Najlepsze polskie profile książkowe na Instagramie, cz. 1

Po co komu Instagram? Cóż za hipsteriada. I co, tylko oglądasz obrazki i je serduszkujesz? Żenada, mówiłam, kiedy moja najlepsza przyjaciółka założyła Instagram, który wówczas kojarzył mi się jedynie z zaśmiecaniem internetów fotkami jedzenia. Trochę chyba się przez te dwa, trzy lata zmieniło, skoro dzisiaj chcę Wam zaprezentować najlepsze polskie profile książkowe na Instagramie. Oczywiście, najlepsze, które śledzę. Jeśli macie inne typy – wrzucajcie w komentarzach, chętnie wzbogacę tę listę. A oprócz tego dziś przedstawiam Wam trzy sylwetki niezwykłych dziewczyn, którym nie są obce artyzm i estetyka w połączeniu z miłością do książek! Autorki zdjęć radzą, jak efektywnie i efektownie prowadzić konta na Instagramie.

Wśród moich ulubionych użytkowników jest

czyli Karolina Furyk, autorka bloga www.karolinafuryk.blogspot.com oraz jej kot, Pan Franciszek.
Konto Karoliny na Instagramie ma aktualnie 1 364 obserwatorów. Mnie urzekła różnorodność fotografii. Oprócz przepięknych zdjęć książek, możemy bliżej poznać życie Karoliny, uwiecznione w kolejnych kadrach. Podoba mi się, że Karolina wiedzie zdrowy styl życia. Czasem irytuje mnie, gdy zaczynam obserwować konto na Instagramie, bo pojawiają się tam całkiem niezłe zdjęcia intrygujących lektur, a nagle obok książki wyskakuje złowieszczy słoik z nutellą, pięć czekolad i dziesięć snickersów. Fujka, fujka. Natomiast w przypadku profilu Karoliny, nie tylko zachciewa mi się czytać od samego oglądania zdjęć, ale i biegać, zdrowiej jeść i ładniej wyglądać. Zapraszam do podglądania życia Karoliny, bo to sama przyjemność!

Jeśli chcecie bliżej poznać Karolinę, poniżej przedstawiam krótki wywiad. Mam nadzieję, że wyciągniecie z niego coś dla siebie i zyskacie inspirację do dalszego rozwijania swojego Instagrama!
Emilka: Na Twoim blogu można przeczytać, że jesteś dziennikarką i bibliotekarką. Jak zaczęła się Twoja przygoda z książkami?
Karolina: Moja przygoda z książkami zaczęła się na porodówce, 26 listopada 1986 roku, kiedy Mama między skurczami czytała biografię Hemingwaya. Nie mogłam NIE czytać po takim starcie, prawda? Potem czytano mi bajki, a kiedy w wieku 4 lat czytałam już sama – pochłaniałam książki w ilości hurtowej. Przesiąknęłam literaturą i książkami jako przedmiotami do tego stopnia, że skończyłam informację naukową i bibliotekoznawstwo, a potem dziennikarstwo i komunikację społeczną w ramach uzupełnienia kompetencji. Wynika z tego, że książki były obecne w moim życiu zawsze i mniemam, że obecne będą – jestem uzależniona od nich w stopniu znacznym. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby ich zabraknąć w moim życiu.

E: Faktycznie, z takim startem nie mogłoby być inaczej. A czy masz ulubiony gatunek literacki lub autora, w którego dziełach najczęściej się zaczytujesz?
K: Ulubionego gatunku nie mam, wychodzę z założenia, że chcąc być dobrym i obiektywnym recenzentem, powinnam znać jak najwięcej pozycji z różnych gatunków. Opornie idzie mi chyba tylko fantastyka – pewnie dlatego, że w życiu czasem aż za bardzo kieruję się logiką i jestem realistką, a przez to nie do końca umiem sobie wyobrazić pewne abstrakcyjne sytuacje czy miejsca. Mój partner czasem poleca mi coś z tego gatunku, sprezentował mi nawet „Pana Lodowego Ogrodu”, więc chyba jednak będę musiała się przemóc. 😉 Ulubionych autorów mam wielu, ostatnio jest to Kasia Puzyńska, której kryminałami zarażam znajomych. I dziś wcale, ale to wcale nie zamówiłam kolejnych czterech tomów Diany Gabaldon! Poza tym wielu jest autorów (dotychczas) jednej książki, na których kolejne tytuły czekam. Mam nadzieję, że nie będzie to trwało tak długo, jak w przypadku Harper Lee.

Karolina Furyk wie, jak być kobietą! 🙂

E: Fantastyka jest faktycznie specyficzna, można kochać lub nienawidzić, obojętnym raczej być się nie da, zwłaszcza, jeśli chodzi o polską literaturę tego gatunku… Dużo słyszałam o Katarzynie Puzyńskiej (swoją drogą, jest pisarką bardzo aktywnie działającą właśnie na Instagramie), więc pewnie się skuszę, mimo że nie przepadam za kryminałem… Ale, żeby nie popadać zanadto w dygresje, bo przecież to Ty masz odpowiadać na pytania… Jak to się w ogóle stało, że zaczęłaś prowadzić bloga o książkach? I czy konto na Instagramie powstało przed czy po stworzeniu strony www? Jak do tego wszystkiego doszło?

K: Zaczęło się od recenzji pisanych dla nieistniejącej już redakcji internetowej na studiach. 2,5 roku temu dołączyłam do grona recenzentów Książki Moja Miłość, a 1 lipca 2014 roku założyłam bloga pod swoim nazwiskiem. Konto na Instagramie pojawiło się wcześniej, wydaje mi się, że blog był jego naturalną konsekwencją. Pozwoliło mi nawiązać współprace recenzenckie, na nim promuję Blogotok, w którym co pół roku biorę udział i na nim pokazuję – oprócz książek, które masowo kupuję, a które czyszczą mój portfel (podobno po moich poleceniach – cudze również) – zdjęcia mojego kota i te zwykłe, z życia. Jest więc bardziej aktualne niż blog czy fanpage na FB, dzięki carrie86pl można dowiedzieć się czegoś więcej o Karolinie Furyk. Nie spodziewałam się, że dzięki Instagramowi tak rozwinę bloga – bo to głównie dzięki niemu mam czytelników.
E: No właśnie, sama, przeglądając Twój Instagram, dotarłam do strony internetowej. Bardzo zainteresował mnie promowany tam przez Ciebie Blogotok. Czy możesz nieco więcej powiedzieć o tym wydarzeniu? Czym tak naprawdę jest i w jakim celu jest organizowane?
K: To cykliczne spotkania blogerów w Kielcach. Odbywają się wiosną i jesienią. Polegają na serii prelekcji pod konkretnym hasłem – np. tydzień temu Blogotok nosił tytuł „Blog to tylko początek…”. Mogliśmy przez cały dzień słuchać wystąpień znanych i cenionych blogerów, dla których blog stał się początkiem własnej firmy, jak w przypadku Moniki Kamińskiej, preludium do stworzenia własnej książki, jak w przypadku Michała Kędziory czy po prostu możliwością pomagania innym, o czym mówił Edwin Zasada. Na spotkania te przyjeżdżają ludzie z całej Polski, na ostatnim byli ludzie z Białegostoku, Krakowa czy Katowic (cudowna Alina Moskwa z Tomkiem Szklarskim – jestem fanką ich blogów). Od dwóch edycji w niedziele rano organizowany jest też Blogospacer, który przyjezdnym blogerom ma przybliżyć Kielce i ich historię. Ogólny cel tych spotkań to wzajemne wymienianie się pomysłami, doświadczeniami, rozwój naszych blogów – i nas samych. Odsyłam do strony www.blogotok.pl i na ich konto na Instagramie – jednocześnie zapraszam do udziału w wiosennej edycji.

