Joanna Grzymkowska-Podolak – Zakochani w świecie. Malezja

Joanna Grzymkowska-Podolak – Zakochani w świecie. Malezja

Najlepsza książka na lato 2017 wg serwisu granice.pl. Książka podróżnicza, w której dużo jest o podróżowaniu po samym sobie oraz relacji z najbliższym człowiekiem. Malezja to po Maroko i Indiach trzecia część cyklu Zakochani w świecie autorstwa Joanny Grzymkowskiej-Podolak, która podróżuje wraz z mężem, Jarosławem Podolakiem, w najatrakcyjniejsze turystycznie rejony globu.

Malezja jest krajem pięknym, ciekawym i kontrastowym. W jego stolicy, Kuala Lumpur, pysznią się wieżowce Petronas Towers, mające aż osiemdziesiąt osiem kondygnacji. Na obrzeżach zaś spokojnie, dostojnym krokiem, spacerują w najlepsze dystyngowane warany. To tam żyje najstarszy na świecie las, Taman Negara. I wszędzie dostępne są soczyste owoce, w tym również te najbrzydziej pachnące, jak duriany. Można też spotkać największe i być może najdziwniejsze kwiaty na świecie, raflezje. I właśnie tam, gdzie nowoczesność, biznes i technika świetnie rozwija się obok bujnej przyrody, udali się Zakochani w świecie.

Największą zaletą trzeciej książki Joanny Grzymkowskiej-Podolak jest to, że rozbudza ciekawość czytelnika od pierwszej strony. I, uwaga, zaspokaja ją, ale tylko w pewnej mierze. Przezabawna, głodna wrażeń i energiczna autorka przedstawia bowiem najrozmaitsze informacje o kraju. Opowiada na przykład o religii i świętach.

W Malezji obok meczetów stoją świątynie hinduskie i taoistyczne. Wszyscy, choć może każdy inaczej, celebrują chiński Nowy Rok, hinduskie święto światła Diwali czy muzułmańskie Urodziny Proroka Mahometa. Obok ortodoksyjnych muzułmanek, które nawet dłonie zasłaniają czarnymi rękawiczkami, przechadzają się Chinki ubrane w skąpe spódniczki. Nie mówiąc już o tym, że w wielu miejscach bez skrępowania pojawiają się osoby transseksualne!

Dalej przedstawia też z grubsza charakter malezyjskiej kuchni, wprost przebogatej w smaki. O tych pysznościach mogłabym czytać bez końca. Sęk w tym, że samo czytanie nie wystarcza. Podczas lektury bardzo często zapalała mi się w głowie lampka: jedź tam, poczuj to, zobacz, posmakuj. Mimo że pozornie powinnam mieć dosyć włóczęgi (dopiero wróciłam z urlopu, o czym pisałam ostatnio), naprawdę zaczęłam odczuwać potrzebę spakowania plecaka i opuszczenia domu. To jedna z największych zalet Zakochanych w świecie. Nieodmiennie motywują do podróży.

Nieocenione są wszak wskazówki dla podróżujących, które chcieliby odwiedzić Malezję. Z których lotów skorzystać, gdzie spędzić noc, jakie miejsca zobaczyć przede wszystkim. I miejsca te opisane są rewelacyjnie. Zagłębiwszy się w lekturę, świadomość czytania opuszcza nas i przed oczyma stają kolorowe obrazy, które autorka przedstawia z dużą wprawą. Całości dopełniają zdjęcia, dokumentujące spotkania z niesamowitymi zwierzętami czy ciekawymi postaciami. Jest ich całkiem sporo, choć większość możemy zobaczyć wychodząc poniekąd z książki, lecz cały czas przebywając na terytorium Zakochanych w świecie. Malezja jest bowiem książką interaktywną. Korzystając z aplikacji Tap2C, możemy lepiej eksplorować Malezję dzięki materiałom zgromadzonym przez Asię i Jarka. Bardzo mi się ten pomysł spodobał!

 

Większość z wymienionych wyżej aspektów można odnaleźć w innych książkach podróżniczych. Ale są pewne elementy, których nie uświadczy się nigdzie indziej. Przede wszystkim jest to, jak we wcześniejszych częściach, przyjemny humor. Prosty, sytuacyjny, skuteczny, np. wówczas, kiedy Asia śmieje się z Jarka, że ma w podróży dużą głowę i stanie się celem dla łowców na Borneo. Ponadto jest to książka o radzeniu sobie w podróży, a zatem nie tylko podziwianiu pięknych widoków, ale i sposobach na przetrwanie trudnych momentów, kiedy jest się zdanym na siebie i drugą osobę. Jak pisze sama autorka

Ale podróż to również sztuka wyboru i umiejętność podejmowania nie zawsze wygodnych decyzji.

