.interia.pl
Mimo wielu intrygujących miejsc odwiedzonych przez Asię i Jarka, mnie najbardziej poruszyła Kalkuta. To w rozdziale poświęconym temu miastu przeczytamy:
Wiele czytałam o tym, że w Indiach młode kobiety, które nie spełniają się w rolach żon i synowych, lub te, które weszoły do domu męża ze zbyt małym posagiem, ulegają „wypadkom w kuchni”. W rzeczywistości dziewczyny są po prostu podpalane! A że proceder odbywa się w domu, za zamkniętymi drzwiami, łatwo wmówić innym, że nieszczęśnica miała wypadek […].
Cierpienie. Szok i niedowierzanie. A jednak prawda. I życie w okropnym strachu oraz bólu. Czasem jeszcze bardzo długie…
A innym razem, niestety, tragicznie krótkie. Słyszeliście o ceremonii sati? Kiedy mąż umiera, jego żona powinna umrzeć razem z nim, nawet, jeśli jest młoda, zdrowa i piękna. W końcu to własność mężczyzny! Dlatego kobiety po śmierci męża lądowały razem z jego zwłokami na stosie pogrzebowym. Być może wierzyły w honorowość swojego postępowania. Kiedy indziej zmuszano je do tego siłą, mamiono narkotykami… Zwyczaju tego zakazano dawno temu, ale słyszałam, choćby w jednym z odcinków programu Martyny Wojciechowskiej, że takie bestialskie tradycje są nadal praktykowane. 
I co? Feministki nie mają już na świecie nic do roboty?
Oprócz kobiet, które wierzyły w szlachetność samospalenia, były też takie, które poddały się presji rodziny i społeczności, w której żyły.
Tragedia rytuału sati skłania mnie do innej refleksji… Czy obecnie nie jest tak na całym świecie? Że my, kobiety, wciąż ulegamy presji rodziny i społeczności, przestajemy słuchać swoich wewnętrznych pragnień, za wszelką cenę chcąc spełnić oczekiwania innych i być postrzegane jako dobre i przyzwoite, przez co umieramy w środku? W imię czego?
Powinnyśmy zastanowić się i z czasem odpowiedzieć sobie na to pytanie.

ZAKOCHANI
Asia i Jarek to prawdziwie bohaterska para.
Rzucili wszystko i pojechali, mówiąc w skrócie, by czerpać życie garściami. Dodatkowo po przeczytaniu książki jest się pewnym, że to dwójka dobrych i życzliwych ludzi.

podroznicy.byd.pl

Autorka jest obdarzona świetną intuicją, bo nieraz postanawia po prostu zrobić sobie przerwę na wypicie napoju i od razu przydarza jej się jakaś przygoda. Dodatkowo przepięknie maluje słowem prawdziwe pejzaże, tak, że zdjęcia niemal nie są potrzebne. I dobitnie wyraża swoje odczucia, z którymi bardzo łatwo zidentyfikować się każdej kobiecie.

Nie chciałam uciekać. Nie obraziłam się na Indie. Nie przeraziły mnie. Raczej musiałam poukładać się z samą sobą w absolutnie nowej dla mnie rzeczywistości. Uspokoić samą siebie. I nie oczekiwać, że zaraz znajdę odpowiedzi na wszystkie pytania, które teraz w tym jawo-śnie się pojawiały.

Jarek natomiast wykazuje co chwila fenomenalny hart ducha. W pamięć bardzo zapadł mi brawurowy fragment, kiedy z właściwą sobie nonszalancją podróżnik filmuje dzikie zwierzę z bardzo bliskiej odległości, co może być tragiczne w skutkach… I wszystko kwituje stwierdzeniem: „Ale mamy fajnego bawołu”!

Książka jest zatem zapisem podróży ludzi zakochanych nie tylko w świecie, ale i w sobie nawzajem. Kerala zaś to nie tylko wyzwania, ale i wyznania, udowadniające cudowną więź między małżeństwem podróżników.

