Gala Twórców 2015. Na kogo głosować?

Nie na mnie. 
Od lat mam zamiar pławienia się w glorii i chwale, bo moja strona zdobywa wreszcie tytuł Bloga Roku. Dopiero jednak pod koniec 2014 roku skupiłam się na Fabryce dygresji na tyle, by oczarować jakieś niespełna trzysta osób, które kliknęły na Facebooku „lubię to”. Rok 2015 był intensywną pracą nad tworzeniem postów i ciągłym zastanawianiem się, czym tak naprawdę ma być Fabryka dygresji. Czy to blog z recenzjami książek, przemyśleniami mądrującej się dwudziestolatki, która jednak gówno o życiu wie (to znaczy wcale tak nie uważam, jednakże wiem, że niektórzy mogą tak pomyśleć) czy poradnikiem dla pisarzy. Teraz wiem, że wszystko, co związane z literaturą, znajdzie się na blogu. Postaram się wybrać dla Was wartościowe lektury, opowiedzieć co nieco opisaniu, dać kilka wskazówek, jak urozmaicić teksty, no a przede wszystkim zmotywować do pisania. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy.

Wobec tego ostatecznie stwierdziłam, że rok 2016 to ten rok. Trzymajcie za mnie kciuki i oddajcie głosy w kolejnej edycji konkursu na Blog Roku. A ja przez wszystkie dwanaście miesięcy, począwszy od dzisiaj, postaram się Wam udowodnić, że warto. I coś Wam od siebie dać, inaczej będę niegodna Waszej atencji. 
Przejrzałam natomiast bardzo dokładnie wszystkie 32 podstrony z blogami zgłoszonymi do tegorocznego plebiscytu w kategorii Pasje i twórczość. Momentami miałam oczy jak pięć złotych, czasem rżałam ze śmiechu, innym razem kiwałam głową z wielkim uznaniem. I mam kilka przemyśleń. 
Po pierwsze, ludzie mają multum oryginalnych pasji, co czyni świat pięknym i różnorodnym. Serce roście patrząc na te czasy! Niby żyjemy w epoce komercji, pędząc w wyścigu po tzw. samorealizację i pieniądze, ale trafiają się ludzie, dla których wciąż najważniejsze jest ich hobby. A ja dzięki konkursowi Gala Twórców mogę dowiedzieć się o istnieniu bardzo dziwnych zainteresowań. Zawsze kochałam blogosferę. Poniżej pokażę Wam blogi, przy których zrobiłam wow, ale wcale nie zachęcam Was do wysyłania na nie SMS-ów. Po prostu je zobaczcie. I zróbcie, co chcecie.

Magdalena Urbaniak, autorka tego bloga, jest dla mnie kompletnym ewenementem. Udowadnia, że kobieta odnajduje się rewelacyjnie zarówno w drogerii i butiku, jak i na polu. A może nawet jeszcze lepiej na polu. Magda pisze o tym, ile ciągników sprzedało się w styczniu 2016 roku, co się działo na imprezach rolniczych i wiele, wiele więcej. Mimo że żyje w mieście, jest prawdziwą pasjonatką wsi, a blog wyraża jej upodobanie w stu procentach. Bardzo podziwiam za zapał i estetykę na blogu, naprawdę. 
Kolejny blog, mogący wyróżnić się miłą oku szatą graficzną, tworzą trzy kobiety. Udowadniają, że majsterkowanie to nie tylko zajęcie dla panów. Zresztą, znajdźcie mi teraz mężczyznę, który potrafi położyć kafelki i wie, do czego służy kielnia… Barbara, Alicja i Sylwia to pomysłowe kobiety, nie bojące się żadnych wyzwań! Odnawianie starych mebli? Przygotowanie ścian do malowania? Żaden kłopot. Majsterki pokażą, jak zrobić to sprawnie. Jeśli w pobliżu nie będzie mojego taty, złotej rączki, to na pewno zajrzę do Majsterek. 
Bloga prowadzi kobieta, której syn walczy z autyzmem. Chłopiec przejawia talent artystyczny. Tworzy piękne ilustracje. Uważam, że to ujmujące. 
Nie miałam zielonego pojęcia, że ktoś w Polsce może interesować się życiem rodziny królewskiej w Szwecji. Totalny szok. 
Nazwa bloga jest fenomenalna. Gorzej z wystrojem strony, ale pomysł też jest rewelacyjny. Autorka bloga przedstawia swoją inwencję na organizację tematycznych imprez.

