Budowanie wizerunku autora. Trzy rzeczy, o których musisz pamiętać!

Budowanie wizerunku autora. Trzy rzeczy, o których musisz pamiętać!

Po co? Bo ludzie uwielbiają szufladkować. Nawet jeśli Ty nie chcesz być zdefiniowany w kilku tylko słowach, Twoja książka i tak będzie. Choćby po to, by trafić w odpowiednie miejsce na księgarskiej półce. Twój wizerunek autora, jasny w przekazie, będzie wielką podporą w działalności marketingowej. Nie tylko dla kolejnych tytułów Twojego autorstwa, ale i dalszej karierze.

Która z pisaniem może się wiązać, ale niekoniecznie. Najlepszym przykładem będzie Szczepan Twardoch. Człowiek bardzo inteligentny, pracowity oraz… szczupły, przynajmniej teraz. Nikt, kto przeczytał Króla czy Dracha, nie odmówi mu wirtuozerii pióra. Ale 20 kilogramów temu nie zostałby ambasadorem marki Mercedes-Benz. Z całą pewnością nie wystąpiłby również w reklamie Raiffeisen Polbanku. Pierwszym, o czym musisz pamiętać w swojej pisarskiej karierze, jest zatem

Wizerunek,

który zauroczy audytorium. Otworzy Ci drogę nie tylko do większej sprzedaży Twojej książki (ponieważ tak, najchętniej czytam książki sprawdzonych już twórców i twórczyń; Krzysztof Varga, Ignacy Karpowicz, Jakub Żulczyk…), ale i na inne współprace. Reklamowe lub biznesowe.

Czy chodzi o to, żeby się sprzedać?

Oczywiście, że tak. Pisząc, kreujemy nie tylko teksty, ale i swój obraz, jako ich autora. Możemy stworzyć postać, która będzie nam bardzo bliska, albo ulepić ją od nowa i dla publiki przyjąć wygodną maskę. Roger Federer na korcie jest dostojnym, opanowanym księciem tenisa. Okazuje się jednak, że w życiu osobistym szybko ulega emocjom i łatwo wytrącić go z równowagi. To naturalne, że przybieramy pozy. Ważne, by czuć się z nimi dobrze w danej sytuacji.

I by się wyróżnić. Na tyle, by od razu zostać zapamiętanym i wywołać u czytelnika dobre skojarzenia. Przykład?

Sylwia Chutnik: różowa grzywka, literatura feministyczna. Katarzyna Bonda? Królowa polskiego kryminału! Piękne suknie, które faktycznie mogłaby nosić prawdziwa monarhini i długie jasne włosy to zdecydowanie jej atrybuty. Remigiusz Mróz? Dżentelmeński garnitur, który śmiało mógłby zostać założony przez prawników, o jakich pisze w swoich powieściach kryminalnych.

A Ty? Jakich atrybutów mógłbyś użyć, by przez własny wizerunek promować swoje książki?

Zaufanie

Kiedy Michał Witkowski wykreował postać Miss Gizzi, blogerki modowej, po czym zaczął pokazywać się na ściankach, zdecydowanie przysporzyło mu to popularności. Ale pewnego razu jego kreacja stała się zbyt kontrowersyjna. Nakrycie głowy Miss Gizzy urozmaicała ozdoba do złudzenia przypominająca symbol SS-manów. Część publiki natychmiast się od niego odwróciła i obficie zmieszała z błotem w Internecie. (Nawet ja. Ale ja wróciłam do grona oddanych wielbicieli prozy Michaśki oraz umiarkowanych fanów samego twórcy). Wydawca zawiesił prace nad kolejną książką. Było bardzo, bardzo źle. Witkowski zaszalał, zapominając, że dużo skuteczniejsze od kontrowersji jest… zaufanie.

Jeśli reprezentujesz swoją postawą szereg wartości, mówisz o nich i jesteś ich pewien, to w szybkim czasie zbierze się wokół Ciebie spora społeczność. By ją powiększać musisz wypuszczać co jakiś czas kolejne książki i udzielać się w mediach, również (a raczej przede wszystkim) społecznościowych. Eksperymenty są mile widziane, ale… Wiesz, jak to było, kiedy Linkin Park wypuścił płytę A Thousand Suns w 2010 roku? Rzesza wielbicieli odeszła, obrażona, że ich ulubiony zespół śmiał iść w zgodzie z trendami, zamiast konserwatywnie grać rock-metal. Dołączyli jednak do nich nowi fani. Luka się wypełniła, zespół się rozwijał…

Ty również powinieneś się rozwijać. Zarówno, jeśli chodzi o twórczość, jak i własny wizerunek. Wszyscy się zmieniamy. Ale trzeba trzymać się pewnych zasad, tak jak w życiu. By ludzie trzymali za Ciebie kciuki i nie mogli doczekać się wydania kolejnej książki, nie możesz ich zawieść ani szokować. Musisz być pewną firmą!

Troska

o czytelnika, a jakże. W swoich pisarskich ambicjach, nie zapomnij, że bez czytelnika tak naprawdę nie jesteś autorem. By Twoja proza żyła, potrzebuje mieć odbiorców, inaczej stanowi tylko stosy zadrukowanych kartek. A zatem – kontaktuj się ze swoimi fanami. Media społecznościowe, wynalazek naszej epoki, jest do tego idealnym narzędziem, ale nie tylko. Wyjdź ze swojej skorupy i pójdź do biblioteki, by dowiedzieć się, jak pomóc lokalnej społeczności czytelników. Ty dasz od siebie coś dobrego, swój czas i zaangażowanie, a ludzie to natychmiast docenią. Informuj swoich fanów o tym, co się u Ciebie dzieje. Nawet, jeśli nie możesz porozmawiać ze wszystkimi, oni i tak będą dzięki temu czuli się bliżej Ciebie! A gdy przychodzą targi książki, dawaj się poznać osobiście. Zagaduj swoich czytelników, nie czekaj na kolejne pytania od nich. Czy wiesz, jak będzie im miło, gdy zapytasz o samopoczucie osoby, która przyszła do Ciebie po autograf?

Myślę, że pierwsza lekcja z budowania wizerunku już za nami. Gdybyście mieli jakiekolwiek pytania, piszcie śmiało na fabrykadygresji@gmail.com.

Udanego weekendu!

Ile kosztuje wydanie książki? Ile można zarobić na książce?

Przygotowałam dla Ciebie specjalny kalkulator, który powie Ci, ile rzeczywiście powinieneś zapłacić za wydanie swojej książki. Kalkulator pozwoli Ci zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych!
Dodatkowo opracowałam harmonogram wydania książki, który pokaże Ci, jakie czynności trzeba wykonać i ile mogą one potrwać.
Dzięki dwóm historiom bohaterów, z case study Zbyszka i Emki, zobaczysz, na co warto uważać w trakcie współpracy z podwykonawcami i wydawnictwem.
Ponadto przygotowałam kalkulator zysków, dzięki któremu zobaczysz, ile zarobisz na sprzedaży książki współpracując z hurtownią, a ile sprzedając książkę samodzielnie!
Wszystko w prostej formule dzięki tabelkom Excela! Wystarczy, że podasz swój e-mail, a kalkulator i dodatki trafią na Twoją skrzynkę.
* pola wymagane
/ ( mm / dd )

Inne rady marketingowe dla autorów:

Twoje pierwsze narzędzie do promocji książki. Pressbook – z niego będziesz korzystać najczęściej!

