25 rzeczy, które możesz na spokojnie pierdolić, kiedy jesteś 25-letnią kobietą

25 rzeczy, które możesz na spokojnie pierdolić, kiedy jesteś 25-letnią kobietą

Jak już kilka osób zauważyło (pozdrawiam z tej strony Weronikę, Boharka i mojego najukochańszego Lorda Fathera), choć datę urodzin ukryłam na Facebooku, niebawem kończę 25 lat. Myślałam, że będzie to smutna rocznica, bo wciąż mam na koncie tylko jedną opublikowaną książkę, ale okazuje się, iż nie ma to w tym momencie dla mnie zupełnie żadnego znaczenia. Jest to zasługa moich najbliższych, których grono powiększyło się w stosunku do zeszłego roku. A jak wiadomo, od takiego przybytku głowa nie ma prawa boleć. Nie pamiętam, kiedy byłam tak spokojna, szczęśliwa i kompletna, jak teraz. Z okazji moich urodzin życzę więc wszystkim Wam tego, co najważniejsze: MIŁOŚCI. I dziękuję, że jesteście.

A teraz powiem Wam, co macie pierdolić, żeby być takimi farciarzami, jak i ja. Przynajmniej w wieku 25 lat.

Pierdolcie zatem:

  1. Brzydką pogodę.
    Było już tak pięknie, kiedy miesiąc temu wygrzewałam się w promieniach słońca z papierosem w ręku, mając pod sobą magiczną panoramę na jedno z piękniejszych poznańskich skrzyżowań i jeszcze słodszą perspektywę kolejnych godzin. Tymczasem końcówka kwietnia, a tu śnieg, grad, zawiane ucho. Można by się załamać, gdyby nie świadomość, że po kwietniu zawsze przychodzi maj, a póki co można grzać się pod kołdrą. I zima ma swoje plusy.
  2. Wstyd.
    Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. Uważam, że poczucie wstydu to coś, co najbardziej nas niszczy. Strach przed działaniem z powodu obawy przed kompromitacją hamuje nas bardziej niż inne czynniki. Nawet, jeśli palniesz głupotę albo puścisz pawia przed setką ludzi, uwierz: to mogło zdarzyć się każdemu. Straciłam bardzo dużo czasu na niepotrzebne rozpamiętywanie krępujących mnie chwil, kiedy powinnam ugryźć się w język, spojrzeć gdzie indziej albo trzymać ręce przy sobie. Niepotrzebnie. Lepiej wyciągnąć wnioski na przyszłość i iść naprzód.
  3. Hygge.
    Jasny gwint, żyjemy w Polsce. Nie potrzebujemy dziesięciu koców z Ikei i specjalnych lampek, żeby pokonać stany depresyjne. Wizyta u psychiatry jest sto razy skuteczniejsza niż wypierdalanie hajsu w kosmos.
  4. Wyrzuty sumienia.
    Nie da się być idealnym. Możemy próbować i róbmy to, czyniąc dobro i starając się być lepszym z każdym dniem. Ale każdy popełnia błędy i niechcący krzywdzi inne osoby. Kiedy tak się stanie, przeprośmy. Pochylmy głowę ze skruchą. Odpokutujmy nasze winy, o ile się da. Pamiętajmy o tym, co zrobiliśmy źle, by nie powtarzać błędów, ale nie katujmy się bez końca wspomnieniami, których nie zmienimy.
  5. Oglądanie seriali.
    Róbmy to tylko po to, by się odstresować i gdy fabuła naprawdę nas zachwyci. Nie traćmy wielu godzin każdego dnia, ślęcząc przed komputerem czy telewizorem, by oglądać wymyślone życie nieistniejących ludzi. Piszmy własne scenariusze. 
  6. To, co ludzie o Tobie mówią.
    Niektórzy cały czas będą Ci powtarzać, że masz zrzucić na wadze, choć tego samego dnia inni zdziwią się, jak bardzo schudłaś. Kiedy zajmiesz głos w dyskusji, część powie, że trzeba było trzymać buzię na kłódkę, a inni będą mieć pretensje, że nie poruszyłaś danego problemu jeszcze bardziej. Jednym spodoba się Twoja twórczość, drudzy stwierdzą, że jest grafomańska. Kto ma rację? Cóż… Naprawdę będziesz tracić czas na zastanawianie się? Nie lepiej po prostu wzruszyć ramionami? 
  7. To, czego ludzie o Tobie nie mówią, a powinni.