W pierwszej chwili pomyślałam, że stronę prowadzi jakaś mała dziewczynka, ale to chyba nie do końca prawda… Kiedy zaczęłam przeglądać stronę, coś we mnie drgnęło. Przypomniałam sobie moje zabawy lalkami Barbie, które w pewien sposób dużo już mówiły o tym, że zostanę pisarką. Wymyślałam pokręcone historie miłosne pełne patologicznych pierwiastków, projektowałam a potem szyłam ubranka… Bawiłam się lalkami chyba aż do gimnazjum. Teraz trochę odżyła we mnie tęsknota za tamtymi czasami, tym bardziej, że Zuzia, o której traktuje blog, jest lalką totalnie odjazdową. Można wymieniać jej włosy i oczy, i wyginać ją na wszystkie strony… No, za moich czasów takich zabawek nie było. 
Nienawidzę blogów o modzie, ponieważ uważam, że ich autorki z reguły są osobami bardzo próżnymi i zapatrzonymi w siebie. I nie było by w tym nic złego, gdyby miały do tego podstawę, niestety, nie zawsze tak jest. W pewnym wieku jednak próżność jest jak najbardziej wskazana. Autorka bloga, Marzenna Anna Walczak, udowadnia, że można dobrze czuć się we własnej skórze w każdym wieku. Chciałabym, by każda kobieta po pięćdziesiątce wyglądała tak dobrze jak Marzenna, miała w sobie tyle ikry i realizowała swoje pasje. 
Architektura też mnie specjalnie nie fascynuje, choć przyznam, że kiedy spaceruję po moim Łazarzu, często zatrzymuję się przed rozmaitymi kamienicami i daję się oczarować ich majestatowi. Kiedy zaś przechodzę z jakimiś znajomymi przez tę część miasta, irytuję ich okrzykami: o Boże, zobacz, jaka piękna fasada, rety, a te okna, widziałaś, a te gzymsy, och, jejku…! Tym razem podobne moje westchnienia wywołał blog Klatkowca. A wiecie, kim Klatkowiec jest? POZNANIAKIEM. Nie dziwię się. Zerknijcie na jego cudowne zdjęcia, przedstawiające bajeczne elementy architektury kamienic z całej Polski. Cuda wianki. 
Czasem kamienica to za dużo i wystarczy… kafelek. We Wrocławiu jest ich całkiem sporo, w różnych kolorach i kształtach. I każdy kafelek to fragment innego życia. Zresztą, sami sprawdźcie. Ja jestem zachwycona. 
Tak, dobrze przeczytaliście. Nazwa mówi sama za siebie. To blog zdecydowanie dla dorosłych. I mimo że mam dowód już od kilku lat, nie zamierzam zostać stałą bywalczynią tej strony. Jestem natomiast zachwycona, a wręcz wzruszona, że komuś się chce pisać takie opowiadania. I do tego publikować, i dzielić się z ludźmi swoją pasją. Może jest troszeńkę dziwna, delikatnie wypaczona, ale to wciąż pisarstwo! (A może i grafomania, nie wiem, nie jestem w stanie jakoś zmusić się do czytania, chodzi o koncept). A tak serio: wtf, co za mindfuck. 
Tak więc mimo wielu, wielu lat, od kiedy założyłam swój pierwszy blog, mimo tysiąca zmian, jakie przetoczyły się przez blogosferę, póki będą w niej ludzie, póty będzie dziwnie, śmiesznie i kolorowo. I inspirująco również, jak najbardziej. Jeżeli masz nieprzeciętną pasję i tkwi w Tobie nutka ekstrawertyzmu, powinieneś założyć bloga. Nie te blogi są najciekawsze, które promują jakieś produkty czy określony styl życia. Liczy się pasja. Prawdziwa pasja.

Po drugie, moją pasją, jak wiadomo, jest pisanie i czytanie. Ale to nie znaczy, że ignoruję zainteresowania innych. Dzięki temu odkryłam trzy perły, blogi, o jakich wcześniej nie słyszałam. Na pewno zagłosuję na któryś z nich. Są tego warte, zdecydowanie. Zostaję stałą czytelniczką.
Kawa i popkultura. Czego chcieć więcej? 
O kulturze i wierzeniach Słowian, które mnie bardzo intrygują. 
Dla wszystkich, którzy chcą sobie przypomnieć, czym jest brukiew oraz pooglądać przepiękne, minimalistyczne fotografie. Ponieważ powracam do zdrowego trybu życia, w najbliższych dniach zamierzam nie rozstawać się z Roślinnymi poradami. 
Po trzecie, teraz trochę o koneksjach. W Gali Twórców 2015, jeśli jesteście przede wszystkim zainteresowani kulturą filmową i literacką, powinniście zagłosować na blogi, jakie wymieniam poniżej. W tym roku do konkursu zgłosiło się całkiem sporo blogów recenzenckich, ale powiem Wam szczerze: nie wszystkie są prowadzone na wysokim poziomie. Moje ulubione to zaś:
Tu zawsze nacieszę swoje oko przepięknym kadrem z filmu i dowiem się, co oglądać, by potem czuć inspirację przez długie godziny pisania powieści.
O bardzo dobrych książkach na bardzo wysokim poziomie.
Nie podoba mi się zdecydowanie nazwa bloga, ale treści na nim są super pod względem merytorycznym, wszystko jest bardzo przejrzyste, łatwo się odnaleźć na stronie i wybór lektur pokrywa się z moim gustem.