Zakochani w świecie to nie jest książka w żaden sposób o psychologii związku, lecz dzięki lekturze można wiele w tej dziedzinie się nauczyć.

Nigdy nie kryjemy, że kłótnie i sprzeczki, czasem większe, czasem niewinne, jak ta o za dużą głowę, są stałym elementem naszych podróży. […] Podróże to kawałki naszego życia. Te wyjątkowe. W podróży jest czas na żarty, złośliwości, rozmowy, które pewnie nigdy nie odbyłyby się w stacjonarnym trybie. Myśli, umysł, ciało – po prostu nasze organizmy – funkcjonują inaczej. […] A trudno sobie wyobrazić bardziej intensywne bycie ze sobą niż podczas wspólnych wypraw. Kilka tygodni, miesięcy z mężem lub żoną, partnerem lub partnerką non stop. Dzień w dzień, noc w noc. Bylibyście na to gotowi? Zapewniam, że po jakimś czasie zostaje tylko prawda. […] O tym, jak nam samym ze sobą i ze sobą razem jest. […] Kilka tygodni, miesięcy w podróży – tak moim zdaniem powinno się „przetestować” człowieka, z którym chce się przeżyć resztę życia.

DSCN3181

Nie ukrywam, że choć Zakochani w świecie. Malezja jest książką świetną, to niepozbawioną wad. Czasem dłużyły mi się fragmenty, w których autorka opisywała sposób transportu z jednego miejsca na drugie. Akapity te dla mnie były za długie, czysto techniczne, nie bardzo mnie interesowały, bo przede wszystkim stawiam na akcję i refleksje. To zawsze najbardziej interesuje mnie w książkach podróżniczych, dlatego wielbię książki Piotra Strzeżysza, np. Powidoki, w których podróże stanowią jedynie tło dla rozwoju duchowego autora. Nie przepadam też za dialogami, a zapis codziennych rozmów Asi i Jarka uważałam za zbędny, nie wnoszący nic do relacji.

Kilka słów na temat wydania książki – Edipresse publikuje tytuły książek podróżniczych w sposób luksusowy. Twarda, szyta oprawa, intensywne kolory okładki, papier kredowy… Książka wygląda jak wspaniały album z podróży i doskonale prezentuje się na półce. Tak solidnie i z klasą. Pytanie, czy książka podróżnicza powinna tak wyglądać? Uważam, że nie do końca. Tutaj pozwolę sobie na delikatną refleksję.

Podróżnik to osoba mobilna. Kiedy akurat przebywa w domu, jeśli takowy ma, nie siedzi w miejscu, tylko biega i załatwia różne sprawy. W podróży zaś liczy się dla niego jak najlżejszy bagaż. Dlatego np. Kasia Maniszewska, autorka książek z serii Podróżnik bez powodu, na wyprawę w 40 dni dookoła świata zabrała tak naprawdę kilka kartek wyrwanych z przewodnika. Gdybym chciała wybrać się do Malezji, na pewno nie wzięłabym ze sobą książki Zakochanych w świecie, bo byłaby dla mnie zbyt wielkim obciążeniem. Żal byłoby mi też wyrywać kartki z praktycznymi informacjami, w końcu tomiszcze jest tak pięknie zaprojektowane… Dla mnie książka podróżnicza powinna być lekka, w miękkiej oprawie i przede wszystkim praktyczna swą fizyczną formą. Ale nie każdy musi się ze mną zgadzać. A Wy, moi drodzy Czytelnicy, jak sądzicie?

Zakochani w świecie. Malezja to książka bez wątpienia warta polecenia, nie ustępująca w niczym poprzednim częściom serii. Przeczytajcie koniecznie, jeśli wybieracie się w tamte rejony. A jeśli spodobała Wam się moja recenzja, zachęcam do polubienia fan page Fabryki dygresji na Facebooku!

;

Katarzyna Maniszewska – Podróżnik bez powodu. Łut szczęścia

Katarzyna Maniszewska – Podróżnik bez powodu. Łut szczęścia

Kobiety często mówią mi, […] że chętnie też by tak podróżowały, ale nie mogą, bo są kobietami. Mężczyźnie jest łatwiej, a dla kobiety to po prostu niemożliwe.
Takie słowa witają nas w prologu zatytułowanym Intro (dlaczego właśnie Intro – o tym nieco później). Zapraszam do przeczytania recenzji książki idealnej na początek wakacji.

kasiamani
– Podróżujesz sama?
– Tak.
– Ale wszystko z tobą w porządku?