Wciśnięci w siebie i autobusową poręcz mówiliśmy sobie, takie ot, sympatyczne, pozornie błahe rzeczy. Żeby szybciej minęła wyboista droga. Jednak tak naprawdę to nie były tylko miłe słówka. To były cholernie ważne i potrzebne wyznania. Podróż do Indii była dla nas razem i każdego z nas osobno czymś dużo, dużo ważniejszym, niż mogłoby się wydawać.

Jeśli kiedykolwiek zechcę wyjść za mąż i zaakceptuję potencjalnego kandydata, zanim stanę z nim przed urzędnikiem stanu cywilnego, zabiorę go w podróż po Indiach. Choćby po to, by wypić thums upa, czyli tamtejszy odpowiednik coca-coli, którym opijali się w trakcie upałów bohaterowi. No, i dopiero jak się narzeczony sprawdzi w takiej akcji, to i wszędzie później też.

ZAKOCHANI W ŻYCIU

Nawet, kiedy bohaterowie mają gorszy dzień, bo nie mogą znaleźć odpowiedniego lokum, dokucza problem związany z przegrzaniem organizmu czy po prostu akurat za dużo szczurów pałęta się pod nogami, z książki bije prawdziwy optymizm i determinacja. Życzyłabym każdemu, by miał choć w połowie tyle energii witalnej, co małżeństwo podróżników. I tyle mądrości. Niektóre z tekstów bowiem stanowią jakby wyjątki z jakiejś podróżniczej biblii albo idealnie nadają się… na tatuaż. Tak właśnie pomyślałam, czytając poniższe słowa Jarka:

[…] możemy pojechać wszędzie i tylko od nas zależy, jak nam tam będzie…
oraz Asi:
[…] wiem, że każdy dostaje taką podróż, do jakiej jest gotowy.

Co teraz, kiedy książka się skończyła?
Obejrzeć mini-serial autorstwa podróżników ze świetnymi zdjęciami! Serdecznie Wam polecam:

Książkę oceniam na mocne

8/10
A jeśli jesteście zainteresowani, sprawdźcie koniecznie debiut Joanny Grzymkowskiej-Podolak, Zakochanych w świecie. Maroko, o którym pisałam TUTAJ, w styczniu bieżącego roku. 

Książka dla feministki

Nie wiem, czy jesteście świadomi, ale wyczytałam jakiś czas temu w Internetach, że 7 listopada to Dzień Feministki.Oficjalny czy nieoficjalny? Międzynarodowy czy lokalny? Nieistotne. Grunt, że kobieta z klasą powinna czytać. Jeśli więc macie chętkę na dobrą lekturę, zróbcie sobie koniecznie prezent na 7 listopada. Panowie zaś – zadbajcie o swoje kobiety. Zamiast ciastkami, nakarmcie je dobrą literaturą!

Poniżej przedstawiam Wam listę 10 lektur*. Każda z nich to według mnie idealna książka dla feministki. Tak się składa (nie do końca zresztą przypadkowo), że wszystkie z nich możecie kupić w księgarni internetowej Wydawnictwa Znak. Koniecznie dajcie znać w komentarzu, jakie inne książki powinna przeczytać kobieta z klasą i wspólnie stwórzmy później o wiele dłuższą listę. Jeśli zaś mieliście już styczność z pozycjami, o jakich dzisiaj Wam opowiem, również proszę Was o opinie. Przyznam się bez bicia, że mam ogromną ochotę na poniżej prezentowane lektury, ale żadnej z nich do tej pory jeszcze niestety nie czytałam.


http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6001,Dziennik1) Dziennik, Anne Frank

To jest ta trudność dzisiejszych czasów: ideały, marzenia, piękne oczekiwania jeszcze się nie zdążą rozwinąć, a już zostają trafione i totalnie zniszczone przez najbardziej przerażającą rzeczywistość.
Tymi słowami zaczyna się Dziennik Annelies Marie Frank, nastoletniej Żydówki, która przez ponad dwa lata ukrywała się wraz z rodziną w Amsterdamie przed zesłaniem do obozu zagłady. Dziewczyna opisuje swoje spostrzeżenia i wchodzenie w dorosłe życie w nietypowych, tragicznych warunkach. Mimo egzystowania w zamknięciu, tekst Dziennika poraża optymizmem, wiarą w ludzi oraz sporo mówi o dorastaniu. Jestem przekonana, że to bardzo ważny utwór w historii literatury, a jego lektura doda mądrości, odwagi oraz empatii. 