E: Super byłoby się wybrać. Co prawda z Poznania trochę daleko, ale dla chcącego podobno nic trudnego… Dzięki za zaproszenie. Wspomniałaś nieco wcześniej, że dzięki Instagramowi rozwinęłaś bloga. Ale jak to się w ogóle stało, że masz blisko półtora tysiąca obserwatorów? W czym tkwi sekret takiej popularności? Czy wystarczy robić dobre, estetyczne zdjęcia i po prostu je wrzucać na Instagram?
K: Nigdy nie sądziłam, że tyle osób będzie mnie obserwowało, tym bardziej, że nigdy nie bawiłam się w te wszystkie follow za follow, like za like. Nie wiem więc, w czym tkwi ten sekret. Pewnie w tym, że wrzucam tam zdjęcia Franka – koty zawsze dobrze się sprzedają. 😉 Co do zdjęć – moje są często przemyślane logistycznie, bo muszę do nich posprzątać moje małe biureczko, zgarnąć z niego tonę książek. Czasem dobieram kubek do książki, którą aktualnie czytam. Czy są estetyczne? Jeśli tak to super, choć w 90% robione są telefonem, przy marnym oświetleniu. Bardziej profesjonalne zdjęcia z biegów, Blogotoku czy im podobne z reguły robi mój partner, fotograf. Te mojego autorstwa powstają na zasadzie „biorę książkę do ręki, układam ją na biurku, biorę telefon do drugiej ręki i robię zdjęcie”. Albo zachwycam się jakąś durną miną mojego kota i wrzucam zdjęcie na Instagram z nadzieją, że i innym się spodoba. Wracając do liczby obserwatorów, zawsze byłam raczej typem outsiderki, zaczytanej okularnicy. Na Instagramie znalazło się dla mnie miejsce, moje własne poletko, które jakimś cudem podoba się innym. Nie jestem skupiona na zdobywaniu lajków, dalej jestem skromną Karolą, dla której każdy mały sukces to powód do radości i świetny motywator do dalszej pracy.
Uważam też, że jeśli tylko uważa się, że ma się coś do pokazania światu, warto to robić. Jedni wrzucają zdjęcia z podróży, inni stylizacji, a jeszcze inni – książek. Tak naprawdę każdy Instagramowicz, jeśli nie spamuje, jest wartościowy i wart uwagi.
Trzy książki, które poleca Wam do przeczytania Karolina (choć ciężko jej wybrać zaledwie trzy) i uzasadnia, dlaczego akurat koniecznie te musicie przeczytać: 
1) Dom z papieru – Carlos Maria Dominguez – o obsesji na punkcie książek. Silniejszej niż wszystko inne w życiu.
2) Mały książę – Antoine de Saint-Exupery – jestem tą książką zafascynowana do tego stopnia, że zbieram różne wydania – mam nawet komiks i kupione w Paryżu wydanie oryginalne (dodam, że po francusku znam zaledwie kilka słów i zwrotów).
3) Seria o Harrym Potterze J.K. Rowling – niby jest to literatura dziecięca, młodzieżowa, ale tak naprawdę uniwersalna w przekazie, jeśli ktoś go wyłapie. Można do niej wracać latami, ja nawet pisałam o Potterze magisterkę. I nie wstydzę się tego mojego sentymentu do rozczochranego okularnika z blizną na czole. Bo każdy z nas potrzebuje trochę magii w życiu.
*
To był pierwszy z najlepszych polskich profili książkowych, jakie znalazłam do tej pory na Instagramie. W najbliższych dniach zaprezentuję Wam kolejne dwa, które darzę ogromnym sentymentem, a razem z nimi – ich autorki, będące ciekawymi postaciami, które raźno działają w blogosferze. Myślę, że w ten sposób wspólnie możemy się dużo nauczyć o jednym z najpopularniejszych kanałów dotarcia do czytelników, bo właśnie tym jest obecnie Instagram. Początkowo miałam po prostu zaprezentować Wam 3 ulubione przeze mnie profile, ale nie mogłam wybrać, które podziwiam bardziej lub mniej. Materiału natomiast zgromadziłam sporo, więc dzielę wpis na części i tworzę cykl. To tak gwoli wytłumaczenia, co się tu w ogóle wyrabia, choć być może powinnam od tego zacząć. Cóż. Jeżeli macie jakieś refleksje, pytania, chcecie pochwalić się swoim profilem na Instagramie lub podzielić wskazówkami dotyczącymi prowadzenia strony – nie wahajcie się i piszcie! Moją uwagę też zwrócicie na samym Instagramie poprzez hasz #fabrykadygresji lub oznaczenie przez małpkę @. 

Książka dla feministki

Nie wiem, czy jesteście świadomi, ale wyczytałam jakiś czas temu w Internetach, że 7 listopada to Dzień Feministki.Oficjalny czy nieoficjalny? Międzynarodowy czy lokalny? Nieistotne. Grunt, że kobieta z klasą powinna czytać. Jeśli więc macie chętkę na dobrą lekturę, zróbcie sobie koniecznie prezent na 7 listopada. Panowie zaś – zadbajcie o swoje kobiety. Zamiast ciastkami, nakarmcie je dobrą literaturą!

