Dlaczego pisarz powinien mieć swoją stronę internetową?

Dlaczego pisarz powinien mieć swoją stronę internetową?

Pisarze to dziwne istoty. Naprawdę. Gdybym miała wskazać najdziwniejsze istoty na naszym już i tak dziwnym świecie, wskazałabym pisarzy. Niech schowają się kosmici, Yeti, a nawet teściowe. Pisarze są gorsi.

Z jakiegoś tylko im znanego powodu twierdzą, że najlepsze, co mogą zrobić, to ukryć się w swojej pieczarze (jaskini; nie mam na myśli dużej pieczarki), jeść pierogi, spalać w kilka godzin paczkę Marlboro (koniecznie czerwonych) i udawać przed światem, że nie istnieją. Gdyby do tego jeszcze dodać ukrywanie rozbieganych oczu pod tłustą grzywką, szklankę taniej whisky w dłoni i brudny kardigan, niedbale zarzucony na ramiona, to wyszedłby nam idealny obraz pisarza. Pisarza, który myśli, że jeśli napisze dzieło na swoim wysłużonym MacBook’u sprzed dziesięciu lat i zniknie ponownie, by zaszyć się w swojej strefie komfortu, to osiągnie wcale niemały sukces, a ludzie będą tworzyć mapy i zaznaczać miejsce jego pobytu (jakoś w końcu trzeba do niego trafić) i od samego rana ustawiać się w kolejce po autografy, niczym po buty Kanye Westa.

No, nie będzie tak.

Po pierwsze dlatego, że bez promocji dzieło nie będzie miało wystarczającej siły przebicia.

Po drugie — nikt nie mówił, że bycie pisarzem jest łatwe. Trzeba się postarać i wyjść do czytelników, no sorry. Pisarzu! Przyszłym musisz pokazać, że w ogóle istniejesz, obecnym, że dalej umiesz całkiem dobrze pisać, a tym, którzy już Cię nie czytają możesz pokazać środkowy palec. Jako pisarz powinieneś wiedzieć, ile jesteś wart. A jesteś wart wiele, więc jedyne, czym możesz (i powinieneś) się przejmować, to sposób, w jaki przyciągnąć do siebie więcej czytelników.

Pisarze z reguły są dosyć skromni. Zupełnie tego nie rozumiem, bo ludzie tak niesamowici, tak inteligentni, z tak ogromną wyobraźnią, powinni być dumni z tego, kim są. Drogi pisarzu, bądź z siebie dumny. Zainwestuj w stronę internetową.

Zainwestuj. To takie poważne słowo. Brzmi trochę jakbym chciała zmusić Cię do postawienia całego życiowego dorobku, włącznie z rodziną, na jakiegoś losowego konia wyścigowego.

Witryna internetowa Johna irvinga www.john-irving.com

Miałam na myśli tylko i wyłącznie to, że dzięki stronie internetowej zyskasz. Żyjemy w tak wspaniałych czasach, że nie musisz robić jej sam! To znaczy wątpię, że sto lat temu pisarze tworzyli sobie strony sami… albo że w ogóle je tworzyli, ale dzięki fantastycznej technologii i ludziach, którzy nigdy nie śpią, dziś masz okazję po prostu zlecić zrobienie strony internetowej. Będzie wyglądała dokładnie tak, jak sobie zażyczysz. A jeśli akurat nie masz głowy do myślenia o tym, jak powinna wyglądać, to spokojnie. Nie musisz nad tym myśleć. Ty jesteś od pisania. Strona zrobi się sama. Bez Twojego udziału. I dalej będzie piękna.

Hank Moody mógłby powiedzieć, że nie potrzebuje do pisania (i niepisania) żadnej strony internetowej. I to byłaby prawda. Kto wie, kim jest Hank Moody? Wiesz, prawda? No właśnie. A kto wie, kim Ty jesteś? Ty potrzebujesz strony i promocji. Jak tylko już ogarniemy tę sprawę, to będziesz miał święty spokój i będziesz mógł delektować się tą pyszną whisky, którą chciałbyś trzymać w dłoni. Tymczasem, nie stać Cię na tą whisky. Nawet na zwykłą wódkę Cię ledwo stać, nie wspominając o wizycie u fryzjera, ale pamiętaj – pisarz to geniusz i on nie jest od tego, żeby wyglądać!

Jestem świetnym przykładem tego, o czym mówię, bo nie mam swojej strony, która promowałaby moje książki i kasy oczywiście też nie mam, choć to akurat pojęcie względne. Od dawna mój standard życia zależy od ilości posiadanej gotówki. Czasem próbuję przeżyć za 500 zł dziennie, a czasem za 12 groszy. Częściej jednak za 12 groszy. Nikt mnie nie zna i nie osiągnęłam sukcesu. Może dlatego, że w sumie nie jestem pisarzem, więc możesz zapomnieć, że przeczytałeś ten akapit. Albo nie zapominaj, bo tak będzie wyglądało Twoje życie jak wrócisz do swojej pieczary i nie zlecisz wykonania strony internetowej.

