kasiamani

Katarzyna Maniszewska – Podróżnik bez powodu. Łut szczęścia

Kobiety często mówią mi, […] że chętnie też by tak podróżowały, ale nie mogą, bo są kobietami. Mężczyźnie jest łatwiej, a dla kobiety to po prostu niemożliwe.
Takie słowa witają nas w prologu zatytułowanym Intro (dlaczego właśnie Intro – o tym nieco później). Zapraszam do przeczytania recenzji książki idealnej na początek wakacji.

kasiamani
– Podróżujesz sama?
– Tak.
– Ale wszystko z tobą w porządku?

Z takimi pytaniami bardzo często spotyka się Katarzyna Maniszewska, doktor nauk humanistycznych, absolwentka germanistyki i dziennikarstwa na UW, lecz przede wszystkim podróżniczka. Podróżniczka, która – uściślijmy – podróżuje samotnie z plecakiem, bez konkretnego planu, za to z tytułowym łutem szczęścia. Podróżnik bez powodu jest zapisem jej najciekawszych perypetii z m.in. Borneo, Wietnamu, Indonezji, Sulawesi czy Wyspy Wielkanocnej.

Wracając do prologu, a w zasadzie intra… W książce Kasi Maniszewskiej najciekawszą rzeczą a propos formy jest konstrukcja rozdziałów. Ponieważ każdy rozdział rozpoczyna cytat z piosenki, którą podróżniczka dopasowała do miejsc, jakie odwiedziła, a na końcu spotkamy się z Sountrackiem, jest to lektura zupełnie wyjątkowa. Rozdziały najlepiej czytać, kierując się sugestią autorki, zatem w akompaniamencie proponowanych przez nią rockowych kawałków. Wśród nich można znaleźć chociażby What A Wonderful World Louisa Armstronga czy All You Need Is Love Beatlesów, zatem Podróżnik bez powodu poszerza horyzonty nie tylko poprzez spostrzeżenia autorki na temat miejsc geograficznych i spotkanych tam osób. To również fantastyczna szkoła pierwszorzędnego rocka. To zaproszenie do poznawania – świata i samego siebie – najpierw poprzez tekst, później za pośrednictwem muzyki, a ostatecznie… Cóż, coraz częściej ludzie pytają mnie, czy nie mam ochoty rzucić pracy, spakować plecak i ruszyć przed siebie. W końcu pracuję w wydawnictwie podróżniczym. Cóż, muszę przyznać, że po lekturze takich książek, jak Podróżnik bez powodu. Łut szczęścia takie pragnienie momentami znów się we mnie budzi.

Kolejna rzecz, która bardzo mi się w książce podoba, to osobiste przemyślenia autorki, które ujmuje w formie dobitnych sformułowań. Prostota i sposób przekazu bezbłędnie trafiają do czytelnika i zostają w jego myślach na dłużej, zmuszając do refleksji nad ekologią, polityką czy relacjami międzyludzkimi. Na wyróżnienie zasługują też świetnie opisane widoki. Czytając, czułam się, jakby czas się zatrzymał, jakbym znalazła się we wnętrzu najpiękniejszych pocztówek z odległych zakątków świata. Tylko w takiej pocztówce 5D.

Widok złotych punkcików migoczących w ciemnościach nocy, wśród dźwięków lasu – szelestów, świstów, skrzeczenia żab, cykania świerszczy – sprawił, że czułam się, jakbym wylądowała w Nibylandii.

I nie wiem już sama, co jest najlepsze. Obecność celnych ripost związanych z poczuciem humoru, czy sama główna bohaterka, jawiąca się niczym superhero podczas zwiedzania pełnych nietoperzy jaskiń czy zderzenia z, wydawać by się mogło, absurdalnymi wierzeniami natiwów. Nie potrafię się zdecydować.

Książka wydana jest po prostu przepięknie. Na bogato, można powiedzieć. Stylowy papier kredowy, który pieści palce, przewracając kolejne strony lektury. Edytorsko – bezbłędnie. A okładka… Na pierwszy rzut zachwyca, ale ma w sobie coś niepokojącego. Nad lazurową zatoką unoszą się ciemne, burzowe chmury, które wydają się być tak ciężkimi, że zaraz mogą spaść na pierwszoplanową łódeczkę. Zdecydowanie forma książki zachęca do zapoznania się z jej treścią. Ale trudno się dziwić. W końcu Łut szczęścia ukazał się na początku bieżącego roku nakładem najlepszego wydawnictwa na świecie.

Dzieło Kasi Maniszewskiej należy przeczytać jeszcze z jednego powodu. Zerknijcie poniżej.

Moje podróżowanie takie właśnie jest – bez powodu, a często i bez konkretnego celu. Znajomi mawiają, że i bez pomyślunku… Ale do samotnej wyprawy nie są one potrzebne. Niezbędne są natomiast: determinacja, otwartość i odrobina pieniędzy. Przy czym to ostatnie naprawdę nie jest najważniejsze.

To tylko potwierdza, że życie jest podróżą, a dzięki lekturze można podbudować nie tylko swoje podrożnicze skille, ale przede wszystkim właśnie te życiowe. Zyskać bądź utwierdzić się w przekonaniu, że dzięki ryzykowaniu można naprawdę wiele zyskać i nie ma sensu tkwić wiecznie w jednym punkcie, a bycie uprzejmym zawsze popłaca.
Polecam bardzo, bardzo.

8/10

2 myśli na temat “Katarzyna Maniszewska – Podróżnik bez powodu. Łut szczęścia

Dodaj komentarz