Poniżej przedstawiam Wam listę 10 lektur*. Każda z nich to według mnie idealna książka dla feministki. Tak się składa (nie do końca zresztą przypadkowo), że wszystkie z nich możecie kupić w księgarni internetowej Wydawnictwa Znak. Koniecznie dajcie znać w komentarzu, jakie inne książki powinna przeczytać kobieta z klasą i wspólnie stwórzmy później o wiele dłuższą listę. Jeśli zaś mieliście już styczność z pozycjami, o jakich dzisiaj Wam opowiem, również proszę Was o opinie. Przyznam się bez bicia, że mam ogromną ochotę na poniżej prezentowane lektury, ale żadnej z nich do tej pory jeszcze niestety nie czytałam.


http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6001,Dziennik1) Dziennik, Anne Frank

To jest ta trudność dzisiejszych czasów: ideały, marzenia, piękne oczekiwania jeszcze się nie zdążą rozwinąć, a już zostają trafione i totalnie zniszczone przez najbardziej przerażającą rzeczywistość.
Tymi słowami zaczyna się Dziennik Annelies Marie Frank, nastoletniej Żydówki, która przez ponad dwa lata ukrywała się wraz z rodziną w Amsterdamie przed zesłaniem do obozu zagłady. Dziewczyna opisuje swoje spostrzeżenia i wchodzenie w dorosłe życie w nietypowych, tragicznych warunkach. Mimo egzystowania w zamknięciu, tekst Dziennika poraża optymizmem, wiarą w ludzi oraz sporo mówi o dorastaniu. Jestem przekonana, że to bardzo ważny utwór w historii literatury, a jego lektura doda mądrości, odwagi oraz empatii. 

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6480,Cesarzowa-wdowa-Cixi2) Cesarzowa wdowa Cixi, Chang Jung

O Cixi dowiedziałam się z powieści autorstwa Anchee Min pt. Cesarzowa Orchidea. Zbeletryzowana, porywająca historia kobiety, która decydowała o losie 400 milionów ludzi, tak bardzo przypadła mi do gustu, że zapragnęłam poznać losy Cixi bez literackich ubarwień. Autorka książki, Chang Jung, dołożyła
wszelkich starań, by przedstawiony w książce wizerunek władczyni Chin był jak najwierniejszy i w tym celu zgłębiała najrozmaitsze źródła, m.in. zawierające 12 milionów dokumentów Pierwsze Archiwum Historyczne Chin. 

Myślę często, że na świecie nie ma chyba kobiety mądrzejszej ode mnie. Choć słyszałam wiele o królowej Wiktorii, wciąż nie sądzę, by jej życie było w połowie tak ciekawe i urozmaicone jak moje.
 Spójrz na mnie, ode mnie zależy los 400 milionów ludzi.

To słowa samej Cixi. Nawet, jeśli trącą narcyzmem, nie można chyba zaprzeczyć, że była niesamowitą kobietą, prawda?

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6310,Biale-zeby

3) Białe zęby, Zadie Smith

Dawno, dawno temu, biegamy z Julitą po Starym Browarze, zastanawiając się, co kupić Weronice na urodziny. Jedynym słusznym wyborem jest książka. Ale jaka? Jaką książkę kupić starej, obecnej i przyszłej przyjaciółce? To musi być coś wyjątkowego!
W nasze ręce wpadają Białe zęby. Od razu wiemy, że to ta, a nie inna lektura nada się na tę okazję. Bo to też przecież książka o przyjaźni. I o kobietach.

Kobiety na ogół nie potrafią zerwać z rodziną i przeszłością, ale mężczyźni zachowali tę pierwotną zdolność. Po prostu zrywają z tym, zupełnie tak jakby odklejali sztuczną brodę, i dyskretnie, cichcem wracają do społeczeństwa, kompletnie odmienieni.

Teraz żałuję, że nie kupiłam egzemplarza książki również dla siebie. Dowiedziałam się, niedługo po zakupie, że to debiut wybitnej brytyjskiej pisarki. W Białych zębach Zadie Smith przedstawia losy trzech rodzin emigrantów, mieszkających we współczesnym Londynie. Wczytując się we fragmenty, odnalazłam nie tylko sporo mądrości, ale i zachłysnęłam się wręcz cudownym stylem autorki. Pragnę wręcz więcej i mam nadzieję, że niebawem uda mi się przeczytać Białe zęby. W końcu książka ta znalazła się w zestawieniu 100 najlepszych angielskich powieści magazynu TIME. Przypadek? Nie sądzę!


http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6182,Smazone-zielone-pomidory

4) Smażone zielone pomidory, Fannie Flag

Film, który powstał na motywach tej powieści, jest chyba już w pewnej mierze kultowy. Pamiętam, że w latach dziewięćdziesiątych moja mama co chwila go oglądała i bez przerwy się nim zachwycała. Nie pamiętam już za dobrze fabuły, ale wiem, że jeśli będę ją sobie odświeżać, to najpierw na pewno sięgnę po książkę, pełną ciepła, przyjaźni i kobiecości.
Lata trzydzieste, Alabama – ach, jak cudownie to brzmi! Dwie przyjaciółki, Idgie i Ruth, otwierają kawiarenkę, którą oprócz magicznego aromatu kawy i przepysznych potraw wypełniają iskry namiętności, radość, miłość, a czasem gniew, rozgoryczenie oraz… zbrodnia. To, co mnie najbardziej w książce interesuje, to jednak nie historia, a jej prostota i aktualność. Choć została wydana po raz pierwszy blisko trzydzieści lat temu, w świecie kobiet niewiele się zmieniło od tego czasu.
Kiedyś była dziewicą, by jej nie wyzywano od puszczalskich i dziwek; wyszła za mąż, by jej nie wyzywano od starych panien; udawała orgazm, by jej nie wyzywano od oziębłych; urodziła dzieci, by jej nie wyzywano od bezpłodnych; nie została feministką, by jej nie wyzywano od dziwaczek nienawidzących mężczyzn; nigdy nie narzekała i nie podnosiła głosu, by jej nie wyzywano od zrzęd…

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6790,Wszystkie-lektury-nadobowiazkowe

5) Wszystkie lektury nadobowiązkowe, Wisława Szymborska

To, że Szymborska wielką poetką była, jest i będzie na wieki, to chyba wszyscy już wiedzą. Ale nie każdy słyszał o jej felietonach, prezentowanych w zbiorze pt. Wszystkie lektury nadobowiązkowe.
Po staroświecku uważam, że czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła.
Znacie ten cytat, prawda? Z wielką chęcią pobawiłabym się w czytanie felietonów Szymborskiej, tym bardziej, że postrzeganie tej kobiety wyłącznie poprzez pryzmat jej wierszy wydaje się być ogromnym spłyceniem jej obrazu, jakkolwiek głębokie jej poezje by nie były. Jak bardzo będzie można identyfikować się z polską noblistką? To się okaże, ale mam wrażenie, że każda dziewczyna i kobieta będzie mogła wyłuskać z tekstów coś dla siebie. A ponad wszystko delektować się pierwszorzędną literaturą.