A gdyby w Gali Twórców wystartowała Lady Pasztet i Ciocia Ebi, nie miałabym wątpliwości, by i na nie oddać głos. Dla pozostałych, którzy nie biorą udziału w tej edycji Gali Twórców, mam informację: weźmy się za siebie, za nasze blogi, za treści na nich publikowane, ich grafikę i w ogóle wszystko. Starajmy się robić to, co lubimy, naprawdę dobrze. Nie tylko dlatego, by prowadzenie bloga sprawiało nam radość, ale by dać coś naszym czytelnikom. W końcu bez nich blogowanie nie istnieje. 
Zwracam się więc do Ciebie, mój wspaniały Czytelniku. Czy jest coś, czego chciałbyś się dowiedzieć? Daj znać, a ja przeprowadzę badania i o tym napiszę. A jeśli jest jakiś blog, który chciałbyś mi polecić, również daj znać! 

Liebster Blog Award

Liebster Blog Award vol. 2! Tym razem zostałam wytypowana przez Ciocię Ebi. Jeśli ktoś ma chętkę, zapraszam do przeczytania, jeśli ktoś ma to w nosie, to poczytajcie sobie coś innego, najlepiej notkę pt. Czy mam depresję?, by szerzyć profilaktykę w kraju. 

1. Złota rybka proponuje Ci pracę. Możesz być kimkolwiek zechcesz, niezależnie od finansów, warunków, Twoich kompetencji. Jaką posadę wybierasz?
To bardzo niecne pytanie. Zastanawiałam się nad nim bardzo długo. Przez głowę przewinęły mi się setki pomysłów, jak zwykle, od kiedy tylko dowiedziałam się, że kiedyś będę musiała pracować. Pomyślałam, że mogłabym być pracownikiem akcji humanitarnej, jeździć w trudno dostępne miejsca i pomagać ludziom, bo uwielbiam czuć się przydatna, a im więcej trudności, tym ciekawiej. 
Potem stwierdziłam, że takie zadanie mogłoby mnie przerosnąć z powodu kruchej psychiki. Będąc pod wpływem serialu Ekipa, stwierdziłam, że fajnie musiałoby być Arim Goldem w spódnicy, czyli agentem celebrytów. Mogłabym widywać się z ciekawymi ludźmi i wbijać na szalone imprezki. Co chwila stałoby przede mną nowe wyzwanie. Ale pojawiłyby się też chyba ciemne strony. Współpraca z ludźmi nie mającymi pojęcia o rzeczywistym świecie (to eufemizm dla epitetu: skończonymi kretynami), nieustanny stres i praca właściwie 24 godziny na dobę. 
Wreszcie pomyślałam o pracy w wydawnictwie i uświadomiłam sobie, że mam problem, ponieważ już w takim pracuję. I jestem naprawdę zadowolona. Nie wiem, co może być lepszego, naprawdę. Oprócz jednej rzeczy.
Chciałabym być pisarzem. Takim naprawdę popularnym, żeby moje książki sprzedawały się na tyle, na ile mogłabym z tego wyżyć i nie podejmować się przy tym innych prac. Marzenia ściętej głowy, jedna książka sukcesu nie czyni. Złota rybko, gdzie jesteś, tej?

Ari z serialu Ekipa

2. Ulubiona księżniczka Disney’a. Dlaczego ona?

Przez chwilę miałam dylemat między Pocahontas i Mulan. Szybko jednak przypomniałam sobie o drugiej części przygód Indianki (której nigdy nie chcę oglądać, bo wiem, jak się kończy, ogromny żal!) i zdecydowałam się na chińską wojowniczkę. Uwielbiam Mulan, bo to laska z jajami. Wykazała się ogromną odwagą, przebierając za mężczyznę i ruszając na wojnę, by tylko ratować swojego chorego ojca. I przy okazji uratowała cały kraj. I znalazła faceta. I trzymała się ze smokiem. Lubię bohaterki ze smokami.

Mulan i Shang <3 td="">

3. Czy jest coś, na co teraz czekasz z ekscytacją? Co to takiego?

Czekanie jest bez sensu. Skupiając się na jednym konkretnym wydarzeniu i odliczając do niego dni czy godziny, możemy nie zwrócić uwagi na inne fascynujące przygody, które dzieją się wokół. Każdy dzień może być ogromną niespodzianką, o wiele bardziej niesamowitą niż np. jakaś fenomenalna impreza, wycieczka czy spotkanie z bliską osobą. Ale jeśli miałabym wybrać, to chyba Targi Książki w Krakowie, bo kocham Kraków i nie byłam w nim już ze sto lat.