Napisałam książkę i co dalej?

Twoja najskuteczniejsza forma promocji książki. Opowieść, która sprzedaje opowieść!

 

 

Dlaczego pisarz powinien mieć swoją stronę internetową?

Dlaczego pisarz powinien mieć swoją stronę internetową?

Pisarze to dziwne istoty. Naprawdę. Gdybym miała wskazać najdziwniejsze istoty na naszym już i tak dziwnym świecie, wskazałabym pisarzy. Niech schowają się kosmici, Yeti, a nawet teściowe. Pisarze są gorsi.

Z jakiegoś tylko im znanego powodu twierdzą, że najlepsze, co mogą zrobić, to ukryć się w swojej pieczarze (jaskini; nie mam na myśli dużej pieczarki), jeść pierogi, spalać w kilka godzin paczkę Marlboro (koniecznie czerwonych) i udawać przed światem, że nie istnieją. Gdyby do tego jeszcze dodać ukrywanie rozbieganych oczu pod tłustą grzywką, szklankę taniej whisky w dłoni i brudny kardigan, niedbale zarzucony na ramiona, to wyszedłby nam idealny obraz pisarza. Pisarza, który myśli, że jeśli napisze dzieło na swoim wysłużonym MacBook’u sprzed dziesięciu lat i zniknie ponownie, by zaszyć się w swojej strefie komfortu, to osiągnie wcale niemały sukces, a ludzie będą tworzyć mapy i zaznaczać miejsce jego pobytu (jakoś w końcu trzeba do niego trafić) i od samego rana ustawiać się w kolejce po autografy, niczym po buty Kanye Westa.

No, nie będzie tak.

Po pierwsze dlatego, że bez promocji dzieło nie będzie miało wystarczającej siły przebicia.

Po drugie — nikt nie mówił, że bycie pisarzem jest łatwe. Trzeba się postarać i wyjść do czytelników, no sorry. Pisarzu! Przyszłym musisz pokazać, że w ogóle istniejesz, obecnym, że dalej umiesz całkiem dobrze pisać, a tym, którzy już Cię nie czytają możesz pokazać środkowy palec. Jako pisarz powinieneś wiedzieć, ile jesteś wart. A jesteś wart wiele, więc jedyne, czym możesz (i powinieneś) się przejmować, to sposób, w jaki przyciągnąć do siebie więcej czytelników.

Pisarze z reguły są dosyć skromni. Zupełnie tego nie rozumiem, bo ludzie tak niesamowici, tak inteligentni, z tak ogromną wyobraźnią, powinni być dumni z tego, kim są. Drogi pisarzu, bądź z siebie dumny. Zainwestuj w stronę internetową.

Zainwestuj. To takie poważne słowo. Brzmi trochę jakbym chciała zmusić Cię do postawienia całego życiowego dorobku, włącznie z rodziną, na jakiegoś losowego konia wyścigowego.

Witryna internetowa Johna irvinga www.john-irving.com

Miałam na myśli tylko i wyłącznie to, że dzięki stronie internetowej zyskasz. Żyjemy w tak wspaniałych czasach, że nie musisz robić jej sam! To znaczy wątpię, że sto lat temu pisarze tworzyli sobie strony sami… albo że w ogóle je tworzyli, ale dzięki fantastycznej technologii i ludziach, którzy nigdy nie śpią, dziś masz okazję po prostu zlecić zrobienie strony internetowej. Będzie wyglądała dokładnie tak, jak sobie zażyczysz. A jeśli akurat nie masz głowy do myślenia o tym, jak powinna wyglądać, to spokojnie. Nie musisz nad tym myśleć. Ty jesteś od pisania. Strona zrobi się sama. Bez Twojego udziału. I dalej będzie piękna.

Hank Moody mógłby powiedzieć, że nie potrzebuje do pisania (i niepisania) żadnej strony internetowej. I to byłaby prawda. Kto wie, kim jest Hank Moody? Wiesz, prawda? No właśnie. A kto wie, kim Ty jesteś? Ty potrzebujesz strony i promocji. Jak tylko już ogarniemy tę sprawę, to będziesz miał święty spokój i będziesz mógł delektować się tą pyszną whisky, którą chciałbyś trzymać w dłoni. Tymczasem, nie stać Cię na tą whisky. Nawet na zwykłą wódkę Cię ledwo stać, nie wspominając o wizycie u fryzjera, ale pamiętaj – pisarz to geniusz i on nie jest od tego, żeby wyglądać!

Jestem świetnym przykładem tego, o czym mówię, bo nie mam swojej strony, która promowałaby moje książki i kasy oczywiście też nie mam, choć to akurat pojęcie względne. Od dawna mój standard życia zależy od ilości posiadanej gotówki. Czasem próbuję przeżyć za 500 zł dziennie, a czasem za 12 groszy. Częściej jednak za 12 groszy. Nikt mnie nie zna i nie osiągnęłam sukcesu. Może dlatego, że w sumie nie jestem pisarzem, więc możesz zapomnieć, że przeczytałeś ten akapit. Albo nie zapominaj, bo tak będzie wyglądało Twoje życie jak wrócisz do swojej pieczary i nie zlecisz wykonania strony internetowej.

Internet jest dziś jednym z najlepszych narzędzi do promowania. Wszystko, co jest dobre (choć są przykłady również obrzydliwie złych rzeczy), bez problemu się sprzeda. To tutaj dzieje się wszystko. Tutaj możesz sprzedać swojego syna, kupić żonę (kto by chciał) i tutaj również możesz przyciągnąć do siebie ludzi.

W dzisiejszych czasach pisarze muszą wychodzić do ludzi, dać się poznać, pokazać, jakimi są mądrymi głowami albo zadufanymi w sobie snobami. Tutaj możesz znaleźć społeczność, która będzie Cię nosić na rękach za to, że jesteś geniuszem. Bo jesteś geniuszem. I musisz być tego pewien.

Życie wiele ludzi przeniosło się do internetu. Dla Ciebie to idealna okazja, żeby działać, bo uwierz – nigdy nie było tak prosto dotrzeć do czytelnika. Twoim zadaniem jest tylko napisać coś dobrego. A jeśli nie dobrego, to przynajmniej takiego, żeby czytelnik nie chciał wydłubać sobie oczu. Jeśli będziesz posiadał stronę internetową – promocja w dużej mierze zrobi się za Ciebie. Czytelnik musi widzieć, że jego ukochany autor, to żywa osoba. Pokazywanie się w mediach to podstawa. Nikt nie każe Ci ogarniać zasad funkcjonowania Snapchata, ale strona internetowa to must have.