http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,5439,Szum

Ta, która wydaje nas na świat, a później przed nim broni. Ta, której najbardziej chcemy zaimponować, i którą najbardziej krzywdzimy, nawet, jeśli tak bardzo tego nie chcemy… Matka. Być może właśnie nią jesteśmy w czasie teraźniejszym lub przyszłym. Pewnie chcemy tego z całego serca lub boimy się nawet o tym pomyśleć.
Powieść Szum Magdaleny Tulli to podobno najbardziej osobista książka tej wybitnej polskiej twórczyni. Chciałabym móc ją poznać, by zobaczyć, jakim ogromem odwagi musiała posłużyć się pisarka, żeby wydać taki utwór. O relacjach matka-córka zawsze było mi bardzo trudno pisać. Nic dziwnego. To najważniejsza więź w moim życiu. Być może dzięki lekturze okazałabym się choć trochę lepszą córką lub wreszcie się zdecydowała, czy wychowanie dziecka to coś, czemu byłabym w stanie sprostać… Lektura wydaje się też poważnym utworem o dorastaniu. Tak, koniecznie muszę ją przeczytać!
Kto utraci bezkarność z miejsca staje się dorosły. A dorosłość to równia pochyła, wiadomo dokąd prowadzi.
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6600,Jolanta
Jola to dziewczyna, która prześlizguje się przez życie, starając się, by możliwie jak mniej ją zabolało. Urodzona w latach osiemdziesiątych, dojrzewa, kończy szkołę, wychodzi za mąż i… ucieka z domu. Dlaczego? Co kryje się w umyśle kobiety, decydującej się na tak drastyczny krok? I czy przez chwilę nie pomyślała o tym każda z nas…?
Bądź dla innych miła i taka, jaką chcieliby cię widzieć. Wtedy nie napytasz sobie biedy, nikt ci niczego nie udowodni. W ogóle się od ciebie odczepią, bo zwyczajnie o tobie zapomną. „Nie mówić, nie ufać, nie odczuwać”. Być miłą.
Wypadałoby przeczytać wreszcie książkę jednej z największych i najszlachetniejszych polskich feministek, której utwory trzykrotnie nominowane były do Nagrody Literackiej Nike. Wierzę, że wkrótce mi się to uda.
Spójrzcie tylko na tę piękną, intensywnie czerwoną okładkę!
(Jeżeli ktoś jeszcze nie wie, czerwień to mój ulubiony kolor, który uważam za bardzo kobiecy – wiecie, czerwone szpilki, czerwona kiecka, czerwone paznokcie, czerwona szpilka, czerwień wojny, jaką musimy toczyć każdego dnia z trudnym życiem, czerwień krwi cieknącej z poszarpanych od namiętnych pocałunków ust i krwi wyciekającej co miesiąc z naszego łona).
Literatura to nie tylko reportaż, biografia, felieton, poezja czy powieść. To również dramat, często tak pomijany pośród innych gatunków. Tramwaj zwany pożądaniem to kultowa książka, zekranizowana w 1951 roku. W filmie główną rolę zagrał Marlon Brando, o którym na pewno wszyscy słyszeli, lecz któż w rękach trzymał książkę jednego z najwybitniejszych amerykańskich dramaturgów minionego wieku? Wydanie, które prezentuje Wydawnictwo Znak, to nie tylko Tramwaj, ale i inne porywające utwory Williamsa, przełożone przez Jacka Poniedziałka. Ślinka cieknie!
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2489,Bracia-Karamazow
Ale zakochać się to nie znaczy kochać. Zakochać się można nienawidząc.
Kobiety kobietami, ich namiętności, pragnienia, spory i problemy chlebem codziennym, ale nie zapominajmy, że bez mężczyzn nasz świat przestałby zupełnie istnieć! Dlatego kolejną dobrą książką dla feministki będzie coś z klasyki. Idealnie nadadzą się do tego celu Bracia Karamazow, czyli najwybitniejsza chyba powieść Fiodora Dostojewskiego. Czterej bracia, jedna zbrodnia: ojcobójstwo. Jestem niezwykle ciekawa tego utworu, ponieważ do Dostojewskiego zraziła mnie Zbrodnia i kara, przez tak wielu ogłoszona dziełem genialnym. Teraz chciałabym zweryfikować mój pogląd na twórczość autora. Męski świat pełen surowości, pierwotnych instynktów, siły i mroku jest bardzo, bardzo pociągający… Nie ma to jak rozkoszować się nim, kiedy opisany zostaje w mistrzowski sposób!
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,6782,Ksiezyc-mysliwych
Ostatnia pozycja intryguje mnie po trosze enigmatycznym opisem, jednak w większej mierze chęcią oceny twórczości Katarzyny Krenz, doświadczonej już autorki oraz debiutującej Julity Bielak. Ponoć panie pracowały nad powieścią, będąc oddalonymi od siebie setki kilometrów, nie spotykając się w świecie rzeczywistym, a jedynie korespondując ze sobą. Taki system przypomina mi dawne czasy, kiedy powstawały moje pierwsze opowiadania współtworzone w brulionie wraz z przyjaciółkami oraz prowadzenie strony internetowej z ocenami blogów. Ach, sentymentalnie się zrobiło. Mam nadzieję, że książka będzie dowodem, iż kobiety potrafią się porozumieć, bez względu na poglądy i odległość, a zatem że kobieca solidarność nie jest tylko mitem. 
Wszystkie książki do sprawdzenia na 
http://www.znak.com.pl
Świętujcie 7 listopada godnie i z kulturką. Lektura to sprawdzony sposób na każdą okazję, więc mam nadzieję, że przygotowana przeze mnie lista książka dla feministki przydatna będzie przez cały rok. Dorzucajcie swoje propozycje!