Z takimi pytaniami bardzo często spotyka się Katarzyna Maniszewska, doktor nauk humanistycznych, absolwentka germanistyki i dziennikarstwa na UW, lecz przede wszystkim podróżniczka. Podróżniczka, która – uściślijmy – podróżuje samotnie z plecakiem, bez konkretnego planu, za to z tytułowym łutem szczęścia. Podróżnik bez powodu jest zapisem jej najciekawszych perypetii z m.in. Borneo, Wietnamu, Indonezji, Sulawesi czy Wyspy Wielkanocnej.

Wracając do prologu, a w zasadzie intra… W książce Kasi Maniszewskiej najciekawszą rzeczą a propos formy jest konstrukcja rozdziałów. Ponieważ każdy rozdział rozpoczyna cytat z piosenki, którą podróżniczka dopasowała do miejsc, jakie odwiedziła, a na końcu spotkamy się z Sountrackiem, jest to lektura zupełnie wyjątkowa. Rozdziały najlepiej czytać, kierując się sugestią autorki, zatem w akompaniamencie proponowanych przez nią rockowych kawałków. Wśród nich można znaleźć chociażby What A Wonderful World Louisa Armstronga czy All You Need Is Love Beatlesów, zatem Podróżnik bez powodu poszerza horyzonty nie tylko poprzez spostrzeżenia autorki na temat miejsc geograficznych i spotkanych tam osób. To również fantastyczna szkoła pierwszorzędnego rocka. To zaproszenie do poznawania – świata i samego siebie – najpierw poprzez tekst, później za pośrednictwem muzyki, a ostatecznie… Cóż, coraz częściej ludzie pytają mnie, czy nie mam ochoty rzucić pracy, spakować plecak i ruszyć przed siebie. W końcu pracuję w wydawnictwie podróżniczym. Cóż, muszę przyznać, że po lekturze takich książek, jak Podróżnik bez powodu. Łut szczęścia takie pragnienie momentami znów się we mnie budzi.

Kolejna rzecz, która bardzo mi się w książce podoba, to osobiste przemyślenia autorki, które ujmuje w formie dobitnych sformułowań. Prostota i sposób przekazu bezbłędnie trafiają do czytelnika i zostają w jego myślach na dłużej, zmuszając do refleksji nad ekologią, polityką czy relacjami międzyludzkimi. Na wyróżnienie zasługują też świetnie opisane widoki. Czytając, czułam się, jakby czas się zatrzymał, jakbym znalazła się we wnętrzu najpiękniejszych pocztówek z odległych zakątków świata. Tylko w takiej pocztówce 5D.

Widok złotych punkcików migoczących w ciemnościach nocy, wśród dźwięków lasu – szelestów, świstów, skrzeczenia żab, cykania świerszczy – sprawił, że czułam się, jakbym wylądowała w Nibylandii.

I nie wiem już sama, co jest najlepsze. Obecność celnych ripost związanych z poczuciem humoru, czy sama główna bohaterka, jawiąca się niczym superhero podczas zwiedzania pełnych nietoperzy jaskiń czy zderzenia z, wydawać by się mogło, absurdalnymi wierzeniami natiwów. Nie potrafię się zdecydować.

Książka wydana jest po prostu przepięknie. Na bogato, można powiedzieć. Stylowy papier kredowy, który pieści palce, przewracając kolejne strony lektury. Edytorsko – bezbłędnie. A okładka… Na pierwszy rzut zachwyca, ale ma w sobie coś niepokojącego. Nad lazurową zatoką unoszą się ciemne, burzowe chmury, które wydają się być tak ciężkimi, że zaraz mogą spaść na pierwszoplanową łódeczkę. Zdecydowanie forma książki zachęca do zapoznania się z jej treścią. Ale trudno się dziwić. W końcu Łut szczęścia ukazał się na początku bieżącego roku nakładem najlepszego wydawnictwa na świecie.

Dzieło Kasi Maniszewskiej należy przeczytać jeszcze z jednego powodu. Zerknijcie poniżej.

Moje podróżowanie takie właśnie jest – bez powodu, a często i bez konkretnego celu. Znajomi mawiają, że i bez pomyślunku… Ale do samotnej wyprawy nie są one potrzebne. Niezbędne są natomiast: determinacja, otwartość i odrobina pieniędzy. Przy czym to ostatnie naprawdę nie jest najważniejsze.