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6480,Cesarzowa-wdowa-Cixi2) Cesarzowa wdowa Cixi, Chang Jung

O Cixi dowiedziałam się z powieści autorstwa Anchee Min pt. Cesarzowa Orchidea. Zbeletryzowana, porywająca historia kobiety, która decydowała o losie 400 milionów ludzi, tak bardzo przypadła mi do gustu, że zapragnęłam poznać losy Cixi bez literackich ubarwień. Autorka książki, Chang Jung, dołożyła
wszelkich starań, by przedstawiony w książce wizerunek władczyni Chin był jak najwierniejszy i w tym celu zgłębiała najrozmaitsze źródła, m.in. zawierające 12 milionów dokumentów Pierwsze Archiwum Historyczne Chin. 

Myślę często, że na świecie nie ma chyba kobiety mądrzejszej ode mnie. Choć słyszałam wiele o królowej Wiktorii, wciąż nie sądzę, by jej życie było w połowie tak ciekawe i urozmaicone jak moje.
 Spójrz na mnie, ode mnie zależy los 400 milionów ludzi.

To słowa samej Cixi. Nawet, jeśli trącą narcyzmem, nie można chyba zaprzeczyć, że była niesamowitą kobietą, prawda?

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6310,Biale-zeby

3) Białe zęby, Zadie Smith

Dawno, dawno temu, biegamy z Julitą po Starym Browarze, zastanawiając się, co kupić Weronice na urodziny. Jedynym słusznym wyborem jest książka. Ale jaka? Jaką książkę kupić starej, obecnej i przyszłej przyjaciółce? To musi być coś wyjątkowego!
W nasze ręce wpadają Białe zęby. Od razu wiemy, że to ta, a nie inna lektura nada się na tę okazję. Bo to też przecież książka o przyjaźni. I o kobietach.

Kobiety na ogół nie potrafią zerwać z rodziną i przeszłością, ale mężczyźni zachowali tę pierwotną zdolność. Po prostu zrywają z tym, zupełnie tak jakby odklejali sztuczną brodę, i dyskretnie, cichcem wracają do społeczeństwa, kompletnie odmienieni.

Teraz żałuję, że nie kupiłam egzemplarza książki również dla siebie. Dowiedziałam się, niedługo po zakupie, że to debiut wybitnej brytyjskiej pisarki. W Białych zębach Zadie Smith przedstawia losy trzech rodzin emigrantów, mieszkających we współczesnym Londynie. Wczytując się we fragmenty, odnalazłam nie tylko sporo mądrości, ale i zachłysnęłam się wręcz cudownym stylem autorki. Pragnę wręcz więcej i mam nadzieję, że niebawem uda mi się przeczytać Białe zęby. W końcu książka ta znalazła się w zestawieniu 100 najlepszych angielskich powieści magazynu TIME. Przypadek? Nie sądzę!


http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6182,Smazone-zielone-pomidory

