Amator
Od tego wszystko się zaczyna. Od amatorszczyzny.

Pisarz amator wygląda zupełnie przeciętnie. Jest osobnikiem dokładnie takim, jak Ty czy ja, bo w zasadzie może być Tobą albo mną. W dzieciństwie, w jakiś dziwny sposób (może przez wypadnięcie z ramion matki i uderzenie głową w podłogę?) w umyśle małego przyszłego amatora zrodziło się abstrakcyjne przeświadczenie, że osoba, która napisała książkę, jaką matka czyta mu do poduszki, musi być bardzo fajna.
W czasie chodzenia do szkoły przyszły pisarz amator często się zwiesza na lekcjach. Słowa nauczycielki do niego nie docierają, bo osobnik wyobraża sobie właśnie, że zaprasza na dyskotekę klasową najładniejszą dziewczynę w klasie. Oczywiście tego nie zrobi, bo jest zbyt nieśmiały, więc po powrocie do domu opisze to zdarzenie na drugiej stronie sprawdzianu, który miał poprawić w zeszycie. Będą z tego kłopoty.
Tak jak i z tego, że często podkoloryzuje i hiperbolizuje różne wydarzenia, przez co jego prawdomówność w najbliższym środowisku oceniana jest jako wątpliwa.
Ale to nic, bo pisarz amator nie potrzebuje prawdziwych przyjaciół. Wystarczą mu jego marzenia o byciu Pisarzem pro (o tym dalej) i komentujący jego fan-fiction publikowane na blogu.
Wklejam swoje zdjęcie w tym miejscu z fałszywej skromności.
Pisarka
Jest kobietą, którą trudno odróżnić od typowej nauczycielki języka polskiego, bibliotekarki lub nawet księgowej. Szczerze mówiąc, wysoce prawdopodobne, że jest polonistką, bibliotekarką albo księgową. Nie jest zbyt zadbana, bo woli poświęcić czas pisaniu i czytaniu zamiast stosować maskę nabłyszczającą na włosy, pomalować paznokcie czy wyskubać brwi. Z tego powodu najczęściej również ma kilka(naście) kilogramów nadwagi. Siedzi na tyłku przed laptopem i pisze o szczęśliwych związkach, zamiast ubrać adidasy, przebiec się po parku i w tym czasie spotkać atrakcyjnego mężczyznę. Wierzy w miłość aż po grób. W pewnym sensie wciąż ma dwanaście lat. W swoich książkach powiela nieprawdziwe idee czerpane z romantycznych komedii, więc odpowiada za nieprzygotowanie do życia wielu, wielu młodych kobiet, wciąż łudzących się, że są księżniczkami.
Wklejam zdjęcie pani Kasi Michalak, tak dla jaj, bo ja przecież jej żadnej książki jeszcze nie przeczytałam.
Dekadent
To albo młody pisarz, albo taki po czterdziestce, który wykazuje syndrom Piotrusia Pana i uważa, że życie boli, więc trzeba je spędzić na imprezowaniu, wtedy nie przestanie boleć, ale przynajmniej będzie można zgromadzić więcej materiału do opisania w powieści.
Często bywa pod wpływem – alkoholu, trawki, kwasów, pięknych i złych kobiet, które tak naprawdę nie są złe, ale czasami po prostu mają dosyć. Gdzie można najczęściej go spotkać w środku tygodnia? Zawsze w mieście. Tam mieszka. Żywi się bowiem spalinami i nieszczęśliwymi historiami sąsiadów. W nocy natkniesz się na niego w kałuży wymiocin pod speluną na prawo od ratusza, biorąc go za najzwyklejszego w świecie żula. A za dnia spotkasz go na uczelni, kiedy podczas egzaminu buchać będzie Ci w twarz odorem wczorajszego wieczoru. Tak, to Twój wykładowca.
A to pan Marcin Świetlicki, który z powyższym opisem nie ma i nie może mieć zupełnie nic wspólnego, bo jest poetą, nie pisarzem. I nigdy niestety mnie bezpośrednio niczego nie uczył, choć w jego utworach czai się mądrość przeogromna.
Reportażysta
Jest przystojny bojownikiem. Walczy z systemem. Przynajmniej tak się wydaje. Jeździ w końcu w odległe rejony świata, by pomóc biednym ludziom, których spotkała tragedia. Im tragedia większa, tym lepiej. Będzie o czym pisać, bo na tym właśnie polega jego pomoc. Nie na dokarmianiu biednych afrykańskich dzieci, nie na budowaniu szkół w Nepalu. Na opisywaniu w kraju tego, co dzieje się za granicą. Taka to pomoc, niezwykle istotna… Reportażysta jest więc całkowicie bezinteresownym twórcą.
Trochę tylko leniwym, bo zamiast wymyślać bohaterów, po prostu do swoich książek bierze ludzi z rzeczywistości, a jego teksty to najczęściej zapis rozmów albo skany dokumentów.