To tylko potwierdza, że życie jest podróżą, a dzięki lekturze można podbudować nie tylko swoje podrożnicze skille, ale przede wszystkim właśnie te życiowe. Zyskać bądź utwierdzić się w przekonaniu, że dzięki ryzykowaniu można naprawdę wiele zyskać i nie ma sensu tkwić wiecznie w jednym punkcie, a bycie uprzejmym zawsze popłaca.
Polecam bardzo, bardzo.

8/10

Zakochani w świecie. Indie

Zakochani w świecie. Indie to już druga, niezwykła książka Joanny Grzymkowskiej-Podolak, traktująca o podróżach autorki i jej męża, Jarosława. Lektura już od pierwszej chwili zachwyca bajeczną szatą graficzną. To, że książka jest dobra, nie ulega wątpliwościom. Chciałabym Wam jednak dzisiaj opowiedzieć, że Indie Asi i Jarka to nie tylko książka podróżnicza, a para jest nie tylko zakochana w świecie. Podróżnicy są zakochani w życiu. Oraz sobie nawzajem. I stąd bierze się prawdziwa potęga czytelnicza tej książki.

Co kojarzy Wam się z Indiami?

Pikantne jedzenie? Hałas? Brud i bieda? Wielobarwne uliczki, przepięknie poprzebierane słonie, cudowne budowle, cudaczni ludzie i cuda dokonywane przez bogów, potrafiących nawiedzić człowiecze ciała? 
Mnie właśnie tak i dlatego uważam, że Indie to jeden z krajów, do którego chętnie bym się wybrała. Uważam, że chaos tam panujący byłby dla mnie fantastycznym doświadczeniem. Ale różnorodność tego kraju jest tak przeogromna, że choćbym nie wiem, ile książek podróżniczych z tego zakresu przeczytała, i tak nie byłabym odpowiednio przygotowana. 
Nowe ciekawostki o tym fantastycznym, jakby zupełnie innym świecie, poznałam dzięki lekturze Zakochanych w świecie. Cenniejszą rzeczą były jednak zdecydowanie prywatne odczucia podróżników w trakcie odwiedzin Bombaju, Goi, Waranasi, Agrze i wielu, wielu innych…

ZAKOCHANI W ŚWIECIE
Przed lekturą książki nie miałam pojęcia o istnieniu hidźr. Hidźry to osoby reprezentujące trzecią płeć na subkontynencie indyjskim. Męska twarz, damski strój, jak można przeczytać w artykule Moniki Kozakiewicz. Ich zachowanie bywa mocno kontrowersyjne. Nie miałam też zielonego pojęcia, że w Indiach często, by wyjść z środka transportu, trzeba z niego wyskoczyć w trakcie jazdy. Ani że Holi Open Air Poznań wziął się prosto z kraju Gandhiego i Matki Teresy. Rzucanie się kolorowymi proszkami to tradycja indyjskiego święta wiosny, teraz tak powszechna w teledyskach czy innych zabawach na całym świecie… (O ja głupiutka-malutka). 

patriot24.net

Pierwszy oddech indyjskim powietrzem, pierwsze kroki, pierwsze spojrzenia ludzi i na ludzi – przed podróżą wydawało mi się, że każde z tych przeżyć będzie ceremonią. Będzie symboliczne i do zapamiętania na resztę życia. I że jeśli będę kiedyś pisała książkę o Indiach, to zacznę od smaku i koloru powietrza, jak to sama gdzieś wyczytałam. Nic z tego. Wszystko działo się automatycznie. Tkwiliśmy w rzece ludzi. Tak samo wyczerpanych i zniecierpliwionych jak my.

Joanna Grzymkowska-Podolak w bardzo przystępny sposób pisze o swoich odczuciach związanych z podróżą. Dzięki takiej niewydumanej relacji oraz zwykłemu, często kolokwialnemu językowi, można poczuć się trzecim uczestnikiem podróży przez Indie. To bardzo cenne. I dużo uczy. Zwłaszcza tego, że wyobrażenia dramatycznie różnią się od rzeczywistości, ale to nie znaczy, że rzeczywistość jest gorsza; jest po prostu inna, parafrazując Szekspira. Warto pamiętać, że niezależnie od szerokości geograficznej, w jakiej się znajdziemy, życie to wciąż życie i czasem ciężko dać się ponieść oraz być prawdziwie świadomym każdej sekundy. Ale nie oznacza to, że mamy przestać się starać, co udowadniają Asia i Jarek każdym zdaniem Zakochanych w świecie.