4) Smażone zielone pomidory, Fannie Flag

Film, który powstał na motywach tej powieści, jest chyba już w pewnej mierze kultowy. Pamiętam, że w latach dziewięćdziesiątych moja mama co chwila go oglądała i bez przerwy się nim zachwycała. Nie pamiętam już za dobrze fabuły, ale wiem, że jeśli będę ją sobie odświeżać, to najpierw na pewno sięgnę po książkę, pełną ciepła, przyjaźni i kobiecości.
Lata trzydzieste, Alabama – ach, jak cudownie to brzmi! Dwie przyjaciółki, Idgie i Ruth, otwierają kawiarenkę, którą oprócz magicznego aromatu kawy i przepysznych potraw wypełniają iskry namiętności, radość, miłość, a czasem gniew, rozgoryczenie oraz… zbrodnia. To, co mnie najbardziej w książce interesuje, to jednak nie historia, a jej prostota i aktualność. Choć została wydana po raz pierwszy blisko trzydzieści lat temu, w świecie kobiet niewiele się zmieniło od tego czasu.
Kiedyś była dziewicą, by jej nie wyzywano od puszczalskich i dziwek; wyszła za mąż, by jej nie wyzywano od starych panien; udawała orgazm, by jej nie wyzywano od oziębłych; urodziła dzieci, by jej nie wyzywano od bezpłodnych; nie została feministką, by jej nie wyzywano od dziwaczek nienawidzących mężczyzn; nigdy nie narzekała i nie podnosiła głosu, by jej nie wyzywano od zrzęd…

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6790,Wszystkie-lektury-nadobowiazkowe

5) Wszystkie lektury nadobowiązkowe, Wisława Szymborska

To, że Szymborska wielką poetką była, jest i będzie na wieki, to chyba wszyscy już wiedzą. Ale nie każdy słyszał o jej felietonach, prezentowanych w zbiorze pt. Wszystkie lektury nadobowiązkowe.
Po staroświecku uważam, że czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła.
Znacie ten cytat, prawda? Z wielką chęcią pobawiłabym się w czytanie felietonów Szymborskiej, tym bardziej, że postrzeganie tej kobiety wyłącznie poprzez pryzmat jej wierszy wydaje się być ogromnym spłyceniem jej obrazu, jakkolwiek głębokie jej poezje by nie były. Jak bardzo będzie można identyfikować się z polską noblistką? To się okaże, ale mam wrażenie, że każda dziewczyna i kobieta będzie mogła wyłuskać z tekstów coś dla siebie. A ponad wszystko delektować się pierwszorzędną literaturą.