Ryszard Kapuściński, dostojny i przystojny; takich już nie produkują.
Kryminalista
Zazwyczaj szykowanie ubrany. Na jego butach nigdy nie uświadczysz choćby mikroskopijnych rozmiarów plamki błota albo kociego włosa. Kryminalista, czyli twórca kryminałów, wie bowiem doskonale dwie rzeczy. To, że trzeba być pedantem, by rozwiązać zagadkę. I że jak Cię widzą, tak Cię piszą, choć pozory mylą.
Często pracuje z policją. Jeśli ma kontakty i sporo hajsu, bo jest na przykład właścicielem firmy obuwniczej, zdarza mu się nawet pojawić na miejscu zbrodni, by poczuć klimat. Brak funduszy i koneksji jednak nie przeszkodzi mu w stworzeniu świetnej intrygi. W telewizji przecież wciąż emitują „Ojca Mateusza”.
I czasem tylko, kiedy smaruje kromkę chleba masłem, zbyt długo zapatrzy się najpierw na nóż, a później na własną żonę, która od rana krzyczy na niego, żeby skończył się bawić w to pisanie książek i zajął czymś poważnym, na przykład sadzeniem iglaków…
Przejrzałam Cię, Nik. 😉 (Zdjęcie Nikodema Pałasza wstawiam, bo jest jedynym znanym mi twórcą kryminałów, nie licząc Katarzyny Puzyńskiej z Instagrama i Katarzyny Bondy z Googli…).
Fantasta
Jego ostatnią formą ewolucyjną jest George R. R. Martin. Ubiera się trochę jak metal i ma ogromny brzuch. Przez całe życie próbował błysnąć poczuciem humoru, ale wszyscy mieli go w głębokim poważaniu, więc swoje żarty wkłada w usta swoich bohaterów. I wtedy te same teksty stają się nagle faktycznie bardzo zabawne – potwierdzają to czytelnicy, w większości podobni do fantasty. Jak więc nie wierzyć w magię?
Zawsze brakowało mu też odwagi do wyrwania najładniejszej dziewczyny w szkole. A może i wiedział, że nawet by na niego nie spojrzała, bo takie dziewczyny przede wszystkim cenią liczbę lajków na fejsie i centymetry w bicepsie? Czymże mógłby jej zaimponować? No przecież nie intelektem… Dlatego w swoich wielotomowych sagach pisze o kobietach jednocześnie mądrych i pięknych. Bo wierzy w magię. I wierzy, że jeśli powtórzy w swojej twórczości milion razy ten motyw, czary się zadzieją i na Ziemi pojawi się wreszcie kobieta tyleż samo inteligentna, co i śliczna… Niestety, jest tak skupiony na swojej misji, że nie widzi, iż jego najlepsza przyjaciółka, gothka, jest właśnie taką kobietą.
Łatwo zapomnieć, że i 7 książek J. K. Rowling należy do gatunku fantastyki…
Podglądacz
Mówi się, że każdy pisarz czerpie inspirację ze swojego życia. Jedni bardziej, inni mniej. No więc podglądacz – zdecydowanie bardziej.
Jego książki są tylko pozornie powieścią historyczną czy fragmentem literatury współczesnej. To nie przypadek, że każdy, kto skosztuje stworzonej przez niego lektury, stwierdzi, że opisywane postaci są jak żywe. Teraz wyjawię Wam prawdę i będzie ona równie nieprzewidywalna, co i straszna, więc przygotujcie się: podglądacz podgląda. Ludzi. Ze swojego otoczenia. Spisuje to, co powiedzą, w aplikacji w telefonie. Ogląda ich zdjęcia na fejsie, gdy zapomni, jaki mają kolor oczu, a trzeba przecież w książce zawrzeć jakiś opis postaci. I najgorsze: przekręca fakty. W tak obrzydliwy sposób, że zupełnie nie wiadomo, czy efemeryczna Beatrycze z piątego rozdziału jego ostatniej książki to Ty, kobieta z klasą, która załamała mu serce, czy pieprznięta Aldona z zakładu fryzjerskiego naprzeciwko.
Ignacy Karpowicz i jego debiutancka powieść pt. Piromani, he, he. Nie mam zielonego pojęcia, jak często może kogokolwiek podglądać, ale zdjęcie nie jest zamieszczone tutaj w stu procentach przez przypadek.
Grafoman
Tak, to też pisarz! Z jego twórczością można się zetknąć na forach literackich, stronach udostępniających darmowe e-booki, a nawet w księgarniach – takie mamy czasy. Grafoman żyje w przeświadczeniu, że jest najlepszym pisarzem na świecie i jednocześnie najbardziej niedocenionym. Jego najczęstszym powiedzonkiem jest: „Rowling też nie od razu wydała Harry’ego Pottera”. Najbardziej tragiczne w jego postaci jest jednak to, że gdyby zamiast na trąbieniu na lewo i prawo, jaką to nie jest ofiarą rynku wydawniczego, a wziął do rąk książkę, choćby raz na pół roku, i ją przeczytał, mógłby wreszcie nauczyć się pisać. Mógłby. Ale tego nie zrobi. Taki to już typ.
