Dobrze jest prowadzić bloga. Dzięki niemu mogę zobaczyć, jak się czułam i co chciałam osiągnąć pięć, cztery, trzy i dwa lata temu. To już piąta noworoczna notka w Fabryce dygresji!

Mając jeszcze dwadzieścia lat, pisałam takie prostolinijne rzeczy; moje pragnienia było tak łatwo zaspokoić. Wciąż jestem tą osobą, co bardzo mnie cieszy. Rok 2013 był jednak chyba najgorszym w moim życiu i odczuwam ulgę, że mam go dawno za sobą, choć jego echo podszeptuje jeszcze do mnie złośliwie co jakiś czas, głównie pośród samotnie spędzonych nocy. Życzyłam sobie trochę więcej odwagi na 2014, a może po prostu mniej wstydu, i to się udało. Poznałam niesamowitych ludzi i stanęłam na nogi, a 2015 był dla mnie z kolei jednym z najlepszych.

W 2016 roku zrozumiałam, że im więcej pracuję, tym szczęśliwsza jestem. Żeby być w pełni zadowolonym, po prostu trzeba robić to, co się kocha. Po wielu tragikomicznych momentach, uniesieniach oscylujących na granicy absurdu, huśtawkach emocjonalnych i kilku głupich sytuacjach, przypomniałam sobie, na czym w istocie powinnam się skupić.

Choć 2016 rok nie należał do najłatwiejszych, jestem za niego ogromnie wdzięczna (filozofia Twardocha wciąż bardzo do mnie przemawia, jak i rok temu). Za wszystkie rzeczy, których się dowiedziałam, a zwłaszcza za utwierdzenie się w przekonaniu, kim naprawdę jestem. I na kogo mogę zawsze liczyć.

Otrzymałam od najbliższych najlepsze życzenia, jakie mogłam kiedykolwiek usłyszeć. Znacie mnie chyba jeszcze lepiej, niż ja sama. Mijają kolejne lata, a my wciąż jesteśmy ze sobą. Tacy Przyjaciele to najcenniejszy skarb; rodzina, którą sami wybraliśmy. W zdrowiu i w chorobie. W życiu i na papierze. Pośród szarej codzienności i totalnego obłędu. Tworzymy siebie wzajemnie. Czuję Was i słyszę w głowie nawet, gdy znajdujemy się daleko. Jesteście pomiędzy wyrazami w moim edytorze tekstu, a Wasze słowa wspominam przed zaśnięciem i budzę się z nimi na ustach. Uczyniliście te 12 miesięcy absolutnie wyjątkowymi. Wybawiłam się, odpoczęłam, ostatecznie nawet popadałam momentami w rutynę prawie już dorosłego człowieka…

A teraz czas przyspieszyć. Pościgać ze wskazówkami zegara.

W 2017 roku pragnę wrócić do rozbudowywania Fabryki dygresji.
Chcę spisać historię, którą żyję już od blisko dziesięciu lat.
Chcę nie chcieć przedmiotów, ale zawsze wiedzieć, czego chcę, no i żeby się nie nie chciało.
Chcę, by wszyscy moi bliscy byli zdrowi, i żeby mogli być ze mnie dumni, i żebym nigdy ich nie zawiodła.

Wszystkim, którzy czytają tego bloga, bo interesuje ich pisanie i czytanie, nie życzę wcale mnóstwa czasu na rozwijanie pasji, nie. Życzę świadomości, że życie jest jeszcze krótsze, niż się wydaje, więc…
(właśnie, kurwa, dochodzę do zaskakujących wniosków i zmienia mi się koncepcja życzeń)
… więc przede wszystkim zadbajcie o swoje szczęście. Nie ma sensu uszczęśliwiać całego świata. To jest Wasze życie, Wy jesteście jego panami, i tylko o nim możecie w pełni zadecydować. Spełnianie oczekiwań innych dla świętego spokoju to cholerna strata czasu, więc jeśli jest coś, co Was uszczęśliwia, poświęćcie się temu bez reszty. Bo człowiek człowiekowi człowiekiem. Kochajmy wszystkich, ale nie zapominajmy o miłości do siebie samych.
I tym, co tu czasami przychodzą, bo mnie znają, życzę tego samego. I sobie też, bo wiem, jakie to może być trudne.
Ale, jak zawsze powtarzam, jeżeli jest trudno, to znaczy, że warto.

Do przeczytania niebawem.

PS
Z roku na rok coraz trudniej pisze mi się o sobie.

PPS
Źródło grafiki: https://www.instagram.com/p/9L3k_DCkDU/?taken-by=zlepki.collages