Internet jest dziś jednym z najlepszych narzędzi do promowania. Wszystko, co jest dobre (choć są przykłady również obrzydliwie złych rzeczy), bez problemu się sprzeda. To tutaj dzieje się wszystko. Tutaj możesz sprzedać swojego syna, kupić żonę (kto by chciał) i tutaj również możesz przyciągnąć do siebie ludzi.

W dzisiejszych czasach pisarze muszą wychodzić do ludzi, dać się poznać, pokazać, jakimi są mądrymi głowami albo zadufanymi w sobie snobami. Tutaj możesz znaleźć społeczność, która będzie Cię nosić na rękach za to, że jesteś geniuszem. Bo jesteś geniuszem. I musisz być tego pewien.

Życie wiele ludzi przeniosło się do internetu. Dla Ciebie to idealna okazja, żeby działać, bo uwierz – nigdy nie było tak prosto dotrzeć do czytelnika. Twoim zadaniem jest tylko napisać coś dobrego. A jeśli nie dobrego, to przynajmniej takiego, żeby czytelnik nie chciał wydłubać sobie oczu. Jeśli będziesz posiadał stronę internetową – promocja w dużej mierze zrobi się za Ciebie. Czytelnik musi widzieć, że jego ukochany autor, to żywa osoba. Pokazywanie się w mediach to podstawa. Nikt nie każe Ci ogarniać zasad funkcjonowania Snapchata, ale strona internetowa to must have.

W dobie internetu łatwiej jest znaleźć to, co nas interesuje. Ba, łatwiej jest znaleźć nawet to, co nas nie interesuje. Na strony internetowe największych blogerów potrafi wejść nawet 150 tysięcy użytkowników miesięcznie, którzy generują nawet pół miliona odsłon. Oczywiście, to są ludzie (mowa o blogerach), którzy pracowali nad swoją marką i treściami, które zamieszczają, przez długi czas. Nic nie przychodzi do nas samo, na wszystko musimy zapracować, ale wszystko jest do zrobienia. I tego powinieneś być świadom.

Potrzebujesz swojej strony, bo kontakt z czytelnikami jest bezcenny. Potrzebujesz swojej strony, bo da Ci popularność. Potrzebujesz swojej strony, bo dzięki niej trafi na Ciebie dużo więcej osób, które zobaczą Cię pierwszy raz i zostaną już na zawsze. Dobra strona internetowa da Ci promocję i pomoże w zarabianiu większych pieniędzy. Sprawi, że staniesz się rozpoznawalną marką.

Za przykład dam Stephena Kinga. Kiedy słyszę gdzieś jego nazwisko, które jak widzisz może również oznaczać po angielsku króla, a przy takiej odmianie jak wyżej, nawet damskie imię, to najpierw myślę o Stephenie. On ma swoją stronę, chociaż ludzie w jego wieku czasem nawet nie wiedzą, czym jest internet. Wątpię, żeby docelowo chodziło mu o zdobycie jeszcze większej popularności, ale wydaje mi się, że zależy mu na kontakcie z czytelnikiem.

Zrób sobie ciepłej kawy, zapal papierosa i udaj się w podróż po internecie. Pozwiedzaj strony przeróżnych pisarzy, zobacz, co na nich zamieszczają, jak dbają o swoją markę i o własną stronę. Zobacz, jakie błędy popełniają, jakich nie i wyciągnij wnioski. Sam musisz się przekonać, że warto posiadać swoją wizytówkę w internecie. 

PS

Chcesz mieć własną witrynę, która przedstawi czytelnikom Twoją postać i twórczość? Pisz na fabrykadygresji@gmail.com!
Tymczasem… Może zainteresują Cię poniższe wpisy?

Twoje pierwsze narzędzie do promocji książki. Pressbook – z niego będziesz korzystać najczęściej!

Wydaję książkę. Czy i do czego potrzebuję patrona medialnego?

Stephen King – Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika

Ile kosztuje wydanie książki? Ile można zarobić na książce?

Przygotowałam dla Ciebie specjalny kalkulator, który powie Ci, ile rzeczywiście powinieneś zapłacić za wydanie swojej książki. Kalkulator pozwoli Ci zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych!
Dodatkowo opracowałam harmonogram wydania książki, który pokaże Ci, jakie czynności trzeba wykonać i ile mogą one potrwać.
Dzięki dwóm historiom bohaterów, z case study Zbyszka i Emki, zobaczysz, na co warto uważać w trakcie współpracy z podwykonawcami i wydawnictwem.
Ponadto przygotowałam kalkulator zysków, dzięki któremu zobaczysz, ile zarobisz na sprzedaży książki współpracując z hurtownią, a ile sprzedając książkę samodzielnie!
Wszystko w prostej formule dzięki tabelkom Excela! Wystarczy, że podasz swój e-mail, a kalkulator i dodatki trafią na Twoją skrzynkę.
* pola wymagane
/ ( mm / dd )

 

Skąd wziąć pieniądze na wydanie książki?

Skąd wziąć pieniądze na wydanie książki?