Kraków by Andrzej Sykut

4. Jak wygląda Twój idealny/wymarzony kącik do czytania?

Kącik? Hm, czytać właściwie mogę wszędzie, jeśli mam tylko pod dostatkiem ciszy. Ale jestem pewna, że sto razy lepiej niż w kąciku czytałoby się pośród pięknych widoków. Choćby w górach. Albo na Alasce. Czyli na przykład tak.

Kadr z Wszystko za życie

5. Porozmawiajmy o przestrzeni publicznej. Jakie jest Twoje ulubione miejsce w Twoim mieście? Podziel się jakimś wspomnieniem z nim związanym.

Super pytanie. Tylko że w Nowym Tomyślu byłaby to chyba biblioteka, co jest oczywiste, a w Poznaniu… Mnóstwo jest takich miejsc. Może to być klubokawiarnia Meskalina tuż pod Ratuszem albo Klub pod Minogą, gdzie stale bywałam na pierwszym roku studiów. Uwielbiam imprezowo-artystyczny klimat KontenerArtu we wakacje i Nierozpoznanych na Cytadeli, kocham przechadzać się w okolicach Teatralki, by podziwiać niesamowite płaskorzeźby, zdobiące wyrastające w stronę nieba zdezelowane kamienice, a ostatnio zachwycam się ulicami Wildy. Poznań do magiczne miejsce, zdecydowanie warte poznania, najpiękniej wyglądające zarówno na żywo, jak i w obiektywie Erika Eitsoe, o czym pisałam też w poście pt. Co robić w Poznaniu?  
A wspomnienia? Każde miejsce to nie tylko wspomnienie, ale i przyszłość, przynajmniej tak czuję, od lat. Mój dzień przeprowadzki do Poznania wyglądał dramatycznie. Zapomniałam kluczy do mieszkania, więc musiałam przemierzyć ogromny kawał miasta z Rataj na Poznań Główny (a nie miałam zbyt dobrej orientacji w terenie i zamiast jechać trasą obok Starego Browaru, wlokłam się przez Plac Wolności). Pogoda była wspaniała, słońce chyliło się ku zachodowi, omijała mnie polonistyczna integracja, ale wiedziałam, że to nic, bo będą następne. Przygoda dopiero się rozpoczynała. 
Stary Rynek w kałuży by Erik Witsoe
6. Lecisz samolotem. Nagle coś się zaczyna dziać. Wiesz, że zaraz spadniecie i nie będzie ratunku. Masz czas, żeby zadzwonić tylko do jednej osoby. Kto to? Co powiesz w tej ostatniej rozmowie?
A to akurat proste. Dzwonię do rodziców. Żeby powiedzieć, że wszystko dobrze, i żeby się nie martwili. 😉
7. Jak trafiłeś/trafiłaś na stronę ciociaebi.pl lub mój kanał na youtube? 😛
Szlajałam się po fejsiaczkowym śmietnisku i nagle trafiłam na perełkę. A teraz wszystkich pragnę zaprosić na bloga www.ciociaebi.pl oraz polubienia FB.

Ciocia Ebi wykazała się ogromną kreatywnością w tworzeniu pytań Liebster Blog Award. Jak sami widzieliście – z odpowiedziami często były problemy. Dlatego też zamierzam Was skrzywdzić w podobny sposób. Bo o co w ogóle chodzi? O odpowiedzi na pytania, które zaraz zadam. Żeby jednak wszystko było jasne, Ebi wytłumaczy Wam, o co chodzi. Zatem, cytuję:

Najprościej rzecz ujmując, to łańcuszek blogowy, który ma na celu lepsze poznanie innych autorów. Dostajesz pytania od blogera, odpowiadasz na nie i potem układasz swoje pytania, na które odpowiadają nominowane przez Ciebie osoby. I tak w kółko. Przyjemna zabawa, dzięki której wiele można odkryć. 

Proste, prawda? To teraz, dzieciaki, do roboty! Wakacyjna porcja pytań przed Wami!

1. Jaki jest kraj, który najbardziej Cię ciekawi i dlaczego?
2. Jakie miejsce w Polsce uważasz za najbardziej interesujące?
3. Co najbardziej irytuje Cię podczas wakacji?
4. Wolisz wypoczynek w górach czy nad morzem?
5. Jaki zestaw książek wziąłbyś z sobą na bezludną wyspę? Wymień maksymalnie trzy i uzasadnij swój wybór.
6. Kim według Ciebie są hipsterzy?
7. Z jaką postacią literacką/filmową mógłbyś ruszyć w podróż dookoła świata?
8. Co sądzisz o efekcie cieplarnianym? Czy stoi za tym człowiek czy cykliczna ewolucja świata?
9. Co dobrego zrobiłeś dla innych w ubiegłym tygodniu?
10. Jaka jest idealna piosenka na wakacje?
11. Dlaczego odwiedzasz www.fabryka-dygresji.blogspot.com?