    Komentując Twój wygląd, ludzie często zapominają o Twojej osobowości. Nie zawsze usłyszysz od nich to, czego chciałbyś posłuchać, a często – zupełnie na odwrót. Zamiast słów wsparcia zgarniesz opierdol, zamiast wdzięczności otrzymasz marudzenie. No i trudno.
  8. Się.
    Z facetami, kobietami albo oboma płciami naraz, nieważne, w jakiej konfiguracji, jeśli masz chętkę. Rób to z zabezpieczeniem, ale często i gęsto. Seks jest cudowny. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.
  9. Fastfoody.
    Uważasz, że nie ma na świecie czegoś pyszniejszego niż frytki z maka albo czisek na bombie? Otóż nie, istnieją rzeczy, które smakują wybitnie o każdej porze dnia i nocy, w każdym stanie umysłu, a nie zawierają trucizn takich jak choćby nadtlenki lipidowe.
  10. Podziały międzyludzkie.
    Mój współlokator jest z PiS-u, a sprzeczamy się troszkę tylko wtedy, kiedy jest jego kolej na sprzątanie. Nie sądzę, żeby dzieciak z Aleppo mógł podrzucić mi bombę pod samochód (tym bardziej, że go nie mam), więc nie mam nic przeciwko podzieleniem się z nim skrawkiem mojego kraju. Wpieprzam wołowinę namiętnie jak wytrawny padlinożerca, ale podziwiam wegetarian. Ty tak możesz. 
  11. Politykę.
    Chore dla mnie jest ekscytowanie się słowami polityków – a jak wiadomo, te przeważnie rzucane są na wiatr. Co innego słowa pisarzy – są przynajmniej solidnie uargumentowane tonami przeczytanej przez nich literatury. 
  12. Pacyfizm.
    Walcz o swoje ideały. Nie siedź cicho, kiedy ludzie obok Ciebie cierpią.
  13. Obiecanki-cacanki,
    że niby całujesz się dopiero na trzeciej randce, podczas gdy próbowałaś z milion razy od 18 roku życia i ani razu ci się to nie udało. (Ech). 
  14. Śmianie się z żartów, które Cię nie bawią.
    Może nie masz poczucia humoru, ale przynajmniej nie bądź zakłamany. 
  15. Przeciętne książki.
    Miałam kiedyś taką manię, że gdy sięgałam po jakiś tytuł, musiałam doczytać do końca. Płaciłam przez to kolosalne kary w bibliotece i niszczyłam sobie życie. Na świecie powstało zbyt wiele cudownych tekstów, by przebijać się przez te średnie, jeśli ktoś Cię nie błaga o to na klęczkach. 
  16. Odbieranie telefonów i odpisywanie na wiadomości od razu, gdy ktoś się do Ciebie dobija.
    Po prostu się szanuj. Nie mam nic więcej do powiedzenia w tej kwestii.
  17. Wkurwianie się na innych ludzi.
    Po co, skoro można podejść do nich z uśmiechem? Mogłabym za każdym razem trzaskać drzwiami, gdy ktoś mnie lekceważy, ale to nudne. Grożenie innym lub niekończące się rozmowy, które nie przynoszą żadnych efektów (a wychodzę z założenia, że do trzech razy sztuka), potrafią naprawdę zmęczyć. Szkoda energii. Zamiast wdawać się w jałowe dyskusje, po prostu uśmiechnij się. I rób swoje. Wiem, jakie to trudne. Cały czas się tego uczę.
  18. Martwienie się o brak pieniędzy.
    Lepiej odsapnąć i zastanowić się, co zrobić, by je mieć. Pożyczka od współlokatorki? Odpada, wciąż wisisz jej siedemdziesiąt ziko za dodatkowe zajęcia. Kreska w banku? To może być niezłe tymczasowe rozwiązanie. Ale praca, choćby dorywcza, to jest to. To nie jest tak, że musisz wykonywać zawód, w jakim się kształcisz lub związany z Twoją największą pasją, by zarobić szybkie pieniądze. Czasem wystarczy zastanowić się, co robisz dobrze. Albo co w ogóle możesz robić. I nawet, jeśli ta praca w Twoim mniemaniu hańbi (choć wciąż mówię o legalny sposobach na zarabianie!), to po prostu nie umieścisz jej w swojej ce fałce. I włala.