Weź kredyt? Pożycz od rodziny? Przecież to najgorsze wskazówki, o jakich w życiu słyszałam! A do właśnie takich działań zachęcają nieuczciwi wydawcy z sektora usługowego. Głupota czy bezczelność?

Wyobraźcie sobie moją minę, kiedy otworzyłam nowy newsletter od jednego z wydawnictw i zobaczyłam takie skandaliczne porady. Zaczęłam pisać na ten temat wpis, ale kiedy zobaczyłam, że mam już 10 stron w edytorze tekstu… Postanowiłam nagrać dla Was podcast.

Oprócz tego, że nabijam się troszkę z tego jednego konkretnego wydawcy i tłumaczę Wam jego właściwe intencje, staram się również przekazać Wam najistotniejszą wiedzę o tematyce w finansowania własnej książki.

Z podcastu pt. Skąd wziąć pieniądze na wydanie książki? dowiecie się zatem:

  • jakie są nieuczciwe praktyki wydawców usługowych względem redakcji i marketingu książki,
  • jak wygląda dystrybucja w większości wydawnictw subsydiowanych,
  • jak przygotować ofertę dla sponsora, by pomógł sfinansować wydanie książki,
  • co konkretnie zaproponować sponsorowi w zamian za pieniądze,
  • kiedy selfpublishing jest lepszy od wydania w firmie vanity,
  • dlaczego w niektórych zawodach wydanie książki jest po prostu potrzebne,
  • jakie niebezpieczeństwa czają się w crowdfundingu (finansowaniu społecznościowym),
  • jak przygotować projekt do zbiórki pieniędzy na platformie crowdfundingowej,
  • i wiele innych.

Pojawiają się też wzmianki o elfach w różowych lateksowych rajtuzach, więc nie liczcie na suche informacje. Obok konkretów będzie też można się troszkę pośmiać.

Liczę na Wasz feedback.

Pamiętajcie, że w każdej chwili możecie skontaktować się ze mną pod adresem fabrykadygresji@gmail.com

Chętnie pomogę i doradzę, jeśli chodzi o strategię działania w zakresie wydawania i marketingu książki.

Zapraszam też do działu usług i obserwowania mnie na Facebooku.

I to chyba tyle na dziś.

Uściski!

Wasza

 

 

 

 

 

Ile kosztuje wydanie książki? Ile można zarobić na książce?

Przygotowałam dla Ciebie specjalny kalkulator, który powie Ci, ile rzeczywiście powinieneś zapłacić za wydanie swojej książki. Kalkulator pozwoli Ci zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych!
Dodatkowo opracowałam harmonogram wydania książki, który pokaże Ci, jakie czynności trzeba wykonać i ile mogą one potrwać.
Dzięki dwóm historiom bohaterów, z case study Zbyszka i Emki, zobaczysz, na co warto uważać w trakcie współpracy z podwykonawcami i wydawnictwem.
Ponadto przygotowałam kalkulator zysków, dzięki któremu zobaczysz, ile zarobisz na sprzedaży książki współpracując z hurtownią, a ile sprzedając książkę samodzielnie!
Wszystko w prostej formule dzięki tabelkom Excela! Wystarczy, że podasz swój e-mail, a kalkulator i dodatki trafią na Twoją skrzynkę.
* pola wymagane
/ ( mm / dd )

 

Michał Szafrański i Zaufanie czyli waluta przyszłości – skutkują natychmiastowo!

Michał Szafrański i Zaufanie czyli waluta przyszłości – skutkują natychmiastowo!

Dzisiaj krótko na temat książki, która jest obowiązkowa dla każdego blogera, a już szczególnie dla tych, którzy zaczynają na blogu zarabiać. Nie dość, że czyta się szybko, to porady Michała Szafrańskiego są bezcenne! I przynoszą korzyści natychmiast po zastosowaniu ich w życiu.

Przykład? Prezent dla czytelników w zamian za zapisanie się na newsletter. Zainspirowana działaniami Michała, przygotowałam kalkulator, w którym można mniej więcej wyliczyć, ile będzie kosztowało wydanie książki. Dzięki temu moi Czytelnicy mają mocną pozycję negocjacyjną w rozmowach z wydawnictwami. Natychmiast zaobserwowałam przyrost subskrybentów! W ciągu tygodnia zapisało się mniej więcej tyle, ile wcześniej przez pół roku. (30 osób)!

I takich porad jest w książce dużo więcej. Uważam, że są bezcennymi wskazówkami, ubranymi w przystępną formę. Zaufanie czyli waluta przyszłości to lektura, którą czyta się naprawdę przyjemnie. A do tego powiedzieć, że Michał Szafrański leje wodę to totalny oksymoron. Praktycznie każde omawiane działanie jest udokumentowane przez autora. Nawet to, które kończy się porażką, bo autor bloga Jakoszczedzacpieniadze.pl jest na tyle skrupulatną i szczerą osobą, że nie bał się opisać również swoich negatywnych doświadczeń, np. na temat współprac z firmami.

