Trudno znaleźć słowa, które potrafią oddać mój stosunek do jesieni, nie będące wulgaryzmami. Natura zachowuje się, jakby miała trzymiesięczne zaparcie. Moja energia życiowa i chowa się na strychu obok porcelanowej lalki, bo wie, że nigdy tam nie zajrzę (fobia, za dużo Hitchocka we wczesnym dzieciństwie). Ale nie tym razem! Mała Emi nie podda się jesiennemu atakowi i nie zapadnie w zimowy sen jak reszta pulchnych muminków! Na ratunek przychodzi kalendarz nawyków!

Od kiedy Magda z dopracowani.pl zaczęła prowadzić bullet journal, zapragnęłam mieć podobny notatnik. Ale szybko stwierdziłam, że to nie dla mnie. Raz, że trzy razy byłam w Empiku i nie mogłam znaleźć odpowiedniego (czyli takiego, po którego zakupie nie musiałabym głodować przez tydzień) zeszytu w kropki. Dwa, że trzeba być skrupulatnym w jego wypełnianiu, a ja… Hm. Potrafię doskonale oszukiwać siebie i innych, że jestem mistrzem dobrej organizacji. Często stwarzam fałszywy obraz swojej osoby na tak wybitnym poziomie, że sama zaczynam wierzyć w swoje zdolności ogarniania. Ale bullet journal wykazałby, że tak naprawdę w głowie w dalszym ciągu mam chaos.

I o to właśnie chodzi.

Trzeba go kategorycznie zaprzestać! Acz stopniowo, nie od razu książkę napisano.

To, czego jeszcze bardziej nie cierpię od jesieni, to nieproduktywne dni, które zdarzają mi się każdego roku. I choć zdarzają się nawet tygodnie, kiedy potrafię funkcjonować na najwyższych obrotach (pamiętna historia, kiedy przed targami książki za czasów pracy w wydawnictwie zrywałam Marcina z łóżka, żeby przesłał nam otwarte pliki), to bardzo często pod koniec dnia myślę sobie: ej, co ja właściwie dzisiaj zrobiłam?

I już nie chodzi nawet o pracę, bo to sobie wypisuję w notatniku, a wcześniej w programie do zarządzania projektami, który polecam (Asana). Tylko o samą siebie. Moje życie osobiste. To o nim najczęściej zapominam. Pojęcie work life balance nie wzięło się znikąd. Nie chcę cierpieć na jesienną depresję dlatego, że przez osiem godzin dziennie pracuję nad projektami dla innych ludzi, a potem nie mam siły nawet pomalować sobie paznokci. Doskonale pamiętam, jak to było w zeszłym roku!

Nie tym razem.

W trosce o własne zdrowie, zarówno psychiczne, jak i fizyczne, powołałam do życia kalendarz nawyków, który jest jednym z wycinków bullet journal. Jedenaście przyjemnych i produktywnych czynności, które mnie uszczęśliwiają i sprzyjają rozwojowi. Jeśli wykonam choć 6 dziennie, mam dowód, że dobrze spożytkowałam własny czas. Nie będę zadręczać się uporczywymi myślami i narzekać, że nic nie zrobiłam, bo oto jak na dłoni będę widzieć, jak sobie radzę w starciu z żmudną codziennością.

Oprócz pozytywnych czynności, takich jak przeczytanie 50 stron dziennie czy godzina sportu dziennie, dopisałam złe nawyki. Papierosy, alkohol (lub napoje gazowane, bo i tak nie pijam nic wyżej procentowego niż piwo) i fastfood. Nie chodzi o to, żeby wyrzucać sobie: o nie, ja niedobra, znowu zniszczyłam swoje płuca! Tylko zobaczyć, jakie skutki mają używki na moje zdrowie. Zaznaczę bowiem jeszcze ból głowy i sprawdzę, czy faktycznie, jak podejrzewam, moje migreny wynikają z toksycznych substancji, z którymi mój organizm przestaje sobie radzić. Dobra, wiem, że to oczywiste, że palenie jest złe i fuj. Niestety dla mnie jest też przyjemne. Dlatego muszę się na własnej skórze przekonać, jak bardzo mi to szkodzi.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Emilia Teofila Nowak (@emiliateofila)

Czy zachęcam Was do wprowadzenia kalendarza nawyków?

Absolutnie nie! Uważam to troszkę za dziecinadę, no bo co, będę wieczorem siadać przy biureczku i zamalowywać na zielono albo czerwono kolejne kwadraciki. No nie dla wszystkich może to być atrakcyjne, zdaję sobie z tego sprawę. Ale jeśli macie podobny problem, że czas przelatuje Wam przez palce, albo robicie i robicie jakieś rzeczy, a efektów ani widu, ani słychu, to owszem, polecam gorąco!

W pędzącej codzienności często przestajemy patrzeć na własne zdrowie. Dajemy się pochłonąć projektom, pomaganiu ludziom, wychowywaniu dzieci, różnorakim relacjom, pracy czy nauce. Jednym z moich mott jest cytat Krzysztofa Gonciarza: jak się napierdala, to nawet, jak nie wychodzi, to wychodzi. Ale nie można napierdalać, jak się nie ma na to siły. A żeby mieć siłę, trzeba mieć zdrowe ciało, umysł, ducha i psychikę. Mam nadzieję, że mój kalendarz nawyków pomoże mi w zachowaniu równowagi między pracą a samą sobą.

Za miesiąc dam Wam znać, czy udało mi się prowadzić systematycznie tabelę. Jeśli zamierzacie wprowadzić w życie własny kalendarz nawyków albo już z nim działacie, koniecznie dajcie znać, jakie dobre nawyki wpisaliście. Jestem bardzo ciekawa. Może coś dodam do swojej tabeli w listopadzie?

Tymczasem życzę Wam udanego, zdrowego i energetycznego października!

Wasza

Jak wyzwolić w sobie kreatywność? 10 sposobów na to, by codziennie wpadać na genialny pomysł!

Międzynarodowy Dzień Blogera 2018 – moja historia

10 porad dla początkujących blogerów