Tak nas wychowano, takie mamy kody. Często łatwiej pomyśleć, że możemy być dla innych problemem niż radością. Wciśnięci w konwenanse częściej myślimy o sztywnej etykiecie niż o zwykłej, bezwarunkowej przyjemności bycia ze sobą 

– pisze dalej autorka, ucząc otwartości, poszerzając horyzonty nie tylko geograficzne, ale i obyczajowe czytelnika. Otwiera na nowe doznania, trafnie dostrzegając, że nam, Polakom, bardzo trudno dostosować się do nowych warunków. Przyzwyczajeni do życia w naszych czterech szarych ścianach, poruszając się na trasie kilku przystanków tramwajowych między pracą a domem, zapominamy, że gdzie indziej jest inaczej i warto spróbować opuścić bezpieczne ramy, w jakie sami codziennie się wbijamy. I dlatego ważne są zarówno podróże, jak i książki podróżnicze, by zrozumieć to i owo. 
th.interia.pl
Mimo wielu intrygujących miejsc odwiedzonych przez Asię i Jarka, mnie najbardziej poruszyła Kalkuta. To w rozdziale poświęconym temu miastu przeczytamy:
Wiele czytałam o tym, że w Indiach młode kobiety, które nie spełniają się w rolach żon i synowych, lub te, które weszoły do domu męża ze zbyt małym posagiem, ulegają „wypadkom w kuchni”. W rzeczywistości dziewczyny są po prostu podpalane! A że proceder odbywa się w domu, za zamkniętymi drzwiami, łatwo wmówić innym, że nieszczęśnica miała wypadek […].
Cierpienie. Szok i niedowierzanie. A jednak prawda. I życie w okropnym strachu oraz bólu. Czasem jeszcze bardzo długie…
A innym razem, niestety, tragicznie krótkie. Słyszeliście o ceremonii sati? Kiedy mąż umiera, jego żona powinna umrzeć razem z nim, nawet, jeśli jest młoda, zdrowa i piękna. W końcu to własność mężczyzny! Dlatego kobiety po śmierci męża lądowały razem z jego zwłokami na stosie pogrzebowym. Być może wierzyły w honorowość swojego postępowania. Kiedy indziej zmuszano je do tego siłą, mamiono narkotykami… Zwyczaju tego zakazano dawno temu, ale słyszałam, choćby w jednym z odcinków programu Martyny Wojciechowskiej, że takie bestialskie tradycje są nadal praktykowane. 
I co? Feministki nie mają już na świecie nic do roboty?
Oprócz kobiet, które wierzyły w szlachetność samospalenia, były też takie, które poddały się presji rodziny i społeczności, w której żyły.
Tragedia rytuału sati skłania mnie do innej refleksji… Czy obecnie nie jest tak na całym świecie? Że my, kobiety, wciąż ulegamy presji rodziny i społeczności, przestajemy słuchać swoich wewnętrznych pragnień, za wszelką cenę chcąc spełnić oczekiwania innych i być postrzegane jako dobre i przyzwoite, przez co umieramy w środku? W imię czego?
Powinnyśmy zastanowić się i z czasem odpowiedzieć sobie na to pytanie.

ZAKOCHANI
Asia i Jarek to prawdziwie bohaterska para.
Rzucili wszystko i pojechali, mówiąc w skrócie, by czerpać życie garściami. Dodatkowo po przeczytaniu książki jest się pewnym, że to dwójka dobrych i życzliwych ludzi.

podroznicy.byd.pl

Autorka jest obdarzona świetną intuicją, bo nieraz postanawia po prostu zrobić sobie przerwę na wypicie napoju i od razu przydarza jej się jakaś przygoda. Dodatkowo przepięknie maluje słowem prawdziwe pejzaże, tak, że zdjęcia niemal nie są potrzebne. I dobitnie wyraża swoje odczucia, z którymi bardzo łatwo zidentyfikować się każdej kobiecie.

Nie chciałam uciekać. Nie obraziłam się na Indie. Nie przeraziły mnie. Raczej musiałam poukładać się z samą sobą w absolutnie nowej dla mnie rzeczywistości. Uspokoić samą siebie. I nie oczekiwać, że zaraz znajdę odpowiedzi na wszystkie pytania, które teraz w tym jawo-śnie się pojawiały.

Jarek natomiast wykazuje co chwila fenomenalny hart ducha. W pamięć bardzo zapadł mi brawurowy fragment, kiedy z właściwą sobie nonszalancją podróżnik filmuje dzikie zwierzę z bardzo bliskiej odległości, co może być tragiczne w skutkach… I wszystko kwituje stwierdzeniem: „Ale mamy fajnego bawołu”!