Warstwa praktyczna była, nie ukrywam, bardzo dla mnie istotna. Ale największą wartością tej książki są słowa samego autora, po prostu. Lektura była przyjemna i żałuję, że tak szybko się skończyła. Dzięki temu czułam, że w jakiś sposób mogę choć troszkę poznać Michała Szafrańskiego. Osobę inteligentną, zdeterminowaną, lecz przede wszystkim uczciwą. Ta ostatnia cecha po prostu totalnie mnie rozbroiła.

Wiecie, w firmach często spotykana jest kombinatoryka, której ja osobiście nie cierpię. Pracownik boi się przyznać do porażki. A szef jeszcze bardziej. Zdarza się kłamać klientom albo traktować ich tylko jak chodzące worki z kasą. Niestety bywałam tego świadkiem (przeczytaj wpis Złożyłam wypowiedzenie oraz Międzynarodowy Dzień Blogera 2018 – moja historia, by dowiedzieć się więcej). Nie chciałam żyć w takim świecie, więc z niego uciekłam.

Cieszę się ogromnie, że istnieją osoby takie, jak Michał Szafrański, które również nie boją się wyjść schematu. Które rozumieją ryzyko, ale są na tyle dojrzałe, iż wiedzą, że trzeba sobie poradzić. Nie ma innej opcji!

Historia Michała nie jest tylko ciekawą historią blogera (skromnego, acz świadomego swojej wartości) czy przedsiębiorcy. To historia pracowitego i myślącego mężczyzny, który pokazuje, że da się. Wspaniałe dla mnie było też tło rodzinne tej opowieści. Gdyby nie żona Gabriela, Michał pewnie nie miałby w sobie aż tyle siły. Zwłaszcza, że w pewnym momencie, jeszcze przed rozpoczęciem działalności blogowej, autorowi przydarzył się okropny wypadek… Samo podniesienie się po tak ciężkim urazie zasługuje na słowa uznania.

Tak samo jak to, że Michał Szafrański dzieli się zdobytą przez lata wiedzą z każdym, kto tylko zechce. Cena książki (w Biedronce po 25 zł, niestety si nie załapałam, tylko kupiłam w Empiku, ale to i dobrze, może do autora trafi chociaż piątal) jest naprawdę niska. A pozytywna energia, jaka z niej płynie, dodaje skrzydeł na długo, długo!

Teraz odezwa do tych, co to nie cierpią poradników i uważają, że to narzędzie coachów, opętanych przez kasę. Są faktycznie książki, które nic odkrywczego nie wnoszą do życia, a płaci się za nie sporo pieniędzy. Ich autorzy dają puste rady, a sami zarabiają tylko na oszustwie – ktoś w nich uwierzył, a oni nie radzą sobie w życiu dużo bardziej niż ich czytelnicy. Powiem Wam, że i w takich książkach znajdzie się coś, o czym warto sobie przypomnieć. Ale Zaufanie czyli waluta przyszłości to zupełnie coś innego. To nie jest poradnik! To naprawdę historia człowieka, który nie tylko coś w życiu osiągnął, ale zapracował na to ciężką harówką. I sprytem, bo trzeba być ogarniętym, by zrobić dobry biznesplan i systematycznie go realizować. Dlatego uważam, że od Michała Szafrańskiego można, warto i wręcz trzeba się uczyć, jeśli się bloguje!

I tyle. Czytajcie. A jak przeczytacie, dajcie znać, czy Wam się podobało.

Wasza

 

Międzynarodowy Dzień Blogera 2018 – moja historia

10 porad dla początkujących blogerów

Złożyłam wypowiedzenie

Międzynarodowy Dzień Blogera 2018 – moja historia

Międzynarodowy Dzień Blogera 2018 – moja historia

To dziś. 31 sierpnia jest Dniem Bloga. Najbardziej dla mnie wyjątkowym. Wreszcie udało mi się założyć firmę opartą na blogu. 10 lat temu nie przypuszczałabym, że moje blogowanie potoczy się w tym komercyjnym kierunku…

Bo ja po prostu chciałam pisać. Nie o świecie wymyślonym. Ten zbudowany w mojej wyobraźni zachowuję na kolejne powieści. Ale o życiu, o tym, co mnie spotyka. Wyżalić się, poczuć mniej samotną. Znaleźć osoby podobne do mnie, a może pomóc innym?

Właśnie to jest dla mnie kwintesencja blogowania. Przekazywanie swojego doświadczenia i wiedzy, by pomóc tym, którzy tej pomocy szukają. Jaki jest sens gromadzenia doświadczeń, jeśli nie można ich przekazywać dalej? Opowiadać o nich, dzielić się nimi?

Kocham poznawać nowych ludzi. Blogowanie daje mi możliwość poznawania tych, którzy mieszkają daleko. We Wrocławiu. W Warszawie. Albo we Włoszech czy Finlandii. Bez ludzi pisanie bloga nie ma sensu.

A aspekt komercyjny?