Nominuję do odpowiedzi:
http://fatalneskutkilektur.blogspot.com/
http://leonzabookowiec.blogspot.com/
http://subiektywnie-o-kulturze.blogspot.com/
http://damabezlasiczki.blogspot.com/
http://amatorkacooltury.blogspot.com/
http://recenzjedevi.blogspot.com/
http://okonakulture.pl/
http://smieszna-nazwa.blogspot.com/
https://azkabazkan.wordpress.com/
http://headdivided.pl/
http://alicyawkrainieslow.blogspot.com/, jako że i ona niegdyś nominowała mnie do wykonania kwestionariusza Liebster Blog Award (konkretnie w kwietniu).

Mam nadzieję, że się przyłączycie i powiadomicie mnie o wykonaniu zadania! Z wielką chęcią przeczytam Wasze odpowiedzi.
Czekam na info i wielkie pozdro! 

Liebster Blog Award

Alicya Rivard z bloga http://alicyawkrainieslow.blogspot.com/ nominowała mnie w Liebster Blog Award. Bardzo ładnie dziękuję, to naprawdę miłe. Tym bardziej, że wcześniej nie miałam zielonego pojęcia o istnieniu czegoś takiego (to chyba podkreśla, jak bardzo zielona jestem w blogowaniu – aż się zdziwiłam). Na szczęście Ali na swoim blogu pisze bardzo ładnie, o co w całej akcji chodzi, więc pozwolę sobie zacytować:

LBA jest wirtualną nagrodą, rodzajem łańcuszka marketingowego oraz zabawy społecznościowej. Słowo „liebster” /niem./ oznacz tyle co najdroższy, ukochany, ceniony. Taka nominacja jest przyjmowana od innego blogera w ramach uznania za >dobrze wykonaną pracę< . Powinno się przyznawać ją takiemu blogowi, który ma mniejszą ilość obserwatorów. W pierwotnej wersji: blogom kilkuletnim z liczbą obserwatorów mniejszą niż 3 tys. (można nominować 5 blogów) oraz blogom nowym z liczbą obserwatorów mniejszą niż 200 (można nominować do 11 blogów). LBA ma więc za zdanie zaprezentować bloga w blogsferze.
Po otrzymaniu wyróżnienia należy podziękować osobie, która przyznała takie wyróżnienie oraz odpowiedzieć na pytania. Powinno się również umieści logo/nagrodę LBA w widocznym miejscu na blogu. Następnie należy stworzyć swoje 11 pytań i nominować kolejne blogi (informując o tym ich twórców). Oczywiście reguły te są umowne…

O co zapytała mnie Alicya? 
1. Jaka postać literacka mogłaby być twoim awatarem?
Może to będzie banalne, ale najbardziej chyba widzę się jako Anna Shirley. Jej miłość do literatury, pisania oraz życia chyba naprawdę nas jednoczy. Dodatkowo teraz też mam rude włosy, a kiedyś byłam bardzo upartą, nieznośną dziewczynką. 
2. Czy masz jakąś fobię? Jaką? 
Porcelanowe laleczki. Kiedyś często śniło mi się, że w każdej z nich tkwi szatan, a ja odprawiam nad nimi egzorcyzmy. 
3. Twoje ulubione miejsce pełne książek to?
Wydawnictwo, w którym pracuję. Crazy, huh
4. Opowiedz o najstraszniejszej książce.
Kiedy chodziłam do postawówki, koleżanka pożyczyła mi Lśnienie Kinga. Napięcie już po kilku stronach było tak intensywne, a tekst tak przerażający, że odłożyłam tę książkę podczas czytania bodajże trzeciego rozdziału. I znienawidziłam Kinga. Teraz na szczęście, kiedy jestem już troszkę starsza, mogę odkryć jego twórczość na nowo.
Ale było jeszcze coś, chyba z serii dla dzieci Alfreda Hitchcocka. Właśnie o porcelanowych laleczkach, horror, który bardzo zapadł mi w psychikę, na całe życie. Dlatego teraz, mówiąc delikatnie, za horrorami nie przepadam, choć jako dziecko byłam wielką fanką.
 5. Czy uważasz, że groza ma swoje ambitne oblicze?
Mam ambiwalentne odczucia, ponieważ odwołuje się do jednego z najpierwotniejszych instynktów – strachu, którym kierują się również zwierzęta. Co więc może być w tym ambitnego? 
Z drugiej strony, zgłębianie ludzkiej psychiki w obliczu strachu jest niesamowicie inspirujące. Ludzkie fobie do materiał na wiele wybitnych dzieł. Myślę więc, że groza może być ambitna, ale nie jestem aż tak w temacie, by konkretnie się do tego pytania ustosunkować.

6. Bez jakiego pisarza nie możesz żyć? 

Bez Johna Irvinga. Jego powieści ukształtowały to, jakim jestem człowiekiem, sposób, w jaki piszę oraz sprawy, o których chcę pisać. 