Książka jest zatem zapisem podróży ludzi zakochanych nie tylko w świecie, ale i w sobie nawzajem. Kerala zaś to nie tylko wyzwania, ale i wyznania, udowadniające cudowną więź między małżeństwem podróżników.

Wciśnięci w siebie i autobusową poręcz mówiliśmy sobie, takie ot, sympatyczne, pozornie błahe rzeczy. Żeby szybciej minęła wyboista droga. Jednak tak naprawdę to nie były tylko miłe słówka. To były cholernie ważne i potrzebne wyznania. Podróż do Indii była dla nas razem i każdego z nas osobno czymś dużo, dużo ważniejszym, niż mogłoby się wydawać.

Jeśli kiedykolwiek zechcę wyjść za mąż i zaakceptuję potencjalnego kandydata, zanim stanę z nim przed urzędnikiem stanu cywilnego, zabiorę go w podróż po Indiach. Choćby po to, by wypić thums upa, czyli tamtejszy odpowiednik coca-coli, którym opijali się w trakcie upałów bohaterowi. No, i dopiero jak się narzeczony sprawdzi w takiej akcji, to i wszędzie później też.

ZAKOCHANI W ŻYCIU

Nawet, kiedy bohaterowie mają gorszy dzień, bo nie mogą znaleźć odpowiedniego lokum, dokucza problem związany z przegrzaniem organizmu czy po prostu akurat za dużo szczurów pałęta się pod nogami, z książki bije prawdziwy optymizm i determinacja. Życzyłabym każdemu, by miał choć w połowie tyle energii witalnej, co małżeństwo podróżników. I tyle mądrości. Niektóre z tekstów bowiem stanowią jakby wyjątki z jakiejś podróżniczej biblii albo idealnie nadają się… na tatuaż. Tak właśnie pomyślałam, czytając poniższe słowa Jarka:

[…] możemy pojechać wszędzie i tylko od nas zależy, jak nam tam będzie…
oraz Asi:
[…] wiem, że każdy dostaje taką podróż, do jakiej jest gotowy.

Co teraz, kiedy książka się skończyła?
Obejrzeć mini-serial autorstwa podróżników ze świetnymi zdjęciami! Serdecznie Wam polecam:

Książkę oceniam na mocne

8/10
A jeśli jesteście zainteresowani, sprawdźcie koniecznie debiut Joanny Grzymkowskiej-Podolak, Zakochanych w świecie. Maroko, o którym pisałam TUTAJ, w styczniu bieżącego roku. 

Piotr Strzeżysz – Powidoki

Już dłuższy czas szukałam książki, która wciągnie mnie w swój świat tak, że ja zapomnę na kilka godzin o moim własnym. Większość lektur, po jakie sięgałam ostatnio, nie potrafiły zaabsorbować mnie tak, bym zatraciła się w nich bez reszty. Aż wreszcie kupiłam Powidoki Piotra Strzeżysza i… zdziwiłam się. Podwójnie. 
www.bezdroza.pl
Nie dość, że nie mogłam powstrzymać się od czytania  (zdania emanowały jakąś narkotyczną, uzależniającą mocą, nakazującą pochłaniać następne fragmenty), to w trakcie lektury zrozumiałam, że opisany w książce świat, choć tak daleki od tego, w którym żyję, to również mój świat. Ludzie, jakich każdy może spotkać i drogi. Drogi, przecinające się w rozmaitych punktach, w najróżniejszym czasie, po których poruszamy się, nawet, jeśli zdaje nam się, że z premedytacją tkwimy w jednym miejscu…
Zaczęłam czytać na przystanku, w oczekiwaniu na kolegów, podczas gdy z nieba lały się strugi deszczu. Czytałam w autobusie, gdy znajomi już do mnie dołączyli, na głos, by móc podzielić się z nimi wartościowymi myślami, o które co chwila się potykałam. Kiedy zaś znaleźliśmy się w punkcie finalnym naszej podróży przez miasto, i nie mogłam czytać, bo nie byłam do końca w stanie, cały czas myślałam o tym, by powrócić do lektury. Z samego rana wstałam i nie włączyłam komputera, nie umyłam zębów, nie zrobiłam sobie kawy, tylko czytałam, i póki nie skończyłam Powidoków, nic nie zjadłam.