Pamiętam, jak mój dawny przyjaciel (teraz się do mnie nie odzywa, ciekawe, czy kiedyś się to zmieni – chyba nie podoba mu się kierunek, w którym podążyłam z blogiem) krytykował jedną z książek Tomka Tomczyka. Za to, że jej tematem było zarabianie na blogu i współpraca z firmami. Mój rozmówca wychodził z założenia, że blogowanie to musi być hobby, a na hobby się nie zarabia. Żeby mieć pieniądze, trzeba chodzić do etatowej pracy. Pasję odkłada się na później, na czas wolny.

Na początku roku borykałam się z decyzją, z czego zrezygnować, bo mam za dużo na głowie, a za mało czasu. Zdrowie psychiczne zaczynało naprawdę ostro szwankować. Nie spałam po nocach. Projekty nie posuwały się naprzód, bo kiedy próbuje się wszystko ogarnąć, w istocie nie ogarnia się nic. Moje życie dzieliło się na trzy główne kategorie: praca na etacie w wydawnictwie, pisanie książki i blogowanie właśnie.

Naturalnym byłoby zrezygnować z tego, co nie przynosi w zasadzie żadnego dochodu, nie? Bo przecież trzeba opłacić mieszkanie i jeść posiłki nieco bardziej wartościowe niż gruz. Poprosiłam więc kolegę, żeby zaopiekował się blogiem, ale przez jakiś czas się do mnie nie odzywał. W międzyczasie, po trzech latach pracy w wydawnictwie, spartoliłam po raz pierwszy w karierze prowadzony projekt. Najgorsze, że nie z mojej winy. Byłam totalnie bezradna.

Pomyślałam sobie wtedy, że gdybym ja była własnym szefem, nigdy nie dopuściłabym do takiej sytuacji. I że żadne pieniądze (choć na etacie i tak zarabiałam malutko; w tamtym okresie debet był moim najlepszym kumplem) nie są warte mojej męczarni. Złożyłam wypowiedzenie.

Absolutnie nie żałuję tej decyzji. Nie miałam żadnych oszczędności, więc wróciłam do domu rodzinnego. Choć blog już zaczął przynosić dochody, podejrzewałam, że to łut szczęścia i muszę zrezygnować z mieszkania, bo nie dam rady za nie płacić. Dodatkowo pojawiły się problemy zdrowotne. Zastanawiam się, jakbym pogodziła moje wizyty u rozmaitych lekarzy, gdybym pracowała dalej na etacie. Czy by mi uwierzono, że jestem poważnie chora mimo że wyglądałam normalnie?

Miałam tylko siebie. Swój czas, własne pomysły i zapał do ich realizowania. Potencjał, który uwolnić mogła tylko jedna osoba na świecie: ja sama!

Skupiłam się na pisaniu bloga. Bez żadnego planu, bo plan na 2018 to skończyć książkę i odzyskać równowagę zdrowotną oraz psychiczną. A klienci zaczęli przychodzić. Tutaj ktoś potrzebował recenzji książki, kto inny chciał pracować indywidualnie nad swoim nowym tekstem, jeszcze ktoś prosił o pomoc przy wydaniu… Zaczęło się kręcić.

Ale kasa jest obok. A na pierwszym planie stoi RADOŚĆ. Gdyby blogowanie nie przynosiłoby mi radości, na pewno bym tego nie robiła! I dlatego zwracam się do tych z Was, którzy wahają się, czy zakładać bloga, czy nie. Tu nie ma nad czym się zastanawiać. Jeśli chcecie tworzyć treści – róbcie to! To nie jest wcale skomplikowane! A przynosi tyle zabawy, wartości i fantastycznych doświadczeń, że tylko ten, który bloguje potrafi zrozumieć ogrom tych wspaniałości! Nikt inny!

A na poparcie moich słów przytaczam słowa trzech wspaniałych, charyzmatycznych kobiet. Blogerek.

Zacznę od tajemniczej wypowiedzi Blogierki. Czym jest dla niej blogowanie?

Dla mnie blog to przede wszystkim wentyl emocji i bardzo kreatywne hobby, które zupełnie przez przypadek pozwoliło mi się przebranżowić. 🙂

Z kolei Edyta z bloga Bezdzietnik.pl, zapytana o to, co sprawia jej radość w blogowaniu, udziela nieco dłuższej wypowiedzi.

Odkrywanie siebie. Proces pisania jest dla mnie nieustająco zagadkowy i fascynujący. Siadając do pisania, zwykle mam pustkę w głowie. Blade przeczucie tego, co chcę wyrazić. I nagle – przy sprzyjających okolicznościach – dzieją się cuda. Pojawia się jakieś skojarzenie. Pierwsza refleksja. Pierwsze zdanie. I tekst zaczyna mnie prowadzić. Gdy jest już gotowy, często zastanawiam się, skąd mi się to wzięło – to słowo, myśl, metafora. Bez tego cudownego stanu skupienia nigdy bym ich w sobie nie odkryła. Oczywiście pisanie to również ciężka praca, niekiedy wręcz mordęga, ale te niezwykłe momenty olśnienia wynagradzają mi wszystkie ciemne i puste godziny spędzone nad milczącą klawiaturą.