7. Jaki horror/powieść grozy polecasz do przeczytania?

Nie znam się na tym zupełnie, ale polecam Wielki Marsz Stephena Kinga, metaforyczną opowieść o życiu, która jest… przerażająca. 

8. Gdybyś musiał/-a zostać potworem, jakiego byś wybrał/-a?

Myślę, że najgorsze potwory to te, które drzemią w ludziach. Dlatego mogłabym zostać każdym, byle nie takim. I, jak już wielokrotnie podkreślałam powyżej, moje pojęcie o potworach z literatury czy filmu jest znikome, ale udało mi się jakiś czas temu wczytać w Bestiariusz Słowiański. Pewnie byłabym w związku z tym jakąś nocną zmorą. Czymś w tym stylu, bo mam bez przerwy kłopoty ze spaniem, więc z braku laku…

9.Czytasz powieści graficzne? Jeśli tak, to które z ostatnich wywarły na tobie największe wrażenie? 

Czytałam mangi. I największe wrażenie wyrwała na mnie Death Note
10. Najdziwniejsza lub najbardziej niepokojąca książka jak została przez ciebie przeczytana?
Drach Szczepana Twardocha. Jest dziwna i pokręcona, i mroczna, tak pierwotnie. A dodatkowo nie napawa optymistyczną wizją na dalsze lata trwania naszej cywilizacji. 
11. Gdyby istniała możliwość zmiany zakończenia jednej wybranej przez ciebie książki, to jaka by to była i co byś w nim zmodyfikował /-a?
Seria o Harrym Potterze. Harry byłby z Hermioną. 
A teraz przedstawiam 11 pytań, na które zobowiązani są odpowiedzieć:
Mateusz z www.ppoprawy.blogspot.com
Misako z www.big-jumps.blogspot.com
Julka He z www.pismazebrane.blogspot.com

1. Jakie jest Twoje najwcześniejsze wspomnienie?
2. Jak widzisz swoje życie za dziesięć lat? 
3. Jaka jest ostatnia książka, którą przeczytałaś/eś?
4. Dlaczego prowadzisz bloga?
5. Co robisz, by świat był lepszym miejscem?
6. Wolisz psy czy koty? 
7. Co sprawia Ci największą radość?
8. Jaki jest Twój ulubiony bohater literacki lub filmowy?
9. Czy kierujesz się w życiu autorytetami? 
10. Czy jesteś patriotą?
11. O czym marzysz?

BANG! Do roboty, pisać i linkować. Buziaczki! 

Jak zyskać popularność na blogu?

Jak zyskać popularność na blogu?