http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,5439,Szum

Ta, która wydaje nas na świat, a później przed nim broni. Ta, której najbardziej chcemy zaimponować, i którą najbardziej krzywdzimy, nawet, jeśli tak bardzo tego nie chcemy… Matka. Być może właśnie nią jesteśmy w czasie teraźniejszym lub przyszłym. Pewnie chcemy tego z całego serca lub boimy się nawet o tym pomyśleć.
Powieść Szum Magdaleny Tulli to podobno najbardziej osobista książka tej wybitnej polskiej twórczyni. Chciałabym móc ją poznać, by zobaczyć, jakim ogromem odwagi musiała posłużyć się pisarka, żeby wydać taki utwór. O relacjach matka-córka zawsze było mi bardzo trudno pisać. Nic dziwnego. To najważniejsza więź w moim życiu. Być może dzięki lekturze okazałabym się choć trochę lepszą córką lub wreszcie się zdecydowała, czy wychowanie dziecka to coś, czemu byłabym w stanie sprostać… Lektura wydaje się też poważnym utworem o dorastaniu. Tak, koniecznie muszę ją przeczytać!
Kto utraci bezkarność z miejsca staje się dorosły. A dorosłość to równia pochyła, wiadomo dokąd prowadzi.
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6600,Jolanta
Jola to dziewczyna, która prześlizguje się przez życie, starając się, by możliwie jak mniej ją zabolało. Urodzona w latach osiemdziesiątych, dojrzewa, kończy szkołę, wychodzi za mąż i… ucieka z domu. Dlaczego? Co kryje się w umyśle kobiety, decydującej się na tak drastyczny krok? I czy przez chwilę nie pomyślała o tym każda z nas…?
Bądź dla innych miła i taka, jaką chcieliby cię widzieć. Wtedy nie napytasz sobie biedy, nikt ci niczego nie udowodni. W ogóle się od ciebie odczepią, bo zwyczajnie o tobie zapomną. „Nie mówić, nie ufać, nie odczuwać”. Być miłą.
Wypadałoby przeczytać wreszcie książkę jednej z największych i najszlachetniejszych polskich feministek, której utwory trzykrotnie nominowane były do Nagrody Literackiej Nike. Wierzę, że wkrótce mi się to uda.
Spójrzcie tylko na tę piękną, intensywnie czerwoną okładkę!
(Jeżeli ktoś jeszcze nie wie, czerwień to mój ulubiony kolor, który uważam za bardzo kobiecy – wiecie, czerwone szpilki, czerwona kiecka, czerwone paznokcie, czerwona szpilka, czerwień wojny, jaką musimy toczyć każdego dnia z trudnym życiem, czerwień krwi cieknącej z poszarpanych od namiętnych pocałunków ust i krwi wyciekającej co miesiąc z naszego łona).
Literatura to nie tylko reportaż, biografia, felieton, poezja czy powieść. To również dramat, często tak pomijany pośród innych gatunków. Tramwaj zwany pożądaniem to kultowa książka, zekranizowana w 1951 roku. W filmie główną rolę zagrał Marlon Brando, o którym na pewno wszyscy słyszeli, lecz któż w rękach trzymał książkę jednego z najwybitniejszych amerykańskich dramaturgów minionego wieku? Wydanie, które prezentuje Wydawnictwo Znak, to nie tylko Tramwaj, ale i inne porywające utwory Williamsa, przełożone przez Jacka Poniedziałka. Ślinka cieknie!
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2489,Bracia-Karamazow
Ale zakochać się to nie znaczy kochać. Zakochać się można nienawidząc.
Kobiety kobietami, ich namiętności, pragnienia, spory i problemy chlebem codziennym, ale nie zapominajmy, że bez mężczyzn nasz świat przestałby zupełnie istnieć! Dlatego kolejną dobrą książką dla feministki będzie coś z klasyki. Idealnie nadadzą się do tego celu Bracia Karamazow, czyli najwybitniejsza chyba powieść Fiodora Dostojewskiego. Czterej bracia, jedna zbrodnia: ojcobójstwo. Jestem niezwykle ciekawa tego utworu, ponieważ do Dostojewskiego zraziła mnie Zbrodnia i kara, przez tak wielu ogłoszona dziełem genialnym. Teraz chciałabym zweryfikować mój pogląd na twórczość autora. Męski świat pełen surowości, pierwotnych instynktów, siły i mroku jest bardzo, bardzo pociągający… Nie ma to jak rozkoszować się nim, kiedy opisany zostaje w mistrzowski sposób!
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6782,Ksiezyc-mysliwych
Ostatnia pozycja intryguje mnie po trosze enigmatycznym opisem, jednak w większej mierze chęcią oceny twórczości Katarzyny Krenz, doświadczonej już autorki oraz debiutującej Julity Bielak. Ponoć panie pracowały nad powieścią, będąc oddalonymi od siebie setki kilometrów, nie spotykając się w świecie rzeczywistym, a jedynie korespondując ze sobą. Taki system przypomina mi dawne czasy, kiedy powstawały moje pierwsze opowiadania współtworzone w brulionie wraz z przyjaciółkami oraz prowadzenie strony internetowej z ocenami blogów. Ach, sentymentalnie się zrobiło. Mam nadzieję, że książka będzie dowodem, iż kobiety potrafią się porozumieć, bez względu na poglądy i odległość, a zatem że kobieca solidarność nie jest tylko mitem. 
Wszystkie książki do sprawdzenia na 
http://www.znak.com.pl
Świętujcie 7 listopada godnie i z kulturką. Lektura to sprawdzony sposób na każdą okazję, więc mam nadzieję, że przygotowana przeze mnie lista książka dla feministki przydatna będzie przez cały rok. Dorzucajcie swoje propozycje!

_____________________
*Wpis został zainspirowany akcją Wydawnictwa Znak, mającą na celu promocję książki pt. Księżyc myśliwych