Najdłużej wypowiedziała się Dagmara, twórczyni bloga socjopatka.pl i myślę, że jej słowa dopełnią całokształtu piękna blogowania.

Mogłabym napisać, że sam akt pisania, bo kocham to robić. Jednak pisanie to tylko część tego, co spotkało mnie odkąd bloguję i co zarazem daje mi radość. Przede wszystkim nigdy nie sądziłam, że blogowanie pozwoli mi tak bardzo poszerzyć swoje horyzonty i otworzy przede mną tak wiele nowych drzwi. I myślę, że to, czego zupełnie się nie spodziewałam, daje mi dziś największą radość.
Dzięki blogowaniu zrozumiałam, że bez żadnych środków finansowych ja również mogę pomagać, zarazem się w tym realizując. To dzięki blogowaniu zaangażowałam się w wiele kampanii społecznych, stworzyłam własne akcje nagłaśniające społeczne problemy, czy promujące czytelnictwo, a także poznałam dzięki tym działaniom wiele wspaniałych osób.
Inni Twórcy Internetowi są dla mnie ogromną inspiracją, a dzięki temu, że oni inspirują mnie, ja później mogę dzielić się tą energią z innymi. To takie wzajemności, które przyczyniają się do podawania dobrych rzeczy dalej.

Jednak to, co najbardziej kocham w blogowaniu to zaskoczenie jakie daje. Dzięki swojemu miejscu w sieci, nieraz dostaję tak wyjątkowe propozycje, że trudno w nie uwierzyć. Zaproszenie do redakcji magazynu „Chcemy być rodzicami”, zaproszenie do wypowiedzi eksperckich w popularnych mediach, bycie redaktorem w pierwszym czasopiśmie dla blogerów i wiele innych.
Bywa, że niektóre propozycje wyprzedzają moje wszelkie marzenia i ambicje i nieraz wymagają opuszczenia mojej strefy komfortu – ale nigdy żadne inne zajęcie nie pozwoliło mi rozwinąć skrzydeł, jak właśnie blogowanie. 🙂
I ta niepewność, co jutro dobrego się wydarzy, czym zaskoczy mnie życie i blogosfera – daje mi ogromną radość.

Napisałam do dziewczyn, bo chciałam, by swoimi świadectwami zainspirowały Was do otworzenia się na blogosferę. Wierzę, że każda z nas i każdy z nas przeżył sporo i ma w sobie wiedzę, by dzielić się tymi doświadczeniami z ludźmi dookoła. Czasem łatwiej się otworzyć w Internecie niż przed bliskimi znajomymi… Czasem łatwiej napisać, niż powiedzieć głośno…

Nie macie pojęcia, jak mi się miło zrobiło, kiedy w każdej z trzech powyższych wypowiedzi znalazłam samą siebie. Blogowanie to wspaniałe hobby, mogące stać się równie wspaniałą formułą zarabiania pieniędzy. Która daje wolność. Przyjaźnie. I przy tym niesamowicie rozwija.

Życzę Wam wszystkim, byście w tym, co robicie w życiu, odnajdywali tyle spełnienia, ile my w blogowaniu.

A jeśli chcecie dołączyć do grona blogerów – nie czekajcie.

Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję, że jesteście.

Wasza

 

10 porad dla początkujących blogerów

Jak wyzwolić w sobie kreatywność? 10 sposobów na to, by codziennie wpadać na genialny pomysł!

Marzec, czyli chwila, kiedy trzeba się puścić – oburącz.

Twoje pierwsze narzędzie do promocji książki. Pressbook – z niego będziesz korzystać najczęściej!

Twoje pierwsze narzędzie do promocji książki. Pressbook – z niego będziesz korzystać najczęściej!

Pressbook dla niektórych może brzmieć tajemniczo. Zawiera słowo book, więc chyba oczywiste, że jest związany z książką. Ale jak wygląda? Do czego służy i jak go mądrze wykorzystać?

Na początek trzy słówka o semantyce. Choć nie studiowałam filologii angielskiej, pressbook oznacza po prostu swego rodzaju książkę dla prasy. To materiał marketingowy na temat nowej wystawy obrazów, festiwalu filmowego, animacji czy książki. Ogółem: jakiegoś nowego dzieła, które należy wypromować. Zbiór takich informacji w mniej lub bardziej ciekawej formie graficznej to właśnie pressbook. Wysyła się dziennikarzom, blogerom oraz innym osobom, mogącym polecić dany utwór czy wydarzenie.

Ale press to w języku angielskim również… naciśnij. Podejrzewam, że angielska nazwa prasy również wiąże się z wywieraniem nacisku, w końcu od tego są media. Kreują opinię odbiorców poprzez umiejętnie podawane fakty. Pressbook powinien być według mnie taką formą przedstawiania informacji o książce, by jego odbiorca nie tylko zapragnął przeczytać tekst.

Chodzi o to, by już po zapoznaniu się z pressbookiem dziennikarz czy bloger wiedział, że książka jest rewelacyjna i warto o niej opowiedzieć szerszemu audytorium!