Jak to zwykle bywa, jeśli chodzi o Fabrykę dygresji, nie podam Wam złotego przepisu na to, jak zyskać popularność na blogu. Może zrobić to Jason Hunt (alias Kominek) albo Pepsi Elliot, których serwery zapewne pękają w szwach. Chcę Wam opowiedzieć o tym, jak to się stało, że od kiedy zaczęłam zwyczajnie chcieć i starać się zyskać popularność na blogu, tak też się stało. A przede wszystkim zachęcić do rozmowy, żebyśmy mogli sobie pomóc w naszej ciężkiej, a jednocześnie fascynującej pracy (tudzież po prostu hobby). Uwaga, poniżej pojawią się wulgaryzmy, ponieważ mam bojowy nastrój.
Najważniejsza jest motywacja. Pragnienia działania, które nie bierze się z otoczenia. Jeśli nie dysponujesz motywacją wewnętrzną, jaką czerpać będziesz z samej chęci pisania bloga, wątpię, byś przetrwał choć rok. Zatem, po pierwsze, odpowiedz sobie na pytanie. Dlaczego prowadzisz blog? 
Jeśli prowadzisz blog dla sławy, to bardzo Cię proszę, jebnij się w łeb. Sława jest najchujowszym środkiem ubocznym bycia nieprzeciętnym i nigdy nie powinna być celem samym w sobie, tak samo jak pieniądze.
Jeśli prowadzisz blog dla pieniędzy, to również masz złą motywację. Możesz prowadzić blog, by zarobić na nim, a koniec końców nawet się z niego utrzymywać, ale jeśli tworzysz cokolwiek tylko i wyłącznie dla pieniędzy, to znaczy, że nie masz „tego czegoś”, więc ani za długo swojego projektu nie uciągniesz, ani za dużej popularności nie zdobędziesz. Smuteczek, wiem.
Jeśli prowadzisz blog dlatego, że lubisz, to ok. Jestem usatysfakcjonowania. I Ty pewnie też. Możemy się wobec tego całkiem nieźle porozumieć. To właśnie z pasji wychodzą dobre rzeczy. Tylko, jeśli zajmujemy się czymś, co nas interesuje, tylko wówczas będziemy się mogli temu bez reszty poświęcić i osiągnąć coś istotnego. A prowadzenie bloga nie jest do końca proste i przyjemne. Może dlatego, że to nie tylko pisanie, ale i szereg działań, które trzeba wykonywać, jeśli faktycznie chce się zyskać popularność na blogu.
Zaczęłam prowadzić blog, bo od zawsze lubiłam pisać. Pamiętam, jak w jednym z pamiętników z gimbazy (Pamiętniki z gimbazy, mam pomysł na hit dla pospólstwa, jeśli macie pieniądze i chcecie wyprodukować chałę dla Polsatu czy TVN-u, dajcie znać, prześlę materiały), chyba trzydziestego pierwszego grudnia albo nawet pierwszego stycznia, zanotowałam, że chcę wreszcie zacząć prowadzić bloga. A jako, iż wtedy niemal wszystkie moje nastoletnie koleżanki skupiały się bardziej na chodzeniu do kafejek internetowych w celu poklikania na czacie ze starszymi napalonymi samcami, nie miałam od kogo nauczyć się blogować. Dziesięć lat temu nie wiedziałam nawet, że, by stworzyć swój blog na Onet.pl, muszę wcześniej założyć tam skrzynkę mejlową i bez tego ani rusz. Dlatego przez bardzo długi czas się męczyłam, aż w końcu jakoś sama załapałam i zabrałam się do mniej lub bardziej aktywnego blogowania.
Przechodziłam przez fazę pisania bloga osobistego. W kolejnych wpisach umieszczałam słodkie misie. Później zaczęłam pisać blog z opowiadaniem o Lily Evans i Huncwotach. Nie skończyłam, założyłam nowego, już w liceum, z fanfiction anime Bleach pt. This Could Be Heaven. Też nie skończyłam. W międzyczasie podjęłam się oceniania innych opowiadań, dzięki temu poznałam wspaniałe kobity, które nauczyły mnie tak naprawdę pisać, pozdrawiam najpierw Szamana, a potem Chiyo. Zaczęłam też wówczas korespondować z dziewczyną, która stała mi się bardzo bliska i mimo, że mieszkamy na dwóch krańcach Polski, zdarza nam się spotkać przy okazji jakiegoś festiwalu, na jakim akurat gra Jared Leto, czy innych wakacji. (Pozdro, Seś).
W pewnym momencie, dzięki takim wydarzeniom, uświadomiłam sobie, że prowadzenie bloga to naprawdę nie tylko pisanie. Równoważne są stosunki z ludźmi. Dlatego nieważne, ile będziesz publikował wpisów dziennie, jak wiele pieniędzy zapłacisz agencji za pozycjonowanie swojej strony, to wszytko na nic, jeśli nie dbasz o swoich czytelników, nie odwiedzasz ich miejsc w sieci i nie wchodzisz z nimi w rozmaite interakcje. Hej, mamy XXI wiek. W ten sposób naprawdę można nie tylko zyskać popularność na blogu, ale i poznać fantastycznych ludzi, a z czasem nawet poszerzyć grono przyjaciół.
Wreszcie zaczęłam tworzyć blog, który właśnie czytacie. Początkowo miał niewydarzoną nazwę, czyli Mylo Ekri, a wpisy były bardzo nieprzemyślane. Tak naprawdę nawet trudno mi powiedzieć, czego dotyczyły. Coś tam wspomniałam o tym, że chcę być pisarką, gdzieś tam umieściłam link do piosenki, której ciągle słuchałam. Zdarzyło mi się napisać krótki felieton o tematyce zbliżonej do socjologii, a później opisałam, co mi się przydarzyło w sylwestra. W skrócie: totalny niewypał. Jak mogłam osiągnąć cokolwiek, skoro nie wiedziałam, na czym konkretnie mi zależy? 