W dobie internetu łatwiej jest znaleźć to, co nas interesuje. Ba, łatwiej jest znaleźć nawet to, co nas nie interesuje. Na strony internetowe największych blogerów potrafi wejść nawet 150 tysięcy użytkowników miesięcznie, którzy generują nawet pół miliona odsłon. Oczywiście, to są ludzie (mowa o blogerach), którzy pracowali nad swoją marką i treściami, które zamieszczają, przez długi czas. Nic nie przychodzi do nas samo, na wszystko musimy zapracować, ale wszystko jest do zrobienia. I tego powinieneś być świadom.

Potrzebujesz swojej strony, bo kontakt z czytelnikami jest bezcenny. Potrzebujesz swojej strony, bo da Ci popularność. Potrzebujesz swojej strony, bo dzięki niej trafi na Ciebie dużo więcej osób, które zobaczą Cię pierwszy raz i zostaną już na zawsze. Dobra strona internetowa da Ci promocję i pomoże w zarabianiu większych pieniędzy. Sprawi, że staniesz się rozpoznawalną marką.

Za przykład dam Stephena Kinga. Kiedy słyszę gdzieś jego nazwisko, które jak widzisz może również oznaczać po angielsku króla, a przy takiej odmianie jak wyżej, nawet damskie imię, to najpierw myślę o Stephenie. On ma swoją stronę, chociaż ludzie w jego wieku czasem nawet nie wiedzą, czym jest internet. Wątpię, żeby docelowo chodziło mu o zdobycie jeszcze większej popularności, ale wydaje mi się, że zależy mu na kontakcie z czytelnikiem.

Zrób sobie ciepłej kawy, zapal papierosa i udaj się w podróż po internecie. Pozwiedzaj strony przeróżnych pisarzy, zobacz, co na nich zamieszczają, jak dbają o swoją markę i o własną stronę. Zobacz, jakie błędy popełniają, jakich nie i wyciągnij wnioski. Sam musisz się przekonać, że warto posiadać swoją wizytówkę w internecie. 

PS

Chcesz mieć własną witrynę, która przedstawi czytelnikom Twoją postać i twórczość? Pisz na fabrykadygresji@gmail.com!
Tymczasem… Może zainteresują Cię poniższe wpisy?

Twoje pierwsze narzędzie do promocji książki. Pressbook – z niego będziesz korzystać najczęściej!

Wydaję książkę. Czy i do czego potrzebuję patrona medialnego?

Stephen King – Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika

Ile kosztuje wydanie książki? Ile można zarobić na książce?

Przygotowałam dla Ciebie specjalny kalkulator, który powie Ci, ile rzeczywiście powinieneś zapłacić za wydanie swojej książki. Kalkulator pozwoli Ci zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych!
Dodatkowo opracowałam harmonogram wydania książki, który pokaże Ci, jakie czynności trzeba wykonać i ile mogą one potrwać.
Dzięki dwóm historiom bohaterów, z case study Zbyszka i Emki, zobaczysz, na co warto uważać w trakcie współpracy z podwykonawcami i wydawnictwem.
Ponadto przygotowałam kalkulator zysków, dzięki któremu zobaczysz, ile zarobisz na sprzedaży książki współpracując z hurtownią, a ile sprzedając książkę samodzielnie!
Wszystko w prostej formule dzięki tabelkom Excela! Wystarczy, że podasz swój e-mail, a kalkulator i dodatki trafią na Twoją skrzynkę.
* pola wymagane
/ ( mm / dd )

 

Twoje pierwsze narzędzie do promocji książki. Pressbook – z niego będziesz korzystać najczęściej!

Twoje pierwsze narzędzie do promocji książki. Pressbook – z niego będziesz korzystać najczęściej!

Pressbook dla niektórych może brzmieć tajemniczo. Zawiera słowo book, więc chyba oczywiste, że jest związany z książką. Ale jak wygląda? Do czego służy i jak go mądrze wykorzystać?

Na początek trzy słówka o semantyce. Choć nie studiowałam filologii angielskiej, pressbook oznacza po prostu swego rodzaju książkę dla prasy. To materiał marketingowy na temat nowej wystawy obrazów, festiwalu filmowego, animacji czy książki. Ogółem: jakiegoś nowego dzieła, które należy wypromować. Zbiór takich informacji w mniej lub bardziej ciekawej formie graficznej to właśnie pressbook. Wysyła się dziennikarzom, blogerom oraz innym osobom, mogącym polecić dany utwór czy wydarzenie.

Ale press to w języku angielskim również… naciśnij. Podejrzewam, że angielska nazwa prasy również wiąże się z wywieraniem nacisku, w końcu od tego są media. Kreują opinię odbiorców poprzez umiejętnie podawane fakty. Pressbook powinien być według mnie taką formą przedstawiania informacji o książce, by jego odbiorca nie tylko zapragnął przeczytać tekst.

Chodzi o to, by już po zapoznaniu się z pressbookiem dziennikarz czy bloger wiedział, że książka jest rewelacyjna i warto o niej opowiedzieć szerszemu audytorium!

Jakie są praktyki dużych wydawnictw tradycyjnych?

Wydawnictwo Znak robi pressbooki o objętości jednej strony A4. Umieszcza okładkę książki, zdjęcie autorki, informację o premierze, blurb i wybrany cytat ze wstępu. Taki pressbook mieści się w załączniku e-maila, który zawiera o wiele więcej treści oraz jako dodatek do wysłanego egzemplarza recenzenckiego. Bardzo podobnie działa mnóstwo innych wydawnictw, m. in. Sine Qua Non. Co prawda przykładają się dużo mniej od Znaku, jeśli chodzi o formę graficzną, ale podają inne cenne informacje, np. osoby kontaktowe dla mediów, ich maile i telefony czy bardziej szczegółowy biogram autora.

Jak działają wydawnictwa usługowe?

Niestety, wydawnictwa usługowe nie wykonują pressbooków. Jeżeli już wydarza się święto lasu, to wysyłają kilka pospiesznie skleconych maili z okładką i opisem książki. Raczej jednak potrzebują zainteresowania prasy wokół swoich książek. Dlaczego? W niektórych przypadkach wyszłoby, że w tekście roi się od błędów i dziennikarz na pewno nie omieszkałby tego wytknąć w swoim tekście. To przykre, ale naprawdę dużo wydawców vanity nie dba o poprawność językową swoich książek. Ponadto wydawnictwo działające na zasadach subsydiowania zarabiają w momencie wpłaty autora za usługi, czyli korektę, skład, itd… W misji tak działającej firmy nie jest wpisana sprzedaż książki, bo wydawca zgarnął już swoje do kieszeni, a że marketing to kosztowna i pracochłonna sprawa… Niech się autor w to bawi.

Dlaczego pressbook jest aż tak ważny?

Ponieważ wysyła się go jeszcze przed premierą książki do mediów (telewizja, radio, prasa), blogerów oraz osób opiniotwórczych, które mogą polecić czytelnikom książkę. Mogą, ale nie muszą. Grunt to przekonanie ich o tym, że warto, jeszcze przed tym, jak przeczytają książkę! Muszą bowiem wyrazić chęć otrzymania egzemplarza recenzenckiego.