W swojej trzeciej już książce (wcześniejsze to Campa w sakwach i Makaron w sakwach), nagrodzonej całkiem niedawno Bursztynowym Motylem oraz uhonorowanej w konkursie Magellana, Piotr Strzeżysz przedstawia widoki ze swoich rowerowych podróży. Laureat Kolosów 2014 łączy w Powidokach świat zewnętrzny z wewnętrznym. Maluje pięknym językiem nie tylko krajobrazy, które go otaczały, ale i ludzi, jacy nie raz wyciągali do niego pomocną dłoń w trakcie wojaży, a tym samym pozostawili w nim ślad na całe życie. Porusza wątki z Polski, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, gdzie opiekował się niepełnosprawnymi pensjonariuszami. Opowiada przepiękne islandzkie legendy i wspomina poszukiwanie elfów w kraju gejzerów. Wspomina niebezpieczne sytuacje z Indii, a później gubi się w czasie w Kanadzie oraz Stanach. Wreszcie wraca. Ale tylko na chwilę.

www.onthebike.pl/kanada2013

Jakkolwiek opisywane przygody nie byłyby ciekawe (chociaż są, i to bardzo!), tak książkę wciąż warto przeczytać, bo to przede wszystkim refleksje o życiu i przemijaniu, poszukiwaniu celu oraz istocie człowieczeństwa. Dawno nie trafiła mi się tak poruszająca lektura, którą nie tylko się czytało, ale i czuło. Mam coś podobnego z książkami Kerouaca, ale intencje bitnika często są gdzieś schowane pod oparami alkoholu i ciężkiego ćpania. Strzeżysz zaś chowa się w całym świecie. Daje się otulać przyrodzie i ludziom, i jego droga przez to wydaje się być o wiele jaśniejsza. 
Odpowiada to chyba świetnej okładce Powidoków. Jej minimalizm jest w książce odzwierciedlony. Choć autor mistrzowsko posługuje się przebogatym słownictwem, swoje myśli formułuje prosto i przystępnie. Książka nie jest gruba, można ją spokojnie pochłonąć w jeden wieczór, ale już wiem, że wrócę do niej jeszcze wiele razy. W amoku uciekło mi wiele cennych refleksji, więc wkrótce pozaznaczam je sobie i gdzieś wypiszę. 
Wam polecam bezwarunkowo. Przeczytajcie koniecznie, bo naprawdę warto. 
9/10
A jeśli komuś będzie mało, to polecam również blog autora, www.onthebike.pl/pl

Joanna Grzymkowska-Podolak — „Zakochani w świecie Maroko”

Kiedyś raczej nie sięgnęłabym po książkę podróżniczą. Co mnie obchodzą ceny mąki kukurydzianej w Afryce czy ile razy w ciągu jednej nocy jakaś nieznajoma mi osoba została ukąszona przez wielkie robale? Im dłużej trwa moja ekstraordynaryjna wędrówka po wszystkich gatunkach książek, zdaję sobie sprawę z mojej ignorancji. Na szczęście walczę z nią, a moje wysiłki przynoszą coraz lepsze skutki. W ten sposób mogłam z radością sięgnąć po książkę Joanny Grzymkowskiej-Podolak, traktującej o tym, jak ze swoim mężem porzuciła dawne życie, by stać się prawdziwą globtroterką podczas off-roadowej wyprawy po Maroku

Nieważne, czy jesteś chrześcijaninem, hindusem czy muzułmaninem, i czy Twoja skóra lśni niczym śnieg, tudzież błyszczy apetycznie jak gorzka czekolada. Bez różnicy, czy mieszkasz na Mazurach, w jakiejś wsi pod Warszawką, w Poznaniu, a może w Berlinie. To wszystko nie ma znaczenia, bo cała ludzkość dzieli się tak naprawdę na trzy rodzaje. Tych, których nieszczęście pokona i w starciu z przeciwnościami losu polegną, pogodzą się z porażką i nie zrobią nic, by się ratować. Tych, których życiowe przykre doświadczenie w okropny sposób zrani, ale będą potrafili później podnieść się z klęczków i działać. Oraz trzeci rodzaj, do którego należą ludzie mądrzy oraz odważni. Jeśli spotka ich porażka, przekują ją w zwycięstwo. Jeżeli dopadnie ich kryzys, wyciągną z niego wnioski i zrobią wszystko, by to już nigdy się nie powtórzyło. Po lekturze Zakochanych w świecie Maroko mam silne przeczucie, że Joanna Grzymkowska-Podolak i jej mąż należą właśnie do tej kasty. 