Zdjęcie pisarki z zagranicy, E. L. James – bo na mnie nie nakrzyczy, że umieściłam je w tym miejscu, a inni by mogli.
Pisarz pro
Wydał już co najmniej jedną książkę. Jest w trakcie pisania kolejnych, bo zawsze coś pisze bądź czyta. Literatura dla niego nie jest tylko literaturą. To jego śniadanie i kolacja, to jego powietrze, to jego najmilsza kochanka, to zdradziecka szuja, przez którą popada w depresję, to jego życie. W swoim artystycznym mieszkaniu ma pokaźną bibliotekę, wśród których można znaleźć dzieła Prousta czy Joyce’a. Pisarz pro czyta te książki, a później zadręcza się nad swoją stylową, odrestaurowaną maszyną do pisania, że nigdy nie będzie tak doskonały jak jego mistrzowie. Później jednak, podczas spotkań autorskich, przeciera szkła swoich okularów w rogowych oprawkach i własnym oczom nie wierzy. Otóż w sali zjawiło się kilku gości, chcących posłuchać tego, co ma do powiedzenia. Oto właśnie pisarz pro!
A to Kuba Wojtaszczyk, jak widać, ma okulary w rogowych oprawkach. To jeden z dwóch powodów, dla których wkleiłam jego zdjęcie w tym miejscu. Drugiego nie wyjawię, domyślcie się. Tak czy siak, przy okazji zajrzyjcie do recenzji najnowszej książki Wojtaszczyka pt. Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzeć.
Bóg Pisania czyli Mistrz
Nie spotkasz go na ulicy. W ogóle go nie spotkasz. Najczęściej jest z zagranicy (ponieważ nigdy nie doceniamy naszych rodzimych twórców). Żyje w swojej wielkiej rezydencji, którą wybudował za milionowe przychody ze sprzedaży swoich bestsellerowych książek, począwszy od Świata według Garpa, a na Alei Tajemnic póki co kończąc.
Podpis chyba nie jest wymagany.
Jak można się domyśleć, już nieco bardziej serio (ale też nie do końca), grafoman nie bardzo różni się od pisarza pro. Nie chodzi mi tu ani o styl bycia, ani o to, co dana osoba myśli na swój temat. Istnieją wybitni twórcy, poważani w pewnych kręgach, których charakteryzuje rewelacyjny warsztat literacki. Wszystko, co wyjdzie spod ich pióra, jest po prostu piękne. Stworzone przez nich konstrukcje zdaniowe, bogate metafory, oryginalne porównania, są tak dobre, że można godzinami rozwodzić się z zachwytem o ich dziełach. Ale co z tego, jeżeli całe życie spędzili tylko i wyłącznie na dopieszczaniu swoich tekstów? Jeżeli niewiele przeżyli i mają jeszcze mniej do przekazania? Z doświadczenia wiem, że są osoby w pewien sposób upośledzone pod względem pisania. Trudno im wyrazić siebie na papierze, ale ich historie bez wątpienia warte są opowiedzenia. To znowu nie są stricte grafomani. Bardziej już przypominają dyslektyków… Niemniej, stworzona przeze mnie dziś notka z klasyfikacją pisarzy przypomniała mi, jak bardzo życie nie jest czarno-białe, jak mało w nim rzeczy oczywistych. I że jakiekolwiek próby szufladkowania najczęściej są bezsensowne. No bo sortować można sztućce w szufladzie, a nie ludzi. W ogóle, zadziwiona jestem po raz kolejny, jak łatwo przychodzi wypisywanie a) bzdur, b) bzdurnych negatywów o ludziach.
Jednak jeśli widzicie się w którejś z prezentowanych przeze mnie kategorii – dajcie znać, pośmiejemy się. Sama zastanawiam się, ile we mnie podglądacza, ile z pisarki, a ile mam jeszcze z pozostałych typów…
No i można by wyróżnić jeszcze jeden typ.
11 typ pisarza – Karol Mroziński
Facet, który mówi, że w polskiej literaturze nie dzieje się nic ciekawego i utrzymuje, że sam za wiele nie czyta. Ktoś, kto opublikował książkę zebraną z krótkich opowiadań, jakie ukazywały się na jego Facebooku. I ktoś, kto według mnie jest bardzo dobrym pisarzem, bo w trafny sposób potrafi poruszyć konkretne problemy, skrytykować pustą modę, jaka aktualnie panuje w pokoleniu dwudziestolatków, a przy okazji obśmiać siebie i innych. Obczajcie Razzmatazz koniecznie.
Może można by wyróżnić jeszcze wcale niejeden typ pisarza… Ale po co?