  19. Odkładanie rzeczy na później.
    Nie mam na myśli takich banałów jak umycie kibla czy kupno kiecki na dancing. Chodzi mi raczej o bardziej istotne dla Twojej egzystencji. Po co planować założenie firmy na za dziesięć lat, skoro nie wiadomo, czy jeszcze wtedy będziesz żył? Jeśli chcesz coś zrobić, zastanów się, jak zrobić to w szybszym terminie. Odkładanie wymarzonych wakacji na emeryturę też jest niewskazane. Jak z Twoim reumatyzmem zdobędziesz Rysy? Postaraj się, by każdy Twój dzień był wypełniony zarówno ciężką pracą, jak i przyjemnościami. Ani jednego, ani drugiego nie odkładaj na później. Później może być czarna dupa, a nie w czasy na Bahamach. Albo płacz i zgrzytanie zębami ludzi, którym wynajmujesz mieszkanie, bo zwlekałeś z opłaceniem rachunku za internet. Humor sytuacyjny mode on! 
  20. Ludzi, którzy nic nie dają w zamian.
    Kiedy po jakimś czasie zaczyna do Ciebie docierać, że byłaś naiwniarą w stylu Orgona ze Świętoszka i dałaś się ojebać jakiemuś Tartuffe’owi może nie z hajsu, a własnego czasu lub uczuć, po prostu ucieknij. Masz błogosławieństwo całego świata, a przynajmniej tej lepszej części. 
  21. Marazm
    Czy wiesz, że to, iż nic się nie dzieje w Twoim życiu, jest najczęściej Twoją winą? Zrób coś nowego, spotkaj się z innymi niż zwykle ludźmi, sięgnij po świeżą literaturę i wyjdź ze swojej komnaty żalu. Nie trzeba wiele, by zacząć żyć. Na każdym rogu czekają na Ciebie wspaniałe możliwości. Czasem wystarczy choćby przejrzeć Facebooka i wziąć udział w niebanalnym przedsięwzięciu.
  22. Roztkliwianie się nad przeszłością
    W Trainspotting 2 mamy do czynienia z tymi samymi ćpunami, co w części pierwszej tego wspaniałego filmu w reżyserii Danny’ego Boyle’a. Główna postać żeńska w bezpardonowy sposób informuje Rentona i Simone’a, że żyją przeszłością, skąd biorą się wszystkie, dosłownie wszystkie ich problemy teraźniejszości. Ty masz zrobić inaczej. Jeśli chcesz ćpać, ćpaj codzienność, ale nigdy nie roztkliwiaj się nad przeszłością. Nigdy. Masz zbyt wiele do zaoferowania światu, by boleć nad tym, co stało się wczoraj. A film, obie jego części, serdecznie polecam.
  23. Odpowiedzi wielokrotnego wyboru (A, B czy C).
    W szkole rzadko kiedy uczą prawdziwie przydatnych rzeczy. A to, co starają Ci się wbić do głowy, nie zawsze ma przełożenie w zetknięciu z rzeczywistością. W życiu nigdy nie ma do wyboru opcji A lub B. To tylko ułuda. Sekret tkwi w odpowiedziach otwartych. Im większe pole do popisu ma Twoja wyobraźnia, tym szybciej wyjdzie z opresji. Pamiętaj: liczba wyborów, jakie możesz podjąć, jest nieograniczona. Wystarczy włączyć mózg.
  24. Bycie w cieniu, jeśli chcesz błyszczeć.
    Nie każdemu psu na imię Burek. Jeśli czujesz, że wykonywanie poleceń innych sprawia Ci przyjemność i zapewnia komfort psychiczny – to też jest ok. Ale jeśli długotrwałe skrywanie się w cieniu innych osób po prostu Cię męczy, daj sobie z tym spokój. Po skończeniu osiemnastu lat jedyne, do czego jesteś w pewien sposób zobowiązany, to prawo kraju, którego jesteś obywatelem, a i od tego są wyjątki. Ty nic nie musisz. Ale możesz – i masz do tego święte prawo – pragnąć. Chcieć od życia więcej i więcej. Dlatego rób to, na co masz ochotę, nie krzywdząc innych. Błyszcz światłem własnym, nie odbitym. Zasługujesz na to. 
  25. Udawanie, że czujesz się ok, kiedy nazywają cię dorosłą.
    Nieprawda, za każdym razem masz ochotę podbiec do najbliższego okna, otworzyć je na oścież i wydrzeć się: nie chcę być kurwa dorosłaaaa!