W pewnym momencie zaczęłam szukać charakterystycznej nazwy, która pasowałaby do mnie i nie ograniczała bloga tematycznie. Książki Emilki skazywałyby mnie na pisanie tylko i wyłącznie o książkach. Zresztą, taki adres pewnie był zajęty. Fabryka dygresji przyszła do mnie sama z siebie. W każdej rozmowie z ludźmi oddalam się bardzo od wątku głównego, a moje dygresje praktycznie nie mają końca. No i proszę bardzo. Prosto, ale całkiem ładnie. I, przede wszystkim, z otwartą furtką co do tematyki.
Kiedy wreszcie się zdecydowałam, co chcę robić i jak, statystyka ociupinkę podskoczyła. Prawie w ogóle. Ale nie zniechęciłam się, bo przecież blogowanie to moja pasja, więc wcale mi nie zależało na tym, żeby nie wiadomo ilu ludzi zachwycało się tym, co napiszę. Cieszyłam się z każdego komentarza, nawet, jeśli był kąśliwy. O to tu chodzi. O wolność słowa. O poznawanie samego siebie, o ćwiczenie warsztatu pisarskiego, o rozmowę w różnymi ludźmi, dzielenie się swoim życiem… Zalet prowadzenia bloga jest nieskończona ilość.
Częściowa odpowiedź na pytanie jak zyskać popularność na blogu, przyszła do mnie sama, kiedy rozpoczęłam pracę w firmie zajmującej się bardzo specyficznymi szkoleniami. Kursy przeznaczone były dla ludzi, którzy prowadzą w internecie swoją stronę i za jej pośrednictwem sprzedają różne rzeczy. Na przykład pieluchy do pływania albo formy do pieczenia orzechów. Rozstrzał w asortymencie przeogromny, ale wszystkich tych przedsiębiorców łączyło jedno: internet. Pierwsze, czego mimochodem się tam nauczyłam, to pozycjonowanie.
W ciągu dwóch miesięcy, w trakcie których stosowałam się w ramach eksperymentu do wskazówek ze skoleń, na licznik wskoczyło mi sześć tysięcy wejść. Wcześniej, przez prawie trzy lata istnienia bloga, zyskałam łącznie dziesięć tysięcy. Zrozumiałam, że to działa i uradowana podzieliłam się moimi przemyśleniami z kilkoma osobami, które w jakiś sposób, mniej lub bardziej, wiedziały, o co chodzi z blogowaniem. Osoby te od razu zadawały mi jedno pytanie: skąd bierzesz pieniądze na pozycjonowanie? Kiedy odpowiedziałam, że robię to sama, nie chcieli mi wierzyć. Cóż, sama nigdy się nie miałam za technologiczną brunetkę, a jednak. Przecież to banalne! Uwaga, tłumaczę, co masz robić, jeśli jeszcze nie wiesz.
Wybierasz tytuł dla swojego wpisu na blogu. Jeśli chcesz być na topie, napisz o tym, o czym w tym momencie mówi się w sieci. Tytuł notki powtórz ze dwa, trzy razy w tekście i zaznacz go pogrubieniem. Nie pogrubiaj wówczas żadnej innej treści, bo Google sfiksuje. Ważne fragmenty możesz podkreślić, skursywić, powiększyć, a nawet pokolorować. (XXI wiek, serio, kocham). Wówczas taki wpis zostanie uznany przez przeglądarkowego bota za jednolity tematycznie. W dodatku zacznie na niego wchodzić coraz więcej robotów, czyli wygeneruje się tak zwany ruch organiczny, a co za tym idzie, wzrośnie statystyka. To nie wszystko. W związku z powyższym, wzrośnie też pozycja Twojego bloga w wyszukiwarce Google, a zatem coraz więcej „żywych” użytkowników odnajdzie drogę do Twojej strony.
Dwa miesiące, sześć tysięcy wejść, w zasadzie tylko dzięki temu trickowi. Nie lekceważ potęgi Google.
Ważny jest plan i systematyczność. Im częściej umieszczasz wpis na blogu, tym wyższa jest statystyka, dzięki wyżej wspomnianemu ruchowi organicznemu. Raz dziennie dla nowych blogów jest w sam raz. To potwornie dużo roboty, ja wiem, ale większość początkujących blogerów nie zdaje sobie sprawy z tego, że można napisać kilka notek do przodu i po prostu wyznaczyć datę publikacji na konkretny dzień i godzinę. Polecam. Tak naprawdę jednak, jeśli notki nie będą ciekawie napisane, „żywi czytelnicy” nie będą nas za często odwiedzać. Po co, skoro piszemy o dupie Maryni, która w ogóle ich nie interesuje?
Dlatego nie tylko Twój styl musi przyciągnąć odbiorcę, ale i to, o czym piszesz. Wybierz konkretną tematykę. Dwie albo pięć, nieważne. Po prostu się ich trzymaj.
Temat jak zyskać popularność na blogu jest bardzo absorbujący i trudno go wyczerpać. Czuję się, jakbym powiedziała Wam ledwo o jednym procencie rzeczy, które wiem, a zważcie na to, że sama tak naprawdę jestem początkującym blogerem. W istocie Fabryką dygresji interesuję się od niewiele więcej niż trzech miesięcy. Dlatego pewnie pojawi się coś na kształt cyklu z kolejnymi poradami, jakie mogą posłużyć do zyskania popularności na blogu. Moim wielkim życzeniem jest, byśmy mogli wspólnie dzielić się doświadczeniem oraz wskazówkami. Dlaczego mamy się ignorować lub utrudniać sobie życie, skoro można sobie pomóc? W sieci starczy miejsca dla każdego. Jest jej zdecydowanie więcej niż na świecie. 
Dlatego apeluję do Was, byście w komentarzach opowiedzieli, jakie Wy macie podejście do swoich blogów. Po co w ogóle je tworzycie? Czy spotkaliście się już twarzą w twarz z ludźmi poznanymi dzięki blogowaniu? Jak mają się Wasze statystyki i co robicie, by je zwiększyć? Czy w ogóle chce się Wam to robić? Widzicie jakiś sens? Napiszcie, jestem bardzo ciekawa!