Słyszałam, jak ludzie śmiali się, że wydanie książki to inwestycja, która nigdy się nie zwraca. A ci, którzy wkładają kasę w publikację swoich tekstów, to frajerzy. Bo opłaca się tylko wtedy, jak ktoś w ciebie zainwestuje, najlepiej duży wydawca. Ale to nieprawda! Jeśli masz głowę na karku, możesz zarobić już na swojej pierwszej książce.

Do obliczeń przydatny jest mi kalkulator, który sama sporządziłam na bazie średnich stawek redaktorów, korektorów i innych podwykonawców. Oszacowałam je przez 3,5 roku mojej pracy w wydawnictwie. Podane tam ceny druku są również aktualne, więc… polecam gorąco używanie kalkulatorka. Możesz sprawdzić nie tylko, ile pieniędzy zainwestujesz w swoją książkę, ale również ile zarobisz na jej wydaniu.

Ile kosztuje wydanie książki? Ile można zarobić na książce?

Przygotowałam dla Ciebie specjalny kalkulator, który powie Ci, ile rzeczywiście powinieneś zapłacić za wydanie swojej książki. Kalkulator pozwoli Ci zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych!
Dodatkowo opracowałam harmonogram wydania książki, który pokaże Ci, jakie czynności trzeba wykonać i ile mogą one potrwać.
Dzięki dwóm historiom bohaterów, z case study Zbyszka i Emki, zobaczysz, na co warto uważać w trakcie współpracy z podwykonawcami i wydawnictwem.
Ponadto przygotowałam kalkulator zysków, dzięki któremu zobaczysz, ile zarobisz na sprzedaży książki współpracując z hurtownią, a ile sprzedając książkę samodzielnie!
Wszystko w prostej formule dzięki tabelkom Excela! Wystarczy, że podasz swój e-mail, a kalkulator i dodatki trafią na Twoją skrzynkę.
* pola wymagane
/ ( mm / dd )

A zatem wyobraźmy sobie to, co już niedługo nastąpi w moim życiu.

Napisałam nową książkę. To powieść dla kobiet.

Tekst liczy 574 642 znaków ze spacjami. Wpisuję te cyfry do kalkulatora wydania książki w pole B2. W polu B7 wyskakuje mi natychmiast informacja, że by przygotować właściwie książkę do druku, potrzebuję 7033,74 zł netto.

Więcej na temat kosztów związanych z wydawaniem książki w dwóch poniższych artykułach:

Ile kosztuje wydanie książki?

Jaki nakład ma mieć moja książka? Ile drukować egzemplarzy?

Czy książka się sprzeda?

Liczę na to, że tak. Co więcej: zrobię wszystko, by tak się stało!

Stawiam na wydrukowanie 1000 egzemplarzy – mniej nie bardzo się opłaca. Im wyższy nakład, tym niższa cena jednostkowa. Skoro drukuję 1000 egzemplarzy, cena książki, która – wg kalkulatora – będzie liczyć ponad 383 strony (tak naprawdę troszkę więcej, w końcu musi być parzyście, ale to różnica tak niewielka, że nie rzutuje na cenę), wyniesie maksymalnie 9,66 zł. Ceny podane w kalkulatorze są bardzo bezpieczne, podają raczej ceny drukarń z górnych półek, więc więcej na pewno nie zapłacę. Jeśli chciałabym wydrukować np. 500 egzemplarzy, prawdopodobnie jeden egzemplarz kosztowałby dwa, trzy zł więcej.

Łącznie zatem muszę wydać, jak pokazuje pole B14, 16 695,63 zł netto. Należy do tego doliczyć 5% VAT, ale ja mam własną działalność gospodarczą, więc nie muszę się tak bardzo tym martwić. 

Oczywiście nie sprzedam całego 1000 egzemplarzy. 83 egzemplarze postanawiam przekazać na cele promocyjne. Wyślę blogerom, bookstagramerom, znajomym dziennikarzom i na konkursy do radia. A 17 muszę przekazać bibliotekom, wymienionym w ustawie o nadaniu nr ISBN. Takie przepisy.

Zostaje mi więc 900 książek.

Nie zamierzam ich sprzedawać hurtowo. Dlaczego?

Hurtownia „zabiera” za dużo pieniędzy. Książki o podobnej tematyce do mojej kosztują w księgarniach nie więcej niż 39,90 zł brutto. Czyli 38,00 zł netto. Od tej ceny hurtownia przyjmuje książki z rabatem 50%, co oznacza, że w zasadzie od każdego sprzedanego egzemplarza hurtownia będzie musiała mi zapłacić 19 zł netto. A ja za druk zapłaciłam przecież 9,66 zł! Mam mieć 10 zł ze sprzedaży książki? A zatem, o ile sprzeda się wszystkie 900 egzemplarzy, mam otrzymać tylko 9 000 zł? Włożyłam dużo więcej. Nie chcę, by inwestycja mi się zwróciła. To za mało.

Chcę zarobić!

Dlatego stawiam na sprzedaż bezpośrednią. Będę dystrybuować książkę przez moją witrynę internetową. Facebooka. Instagrama. Oraz spotkania autorskie, które sama sobie zorganizuję w całej Wielkopolsce. Napracuję się dużo więcej, ale może wleci jeszcze jakaś ekstra kasa z biblioteki. Dyskusyjne Kluby Książki dysponują w końcu funduszami na zaproszenie autora.