Na samym początku mojej pracy w wydawnictwie (już prawie cztery lata temu) zrobiliśmy beznadziejną wtopę. Ówczesny przełożony kazał mi przejść się do Empiku, zapoznać się z rubrykami kulturalnymi w czasopismach i znaleźć osoby odpowiedzialne za polecanie książek. Potem wysyłaliśmy bardzo drogą w produkcji książkę (twarda, szyta oprawa i druk w niewielkim nakładzie) na adres redakcji, dopisując jedynie imię i nazwisko nieznanej nam osoby. Dziennikarz mógł otrzymać tę książkę, która dołączyła do stosu nigdy nie otwartych przez niego przesyłek. Nawet, jeśli rozpakował podarunek, to co z tego? Może ten konkretny tytuł w ogóle nie był w jego guście?

Wtedy po prostu nie wiedzieliśmy tego, co jest całkiem oczywiste.

Chodzi o bezpośredni kontakt z dziennikarzem lub influencerem. Jeśli masz choćby maila do takiej osoby, jesteś w stanie dobrze się zaprezentować. Przesyłasz starannie przygotowanego pressbooka i pytasz wprost, czy osoba podjęłaby się opowiedzenia o książce w swoich mediach? Czy w ogóle jest zainteresowana współpracą w zamian za egzemplarz recenzencki? A może chce czegoś więcej, jak np. w przypadku patronatu?

Wydaję książkę. Czy i do czego potrzebuję patrona medialnego?

Jeśli znasz jakiegoś dziennikarza bardzo dobrze, wystarczy, że szepniesz mu słówko przy kawie. Ale jeśli próbujesz dostać się do kogoś, z kim nie miałeś wcześniej do czynienia, pressbook to niezastąpione narzędzie do jak najlepszego przedstawienia swojego utworu. I samego siebie! Jeśli będzie dobrze przygotowany, zdecydowanie zwiększa szanse na to, że dziennikarze napiszą o Twojej książce w czasopismach, a blogerzy na swoich www.

Pressbooka wysyła się również do hurtowni, bibliotek, księgarń i domów kultury! To narzędzie, które pomaga w promocji i sprzedaży na każdym etapie życia książki. 

Księgarnia, którą zaintrygował mail z pressbookiem, zamówi egzemplarze z hurtowni. Hurtownia zamówi od wydawcy więcej egzemplarzy, bo będzie wiedziała, że księgarnie również się zainteresują, więc lepiej się zaopatrzyć, póki czas. Biblioteki muszą dowiedzieć się o nowości książkowej, więc po otrzymaniu efektownego pressbooka mogą zaprosić autora na spotkanie autorskie i zaoferować mu wynagrodzenie, to samo domy kultury.

Jak przygotować pressbook, który powali na kolana?

Przyda się trochę umiejętności graficznych. Znajomość Adobe InDesigna, Photoshopa czy chociażby Corela mile widziana! Jeśli nie masz takich umiejętności, to dobry moment do nauki, poproszenia znajomego albo specjalisty.

Twój pressbook powinien zawierać najważniejsze informacje o książce i jej autorze. Być przejrzysty oraz atrakcyjny graficznie, by wyróżniał się spośród tuzinów innych materiałów prasowych.

Pressbook powinien prezentować wszystko, co najważniejsze:

  • okładkę książki,
  • tytuł, imię i nazwisko (bądź pseudonim) autora,
  • datę premiery,
  • biogram autora,
  • podstawowe informacje o książce – o czym traktuje, do kogo jest skierowana,
  • osobę kontaktową, jej adres e-mail i nr telefonu (w sprawie wywiadów lub spotkań autorskich).

Naprawdę świetnie, gdy dodatkowo pressbook zawierać będzie:

  • szczegóły publikacji (rodzaj oprawy, cenę detaliczną, nr ISBN czy liczbę stron – w końcu lepiej wiedzieć, ile czasu trzeba przeznaczyć na lekturę, prawda?),
  • logotypy patronów medialnych (zwiększają wiarygodność autora – skoro ktoś objął patronat, to musi być dobra książka),
  • fragment książki lub chociaż kilka cytatów,
  • blurby znanych osób, które już zdążyły wypowiedzieć się o książce,
  • informacje o poprzednich publikacjach autora lub zdjęcia z poprzednich spotkań autorskich.

To nieprawda, że pressbook musi być skondensowany na jednej stronie. Może mieć ich więcej i tworzyć faktycznie reklamową książeczkę o nowym tytule. Ba, można go nawet wydrukować i rozdawać na targach książki lub innych imprezach, co też czyni Wydawnictwo Poznańskie. Ale wiadomo, by najważniejsze informacje zostały umieszczone na samym początku. Mamy naprawdę kilka sekund, by zaciekawić odbiorcę, zanim postanowi przeczytać innego e-maila!

Pressbook, który wykonywałam dla Dobiesława Koniecznego, autora Krótkiego wstępu do Apokalipsy, liczył aż 8 stron, z czego każda traktowała o czymś innym, dzięki czemu udało nam się zachować przejrzystość przy dosyć sporej liczbie informacji oraz zdjęć autora.

Pozwolę sobie przytoczyć opinię autora oraz jego żony, Agnieszki Koniecznej, na temat realizacji pressbooka:

Polecamy fabrykadygresji.pl i twórczą, profesjonalną pracę Pani Emilii.
Stworzony przez Panią Emilię pressbook jest wizytówką książki, świetną reklamą, która już na siebie pracuje.
Kontakt z Panią Emilią niezwykle ciepły, inspirujący. Daleko wykraczający poza standardowy schemat kupujący-sprzedający.
Profesjonalne podejście do pracy oraz elastyczność w kwestii twórczych zmian, pozwala kontynuować naszą współpracę w przyszłości.
Ale to dopiero początek cyklu o marketingu książki. Pressbook jest bowiem podstawowym narzędziem, z którego korzysta się najczęściej, ale nie jedynym. Jeśli jesteście zainteresowani tym tematem albo szczególnie jakimś zagadnieniem, np. organizacją spotkań autorskich w bibliotekach, kontaktem z prasą czy np. jak prowadzić stronę książki czy autora na Facebooku, dajcie znać. Np. na Facebooku, zachęcam do polubienia!

Pamiętajcie: jeśli potrzebujecie kogoś do ogarnięcia marketingu Waszej książki, jesteście w idealnym miejscu. Sprawdźcie pakiety w promocyjnych cenach i zapiszcie się na newsletter, by otrzymywać zniżki!

Ile kosztuje wydanie książki? Ile można zarobić na książce?

Przygotowałam dla Ciebie specjalny kalkulator, który powie Ci, ile rzeczywiście powinieneś zapłacić za wydanie swojej książki. Kalkulator pozwoli Ci zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych!
Dodatkowo opracowałam harmonogram wydania książki, który pokaże Ci, jakie czynności trzeba wykonać i ile mogą one potrwać.
Dzięki dwóm historiom bohaterów, z case study Zbyszka i Emki, zobaczysz, na co warto uważać w trakcie współpracy z podwykonawcami i wydawnictwem.
Ponadto przygotowałam kalkulator zysków, dzięki któremu zobaczysz, ile zarobisz na sprzedaży książki współpracując z hurtownią, a ile sprzedając książkę samodzielnie!
Wszystko w prostej formule dzięki tabelkom Excela! Wystarczy, że podasz swój e-mail, a kalkulator i dodatki trafią na Twoją skrzynkę.
* pola wymagane
/ ( mm / dd )
Jestem też do Waszej dyspozycji mailowej pod fabrykadygresji@gmail.com.
I to chyba wszystko na dziś!
Trzymajcie się!
Wasza
PS
Może pomocne okażą się również poniższe artykuły? Sprawdź!
Jak promują się pisarze na Instagramie? 10 polskich kryminalistów!

