W tym roku odwiedziłam Influencer Live Poznań 2019, bo czułam się w pewien sposób zobowiązana. Jeszcze kilka lat temu, kiedy konferencja nazywała się Blog Conference Poznań, usłyszałam, że siódmy rok prowadzenia bloga jest przełomowy. I właśnie w ubiegłym roku założyłam działalność opartą na blogowaniu. Z niezłym skutkiem! Czy znów opłaciło się być na tego typu wydarzeniu i co zyskałam dzięki #ILPoznan 2019?

Wierzcie lub nie, ale po pierwszym dniu, czyli sobocie 11 maja, byłam załamana. Na Influencer Live Poznań 2019 przybyłam z moją przyjaciółką, Weroniką (IG: @thermonika), z którą współpracuję również na gruncie zawodowym (m.in. to właśnie Weronika wykonała cudowne logo dla Fabryki Dygresji). Zamiast w pełni cieszyć się jednak jej towarzystwem (a dawno się nie widziałyśmy), myślałam o rzeczach, które powinnam była zrobić wcześniej, ale się nie wyrobiłam. Albo po prostu nie chciałam robić, nie mogłam się za nie zabrać. Ciążyły mi strasznie, i w głowie, i na wątrobie. A jakość sobotnich wystąpień niestety nie poprawiła mojego stanu.

Moje wnioski?

#1 Zasięg nie równa się jakości

Liczę się z tym, że być może spadnie na mnie teraz potężna hejterska lawina, ale wystąpienie Pani Swojego Czasu było dla mnie niestety czasem zmarnowanym.

Wiecie, ja tam od wulgaryzmów wcale nie stronię, lubię sobie od czasu do czasu walnąć zdrową kurwą dla podkreślenia wagi jakiejś wypowiedzi tudzież pełniejszego oddania emocji. Przekleństwa wg mnie są środkiem stylistycznym, który, odpowiednio dozowany, potrafi urozmaicić stylistykę mowy i tekstu. Ale słuchanie podczas prezentacji z takim natężeniem słowa kurna, nie było ani miłym doznaniem, ani, wg mnie, uzasadnionym. Poza tym nie dowiedziałam się z wystąpienia Pani Swojego Czasu absolutnie niczego nowego. Zostały podane same ogólniki. Prezentacja dotyczyła sprzedawania i bardzo pobieżnie zahaczyła o influence marketing. Skierowana była raczej do totalnie początkujących blogerów. Całość mogę skwitować tylko wzruszeniem ramion. Meh. O ja naiwna. Myślałam, że jak ktoś ma 70 tys. obserwujących na Insta, to… poziom będzie wyższy? Serio, Emilka? Założyłaś, że ilość przekłada się na jakość? Oj, oj.

Wcześniej jednak dobrze było zobaczyć Szymona Hołownię, którego coraz bardziej podziwiam, Roberta Biedronia (nie wiem, jaką jest osobą, ale influencerem stara się być bardzo dobrym, a to miłe) no i zebrać gifty na warsztatach wnętrzarskich DIY. Znaczy Weronika zebrała, nie ja, ale i tak spoko.

#2 Networking i kreatywne naśladownictwo OK, ale…

Moje niezadowolenie pogłębiło się po rozmowie z jedną przypadkowo poznaną blogerką. Kupowała absolutnie wszystko, co wyszło spod ręki blogerów-celebrytów. Była fanką Jasona Hunta, Oli Budzyńskiej, Michała Szafrańskiego, Fashionelki i pewnie kilku innych, o których nie zdążyła mi powiedzieć, bo uciekłam. Największą atrakcją tej konferencji było dla niej zrobienie sobie zdjęcia z idolem i uzyskanie podpisu na książce. I wiecie co? To jest spoko! Każdy ma swoich idoli, dobrze wzorować się na odpowiedzialnych twórcach w blogosferze. Cieszę się, że ILPoznan umożliwiła kontakt wielkim blogerom z tymi maleńkimi, którzy ich podziwiają. Tylko brakowało mi takiego zdrowego podejścia do sprawy, o którym dzień później dopiero powiedział Paweł Tkaczyk. Kupując produkty blogerów, nie staniesz się takim samym wielkim blogerem, jak oni. Musisz jeszcze ciężko pochapać i mieć szczęście. Działanie i praca nad sobą to krok pierwszy. Od samego zapatrzenia się w wielkich influencerów można co najwyżej dostać zeza. Nie tędy droga.