Zakładam odważnie, że jeśli moja historia porwie osoby, które przyjdą na spotkanie, będą skłonni zapłacić każde pieniądze za książkę. W przypadku sprzedaży internetowej, storytelling jest również ważny. Spróbuję przedstawić historię tak, by była frapująca, ale i by mój wizerunek budził zainteresowanie odbiorcy. Ustalam, że będę sprzedawać książkę za 35 zł. (Kosztami wysyłki się nie martwię, bo za to płaci przecież zamawiający).

35 zł x 900 sprzedanych egzemplarzy to… 31 500 zł!

Oczywiście, muszę odjąć od tego podatek dochodowy, który wynosi 18%. Przy odpowiedniej gospodarce kosztów w firmie, nie musiałabym go płacić (gdyby koszty były znaczne), ale przed VAT-em, jako podatnik deklarujący jego płacenie, nie ucieknę. To na szczęście tylko 5%.

Po zapłaceniu podatków, w kieszeni zostaje mi 24 538,50 zł. Na wydanie książki wydałam 16695,63 zł netto. Inwestycja się zwróciła, a ja jestem do przodu o 7842,87 zł. Na czysto. 

Ale musiałam ciężko pracować przez cały rok, bo nie sprzedałam magicznie 900 egzemplarzy książki za pstryknięciem palcami. Musiałam podzwonić po bibliotekach, poumawiać się, popracować, wykorzystać znajomości. Dobrze też, że miałam bazę klientów w newsletterze na moim blogu. Bez niej raczej niewiele bym zdziałała w zakresie sprzedaży internetowej.

Podzieliwszy więc zarobek na 12 miesięcy pracy, wychodzi jakieś 653,57 zł na miesiąc.

Czy ten wynik mnie satysfakcjonuje? Nie.

Dlatego robię drugie wydanie książki.

Dodaję na okładce pozyskane w międzyczasie opinie blogerów oraz mniej lub bardziej sławnych postaci, które przeczytały książkę i były zafascynowane lekturą. Decyduję się wydrukować 800 egzemplarzy (na tyle zarobiłam) i dalej sprzedawać przez księgarnię internetową. W ciągu roku nazwisko mam już wyrobione. Sukces – samodzielne sprzedanie 900 egzemplarzy – niemała rzecz, jak na debiutanta. Wieść o książce się rozchodzi, więc po sprzedaniu kolejnych 800 egzemplarzy tylko i wyłącznie przez internet jestem do przodu o 28 000 tysięcy zł brutto. I znowu, podatek, VAT… Odjąć koszty druku… Zostaje zysku 21812 – 7729,51 = 14082,49 zł na czysto. To mi się już bardziej podoba!

Im więcej osób czyta moją książkę, tym więcej poleca ją swoim bliskim. Działa marketing szeptany. Biblioteki również przekazują innym bibliotekom wieści o tym, że spotkania autorskie ze mną są bardzo przyjemne i warto nawiązać ze mną współpracę.

A zatem tak, wydanie pierwszej książki i wielkim ryzykiem. To inwestycja, która wcale nie musi się zwrócić. Powyższy przykład to historyjka o osobie, która zdecydowała się na wydanie książki, bo miała doświadczenie oraz znajomości. Wiedziała też całkiem sporo o prowadzeniu strony internetowej – miała zaplecze kilkuset aktywnych adresów mailowych w newsletterze! Była świadoma, jak wiele czasu pochłania promocja własnej książki, ale nie zniechęciło jej to. I dała radę!

Na książce dystrybuowanej samodzielnie i wydanej własnym sumptem, można zrobić… miliony. Pisze o tym dokładniej Michał Szafrański i polecam wszystkim jego artykuł o Finansowym Ninja. To człowiek, który zrobił rzecz genialną – pokazał, że się da. Przy odpowiednim wcześniejszym obmyśleniu systemu sprzedażowego oraz zbudowaniu społeczności. Ale bez powyższych, nie jesteś sam w stanie tyle zarobić. Bez odpowiedniej wiedzy i kompetencji niestety możesz wydać bubla, którego nikt nie będzie chciał kupić.

A zatem… co zrobić, by zarobić na książce?

Napisać dobrą książkę!

Ot i cała tajemnica.

Chcesz się dowiedzieć, jak to zrobić?

Dalej czytaj bloga fabrykadygresji.pl oraz przejrzyj poniższe artykuły!

Recenzja książki przed wydaniem? Od tego należy zacząć!

Napisałam książkę i co dalej?

Czy można nauczyć się pisania i jak to zrobić?

Mam nadzieję, że choć troszkę Ci pomogłam. Postaram się w każdy czwartek do godz. 20.00 zamieszczać wpis na temat branży wydawniczej, by pomóc Ci zadebiutować lub wydać kolejne książki – z lepszymi skutkami. Jeśli chcesz być na bieżąco, koniecznie zapisz się na newsletter. Możesz mnie też obserwować na Instagramie lub polubić na Facebooku, do czego gorąco zapraszam.

Pamiętaj, że możesz odezwać się do mnie również bezpośrednio. Jestem dostępna pod adresem mailowym fabrykadygresji@gmail.com i bardzo lubię doradzać, jeśli chodzi o tematy wydawnicze. Nie krępuj się i pisz śmiało!

Tymczasem!

Twoja