l64-hemingway-wp4

Nie rezygnuj z ludzi, nawet, jeśli jesteś pisarzem

Poznań jest taki dziwny, kiedy kroczy się nim samotnie. Poznań to dla mnie głównie ludzie i ściany budynków pomiędzy nimi, nie odwrotnie. Ale czego się spodziewać w sobotę o ósmej rano w pobliżu Rynku Łazarskiego?

 

Wchodzę do tramwaju i myślę nutami starego dobrego Myslovitz. A na następnym przystanku dołączają Cyganie. Jedna z kobiet siada nieopodal mnie z córką na rękach. Dziewczynka zaczyna płakać, a ja patrzę się na obie jak zahipnotyzowana. Cyganka również na mnie patrzy. I tak sobie jedziemy na Most Dworcowy.
Zastanawiam się, o co może chodzić. Zerkam na nią, bo jest piękna. Bycie matką wcale nie ogranicza jej intensywnej kobiecości, która wypełnia przestrzeń pomiędzy nami. Być może moja kobiecość próbuje walczyć o terytorium i konflikt ten przejawia się w naszych spojrzeniach?
Z drugiej strony, ile się słyszy, że Cyganie wiedzą więcej od przeciętnych śmiertelników, a ja ostatnio wmówiłam sobie, że odziedziczyłam zdolności jasnowidzenia i powtarzałam to sobie tak często, iż chyba naprawdę w to uwierzyłam. Może Cyganka mnie przejrzała i ta wymiana spojrzeń to forma porozumienia? A może chciała mi coś powiedzieć? Nigdy nie będziesz miała dzieci, na przykład, nieszczęśliwa dziewczyno? Nie doczekasz się takiej ślicznej córeczki jak moja, bo karma wywinie ci niezłe kokodżambo?
Pomyślałabym, że przecież to przypadkowe spojrzenie i pewnie bezcelowe, ale kiedy wyszłam z tramwaju, miałam już gotową fabułę opowiadania z Cyganką w roli głównej.
Żeby coś napisać, trzeba zamknąć drzwi od pokoju i umysł na wszystko, co nie wiąże się bezpośrednio z tekstem. Pisarz musi być samotny, przynajmniej w trakcie procesu tworzenia. Jego jedynym towarzystwem przez długie miesiące będą bohaterowie. Im więcej zetknięć z prawdziwymi ludzi, tym mniej tych wyimaginowanych. Ale jeśli trafia się na martwy punkt, fabuła nie chce posunąć się do przodu, a twórcę trafia szlag, najszybciej inspirację można zyskać dzięki wyjściu na ulicę.
Strzępy rozmów, kolorowy trampek zawieszony na sieci trakcyjnej, nowa piosenka Wombatsów wyciekająca ze słuchawek przechodzącego obok studenta, gwałtowna gestykulacja pary na przystanku… I jesteś już dalej o jedną metaforę i sześć epitetów.
Czy lepiej napisać sto książek i nie być uczestnikiem własnego życia, za to po śmierci przejść do historii, czy z własnego życia uczynić świetny materiał na wybitne dzieło literackie i ograniczyć się do kilku ledwie publikacji?
Pamiętam, że kłóciło się o to wielu.
Pamiętam, że mówili, iż nie da się pogodzić jednego z drugim.
A potem przypominam sobie o Jacku Kerouacu i o Charlesie Bukowskim. I nawet o Lenie Dunham.
Mam czasem takie myśli, że będę poważanym pisarzem (albo chociaż bestsellerowym), a nie będę miała z kim pójść na galę wręczenia jakiejś nagrody. Albo zamiast opowiadać bliskiemu o nowych pomysłach, samotność skaże mnie na googlowanie własnego imienia i nazwiska w Google, bo nic innego nagle nie będzie do roboty.
Literatura to życie, a ludzie są jego częścią. Nie zamykaj drzwi na zbyt długo. Kiedyś możesz zapomnieć, jak się je otwiera.

 

3 myśli na temat “Nie rezygnuj z ludzi, nawet, jeśli jesteś pisarzem

  1. Cześć, pamiętasz mnie jeszcze?:D Wróciłam do bloga, ale także i do Twoich wpisów. Gdy przeczytałam pierwszy z brzegu, przypomniało mi się jak bardzo lubię ten styl pisania.
    Co do postu, idealnie pasuje mi on do tematu rozszerzonej matury z polskiego, z tego roku. Naprawdę, była to pierwsza myśl po przeczytaniu całości. Egzaminacyjna dywagacja odnosiła się do pisarzy i inspiracji, które odnajdują w każdym elemencie codzienności. Gdybym trafiła na ten wpis wcześniej, być może i bym się do tego odniosła jako kontekstu!

  2. To ludzie inspirują do pisania, nie można się na nich zamykać, zwykle najlepsze powieści pisze samo życie, nie trzeba wiele wyobraźni, zgadzam się że to ostatnie zdanie powinno być ważne dla pisarza, dla mnie jest, może wkrótce też uda mi się wydać własną książkę z rozpisani.pl

Dodaj komentarz