Jak promują się pisarze na Instagramie? 10 polskich kryminalistów!

O tym, że Instagram to doskonałe narzędzie marketingowe do budowania swojej marki osobistej oraz powiększania społeczności, powinni już wszyscy wiedzieć. Ale jak to robić, będąc pisarzem? Przecież życie literata jest nudne: biurko, komputer, kawa… A może jednak wręcz przeciwnie? 10 polskich pisarzy kryminałów obala ten stereotyp! Sprawdź, jak promują się na Instagramie!

Ten tekst powstał głównie dla debiutujących autorów, którzy wahają się jeszcze co do prowadzenia mediów społecznościowych. Kochani, warto jest promować swoją markę osobistą. W ten sposób naprawdę możecie zbliżyć się do swoich czytelników i nawiązać z nimi bezpośrednie interakcje. Chyba dobrze poznawać ludzi zainteresowanych Waszymi tekstami? Dla mnie właśnie możliwość spotkań z czytelnikami jest jedną z najcenniejszych rzeczy w pisarstwie.

Poza tym rzadko piszę o kryminałach, bo nie jestem ich miłośniczką, ale wiem, że to jeden z ulubionych gatunków literackich. Postanowiłam zatem delikatnie ugryźć temat, od strony rozrywkowej, nie krytycznej. To co, zaczynamy top 10 polskich kryminalistów na Instagramie?

Katarzyna Bonda

Królowa polskiego kryminału: piękna i mądra niczym Atena. Urodzona w 1977, w swoim dorobku literackim ma już osiem powieści kryminalnych. Jest nauczycielką w Maszynie do pisania oraz autorką książki o tym samym tytule, wydanej przez Muzę. Aktualnie angażuje się w promocję finałowego tytułu z serii o Saszy Załuskiej. Z okazji premiery Czerwonego pająka zorganizowano na Bulwarach Wiślanych w Warszawie specjalną przestrzeń dla czytelników. Będą tam mogli zanurzyć się w świecie stworzonym przez Bondę i poczuć jak bohaterowie serii.

Oprócz zdjęć ze spotkań autorskich, festiwali literackich czy widoków z życia codziennego, Bonda dzieli się z fanami swoją pasją. Dobrze wpasowuje się w jej twórczość literacką, bo chodzi o… strzelanie. Aż sama nabrałam ochoty na taki sport!

Wojciech Chmielarz

Jakub Mortka, komisarz o nieco zabawnym, ale świetnie przyjętym przez czytelników nazwisku, jest bohaterem jednego z cykli kryminalnych Wojciecha Chmielarza. Choć osobiście nie przeczytałam jeszcze żadnej książki tego autora, niebawem zapewne nadrobię zaległości. Wydane ostatnio przez Marginesy Żmijowisko prezentuje się wprost epicko, a Instagram autora mówi nam, że jest mężczyzną sympatycznym, z poczuciem humoru oraz otwartym na ludzi. Nawet, jeśli nie jest tak w rzeczywistości, media społecznościowe zrobiły swoją robotę.

Gaja Grzegorzewska

Autorka cyklu kryminalnego o prywatnej detektyw, Julii Dobrowolskiej, prowadzi bardzo barwny profil na Instagramie. Zdjęcia wyróżniają się na tle pozostałych, publikowanych przez innych polskich twórców kryminałów. Widać na pierwszy rzut oka, że Grzegorzewska jest nieprzeciętną osobowością, której życie mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Autorka publikuje zdjęcia swoich malunków. Poleca książki, które warto przeczytać. Pozuje w artystycznych kreacjach i pokazuje, jak fajny dystans ma do siebie, fotografując się na przykład z maseczką na twarzy. Sprawia wrażenie ciekawej osoby, którą bardzo chce się poznać. A jak to zrobić? Najlepiej poprzez literaturę. Kto sięga po książkę Grzegorzewskiej, ręka w górę! A może są tu jacyś czytelnicy autorki? Dajcie znać, które utwory podobały Wam sie najbardziej!

Marta Guzowska

Witajcie! Tu Marta! #martaguzowska

Post udostępniony przez Marta Guzowska – Pisarka (@martaguzowska_pisarka)


Ta autorka z kolei widzi świat raczej biało-czarno, jeśli mamy wiedzę na jej temat czerpać z Instagramu. Marta Guzowska jest nie tylko pisarką, ale również archeolożką. Pewnie dlatego na jej profilu znajdziemy mnóstwo intrygujących zdjęć. Z codzienną fotografią przeplatają się takie ciekawostki jak chociażby starożytne ruiny czy… kupa dinozaura! Autorka Reguły nr 1, Chciwości czy Ślepego archeologa jest jednak oszczędna w ujawnianiu szczegółów ze swojego życia. Zdjęć jest mało, mimo że Guzowska zaczęła prowadzić Instagram ponad dwa lata temu. Nic w tym dziwnego. Prywatność to skarb, a dzięki tej postawie Guzowska jest naturalna i widać, że zamiast tracić czas na wrzucanie fotek, woli skupić się na ważniejszych czynnościach.

Remigiusz Mróz

czyli człowiek, który nie do końca zrozumiał wyzwanie 52 książki w roku i zamiast je czytać, po prostu je pisze… Mam nadzieję, że nie jest to zbyt krzywdzący żart. Remigiusza Mroza podziwiam za pracowitość i zorganizowanie jak mało kogo. Poza tym jest przesympatycznym twórcą, który potrafi zatroszczyć się o promocję swoich literackich dzieci. Jego Instagram nie jest co prawda zbytnio rozbudowany, ale… nie musi być. W końcu i bez tego Remigiusz Mróz ma tam ponad 18 tysięcy fanów! Czy za jego popularność odpowiada zdjęcie z przepiękną Agnieszką Dygant? Nie sądzę. Ten przykład udowadnia, że prowadzenie profilu na Instagramie jest ważnym zabiegiem marketingowym, ale tylko do pewnego etapu sławy. Później może być swobodnym dodatkiem.

Joanna Opiat-Bojarska

Szósty dzień zwiedzania. Dalej nie idę… Coke is all I need.

Post udostępniony przez Joanna Opiat-Bojarska (@opiatbojarska)

Musi być wielką miłośniczką Nowego Jorku. Mimo że akcja jej książek toczy się w rozmaitych polskich miastach (czytałam Niebezpieczną grę, której bohaterka, Aleksandra Wilk, z rodzinnego Poznania przenosi się na kilka dni do Łodzi), to na Instagramie goszczą ostatnio piękne miejskie widokówki z USA. Opiat-Bojarska pokazuje, że jest zwolenniczką aktywnego trybu życia. Pływanie i skoki ze spadochronu? Czemu nie! A do tego oczywiście informacje o wieczorkach autorskich, nowych książkach i spotkaniach z kolegami po fachu.