_____________________
*Wpis został zainspirowany akcją Wydawnictwa Znak, mającą na celu promocję książki pt. Księżyc myśliwych

Targi Książki w Krakowie 2015

Mój harmonogram spotkań z autorami podczas tegorocznych Targów Książki w Krakowie legł w gruzach. Stoisko naszego wydawnictwa było oblegane ze wszystkich stron, toteż nie miałam za bardzo sposobności wyrwać się do Marka Pindrala (czego bardzo żałuję! przepraszam!) czy Marcina Świetlickiego (ogromna szkoda). Nie żałuję jednak czasu targów, bo najcenniejsze doświadczenie to rozmowa w ludźmi, bez względu na to, czy tworzą literaturę, czy są po prostu nią żywo zainteresowani. Zapraszam na relację z Targów Książki w Krakowie 2015, czyli notkę o tym, jak bardzo można oderwać się od schematu i być jednocześnie niesamowicie ukontentowanym z tego powodu. Z dedykacją dla choruteńkiej Cioci Ebi

Moje plany związane z obecnością Szczepana Twardocha w sobotę przy stoisku Wydawnictwa Literackiego legły w gruzach, kiedy spóźniona przybiegłam na targi i zobaczyłam tabuny ludzi, czekających na autograf pisarza. Kupiłam Wieloryby i ćmy, rzuciłam okiem z daleka na wylakierowany fryz autora i pobiegłam do Sorusa. Nasi twórcy, czyli w szczególności Marta Gierlińska, Kazimierz Ludwiński, Łukasz Supergan, pani Bożena Marczyńska-Luttge i Paweł Kowalczyk wraz z przecudowną wręcz żoną Sujathą, to ludzie tak nieprzeciętni i charyzmatyczni, że czerpałam ogromną przyjemność z przebywania w ich towarzystwie i nie wiem, czy szybki podpis nawet takiej persony, jaką jest autor Morfiny, mógłby mi zrekompensować czas spędzony z dala od naszego wydawnictwa. Wielką frajdę czerpałam z rozmów z ludźmi, a szczególną przyjemność sprawiło mi poznanie dziewczyn z Olsztyna, w których blogach się zaczytuję (Pełen zlew – książki, koty i bałagan, Przeczytaj mnie), a także Dominiki (Niekulturalna) i Gabrieli (Zanim zajdzie słońce).
Sporym przeżyciem stało się też dla mnie spotkanie z Ignacym Karpowiczem. Tego nie mogłam odpuścić. Spędzenie blisko 40 minut, by zaklepać miejsce w kolejce wielbicieli jednego z największych współczesnych pisarzy, zostało mi wynagrodzone pięknym podpisem w Balladynach i romansach oraz selfiaczkiem. Co prawda szkoda, że na fotce wyglądam jak zwłoki po ekshumacji, ale postanawiam ten fakt olać ciepłym moczem i zatrzymać się w momencie, kiedy byłam tak blisko mojego idola. W dodatku fotograf współpracujący z Wydawnictwem Literackim spisał się o wiele lepiej ode mnie, więc jestem kontent, co można zobaczyć poniżej. Zdołałam co prawda z panem mistrzem zamienić tylko kilka słów, ale poczułam niesamowitą serdeczność i byłam niesamowicie szczęśliwa.
Mistrz Karpowicz i ja, fot. Michał Łepecki, wydawnictwoliterackie.pl

 A co było nie do końca ten-teges?

maisonfikoumikou.canalblog.com

Oczywiście wkurwiali mnie do granic możliwości ludzie, którzy zatrzymywali się na środku skrzyżowań pomiędzy stoiskami, więc robiły się zatory, ale widok stosów książek, a przede wszystkim i miłośników czytelnictwa, jacy po nie sięgali, był po prostu bezcenny, co rekompensowało mój stres związany z o wiele za wolnym poruszaniem się. (Na pewno byłoby mi to łatwiej przyjąć, gdybym miała flegmatyczną naturę). Brakowało mi też stoisk z używanymi książkami, tak licznych jak na Stadionie Narodowym w maju. Ale może były, a ja po prostu przeoczyłam, bo nawet nie zapuściłam się na dłużej do Hali Dunaj? Dajcie znać i wyprowadźcie mnie z błędu w razie czego.

Chciałabym jakoś porównać Targi w Krakowie do tegorocznych Warszawskich Targów Książki, ale nie jest to łatwe zadanie. Stadion Narodowy miał swój klimat. I to nie tak, że nie lubię Warszawy, wręcz przeciwnie, podoba mi się coraz bardziej z każdym następnym razem, kiedy ją odwiedzam. Ale Kraków…
Kraków to po prostu magia krążąca w każdej uliczce, żyjąca w kostce brukowej i pęknięciach budynków. Kraków nie zawiódł mnie nigdy, nawet przez sekundę. Tak było również i tym razem. W przyszłym roku – może Coke Live Music Festival, jak za dawnych lat, chociaż teraz to już po prostu Live Festival? Wspominam z rozrzewnieniem i żebyście Wy mogli powspominać razem ze mną, w oczekiwaniu na kolejne spotkanie z Krakowem, zapraszam do kliknięcia przycisku PLAY.

19. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie – gdzie warto się udać?

Do 19. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie został niespełna miesiąc! Jestem niesamowicie podekscytowana! Uwielbiam Kraków i każdy z krótkich pobytów w tym mieście wspominam bardzo mile, więc zbliżające się wydarzenie może być jeszcze lepsze niż ostatnie Warszawskie Targi Książki. Ponieważ organizatorzy przygotowali mnóstwo atrakcji, postanowiłam podzielić się z Wami punktami, których nie może zabraknąć na mojej liście. 

Może przy tej okazji się spotkamy?

Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie będą odbywać się już po raz 19. W zeszłym roku EXPO podczas imprezy odwiedziło około 60 tysięcy osób. Biorąc pod uwagę fakt, że w Polsce jest 40 milionów ludzi, może nie jest to poruszające, ale i tak miło zobaczyć tylu ludzi zainteresowanych literaturą w jednym miejscu. 
Ponieważ w tym roku aż 682 wydawnictwa będą prezentować swoje książki oraz organizować spotkania z autorami, stwierdziłam, że muszę przygotować listę, kto, co, kiedy, jak i gdzie. Mam nadzieję, że harmonogram nie ulegnie już zbyt wielkim zmianiom, bo i tak mam spory problem. Z bilokacją, a raczej niemożnością jej użycia. Czasami chciałabym być w dwóch miejscach jednocześnie, ale… no cóż, nie w tym życiu. 
W czwartek mam tylko o 15.00 Olgę Tokarczuk, która ma pojawić się przy stoisku D15 (Wydawnictwo Literackie). Może się zdarzyć, że będzie to już laureatka Nagrody Nike 2015, kto wie? Może pogratuluję, poproszę o podpis na Momencie Niedźwiedzia, zapytam o to, jak pani została pisarką…? Nie wiem zupełnie, o co pytać, czuję się przygnieciona autorytetem tych wielkich ludzi. A Wy? O co pytacie? Dacie mi jakieś wskazówki? Bo na razie wiem na pewno, jakich pytań nie zadam, gdyż mnie samą irytują, o czym pisałam już TU.
Piąteczek też na spokojnie, zamierzam spędzić cały dzień w głównej mierze przy stoisku Wydawnictwa Sorus (C75). Programy innych wydawnictw w ten dzień jakoś dupy nie urywają, a my o 13.00 premierujemy z drugim tomem Kochanej Maryś! Listów z Afryki Kazimierza Nowaka do żony. Pierwszy tom, wydany rok temu, został uhonorowany przez Redakcję „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” Nagrodą Magellana, pokonując 46 innych tytułów. A drugi tom jest jeszcze lepszy. Jeśli nie słyszeliście jeszcze nic na temat Kazimierza Nowaka, wybitnego polskiego podróżnika, zdecydowanie powinniście o nim poczytać, choćby TU, a ja na pewno będę wracać często do tej postaci, więc strzeżcie się! 
O 15.00 nasze stoisko odwiedzi Marta Gierlińska, trener rozwoju osobistego i autorka rewelacyjnej książki UP-Marketing. Po spotkaniu na pewno będę w pełni zmotywowana. Polecam wszystkim rozwojowcom! (Link do wydarzenia na FB dla zainteresowanych).
A o 17.00 zjawi się u nas Piotr Tomza, współautor Siłami natury, czyli bez silnika przez Amerykę Południową, lektury, która opowiada o niebanalnej wyprawie Michała Kozoka. Książka dostarcza mnóstwo wrażeń oraz śmiechu, gdyż niektóre fragmenty są wprost przezabawne. Piotr Tomza jest również autorem  Afryki Nowaka, czyli rowerem i pieszo po śladach sztafetą oraz Pokolenia Kolosów. No i podróżnikiem. (Link do wydarzenia na FB dla zainteresowanych).
wyborcza.pl
Sobota będzie za to cholernie wymagająca. Co chwila coś. I to od samego rana, i to jak…!
O 10.00 przy D15 (Wydawnictwo Literackie) – Szczepan Twardoch (w kalendarzu mam tutaj mnóstwo serduszek). Może to on zgarnie w tym roku Nike? Może będę rozmawiała z facetem, który nie tylko jeździ elegancką furą, ale ma na koncie co najmniej 100 patyków? A co najważniejsze: jest fenomenalnym pisarzem? Ciekawe, czy zdążę przeczytać do tego czasu Morfinę, bo z lektury Dracha jestem bardzo zadowolona.
O 11.00 przy C30 (Prószyński Media) – Katarzyna Puzyńska. Jeszcze nie czytałam żadnej z jej książek, ale pani autorka wydaje się być przemiłą, inteligentną osobą, z którą będzie się naprawdę dobrze rozmawiać, więc chętnie poznam, o ile dostąpię takiego zaszczytu. Nieco wcześniej Katarzyny Puzyńskiej będzie można posłuchać w Saloniku Literackim Targów.
W tym samym czasie, od 11.00, przy stoisku C75, czyli po prostu u nas, w Sorusie, zagości pani Bożena Luttge-Marczyńska, autorka przepięknego albumu Świat ma zapach przypraw. Indie. Publikacja jest niebywale urokliwa. Można się nią zachwycać godzinami. 
Nieco później, o 13.00, zjawi się u nas Kazimierz Ludwiński, autor Wyspy Szczęśliwych Dzieci. Tak się składa, że Wyspa to nie tylko tytuł książki, ale i katamaran, który Ludwiński zbudował ze swoimi braćmi. Wspólnie ruszyli przez świat i nie wiem, czy istnieje port, do którego nie zawitali.
W tym samym czasie, również o 13.00, swoje spotkanie rozpocznie Elżbieta Cherezińska przy stoisku D35 (Zysk i S-ka). Na pewno pisarka mogłaby udzielić mi mnóstwo rad, ale nie coś czuję, że nie starczy mi czasu, bo też o 13.00, ale przy C30 (Prószyński Media), odbywać się będzie spotkanie z Marią Czubaszek. No i nawet bilokacja to za mało.
Pewnie już będę padać na twarz, gdy o 15.00 popędzę na spotkanie z Marcinem Świetlickim przy B22 (L&L Firma Dystrybucyjno-Wydawnicza). Ale nie odpuszczę! Poezja Świetlickiego była ze mną w najgorszych momentach mojego życia. Dzięki niej czułam się zrozumiana i mniej samotna. Muszę za to poecie gorąco podziękować. 
Dla tych, którzy w piątek nie mogli posłuchać o Kochanej Maryś!, redaktor publikacji, Dominik Szmajda, opowie ponownie o fascynujących losach Kazimierza Nowaka w Afryce o 15.00. 
moja-pasieka.blogspot.com
O 16.00 znowu będę biegła do D15 (Wydawnictwo Literackie), bo tam znajdzie się Ignacy Karpowicz. Obecnie kolejny pretendent do Nagrody Nike. Któż wie, co się wydarzy w pierwszą sobotę października… W oczekiwaniu na uroczystość, polecam Wam recenzję Sońki, najnowszego utworu Karpowicza.
A o 17.00 zapraszam serdecznie wszystkich do stoiska Wydawnictwa Sorus (C75), gdzie będzie można się spotkać ze mną oficjalnie, w czasie spotkania. Będę podpisywać Piromanów, jeśli ktoś poprosi, i ogólnie, wtedy mam zarezerwowany dla Was czas. Koniecznie dopiszcie się do wydarzenia na fejsiku TUTAJ. No i wpadajcie, bo bardzo chętnie poznam Was, jak to się mówi, „w realu”.
W niedzielę chcę Was zaprosić na same podróżnicze atrakcje. 
Od 10.00 do 16.00 przy stoisku A5 (Bernardinum) spotkać się będzie można z Markiem Pindralem. Jako że Chiny są dla mnie całkiem sporą inspiracją, chętnie dowiem się jakichś ciekawostek na temat życia w tym kraju. 
Potem zaś cały dzień spędzę przy stoisku Sorusa, bo od rana ma być z nami Łukasz Supergan – piechur, jakich mało! O 11.00 odwiedzi nas Paweł Kowalczyk i zauroczy opowieściami o Indiach, a o 13.00 Domik Szmajda będzie podpisywał swoją książkę Rower góral i na Ural
A potem tylko spakować graty i hop, do samochodu, w podróż przez niemal cały kraj, do stolicy Wielkopolski… 


19. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie nie mogłyby się chyba obejść bez blogerów. Słyszałam, że przygotowano dla nas liczne atrakcje, ale nie załapałam się w porę, dlatego mam nadzieję, że opowiecie mi, co się działo podczas licznych prelekcji. Będę ogromnie wdzięczna.