    I tak miał właśnie brzmieć ten punkt. Ale, tak w zasadzie, nie mam pojęcia, dlaczego kilka dni temu zapisałam powyższe zdania. Przeżyłam ćwierć wieku. Zrobiłam w życiu kilka fajnych rzeczy. Mnóstwa nie zrobiłam, ale chcę. Nikt nie jest w stanie mi niczego zabronić, a odpowiadam sama za siebie od bardzo długiego już czasu. I choć czasem mam ochotę skryć się przed całym światem, tak naprawdę wolę wychodzić mu naprzeciw. Dorosła stałam się więc już dawno temu.
    I wcale nie czuję się z tym źle.

 

Upadek Nadziei autorstwa Kacpra Rybińskiego – rozstrzygnięcie konkursu patronackiego

Upadek Nadziei autorstwa Kacpra Rybińskiego – rozstrzygnięcie konkursu patronackiego

Jak pewnie pamiętacie, 3 kwietnia był datą premiery książki autorstwa Kacpra Rybińskiego pt. Upadek Nadziei. Z tej okazji zorganizowałam konkurs, w którym nagrody stanowiły 4 egzemplarze powieści fantastycznej debiutującego autora. A oto zwycięzcy!

aha

 

Silwana. Ujęła mnie twoja historia wyjazdu do stolicy i powrotu na stare śmieci, czyli do Torunia. Przesyłam Ci Upadek Nadziei trochę przewrotnie, ponieważ mam nadzieję, że stanie się coś, dzięki czemu znów pokochasz miasto, w jakim teraz przebywasz, i w którym dorastałaś. Oby ta książka nie rozczarowała cię tak, jak te, które zdarza Ci się kupować. Może uda Ci się wyjechać do Japonii lub Korei i przestaniesz tęsknić za Warszawą, zaczniesz zaś za dalekimi krajami? A może odkryjesz dzięki podróżom piękno rodzinnego gniazdka? Zobaczymy. W każdym razie książka wędruje do Ciebie.

Nana, mieszkająca w magicznej krainie pośrodku Bieszczad. Bardzo spodobała mi się Twoja wypowiedź, wiesz? Zwłaszcza ostatni akapit, bo wydaje mi się, że kiedy naprawdę jesteśmy zżyci z miejscowością, w jakiej obecnie egzystujemy, ich cechy są dla nas jednocześnie pozytywne, jak i negatywne. A to świadczy o miłości do konkretnego miejsca. Tak przynajmniej to sobie w głowie ułożyłam.

Magdalena. Utwieredziłaś mnie w przekonaniu, że muszę koniecznie wybrać się do Łodzi. Wierzę, że to naprawdę przepiękne miasto. Z wielką chęcią odwiedzę Pasaż Róży.

upadek

Ewa G-S, bo napisałaś o mieście, które darzę najprawdziwszym, gorącym uczuciem. Kraków wprost wielbię. Jest to dla mnie prawdziwa stolica Polski, w której przeżyłam najmagiczniejsze chwile mojego życia. Co prawda narzekasz trochę na pobyt w tym mieście, przeżyłaś spore rozczarowanie, jednak odnalazłaś ludzi, z którymi możesz świetnie spędzić czas i to jest właśnie najważniejsze. Mam nadzieję, że mimo trudnych początków, z czasem sytuacja się zmieni na jeszcze korzystniejszą. Trzymam kciuki i oby tak dalej.