Katarzyna Puzyńska

Podczas prowadzenia swojego profilu zmieniła się z niepozornej myszki-okularnicy w kobietę z pazurem. Tatuaże i drapieżny image nie wyparły jednak tego, co najważniejsze: ukochanych zwierzaków, natury i, rzecz jasna, książek. A tych coraz więcej, ponieważ Puzyńska ma na swoim koncie już dziewięć powieści kryminalnych! Bardzo miło obserwować, z jaką wytrwałością prowadzi Instagram, a przede wszystkim rozwija się literacko i na polu osobistym. Z takich pisarek trzeba brać przykład!

Alek Rogoziński

Debiutował całkiem niedawno, bo w 2015 roku, ale jego Ukochany z piekła rodem zdobył pierwsze miejsce na liście bestsellerów Empiku! To chyba wyczyn, prawda? Pisarz często podkreśla, że uwielbia Madonnę. Z profilu na Instagramie dowiadujemy się… że musi bardzo lubić Instagram, bo mnóstwo tu fotek!  Sympatyczny uśmiech, chłopięca fryzura, czujny wzrok kryminalisty lustrujący nas zza prostokątnych szkieł okularów – Alek Rogoziński co chwila pozdrawia czytelników swoimi selfikami. Do tego mamy setki zdjęć z podróży oraz z wielbicielami. Wniosek z tego taki, że jeśli jesteście fanami i chcecie poprosić o wspólną fotę, odmowa raczej Was nie spotka.

Przemysław Semczuk

Dziennikarz, publicysta i twórca kryminałów opartych na faktach, jest przede wszystkim fanem… swojej rodziny. Pisarz promuje aktualnie Tak będzie prościej i publikuje na Instagramie zdjęcia, przedstawiające jego codzienność. Nie jest to raczej jego mocna strona, bo większość fotografii ma… zero polubień. Ale i prowadzenia Instagramu można się nauczyć! A z czasem nawet polubić. Profil Semczuka charakteryzują zabawne opisy zdjęć, dla których warto go obserwować. Poczucie humoru to faktycznie mocna strona pisarza, o czym mogłam przekonać się na warsztatach literackich z Maszyną do pisania. I tak, na zdjęciu powyżej możecie dostrzec również moją mordkę.

Marcin Wroński

Z tego, co słyszałam, bardzo dobry z niego pisarz, ale nie miałam jeszcze okazji się o tym przekonać. (Po prostu nie czytałam). Z profilu wyłania się postać urokliwego, nieco zagadkowego dżentelmena. U autora, który debiutował w roku mojego urodzenia (przypomnijmy: 1992), mało wszak zdjęć. Zatem, jak na kilka fotek, liczba 470 obserwujących jest całkiem dobrym wynikiem. I może właśnie ta tajemniczość zachęca bardziej do zetknięcia się z tym człowiekiem poprzez literaturę, którą stworzył? Hm, to chyba tylko moje subiektywne odczucie.

I głód.

Bo raz na jakiś czas wpada mi w ręce kryminał i jestem rozczarowana jego lekturą. A chciałabym przeczytać wreszcie dobry polski tekst ze zbrodnią w roli głównej. Proszę Was zatem o wskazówki w komentarzach. Za co się wziąć, by nie być po raz kolejny zbałamuconą przez błahą zagadkę i papierowych bohaterów? Emocji pragnę, emocji! Dajcie znać, dobra?

I jeśli podobał Wam się post, polubcie Fabrykę dygresji na Facebooku. A jeśli nie? Śmiało, piszcie, dlaczego!

 Przy okazji zapraszam jeszcze co czwartek o 19.00, właśnie tam, na Facebooka, bo będą live’y! I zaczynamy już jutro! Nie przegapcie!

Serdeczności, kochani!

Wasza

Najlepsze polskie profile książkowe na Instagramie, cz. 3

Święta! Pojedzone? Poczytane? Wypoczęte?
To teraz zapraszam na kolejny odcinek najlepszych polskich profili książkowych na Instagramie, w którym główną bohaterką będzie Paula, autorka bloga Rude recenzuje i cudownych zdjęć publikowanych na inście pod pseudonimem ruderecenzuje. Zapraszam do zapoznania się ze stronami, zanim przejdziemy dalej!
Różnorodność, rewelacyjnie rozwinięte poczucie estetyki, przejrzystość i niezwykły klimat – tak podsumowałabym zdjęcia książek, które wykonuje Paula. Nic dziwnego, że jej konto obserwuje już 1 175 osób. 
Jak Paula tego dokonała? Czy sekret tkwi w ciekawym doborze lektur? (Obok Joanny Bator mamy do czynienia m.in. z komiksem lub Harrym Potterem). A może wystarczy tylko artystyczne podejście i systematyczność, jak było to w przypadku Miłki, o której pisałam w poprzednim odcinku Najlepszych polskich profili książkowych na Instagramie?
O tym w poniższym wywiadzie z Paulą, która od kilku lat mieszka w Olsztynie, gdzie w czerwcu bieżącego (jeszcze) roku ukończyła studia. Póki co, skupia się intensywnie na prowadzeniu bloga i literaturze. 

Emilka: 2. Dlaczego w ogóle fotografujesz książki?
Paula: Z fotografią od małego miałam coś wspólnego, zawsze mnie to kręciło. Jak byłam młodsza trochę bardziej, z wiekiem zaczęło mi to przechodzić przez masę różnego rodzaju obowiązków na głowie. Mniej więcej rok temu założyłam profil na Instagramie i od tego momentu zaczęłam fotografować głównie książki, bo w gruncie rzeczy to była jedyna rzecz, którą chciałam się z kimkolwiek dzielić. Najpierw pojawiały się też zdjęcia z różnych wyjść „na miasto”, ale zaniechałam tego, bo jednak nie chciałam, żeby obcy ludzie bardzo ingerowali w moje życie.

E: Skąd bierzesz pomysły na Instagramowe fotografie? Inspirujesz się czymś, czy pomysł od razu pojawia Ci się w głowie?
P: Zdarza mi się inspirować zdjęciami z gazet, czy znalezionymi gdzieś w sieci, dużo pomysłów nachodzi mnie w czasie przeglądania innych Instagramów książkowych – szczególnie tych zagranicznych. Czasami wystarczy wyjście z psem na spacer i pojawia się pomysł na kolejny dodatek do kompozycji. Im częściej się pracuje nad różnymi kreacjami zdjęć, tym później wymyślenie czegoś nowego staje się łatwiejsze.