Na razie to chyba tyle. Ciekawa jestem, z kim Wy chcecie najbardziej się spotkać podczas tej imprezy. Może coś przeoczyłam? Dajcie znać w komentarzach.
No i do zobaczenia!

 

Celebrity Book Tag – Sławy pośród książek

Jestem sobą, więc robię po swojemu. Jako wielbicielka języka polskiego nie mogłabym wykonać Celebrity Book Tag w dokładnie takiej formie, jaka przewinęła się przez kilka innych blogów książkowych. (Hmm, czy Fabryka dygresji to blog książkowy? Jak myślicie)? Tym bardziej, że to pierwsze w historii strony takie wydarzenie. (Nie licząc nominacji Liebster Blog Award). I dlatego Celebrity Book Tag zmienia się u mnie w listę pt. Sławy pośród książek


Po angielsku sporo lepiej brzmi lepiej. Football zamiast piłka nożna. George Bush zamiast Jerzy Krzak, computer zamiast komputer – zwłaszcza, jeśli wypowiedziane z brytyjskim akcentem… Ale język polski jest równie cudowny. Jak wiatr. Dlatego będę się starała to udowodnić, nawet przy okazjach takich jak ta. O ile się powtórzą.
Przyznam, że miałam mieszane uczucia względem coraz bardziej popularnego tagowania. Może i jest to świetna zabawa dla tworzących rozmaite książkowe zestawienia, ale co z czytającymi? Nie prowadzę bloga tylko dlatego, że wrzucanie tekstów do sieci przynosi mi satysfakcję (o czym zresztą pisałam w poście pt. Jak zyskać popularność na blogu?), ale przede wszystkim, by wnieść coś do życia innych osób. Osobiście, kiedy na innych blogach pojawiały się takie spisy, niestety je omijałam, jakoś tak mimowolnie. Być może był to popis ignorancji, nie wiem. Od kiedy jednak zostałam klepnięta przez Magdę, autorkę bloga Opinium Kosa, zaczęłam poświęcać uwagę tego typu notkom. I co? I postanowiłam spróbować. Jeśli bowiem ktoś szuka czegoś konkretnego w danej lekturze, dzięki temu może szybciej znaleźć to, co go interesuje. Przynajmniej tak myślę, a Wy? Co sądzicie o tagowaniu innych prowadzących blogi, by tworzyli książkowe listy ukierunkowane na określone zagadnienie? 
Wracając do dbania o mowę ojczystą: zapożyczeń z języka angielskiego będę starała się również przy opisach książek, przez co mogą się stać trochę karykaturalne. Nigdy nie robiłam żadnego fakultetu z tłumaczeń. Bardzo wobec tego przepraszam za ewentualne groteskowe konkstrukcje. Zmienią się też trochę imiona i nazwiska rozmaitych sław, bo przyznam się szczerze, że niektórych po prostu nie znałam… Tak więc modyfikuję zabawę i mam nadzieję, że nie będziecie mi tego mieli za złe. 
Miałabym w tym momencie jeszcze z pięćset dygresji, ale dam sobie spokój – innym razem. Zaczynam! 
1. Emma Watson. Książka z piękną bohaterką, która po prostu wymiata, to Abarat autorstwa Clive’a Barkera. A poniżej ilustracja samego twórcy do tej fenomenalnej książki, w której aż roi się zarówno od niesamowitych obrazów, jak i wydarzeń oraz postaci.

horrorhomework.com
Jedną z nich jest Candy Quackenbush z Kurczakowa. Dziewczyna żyje w przeciętnym miasteczku, w przeciętnej rodzinie, będąc pozornie całkiem przeciętną. Wrota do innego świata, gdzie w czasie podróżuje się przenosząc z wyspy na wyspę (jest ich dwadzieścia pięć – dwadzieścia cztery godziny doby plus jedna ekstra), otwierają przed Candy nowe możliwości. Okazuje się, że dziewczyna jest nie tylko rezolutna, ale i niesamowicie odważna. Polecam każdemu jej przygody. To jedna z książek, które naprawdę potrafią otworzyć głowę. 
2. Książkowego Michaela Fassbendera, czyli najgorętszego męskiego bohatera, znajdziemy w Wyznaniach gejszy. Szalałam na punkcie Prezesa! Inteligentny, tajemniczy, opiekuńczy, zaradny… Ach. 
3. Brangelina: ulubiona para literacka
To chyba Dolores i Humbert z Lolity Vladimira Nabokova. Może niewłaściwa, toksyczna i wypaczona, ale jednak niebywale intrygująca relacja. Lolita i Humbert moim zdanie pasowali do siebie jak ulał.
4. Eddie Redmayne jako autor, którego niedawno odkryłeś i od razu pokochałeś
Z tym pokochaniem bym nie szalała, ale stosunkowo niedawno nadziałam się na twórczość Jakuba Żulczyka i naprawdę mi się spodobała. 
5. Peter Dinklage – może i czarny humor, ale jednak – ulubiona krótka książka.
Ernest Hemingway, Stary człowiek i morze. Krótko i z niebywałą głębią.

6. John Bradley – ulubiona gruba książka. 
Zdecydowanie Modlitwa za Owena mistrza Johna Irvinga. Bardzo dużo stron, bardzo dużo treści, ogromne przesłanie. O chłopcu, który urodził się bardzo mały, tak, że w wieku kilkunastu lat mógł odgrywać rolę Jezusa w jasełkach. I o sensie życia.
7. Leonardo DiCaprio – książka z najsmutniejszą śmiercią.
Fightclub Chucka Palahniuka. Bob…
8. Kristen Steward – najnudniejsza książka
Buszujący w zbożu J. D. Salingera. Nie potrafię docenić tej lektury i czytanie było istną męką. Śmiało, zlinczujcie mnie, ale ja po prostu tej książki nie czuję. Co innego inne utwory Salingera. Jego opowiadania o rodzinie Glassów są fenomenalne, a tak mało znane…
9. Orlando Bloom – najbardziej przesłodzona książka
Staram się takich unikać, ale czasem zwyczajnie nie wychodzi. Będzie to Pamiętnik Nicholasa Sparksa. Nie jest to jednak obiektywne ujęcie tematu. Bardzo mało pamiętam z lektury. Więcej z filmu. Może dlatego, że grał tam Ryan Gosling?
10. Gaspard Ulliel – idealna książka lub seria
Nie ma takich. Nie została napisana idealna książka, bo na świecie nie ma ideałów. Jedną z moich ulubionych lektur, tych najbliższych sercu, jest Hotel New Hampshire Johna Irvinga, wielokrotnie wspominanego na Fabryce dygresji, nawet tu, ciut wcześniej. Marzenia, walka o ich spełnienie, groteskowa rzeczywistość, niedźwiedzie i wielka miłość, która niby nie ma szans na bycie szczęśliwą, a jednak jest jedną z najszczęśliwszych… Chcecie wiedzieć, o co chodzi? Koniecznie przeczytajcie.
Na koniec, przy okazji punktu dziesiątego, przedstawiam Wam mój ideał mężczyzny.  

i.vanidades.com

Taki tam Gaspard. Prawdziwy Francuz. Jest o czym pomarzyć!