Marta z Milanówka. Pochodzę z miasta o podobnych rozmiarach i warunkach. Nie wiem, czy potrafiłabym jednak napisać o nim tak wspaniale, jak Ty. Cieszę się, że centralnym punktem dla Ciebie jest biblioteka. To naprawdę budujące.

Ups, mieliśmy chyba 4 nagrody do rozlosowania… Trudno. Każda dziewczyna, która skomentowała wpis o konkursie, zasługuje na nagrodę, Upadek Nadziei autorstwa Kacpra Rybińskiego. Napisałyście prosto z serca, a ja nic bardziej sobie nie cenię, niż szczerość w tekstach. Dlatego do każdej z Was piszę maila i proszę o podanie adresu. Do książek dołączam także drobiazgi – pocztówki, które możecie zatrzymać albo przekazać jakiejś bliskiej osobie, z hasełkiem, takim też od serca.

Wysyłam jutro, dojdą pewnie do Was jeszcze na wielkanocnego zajączka, a jeśli nie, koniecznie dajcie znać, sprawdzimy, gdzie przesyłka.

Gratuluję!

A w przyszłym tygodniu kolejny konkurs – i kolejne wartościowe książki do wygrania… Złe mięso Kuby Szczapińskiego, możecie już obczaić. Żeby być na bieżąco, otrzymywać kolejne nagrody i być ukulturalnionym człekiem, lajkujcie Fabrykę dygresji na Facebooku. Howgh!

Czy warto mieszkać w akademiku?

Czy warto mieszkać w akademiku?

Podejmuję ten temat, ponieważ za miesiąc zbliżają się matury i z pewnością niektórzy z Was zastanawiają się teraz, co robić w życiu oraz na jakie studia składać papiery. Robaczki, jeśli jeszcze tego nie wiecie, nie stresujcie się z tego powodu. Możecie sobie ubzdurać, że najbardziej na świecie chcecie zostać wybitnymi artystami, a w wieku czterdziestu lat zakochać się w zgłębianiu wiedzy o tkankach chrzęstnych włóknistych i zapisać się na zaoczne z biologii. Jeden pies, co robicie, ważne, żebyście się dobrze czuli i… mieli gdzie mieszkać.

Jeżeli jesteście z dużego miasta i popełniacie ten błąd, by w nim studiować – trudno. Ale jedźcie później na jakąś wymianę studencką – jeśli nie od razu Erasmus, to może chociaż MOST, żebyście poznali trochę świata. Wiem, że naprawdę rozwinięty emocjonalnie człowiek jest w stanie więcej przeżyć, przemieszczając się z sypialni do kuchni niż przeciętna osoba podróżująca z Trójmiasta do Belmopan, ale najpierw trzeba tych emocji trochę w życiu zaznać.

W związku z powyższym, polecam również mieszkanie w akademiku.

Mimo tego że właśnie tam stwierdzenie, iż student to żart w złym guście, nabiera pełnej mocy, nigdzie indziej nie przeżyje się tylu magicznych chwil, zarówno tych dobrych, jak i złych. Po wyprowadzce z akademika stajesz się innym człowiekiem, a anegdot do opowiadania będziesz miał na całe życie. Dlaczego zatem warto mieszkać w akademiku?