E: Czy Twoje konto na Instagramie to dodatek do bloga, czy raczej niezależny twór? Najpierw był blog czy Instagram?
P: Najpierw był Instagram, blog powstał około 4 miesięcy później. Przez długi czas faktycznie były niezależnymi tworami, ale od jakiegoś czasu stale dążę do tego, żeby Instagram był dodatkiem do bloga i przy okazji urozmaiceniem fanpage’a na Facebook’u. Ludzie dużo chętniej sięgają po grafikę niż tekst, bo są potencjalnie łatwiejsze w odbiorze i nie wymagają tyle skupienia. Także póki co stawiam na zdjęcia, które zachęcą do przeczytania recenzji danej książki. 😉

E: Kiedy do Ciebie pisałam w sprawie wywiadu, wszystko wskazywało na to, że niedługo osiągniesz tysiąc obserwujących. Teraz jest ich grubo ponad tysiąc i pewnie niebawem zbliżysz się do tysiąca pięciuset. A to niespełna miesiąc! Czy masz jakieś porady dla osób, które chciałyby pójść w Twoje ślady? W czym tkwi zagadka: w dobrej fotografii, częstotliwości dodawania postów, hashtagach, a może chodzi o coś zupełnie innego?
P: Swojej fotografii osobiście nie uważam za dobrą, jakość zdjęć jest często słaba, zdjęcia są rozmazane albo jakieś takie niewyraźne – ale to świadczy o tym, że nie trzeba dysponować super drogim sprzętem, żeby publikować zdjęcia na Instagramie i żeby one faktycznie trafiły do jakiejś grupy ludzi. Myślę, że najważniejsze w przyciągnięciu uwagi jest umieszczenie estetycznej kompozycji na zdjęciu i odpowiednie oznaczenie ich za pomocą #hashtagów. Wydaje mi się, że częstotliwość też ma ogromne znaczenie, że ważne jest publikowanie zdjęć regularnie, żeby „utrzymać” swoich obserwatorów. Jak dla mnie ważne jest również wykonywanie zdjęć w odpowiednim świetle – bardziej urzekają mnie zdjęcia wykonywane w świetle dziennym, tak też staram się robić moje zdjęcia.

E: Co sprawia Ci więcej frajdy: pisanie recenzji książek czy ich fotografowanie?
P: Różnie to bywa – zdarzają się książki, o których bardzo chętnie i z ogromnym zapałem piszę, bo wpasowały się idealnie w mój gust i fabuła mnie zachwyciła, ale okazuje się, że brakuje mi pomysłu na ciekawe zdjęcie z tą pozycją w roli głównej. Czasami jest odwrotnie – książka okazuje się totalną klapą, a zrobiłam jej masę zdjęć w różnych kompozycjach i świetnie się przy tym bawiłam. Wszystko zależy od konkretnej pozycji. Natomiast jeżeli miałabym wybrać między fotografowaniem a pisaniem – wybrałabym to pierwsze.

E: Kiedy tworzysz nowe posty, zarówno na blogu, jak i na Instagramie? Czy przeznaczasz na to dużo czasu?
P: Zarówno opinie o książkach pojawiające się na blogu, jak i zdjęcia na Instagramie wymagają ode mnie ciągłej pracy – a dokładniej ciągłego analizowania. Więc w gruncie rzeczy przeznaczam na to dużo czasu. Każdy książkowy post, który pojawił się na moim blogu został wykreowany na podstawie pewnego schematu, konspektu – dla każdej książki jest on inny. Po przeczytaniu konkretnej pozycji często potrzebuję kilku dni na zebranie myśli, wyłapanie i spisanie najważniejszych moim zdaniem elementów książki i późniejszą selekcję i dopasowywanie ich w odpowiednie miejsca notatki tak, żeby miała ona przysłowiowe ręce i nogi. 

Wykonywanie zdjęć na Instagrama jest dużo łatwiejsze. Jedyne napotykane problemy to zdobycie różnego rodzaju rekwizytów i dopasowywanie ich zarówno między sobą, jak i do książek.

E: Jak w ogóle zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem o książkach? Wiem z bloga, że zakochałaś się w czytaniu od spotkania z Harlanem Cobenem. Ale czy już wtedy myślałaś o tym, by dzielić się swoimi refleksjami na temat lektur w Internecie?
P: Jako że czytanie kiedyś zupełnie mnie nie kręciło, może nawet wydawało się być całkowitą stratą czasu, nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby założyć bloga i dzielić się na nim przemyśleniami o poszczególnych pozycjach książkowych. Na początku roku (styczeń 2015) na fanpage’u Wydawnictwa Znak pojawił się post, w którym Wydawnictwo ogłosiło, że poszukują osób, które chciałyby recenzować ich książki. Postanowiłam spróbować swoich sił i się zgłosiłam – od momentu kiedy zainteresowałam się książkami, często sięgałam po książki Znaku (zresztą do tej pory sięgam). Okazało się, że brak bloga wcale nie stał na przeszkodzie i zostałam przyjęta z otwartymi rękoma do grona recenzentów. Po którejś z kolei otrzymanej pozycji postanowiłam założyć bloga i publikować na nim recenzje. Zawsze mogłam go usunąć. Nie spodziewałam się, że z moim słomianym zapałem będę go prowadzić przez tak długi czas (nie wspominając o książkowym Instagramie i fanpage’u na dokładkę). 

Przepiękne Rude zaprasza Was na sowitą porcję soczystych recenzji!
E: Co najchętniej czytasz?
P: Zdecydowanie najchętniej sięgam po kryminały oraz reportaże i literaturę faktu ściśle związane z tematyką mafijną. Lubię uczucie niepewności i ciągłe skupienie przy tego typu książkach. Lubię momenty, kiedy nie mogę usnąć przez napięcie, które wywołała we mnie dana pozycja, nawet jeżeli już ją skończyłam. Chociaż wykreowanie wartkiej akcji i zaskakującej fabuły stanowi nie lada wyczyn, docenienie kryminału – wyciągnięcie z niego każdego pozytywnego aspektu jest dla mnie dużo łatwiejsze niż przy książkach zaliczanych do innych kategorii.
Na zakończenie Paula poleca Wam jeszcze trzy książki, które koniecznie musicie przeczytać, a ja z kolei zapraszam na Facebookowy fanpage Rude recenzuje, by być na bieżąco ze wszystkimi nowościami.
1. Wstręt do tulipanów – Richard Lourie, literatura faktu
2. Dzieci gniewu – Paul Grossman, kryminał
3. Dżungla – Dariusz Sypień, fantastyka
Czytaliście coś z tego zestawu? Osobiście przyznam, że pierwsze słyszę o lekturach poleconych przez Paulę, ale Wstręt do tulipanów zaintrygował mnie jako tytuł, więc z chęcią po niego sięgnę. 
Bardzo dziękuję Pauli za poświęcony mi czas! Wszystkim nam, zainteresowanych Instagramem, życzę jak najwięcej oryginalnych konceptów i czasu do ich realizacji, wiernych obserwatorów i tego, byśmy każde nasze zajęcie, nieważne, czy związane z blogowaniem czy czymkolwiek innym, wykonywali z prawdziwą pasją. To tak z okazji Bożego Narodzenia. 
Na sam koniec, jak zwykle, apeluję:  jeżeli macie jakieś refleksje, pytania, chcecie pochwalić się swoim profilem na Instagramie lub podzielić wskazówkami dotyczącymi prowadzenia strony – nie wahajcie się i piszcie! Moją uwagę też zwrócicie na samym Instagramie poprzez hasz #fabrykadygresji lub oznaczenie przez małpkę @. 