Edit: Zapomniałam nominować Wasze zacne łebki.
www.ciociaebi.pl, bo przecież Cioteczka uwielbia wszystkie takie zabawy, a poza tym ciekawe, jakimi sławnymi postaciami przy tej okazji zarzuci.
www.magiel-kulturalny.blogspot.com, jestem ciekawa, co ciekawego urodzisz, Mirya!
I jeszcze niech się zabawi zacna Matyldawww.leonzabookowiec.blogspot.com.
Do dzieła, laseczki!

4 najlepsze vlogi książkowe

Stało się. Znalazłam, zostały mi podsunięte, polecone, w końcu przypomniałam sobie o starych. Okazuje się, że polska vlogosfera książkowa nie została do reszty pokonana przez komercję, że na tym wysypisku śmieci, które podtyka nam pod nos YouTube, można znaleźć szkatułki, z których wysypują się perły, diamenty i rubiny. 

Albo przynajmniej batoniki z orzechowym nadzieniem czy coś innego, co albo jest wartościowe, albo od początku do końca smaczne.

Takich szkatułek do tej pory znalazłam dokładnie 4. Przedstawiam Wam dziś 4 najlepsze vlogi książkowe!*

Janek, współtworzący stronę Tramwaj nr 4 (FB), którą wolę o wiele bardziej niż vloga, mówi o przeczytanych książkach naturalnie, ciekawie i zabawnie. Tak, humor jest jedną z największych zalet tych filmów, którym niestety sporo brakuje do numeru drugiego w moim rankingu (poniżej). Niemniej jednak jest w porządku, można oglądać, nie ma żadnej tragedii, jak w przypadku booktuberek, o jakich pisałam w poście pt. Hejt na vlogerki książkowe

Nie przepadam za wszystkimi tematami poruszanymi przez autorkę tego vloga. Niektóre książki wpisują się w moje zainteresowania, inne bardzo, bardzo nie. Ponadto wydaje mi się, że nie łapię się już w target Esy. Sposób nakręcenia filmików czasami przypomina program dla dzieci, a zatem zupełnie inaczej niż w przypadku Czytam sobie (poniżej). Uważam jednak, że mnóstwo vlogerek mogłoby się od Esy (FB) sporo nauczyć. Przede wszystkim przepięknej dykcji, ciekawych sposobów na realizację tematów, kreatywności, sympatyczności oraz poprawnej polszczyzny. Podoba mi się również, że Esa patrzy prosto w kamerę, przez co zmniejsza dystans pomiędzy nią a widzem, przez większy czas jest naturalna i po prostu wypada bardzo nieźle. Dla mnie jest jednak zbyt miło, zbyt słodko, zbyt kolorowo. To nie moja stylistyka. 

#2 Czytam sobie

Kolejna pozycja na liście 4 najlepszych vlogów książkowych, którą nie jestem przesadnie zafascynowana, bo książki, które prezentowane są przez twórczynię vloga, czyli Agę (FB), nie pokrywają się na potęgę z moimi preferencjami czytelniczymi. Czasem wpadnie co prawda jakiś Stephen King czy Alice Munro. Ponieważ jednak autorka czerpie materiały do nagrań z różnych źródeł, będę zaglądać i zapewne rozszerzać listę książek, które chciałabym bliżej poznać. Podoba mi się tutaj głównie profesjonalna oprawa kolejnych odcinków. Na bardzo wysokim poziomie stoi montaż, a dodatkowo co chwila zmienia się sceneria, co również jest ciekawym zabiegiem. Pojawiają się też rozmaite tematy, a nawet wywiady z pisarzami. I to jest super! 
Poniżej przedstawiam Wam kilka ulubionych bohaterek literackich Agnieszki. Porządne wideo. 
Bezapelacyjnie mój ulubiony vlog, prowadzony przez Elę, czyli Zakurzoną, autorkę bloga Czytam, bo muszę (FB) oraz Kamę. Obie panie są uśmiechniętymi damami, które zarażają swoim dobrym humorem. Przemiło się na nie patrzy, przemiło się również ich słucha. Szczerze mówią o książkach, jakie przeczytały, i nie są to tomy podsunięte przez wydawnictwa, by mówiło się o najnowszych pozycjach książkowych. To, co najbardziej mi się podoba, to właśnie autentyzm, poczucie humoru oraz poprawność językowa. Wiadomo, każdemu zdarzy się wpadka, ale w tym wykonaniu wcale mi to nie przeszkadza. Oglądam Trochę Kurtury z wielkim zainteresowaniem, bo poruszają także tematy okołoliterackie, a wszelkie dygresje urozmaicają ich nagrania. Z całego serca polecam Wam jeden z moich ulubionych odcinków, bo wspomina się w nim o wielbionym przeze mnie filmie Into the Wild

To nie jest tak, że oglądam te vlogi bez przerwy. Nie, wręcz przeciwnie, wolę czytać. I to czytać książki, niż o książkach. Ranking przeprowadziłam dla Was, bo poprosiło mnie o to kilka osób w komentarzach oraz wiadomościach na facebookowym fan page’u Fabryki Dygresji, do którego polubienia serdecznie zapraszam, by nie przegapić najświeższych informacji ze świata literackiego i inspirujących cytatów, które staram się wrzucać o wiele cześciej niż nowe wpisy na blog. 
Mam nadzieję, że lista do czegoś się Wam przyda. Może do zaobserwowania, jak zachowywać się przed kamerą, by być przekonującym? 
Oczywiście, jeśli znacie jakieś inne vlogi lub sami je prowadzicie, linkujcie, podsyłajcie w wiadomościach, i tak dalej. Przy odrobinie czasu chętnie Was odwiedzę i kto wie, może wspólnie znajdziemy jeszcze kilka wartych dopisania do rankingu? Może z listy 4 najlepszych vlogów książkowych nagle zrobi się 10? Tego bym życzyła sobie, Wam oraz każdemu, komu zależy na popularyzowaniu czytelnictwa.
________________________________________________________

*Najlepsze wg mnie, czyli w zasadzie – wcale nie muszące być najlepsze w Waszej opinii. To po prostu te, które najbardziej lubię.