  1. Poznajesz mnóstwo nowych ludzi.

    Nawet nie wychodząc ze swojego pokoju, jeśli trafisz na fajnych współlokatorów. Część z nich może zostać Twoimi najlepszymi przyjaciółmi na całe życie.
    Już pierwszego dnia, kiedy nawet nie zdążyłam się rozpakować, oprócz moich wspaniałych, pięknych współlokatorek, Pałki i Iriny, poznałam Bossego (po prostu otworzył drzwi, położył się na wolnym łóżku i zaczął narzekać na cały świat), Piotra (podłączenie internetu bywa w akademiku dosyć skomplikowane za pierwszym razem, więc zawsze przyda się pomocna dłoń czarodzieja-informatyka), Grubego oraz Cypka (wystarczyło wyjść zajarać na korytarz), a wkrótce również Zuzię, z którą aktualnie miewam mnóstwo fantastycznych przygód, wynajmując mieszkanie na Piątkowie.
    Nie jestem w stanie zliczyć cudownych chwil, jakie tam przeżyłam, pasjonujących historii, których wysłuchałam oraz zdarzeń, w jakich brałam udział. Część z nich stanowiła ogromną inspirację do napisania Piromanów (jest akurat super cena na stronie Wydawnictwa Dygresje), więc jeśli chcecie przeczytać, jak mniej więcej wygląda życie w jednym z poznańskich akademików, polecam. Oczywiście, zdarzały się też chwile okropne, o jakich również musiałam napisać. Depresje, imprezy po bandzie, dosyć niemiłe w skutkach, balowanie kosztem obecności na zajęciach, niekiedy paskudne warunki… Ale dzięki nim jestem przekonana, że

  2. Nabierasz hartu ducha.

    Nasłuchasz się tylu ekstremalnych historii, że kiedy później będziesz rozmawiać z koleżanką na uczelni, która nie wyspała się, ponieważ musiała przejrzeć ze dwadzieścia stron internetowych w poszukiwaniu wymarzonego modelu buta, będziesz mogła wspólnie odczuwać ból niewyspania. Tyle że ty ubiegłej nocy sprzątałaś krew i szkło po tulipanach, bo pod twoim pokojem doszło do wojny polsko-kazachskiej, potem chowałaś narkotyki swojego kumpla, ponieważ w pobliżu kręciła się policja, a ostatecznie trzeba było się uspokoić piwem na schodach i graniem w karty do szóstej rano. W międzyczasie też czegoś szukałaś, tylko był to akurat czysty sedes, no ale po zwiedzeniu trzech pięter też się nie udało, więc możesz przybić piątkę z koleżanką i wreszcie iść do przyzwoitej toalety na wydziale.

  3.  Uczestniczysz w podstawach życia rodzinnego.

    Pieniądze na studiach w dziwny sposób wpadają do czarnej dziury. Nie wiadomo jak, nie wiadomo kiedy. Na szczęście masz swoją bandę i żyjecie wspólnie w komunie, więc radzicie sobie, jak możecie. Pamiętam, że w pewnym momencie mieliśmy nawet Bazę, pokój, w którym jedliśmy wspólnie przygotowane obiady i na zmianę nocowaliśmy. Wspólnie robiliśmy pranie i zakupy, kręciliśmy papierosy oraz zaopatrywaliśmy się w alkohol w hadesowej melinie. Kiedy jedno z nas chorowało, dbała o niego cała paczka. Jeździliśmy do lekarzy, chodziliśmy do kina, uczyliśmy się (nawet tak się zdarzało!) i wspieraliśmy w każdy możliwy sposób.

  4. Otwierasz się na inność.

    W budynku, w którym żyje kilkaset, nie troszcząc się o to, by zamknąć drzwi od swojego mini-mieszkanka, tak naprawdę trudno jest być zamkniętym. Zawsze podziwiałam dziewczyny, które potrafiły nie wystawiać nosa ze swojego kąta, podczas gdy wokół tyle się działo. Bardzo mile wspominam na przykład mieszkających w akademiku obcokrajowców. Hiszpanów, Włochów, Ukraińców, Białorusinów, Japończyków… Kiedy trzeba było sobie pomóc, nie liczyła się narodowość, religia, preferencje polityczne, kolor skóry, orientacja seksualna, płeć czy rodzaj diety. Poprawił się zatem nie tylko mój język angielski, ale i próg tolerancji. Tudzież ten próg zupełnie zaniknął.

