Jak się rodzi grafomania?

Nie mam Wam nic mądrego do zakomunikowania. 
Ostatnie dni uczyniły ze mnie antonim literackiej klaczy rozpłodowej. Wypadałoby jednak zacząć wreszcie się gzić z papierem, to w końcu najdłuższy związek w moim życiu i nie ma przeciwwskazań, żeby nie wycisnąć z niego jeszcze jednego bacha. A jakie jest najlepsze lekarstwo na brak aktywności? Podjęcie aktywności – Emilka Coelho. Stwierdziłam więc, że napiszę Wam, co się ostatnio działo, bo w moim życiu jestem zdecydowanie swoją ulubioną bohaterką. 

Statystyki. 
Spadły mi statystyki na blogu, wzrosły w endomondo. Paradoks, który przekłada się na więcej obserwatorów na instagramie i centymetrów w talii. Oznacza to nieprawidłowość, która zapewne przez całkiem sporą grupę ludzi w moim wieku skwitowana zostałaby przeciągłym skowytem układającym się w słowa: za co?!,  Ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że nie lubimy się z moją karmą, dobrze znam odpowiedź na to pytanie, więc oto rzeczę, iż: z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń – wzruszenie ramion. Nie będę się kurczowo trzymać tych statystyk jak tonący brzytwy, bo to są cyfry, a ja jestem humanistka. Mi ludzi potrzeba, nie liczb. 
Ludzie.
Ludzie mnie, kurwa, znowu opuszczają.
Po którymś tam pożegnaniu w trakcie prowadzenia Fabryki dygresji dotarło do mnie, że zabiegi polegające na usilnym trzymaniu ludzi w zasięgu wzroku są sprowadzaniem ich do rangi przedmiotów. Ciekawych, ale przedmiotów, sama przecież używałam określenia kolekcja, gdy przychodziło do mówienia o moich bliskich. Sic!, strasznie to chore. Na szczęście jest znowu wiosna i można jako-tako posprzątać w głowie. (Czyli, jak zwykle, trupy do szafy a dogorywający pod dywan, ale na zewnątrz wszystko lśni jak w nowojorskiej galerii sztuki użytkowej). To sprzątam. I kiedy się żegnam, nie myślę już o utracie, tylko o wzbogaceniu. Tego żegnanego i tego, który kiedyś, w końcu, a może już za pół roku, będzie witanym. A teraz wyczekuję. Im bardziej wyczekuję, tym bardziej kocham. Przypominam sobie, że przeżywanie osobno też jednoczy. 
Chłopak.
Mój pierwszy chłopak. Wcale go nie spotkałam, tak tego nie można nazwać, to było przypadkowe minięcie, w związku z czym utwierdziłam się w przekonaniu, że ten nasz tak zwany związek też był przypadkowym minięciem. Przystając obok niego, minęłam się z samą sobą. I tak jak wtedy, tak i niedawno, pobiegłam dalej. Natalia Przybysz wyśpiewała soundtrack do filmu o moim życiu. Ekranizację wyreżyseruje córka Wesa Andersona i Lilly Wachowski, której biologiczną matką zostanie Lena Dunham. Tak będzie. Gdy już dobiegnę. Byle nie za szybko.
I co jeszcze, zapytacie.
Wszystko, odpowiem, wszystko. 
I jeszcze więcej śmiechu.
Drzewa w kwiatach, wiatr we włosach, zapalenie w oskrzelach. 
Coraz cieplejsze, coraz dłuższe dni, coraz głupsze sposoby na podryw na stałej już trasie Meskalina-Dragon, coraz więcej ludzi, którzy mówią, że są inni, a nie chcą zobaczyć, że są tacy sami. I że ktoś ma prawo zwyczajnie nie być oczarowany, bo ma w życiu inne priorytety. (Jeśli kiedyś się spotkamy i będziecie chcieli poznać historię o najbardziej nieudolnym podrywie od czasów upadku Bizancjum, rzućcie hasło: czy w Poznaniu pada?). 
Szybkie kalkulacje, czy coś się opłaci, tylko po to, by puknąć się w głowę, bo nie o to w życiu chodzi. Szybkie zjazdy i powroty, tam, donikąd, do siebie. 
I to ogromne chcenie. Chceniem jestem aż do bólu.
I na chceniu się kończy.
Boże, dzięki, że uczyniłeś mi pisarką. Jak nie w życiu, to na papierze. 
(Chyba tak się właśnie rodzi grafomania).
I tak jak śpiewak musi się rozśpiewać, skrzypaczka dostroić instrument i rozgrzać nadgarstek, tak pisarz musi się rozpisać, by móc tworzyć cuda-wianki. 
Działa. 
Zostawiłabym Was z Natalią P., ale ile można, dlatego, bardzo proszę, dobry cover z ładnym niemieckim panem na gitarze. 

4 myśli na temat “Jak się rodzi grafomania?

  1. Uśmiałam się solidnie 😉 Rewelacyjny tekst z mnóstwem złotych myśli 🙂
    "Boże, dzięki, że uczyniłeś mnie pisarką. Jak nie w życiu, to na papierze"- oj warte zapamiętania ! I to ogromne chcenie bez robienia również przeżywam..oby jak najkrócej 😛

  2. O Boże… też sądziłam, że piosenka "Nazywam się Niebo" Przybysz jest o moim życiu. No, może o moim poprzednim uniesieniu uczuciowym. Smutna piątka.
    Chociaż teraz już wesoła, bo jest lepiej. Za to notorycznie "Bądź dużym chłopcem" Nykiel w tle.

    Ściskam.

  3. Cała ta ostatnia płyta Natalii Przybysz zawiera mnóstwo tekstów, z którymi aż trudno nie utożsamiać się kobiecie. Cieszę się, że mamy podobne wrażenia. Gorzko-słodka piątka. 🙂
    Co do Nykielowej – ogólnie tekst uważam za słaby poetycko, ale dziewczyna trafia w dziesiątkę.

Dodaj komentarz