#3 Łatwo jest zaśmiecić głowę przez śmiecenie w sieci

Jak możecie wnioskować po powyższych akapitach, zaczęłam robić się totalnym malkontentem, ale apogeum nastąpiło, kiedy sięgnęłam po telefon i zaczęłam przeglądać instastory. A tam… Tragedia. Dziesiątki takich samych, identycznych wręcz relacji. Prelegent chodzący po scenie. Tłum ludzi na korytarzu. Potem inny prelegent na scenie. Potem inny tłum ludzi na korytarzu. I tak w kółko.

Odłożyłam telefon i postanowiłam za wiele tam nie zaglądać. Zaczęło do mnie docierać, co to znaczy być odpowiedzialnym influencerem.

Niby nikomu nie szkodzisz, wrzucając jakieś krótkie ujęcie na instastory z danej sytuacji, ale… To trwa. Kilka sekund, czasem kilkanaście. Im więcej bezwartościowych relacji, tym więcej zmarnowanego czasu człowieka, który to ogląda. Możesz powiedzieć: ok, ale ta osoba sama decyduje, czy mnie obserwuje, czy nie. Jeśli jej się nie podoba kontent, to niech nie ogląda. Si?

Nie. Właśnie nie. Ludzie nie myślą, a smartfony potrafią naprawdę ich wciągnąć.

Będąc odpowiedzialnym influencerem, musisz myśleć za ludzi. Otoczyć ich troską. Zadbać o to, by ich czas został dobrze spożytkowany, nawet (a zwłaszcza wtedy), jeśli oni sami nie wiedzą, jak to zrobić.

Każda sekunda mojego życia jest bezcenna. Szanuję ją tak bardzo, jak tylko mogę i jak bardzo pozwala mi mój obecny stan umysłu. Ale nie uważam, by moje życie i mój czas był cenniejszy od życia i czasu kogokolwiek innego. Wszystkie są tak samo ważne, piękne i wartościowe.

Zatem nastąpiła we mnie ważna zmiana, zwłaszcza w prowadzeniu Instagrama. Lepiej nie wrzucać nic, niż wrzucać byle szit. Już mnie nie stresuje, że nie ma u mnie żadnej relacji i spadną mi przez to zasięgi. Nie chcę iść na ilość. I chcę, by moja działalność przynosiła pożytek przede wszystkim innym osobom. Nie zaś marnowała ich czas.

Drugi dzień, niedziela 12 maja, był nieporównywalnie lepszy i ciekawszy.

Zaczęłyśmy z Weroniką od konkretnego wystąpienia Kasi Mecinski i rewelacyjnej prezentacji Bartka Sibigi. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że leciało prawdziwe mięso. A potem wjechał Paweł Tkaczyk, cały na biało. (W sumie to czarno-szaro. Nieważne). I usłyszałam to, co chciałam usłyszeć.

#4 Bez systematycznej pracy masz co najwyżej figę z makiem, ale na pewno nie bloga

Wystąpienie Pawła Tkaczyka było bardzo uporządkowane i ciekawe. Dowiedziałam się z niego wiele nowych rzeczy, np. dowiedziałam się, czym jest zero-click, jak zmienia się influence marketing (a dzieje się to szybciej, niż zdążyłam zaobserwować), co robić i gdzie się pojawiać, by dobrze wykonywać swoją robotę. Z tym ostatnim to może przegięcie, tego się nie dowiedziałam, ale wreszcie wszystko znalazłam w jednym miejscu i poczułam się zmotywowana do działania. Zdecydowanie tego mi było trzeba. Przypomnienia, że przecież nie piszę sobie bloga, bo lubię pisać. (Wtedy wkładałabym teksty do szuflady i narazicho). Piszę, bo walczę. Z nieuczciwymi wydawcami. Ze szkodliwym monopolem na rynku księgarskim. Z brakiem wartości i nastawieniem tylko i wyłącznie na hajs. Warto ogarnąć się do kupy, by cisnąć dalej i robić coś dobrego, szerząc większą świadomość. Nawet, jeśli jest to momentami bardzo ciężka robota, a większość ludzi uważa, że ty i tak przecież tylko prowadzisz bloga… 😉

#5 Na tym świecie nadal istnieje piękno, przyroda i poezja

Vlogi Krzysztofa Gonciarza staram się oglądać na bieżąco, ale powracam do nich szczególnie wtedy, kiedy jest mi ciężko. Kiedy się nie chce. Pracować się nie chce, biegać się nie chce, żyć się nie chce. Nic się nie chce. Ale wtedy włączam sobie Krok pierwszy albo Rok mojego życia (2016). I wtedy wszystko się zmienia. Stan umysłu się zmienia, kolory dokoła robią się żywsze, no i znowu jest lepiej. Krzysztof Gonciarz i jego twórczość to dla mnie koło ratunkowe, którego chwytam się, gdy tonę w smutnej codzienności. Czuję się wręcz zobowiązana do tego, by dawać z siebie 100% i odwdzięczyć się w ten sposób Wszechświatu, że podarował nam tak zacnego artystę.