Najlepsze polskie profile książkowe na Instagramie, cz. 2

Kto jeszcze nie śledzi mojego konta na Instagramie, niechaj wie, że dwa ostatnie zdjęcia, które tam zamieściłam, wydają mi się o wiele lepszej jakości niż wszystkie poprzednie 103. Czegoś najwyraźniej się uczę od dziewczyn, które tak pięknie prowadzą swoje profile. Chciałabym, żebyście, o ile jesteście zainteresowani, również coś wyciągnęli z mojego rankingu, który tak naprawdę ma stanowić dla nas wszystkich lekcje. Dziś o profilu trochę bardziej młodzieżowym, niż ostatnio, jak u Karoliny i Pana Franciszka. Mniej prywaty kotków, ale więcej aromatycznej herbaty i literatury young adult. 

Bohaterką dzisiejszego odcinka jest Miłka, prowadząca bloga recenzenckiego maw-reads.blogspot.com i konto na Instagramie pod nickiem maw_reads. Urzekła mnie przejrzystość zdjęć, porządek, który na nich panuje, ich stonowanie kolorystyczne i niesamowity klimat. Ciepły, przyjemny, relaksujący… I bardzo dziewczęcy. Zupełnie się nie dziwię, że aktualnie Miłkę obserwuje 1 658 osób. Spójrzcie sami, jak u niej cudownie! I choć nie do końca są to moje klimaty książkowe, to fotografiami idzie się naprawdę zachwycić. Jakie porady ma dla Was Miłka i kim w ogóle jest? Zapraszam do przeczytania króciuteńkiego wywiadu.

Emilka: Jak zaczęła się Twoja przygoda z literaturą? Od zawsze lubiłaś czytać książki?
Miłka: Pierwszą osobą, która mi czytała, był tata. Tata jest wielkim fanem czytelnictwa, jestem mu ogromnie wdzięczna, że zaraził mnie swoją pasją. Już od najmłodszych lat dreptałam dzielnie do biblioteki i wynosiłam kilka książeczek na raz. W końcu doprowadziłam do tego, że tata miał dosyć bajeczek dla dzieci. 🙂 Gdy już nauczyłam się sama czytać pochłaniałam niewyobrażalne ilości książek. Bywało i tak, że przez dłuższy czas w ogóle nie sięgałam do biblioteczki. Nie znosiłam lektur szkolnych. Wstyd się przyznać, ale od gimnazjum przeczytałam naprawdę niewiele z nich.
 
E: Jaki jest Twój ulubiony rodzaj książek i dlaczego?
M:Ciężko wybrać jeden rodzaj. Lubię young adult, w szerokim słów tych znaczeniu. Czy to fantasy, utopia, antyutopia, romansidełka itp. Dobrze mi się czyta młodzieżówki, często zastanawiam się czy kiedyś z nich wyrosnę. Mam nadzieję, że nie prędko, bo sprawiają mi wiele przyjemności. Ponadto najzwyklejsze obyczajówki, kryminały, thrillery. Lubię też takie pozycje, które dają do myślenia, trochę cięższe. Na dobrą sprawę przeczytam wszystko, co przykuje moją uwagę.
E: Kiedy pojawił się pomysł na rozpoczęcie prowadzenia bloga z recenzjami? 
M: Temat bloga przewijał się w moim życiu nieustannie. Od zawsze chciałam mieć swoje miejsce w sieci i szczerze mówiąc, nie raz robiłam już „podejście” do blogowania. Jednak nigdy nie czułam się wystarczająco dobra, chciałam by odzew był natychmiastowy a kiedy go nie było – rezygnowałam. Tym razem zaczęłam od Instagrama, spodobał się, przyjął. Postanowiłam spróbować po raz kolejny i mam nadzieję, że w końcu trafiłam w dziesiątkę, że to odpowiedni czas.
 
E: Twoje fotografie zamieszczane na Instagramie są bardzo estetyczne. To prawdziwe dzieła sztuki! Czy realizujesz się jako plastyk bądź fotograf?
M: To dość mocne słowa, ale dziękuję! Staram się, żeby takie były. Fotografia to moje niespełnione marzenie. Do prac plastycznych natomiast mam dwie lewe ręce. 🙂
 

Miłka wygląda właśnie tak


E: Aktualnie na Instagramie obserwuje Cię już ponad półtora tysiąca osób, co jest niewątpliwym sukcesem. Jak długo zajęło Ci osiągnięcie tej liczby? Czy możesz udzielić jakichś wskazówek dla innych instagramowiczów, którzy chcieliby pójść w Twoje ślady?

M: Nie spodziewałam się takiej liczby osób zainteresowanych moimi zdjęciami i tym co mam do powiedzenia. Regularne prowadzenie profilu na Instagramie zaczęłam około trzech miesięcy temu. Wydaje mi się, że to dość dobry „wynik” jak na tak krótki czas i jestem niesamowicie wdzięczna każdej osobie, która mnie obserwuje.
Jeśli mogłabym komukolwiek coś radzić to: po pierwsze – systematyczność! Po drugie – lubię, kiedy tematyczne Instagramy są przejrzyste, zdjęcia mają dobrą jakość, są dobrze oświetlone. Wiem, że nie każdy ma świetny aparat czy to w telefonie czy jakikolwiek inny. Dobrze jednak, jeśli odbiorca ma szanse zobaczyć na zdjęciu coś więcej niż czarną plamę. Na koniec dodam, że ważne jest to, by być miłym i uprzejmym. Przecież nie chcemy nikogo odstraszyć – wręcz przeciwnie! Kiedy już odnieśliśmy pierwszy sukces i zainteresowanie wzrasta – nie warto się wywyższać, osoby początkujące powinniśmy traktować na równi ze sobą bo przecież sami kiedyś zaczynaliśmy. Tym się kieruję i to jest moja główna wskazówka.

E: Czy mogłabyś podać jeszcze 3 tytuły książek, które polecasz mnie oraz czytelnikom mojego bloga? M: „Ostatnie dni Królika” – Anna McPartlin, „Pisane szkarłatem” – Anne Bishop oraz „Zaklinacz czasu” – Mitch Albom. 

Podsumowując: z pustego i Salomon nie naleje. Jeśli marzycie o podobnej popularności na Instagramie, a Wasze fotografie, mimo że pomysłowe, nie są dobrze oświetlone lub ukazują się w sieci za rzadko i w różnych odstępach czasu, prawdopodobnie będziecie mieć fiasko, a nie obserwatorów. Miłce serdecznie dziękuję za wywiad i dawkę inspiracji oraz gratuluję pracowitości i polotu, zaś do reszty apeluję, jak ostatnio:  jeżeli macie jakieś refleksje, pytania, chcecie pochwalić się swoim profilem na Instagramie lub podzielić wskazówkami dotyczącymi prowadzenia strony – nie wahajcie się i piszcie! Moją uwagę też zwrócicie na samym Instagramie poprzez hasz #fabrykadygresji lub oznaczenie przez małpkę @.