Jakie są praktyki dużych wydawnictw tradycyjnych?

Wydawnictwo Znak robi pressbooki o objętości jednej strony A4. Umieszcza okładkę książki, zdjęcie autorki, informację o premierze, blurb i wybrany cytat ze wstępu. Taki pressbook mieści się w załączniku e-maila, który zawiera o wiele więcej treści oraz jako dodatek do wysłanego egzemplarza recenzenckiego. Bardzo podobnie działa mnóstwo innych wydawnictw, m. in. Sine Qua Non. Co prawda przykładają się dużo mniej od Znaku, jeśli chodzi o formę graficzną, ale podają inne cenne informacje, np. osoby kontaktowe dla mediów, ich maile i telefony czy bardziej szczegółowy biogram autora.

Jak działają wydawnictwa usługowe?

Niestety, wydawnictwa usługowe nie wykonują pressbooków. Jeżeli już wydarza się święto lasu, to wysyłają kilka pospiesznie skleconych maili z okładką i opisem książki. Raczej jednak potrzebują zainteresowania prasy wokół swoich książek. Dlaczego? W niektórych przypadkach wyszłoby, że w tekście roi się od błędów i dziennikarz na pewno nie omieszkałby tego wytknąć w swoim tekście. To przykre, ale naprawdę dużo wydawców vanity nie dba o poprawność językową swoich książek. Ponadto wydawnictwo działające na zasadach subsydiowania zarabiają w momencie wpłaty autora za usługi, czyli korektę, skład, itd… W misji tak działającej firmy nie jest wpisana sprzedaż książki, bo wydawca zgarnął już swoje do kieszeni, a że marketing to kosztowna i pracochłonna sprawa… Niech się autor w to bawi.

Dlaczego pressbook jest aż tak ważny?

Ponieważ wysyła się go jeszcze przed premierą książki do mediów (telewizja, radio, prasa), blogerów oraz osób opiniotwórczych, które mogą polecić czytelnikom książkę. Mogą, ale nie muszą. Grunt to przekonanie ich o tym, że warto, jeszcze przed tym, jak przeczytają książkę! Muszą bowiem wyrazić chęć otrzymania egzemplarza recenzenckiego.

Na samym początku mojej pracy w wydawnictwie (już prawie cztery lata temu) zrobiliśmy beznadziejną wtopę. Ówczesny przełożony kazał mi przejść się do Empiku, zapoznać się z rubrykami kulturalnymi w czasopismach i znaleźć osoby odpowiedzialne za polecanie książek. Potem wysyłaliśmy bardzo drogą w produkcji książkę (twarda, szyta oprawa i druk w niewielkim nakładzie) na adres redakcji, dopisując jedynie imię i nazwisko nieznanej nam osoby. Dziennikarz mógł otrzymać tę książkę, która dołączyła do stosu nigdy nie otwartych przez niego przesyłek. Nawet, jeśli rozpakował podarunek, to co z tego? Może ten konkretny tytuł w ogóle nie był w jego guście?

Wtedy po prostu nie wiedzieliśmy tego, co jest całkiem oczywiste.

Chodzi o bezpośredni kontakt z dziennikarzem lub influencerem. Jeśli masz choćby maila do takiej osoby, jesteś w stanie dobrze się zaprezentować. Przesyłasz starannie przygotowanego pressbooka i pytasz wprost, czy osoba podjęłaby się opowiedzenia o książce w swoich mediach? Czy w ogóle jest zainteresowana współpracą w zamian za egzemplarz recenzencki? A może chce czegoś więcej, jak np. w przypadku patronatu?

Wydaję książkę. Czy i do czego potrzebuję patrona medialnego?

Jeśli znasz jakiegoś dziennikarza bardzo dobrze, wystarczy, że szepniesz mu słówko przy kawie. Ale jeśli próbujesz dostać się do kogoś, z kim nie miałeś wcześniej do czynienia, pressbook to niezastąpione narzędzie do jak najlepszego przedstawienia swojego utworu. I samego siebie! Jeśli będzie dobrze przygotowany, zdecydowanie zwiększa szanse na to, że dziennikarze napiszą o Twojej książce w czasopismach, a blogerzy na swoich www.

Pressbooka wysyła się również do hurtowni, bibliotek, księgarń i domów kultury! To narzędzie, które pomaga w promocji i sprzedaży na każdym etapie życia książki. 

Księgarnia, którą zaintrygował mail z pressbookiem, zamówi egzemplarze z hurtowni. Hurtownia zamówi od wydawcy więcej egzemplarzy, bo będzie wiedziała, że księgarnie również się zainteresują, więc lepiej się zaopatrzyć, póki czas. Biblioteki muszą dowiedzieć się o nowości książkowej, więc po otrzymaniu efektownego pressbooka mogą zaprosić autora na spotkanie autorskie i zaoferować mu wynagrodzenie, to samo domy kultury.

Jak przygotować pressbook, który powali na kolana?