  5. Zakochujesz się.

    Nie jestem w stanie teraz zliczyć, ile razy się zakochiwałam w trakcie mojego trzyletniego chyba mieszkania w akademiku. Romansowanie było jedną z częstszych aktywności, jakie lubiliśmy podejmować. Dla większości były to pierwsze kontakty seksualne i nawiązywanie poważnych relacji. Uczyliśmy się bycia w związku albo po prostu dobrze bawiliśmy. Niekiedy łatwo było pomieszać te dwie sprawy, więc te przygody kończyły się koszmarnie (albo, co gorsza, nie potrafiły się skończyć i ciągną się do tej pory jak smród po gaciach), ale te lekcje również były bardzo potrzebne. Do końca życia nie zapomnę nocy, kiedy księżyc był w pełni, a w akademiku zabrakło prądu…

Kiedy zaczęłam pracować, wciąż mieszkałam w akademiku, ponieważ zarabiałam bardzo mało i, jak to mówi młodzież, takie lokum stanowiło niezłą opylkę. Niestety, okazało się, że praca na cały etat jest bardziej męcząca niż studiowanie. Człowiek raz kiedyś musi porządnie się wyspać. I to w nocy, nie za dnia. W pewnym momencie zaczęła mnie też męczyć ta niezatrzymywalna karuzela imprez. Nie miałam na to siły, wolałam porobić coś kreatywnego. I pobyć sama. W skrócie: akademik zaczął mnie wkurwiać.

Zrozumienie tego było poważnym zwiastunem dorosłości.

Miałam wtedy dwadzieścia trzy lata i całkiem pokaźny bagaż doświadczeń dzięki mieszkaniu właśnie w tamtym miejscu. Opuszczając akademik, czułam czułam ogromną ulgę. To była chyba trochę ucieczka. Od życia. Czy warto więc mieszkać w akademiku? Puenta tej notki przyszła przed chwilą, w rozmowie z Zuzią o naszych wspólnych latach tam spędzonych. Życie w akademiku jest jak inkubator. Przedłużenie lat młodzieńczych. Z jednej strony dużo się uczysz o funkcjonowaniu w społeczeństwie, z drugiej – jesteś od problemów prawdziwego świata trochę odsunięty. Zbyt długi pobyt w akademiku może nawet upośledzić. Jest jednak coś poza łażeniem na zajęcia i imprezami. Coś o wiele istotniejszego, co właśnie odkrywam.

Piękno samodzielności.

 

 

Twierdza Kimerydu – rozstrzygnięcie konkursu z okazji premiery książki!

Twierdza Kimerydu – rozstrzygnięcie konkursu z okazji premiery książki!

Dzień dobry, robaczki.

Muszę przyznać, że trochę się zajechałam w akcji, bo w poniedziałek miałam ogłosić wyniki tego konkursu, ale jak zwykle, życie mnie porobiło (co oznacza, że się zakochałam), więc przepraszam najmocniej i proszę o wybaczenie. Każdemu się może zdarzyć, wiosna i te sprawy.

Bez zbędnego dalszego pierdolenia, Twierdzę Kimerydu otrzymują:

Szoszana, bo rozwaliła system swoją odpowiedzią,

Marcin, bo chyba bardzo zależało mu na książce – rozpisał się na maksa, nie doczytałam wierszyka do końca, bo mi się nie chciało, ale doceniam,

e., bo jej słowa bliskie są memu sercu

a także

Małgorzata Kubach, bo jej wypowiedź była pełna szczerości i piękna.

Ze zwycięzcami kontaktuję się właśnie drogą mailową z prośbą o adres.

Nagrodą jest książka i upominki od Fabryki dygresji, ale wysyłką zajmę się na koniec przyszłego tygodnia, ponieważ niespodzianki są w druku. Mnie się podobają, mam nadzieję, że Wam też przypadną do gustu. Będziecie je mogli zatrzymać albo przekazać najlepszym przyjaciołom, by pokazać, że o nich pamiętacie.

Pamiętajcie, że przyjaźń jest najważniejsza.

Dziękuję wszystkim uczestnikom konkursu. W poniedziałek kolejny, znowu książka do wygrania, więc pozostańcie z Fabryką dygresji i obserwujcie ją koniecznie na Facebooku!

A kto nie wygrał, a jest zainteresowany Twierdzą Kimerydu autorstwa Magdaleny Pioruńskiej, może kupić ją na przykład w Bonito w naprawdę zjawiskowej cenie.

Aha, ten wpis to nie żart na Prima Aprilis, te osoby naprawdę są zwycięzcami.