Pewnego dnia po prostu Jarosław dostał zawału. Nagle. Choroba przyszła znikąd. Dla małżeństwa przyszłych zapalonych podróżników nie był to powód do załamywania rąk i ronienia łez po kątach, tylko bodziec do podjęcia poważnych życiowych decyzji. Inspiracja do spełnienia swoich marzeń. Na co czekać, skoro tyle świata do obejrzenia? 
Państwo Podolakowie zaczęli przygotowywać się do podróży. Nie było lekko, ale dali radę. Nie tylko w podróż wyruszyli, ale zrealizowali najważniejsze jej punkty. I wrócili do Polski. Później z tej wyprawy została napisana debiutancka książka Joanny Grzymkowskiej-Podolak, a jeszcze później kolejna seria przygód. 
Małżeństwo polskich podróżników w trakcie opowiadania o swoich podróżach w MOK Olsztyn
Różnice kulturowe między Europą oraz Afryką są kolosalne, nawet, jeśli te dwa kontynenty są ze sobą z jednej strony złączone, tudzież oddzielone Morzem Śródziemnym z Cisniną Gibraltarską. Na Czarnym Lądzie spotkacie nie tylko uczynne wielbłądy, gigantyczne wydmy, czarodziejskie ruiny, wspaniałe meczety i pejzaże, tak różniące się od tych znanych nam na codzień. To przede wszystkim nowi ludzie oraz ich historie, których można posłuchać, zagłębić się w nie, a później opisać je lub przeczytać. Oprócz opisów ciekawych miejsc, dziennikarskiej relacji z wyprawy praktycznie dzień po dniu oraz porad dla osób wybierających się w swoją pierwszą podróż, Grzymkowska-Podolak opisuje też swoje spotkania z najróżniejszymi osobami i skomplikowaną kulturę, w jakiej funkcjonują. Dla mnie szczególnie wartościowy był fragment o tzw. cooperativie, czyli miejscu, w którym mieściła się „fabryka” oleju arganowego. Dwójka naszych polskich podróżników spotkała się z wielką serdecznością kobiet, ręcznie produkujących tę substancję, nieocenioną pod względem wartości zdrowotnej i pielęgnacyjnej. Jak to robią? Przekonajcie się sami, czytając tę książkę. Itrygujące były też wzmianki o kifie, czyli nagminnie palonej marihuanie, a także kulinarne ciekawostki, zwłaszcza z miejscowości zwanej Tetuan. Czego to człowiek nie wymyśli…
Piękny meczet w Casablance, który wywołuje jednak sporo kontrowersji – o tym też pisze Grzymkowska-Podolak…
Zakochanych w świecie Maroko czyta się bardzo szybko i z wielkim zaciekawieniem. Książka może być świetna dla osób, które wybierają się do tego kraju i chcą go poznać bliżej, ale nie tylko. Pasjonaci wszelakich podróży powinni zapoznać się z tą pozycją. A cała reszta nich się strzeże. W trakcie lektury, już od pierwszych stron, można w  łatwy sposób zarazić się podróżniczym bakcylem. A to niebezpieczna sprawa, bo gdy raz zaczniesz, nigdy nie skończysz.
Mnie osobiście książka Joanny Grzymkowskiej-Podolak utwierdziła w przeświadczeniu, że z realizowaniem marzeń nie ma co czekać. Nawet, jeśli nie ma pieniędzy. Pamiętacie o trzech typach ludzi, o których pisałam powyżej? Pierwszy typ będzie się załamywał, bo ich nie ma, i wiecznie smęcił, że nie może zrobić tego, czy pojechać tam, albo pozwolić sobie na to czy na tamto. Druga grupa ludzi będzie długi czas podłamana, ale wreszcie znajdzie sobie lepszą pracę i zacznie kombinować. Trzecia kasta da czadu. Nie spocznie, póki nie zrealizuje swojego celu, i w związku z tym zaangażuje się w znalezienie pieniędzy i zrobi to bardzo efektywnie. 
Ponadto zostałam zainspirowana przez lekturę do pisania. Opis przepięknych scenerii i fantastyczne zdjęcia, jakie znalazły się na końcu książki, kompletnie mnie oczarowały. Dzięki Zakochanym w świecie Maroko poznałam nową, cudowną krainę, którą – kto wie? – może przyjdzie mi kiedyś odwiedzić. Tak naprawdę jednak własnie to fascynuje mnie w książkach; żeby znacznie poszerzyć swoje horyzonty, nie musisz jechać na drugi koniec świata, wystarczy przeczytać relację człowieka, który to zrobił. (A później iść w jego ślady – opcja dla tej fascynującej grupy, zwanej podróżnikami. Swoją drogą, słowo to, właśnie podróżnik, coraz częściej zdarza mi się wypowiadać z ogromnym szacunkiem). 
7/10