Wywiad zorganizowany przez Maćka Budzicha w super formie (z jednym wolnym krzesłem, na którym każdy z widowni mógł usiąść, by też zadać pytanie Krzyśkowi), był dla mnie fenomenalnym doświadczeniem. Mój ulubiony twórca internetowy po raz kolejny nie zwiódł. Właśnie wtedy, tuż przed końcem jego wystąpienia, przeszłam do innej sali i otworzyłam laptopa. Zrobiłam kilka rzeczy, z którymi nie mogłam się uporać od dawna. Strach przed otwarciem skrzynki mailowej ulotnił się i znowu jestem w siodle.

#6 Zero waste to coś więcej, niż moda

Nasz świat się zmienia, niestety w złą stronę. Niestety ludzkość jakiś czas temu przegapiła skrzyżowanie, na jakim trzeba było skręcić w stronę szacunku do Matki Ziemi i pojechała prosto, na spotkanie z zagładą. Wierzę, że nie jest jednak za późno, by zawrócić z tej ścieżki. Zero waste to nie jest trend czy chwilowa moda, jak się niektórym wydaje, tylko konieczność. Cieszę się, że organizatorzy Influencer Live Poznan są tego świadomi i na konferencji odbyły się warsztaty edukacyjne, gdzie dowiedziałam się istotnych rzeczy. Np. takich, że odpowiednie poukładanie rzeczy w lodówce może uchronić nie tylko nasze środowisko, ale i nasz portfel. Lista zakupów na lodówce to coś, czego wcześniej nie praktykowałam, ale właśnie włączam do codzienności. Bardzo dziękuję za to wspaniałe wystąpienie.

#7 Warto w podróże

Marcin Nowak z gdziewyjechac.pl, czyli Wędrowny Motyl, przygotował arcyciekawą, świetną merytorycznie prezentację oraz panel z innymi podróżującymi blogerami. Utwierdziłam się w przekonaniu, że mogę swobodnie pisać na blogu o podróżowaniu, mimo że główną osią Fabryki Dygresji jest pisarstwo, wydawanie i marketing książki. Podróże to nadal mała część mojego życia, ale jednak: jego część. Jeśli mam jakieś refleksje w związku z odkrywaniem świata, nie będę się z nimi ukrywać. Podróżuje wciąż za mało ludzi, a to, zaraz po czytaniu książek, dostarcza najwięcej inspiracji do pisania. No to idziemy w to!

Chyba, że nie chcecie.

To dajcie znać, że nie chcecie.

 

Każdy rok naszego życia jest jak przeskoczenie z jednej epoki do drugiej.

Widzę to teraz dużo lepiej dzięki uczestnictwu w Influencer Live Poznań. Branża blogowania i ogólnie twórczości internetowej, wciąż daje dużo pola do popisu. Dzięki obecności tutaj, można dużo zyskać, ale jest i coraz więcej pułapek.

Na szczęście prawda, szczerość, autentyczność zawsze, ale to zawsze się obronią.

Cieszę się, że mogłam w tym roku uczestniczyć w tym zacnym przedsięwzięciu. Pewnie gdyby nie mój gburowaty humor, sobota podobałaby mi się bardziej, ale tak po prostu wyszło. Mega dziękuję Weronice, że chciało jej się przyjechać i być moją towarzyszką.

To co? Do następnego?

Wasza

 

Ile kosztuje wydanie książki? Ile można zarobić na książce?

Przygotowałam dla Ciebie specjalny kalkulator, który powie Ci, ile rzeczywiście powinieneś zapłacić za wydanie swojej książki. Kalkulator pozwoli Ci zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych!
Dodatkowo opracowałam harmonogram wydania książki, który pokaże Ci, jakie czynności trzeba wykonać i ile mogą one potrwać.
Dzięki dwóm historiom bohaterów, z case study Zbyszka i Emki, zobaczysz, na co warto uważać w trakcie współpracy z podwykonawcami i wydawnictwem.
Ponadto przygotowałam kalkulator zysków, dzięki któremu zobaczysz, ile zarobisz na sprzedaży książki współpracując z hurtownią, a ile sprzedając książkę samodzielnie!
Wszystko w prostej formule dzięki tabelkom Excela! Wystarczy, że podasz swój e-mail, a kalkulator i dodatki trafią na Twoją skrzynkę.
* pola wymagane
/ ( mm / dd )