Przyda się trochę umiejętności graficznych. Znajomość Adobe InDesigna, Photoshopa czy chociażby Corela mile widziana! Jeśli nie masz takich umiejętności, to dobry moment do nauki, poproszenia znajomego albo specjalisty.

Twój pressbook powinien zawierać najważniejsze informacje o książce i jej autorze. Być przejrzysty oraz atrakcyjny graficznie, by wyróżniał się spośród tuzinów innych materiałów prasowych.

Pressbook powinien prezentować wszystko, co najważniejsze:

  • okładkę książki,
  • tytuł, imię i nazwisko (bądź pseudonim) autora,
  • datę premiery,
  • biogram autora,
  • podstawowe informacje o książce – o czym traktuje, do kogo jest skierowana,
  • osobę kontaktową, jej adres e-mail i nr telefonu (w sprawie wywiadów lub spotkań autorskich).

Naprawdę świetnie, gdy dodatkowo pressbook zawierać będzie:

  • szczegóły publikacji (rodzaj oprawy, cenę detaliczną, nr ISBN czy liczbę stron – w końcu lepiej wiedzieć, ile czasu trzeba przeznaczyć na lekturę, prawda?),
  • logotypy patronów medialnych (zwiększają wiarygodność autora – skoro ktoś objął patronat, to musi być dobra książka),
  • fragment książki lub chociaż kilka cytatów,
  • blurby znanych osób, które już zdążyły wypowiedzieć się o książce,
  • informacje o poprzednich publikacjach autora lub zdjęcia z poprzednich spotkań autorskich.

To nieprawda, że pressbook musi być skondensowany na jednej stronie. Może mieć ich więcej i tworzyć faktycznie reklamową książeczkę o nowym tytule. Ba, można go nawet wydrukować i rozdawać na targach książki lub innych imprezach, co też czyni Wydawnictwo Poznańskie. Ale wiadomo, by najważniejsze informacje zostały umieszczone na samym początku. Mamy naprawdę kilka sekund, by zaciekawić odbiorcę, zanim postanowi przeczytać innego e-maila!

Pressbook, który wykonywałam dla Dobiesława Koniecznego, autora Krótkiego wstępu do Apokalipsy, liczył aż 8 stron, z czego każda traktowała o czymś innym, dzięki czemu udało nam się zachować przejrzystość przy dosyć sporej liczbie informacji oraz zdjęć autora.

Pozwolę sobie przytoczyć opinię autora oraz jego żony, Agnieszki Koniecznej, na temat realizacji pressbooka:

Polecamy fabrykadygresji.pl i twórczą, profesjonalną pracę Pani Emilii.
Stworzony przez Panią Emilię pressbook jest wizytówką książki, świetną reklamą, która już na siebie pracuje.
Kontakt z Panią Emilią niezwykle ciepły, inspirujący. Daleko wykraczający poza standardowy schemat kupujący-sprzedający.
Profesjonalne podejście do pracy oraz elastyczność w kwestii twórczych zmian, pozwala kontynuować naszą współpracę w przyszłości.
Ale to dopiero początek cyklu o marketingu książki. Pressbook jest bowiem podstawowym narzędziem, z którego korzysta się najczęściej, ale nie jedynym. Jeśli jesteście zainteresowani tym tematem albo szczególnie jakimś zagadnieniem, np. organizacją spotkań autorskich w bibliotekach, kontaktem z prasą czy np. jak prowadzić stronę książki czy autora na Facebooku, dajcie znać. Np. na Facebooku, zachęcam do polubienia!

Pamiętajcie: jeśli potrzebujecie kogoś do ogarnięcia marketingu Waszej książki, jesteście w idealnym miejscu. Sprawdźcie pakiety w promocyjnych cenach i zapiszcie się na newsletter, by otrzymywać zniżki!

Ile kosztuje wydanie książki? Ile można zarobić na książce?

Przygotowałam dla Ciebie specjalny kalkulator, który powie Ci, ile rzeczywiście powinieneś zapłacić za wydanie swojej książki. Kalkulator pozwoli Ci zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych!
Dodatkowo opracowałam harmonogram wydania książki, który pokaże Ci, jakie czynności trzeba wykonać i ile mogą one potrwać.
Dzięki dwóm historiom bohaterów, z case study Zbyszka i Emki, zobaczysz, na co warto uważać w trakcie współpracy z podwykonawcami i wydawnictwem.
Ponadto przygotowałam kalkulator zysków, dzięki któremu zobaczysz, ile zarobisz na sprzedaży książki współpracując z hurtownią, a ile sprzedając książkę samodzielnie!
Wszystko w prostej formule dzięki tabelkom Excela! Wystarczy, że podasz swój e-mail, a kalkulator i dodatki trafią na Twoją skrzynkę.
* pola wymagane
/ ( mm / dd )
Jestem też do Waszej dyspozycji mailowej pod fabrykadygresji@gmail.com.
I to chyba wszystko na dziś!
Trzymajcie się!
Wasza
PS
Może pomocne okażą się również poniższe artykuły? Sprawdź!