Jak promują się pisarze na Instagramie? 10 polskich kryminalistów!

Jak promują się pisarze na Instagramie? 10 polskich kryminalistów!

O tym, że Instagram to doskonałe narzędzie marketingowe do budowania swojej marki osobistej oraz powiększania społeczności, powinni już wszyscy wiedzieć. Ale jak to robić, będąc pisarzem? Przecież życie literata jest nudne: biurko, komputer, kawa… A może jednak wręcz przeciwnie? 10 polskich pisarzy kryminałów obala ten stereotyp! Sprawdź, jak promują się na Instagramie!

Ten tekst powstał głównie dla debiutujących autorów, którzy wahają się jeszcze co do prowadzenia mediów społecznościowych. Kochani, warto jest promować swoją markę osobistą. W ten sposób naprawdę możecie zbliżyć się do swoich czytelników i nawiązać z nimi bezpośrednie interakcje. Chyba dobrze poznawać ludzi zainteresowanych Waszymi tekstami? Dla mnie właśnie możliwość spotkań z czytelnikami jest jedną z najcenniejszych rzeczy w pisarstwie.

Poza tym rzadko piszę o kryminałach, bo nie jestem ich miłośniczką, ale wiem, że to jeden z ulubionych gatunków literackich. Postanowiłam zatem delikatnie ugryźć temat, od strony rozrywkowej, nie krytycznej. To co, zaczynamy top 10 polskich kryminalistów na Instagramie?

Katarzyna Bonda

Królowa polskiego kryminału: piękna i mądra niczym Atena. Urodzona w 1977, w swoim dorobku literackim ma już osiem powieści kryminalnych. Jest nauczycielką w Maszynie do pisania oraz autorką książki o tym samym tytule, wydanej przez Muzę. Aktualnie angażuje się w promocję finałowego tytułu z serii o Saszy Załuskiej. Z okazji premiery Czerwonego pająka zorganizowano na Bulwarach Wiślanych w Warszawie specjalną przestrzeń dla czytelników. Będą tam mogli zanurzyć się w świecie stworzonym przez Bondę i poczuć jak bohaterowie serii.

Oprócz zdjęć ze spotkań autorskich, festiwali literackich czy widoków z życia codziennego, Bonda dzieli się z fanami swoją pasją. Dobrze wpasowuje się w jej twórczość literacką, bo chodzi o… strzelanie. Aż sama nabrałam ochoty na taki sport!

Wojciech Chmielarz

Jakub Mortka, komisarz o nieco zabawnym, ale świetnie przyjętym przez czytelników nazwisku, jest bohaterem jednego z cykli kryminalnych Wojciecha Chmielarza. Choć osobiście nie przeczytałam jeszcze żadnej książki tego autora, niebawem zapewne nadrobię zaległości. Wydane ostatnio przez Marginesy Żmijowisko prezentuje się wprost epicko, a Instagram autora mówi nam, że jest mężczyzną sympatycznym, z poczuciem humoru oraz otwartym na ludzi. Nawet, jeśli nie jest tak w rzeczywistości, media społecznościowe zrobiły swoją robotę.

Gaja Grzegorzewska

Autorka cyklu kryminalnego o prywatnej detektyw, Julii Dobrowolskiej, prowadzi bardzo barwny profil na Instagramie. Zdjęcia wyróżniają się na tle pozostałych, publikowanych przez innych polskich twórców kryminałów. Widać na pierwszy rzut oka, że Grzegorzewska jest nieprzeciętną osobowością, której życie mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Autorka publikuje zdjęcia swoich malunków. Poleca książki, które warto przeczytać. Pozuje w artystycznych kreacjach i pokazuje, jak fajny dystans ma do siebie, fotografując się na przykład z maseczką na twarzy. Sprawia wrażenie ciekawej osoby, którą bardzo chce się poznać. A jak to zrobić? Najlepiej poprzez literaturę. Kto sięga po książkę Grzegorzewskiej, ręka w górę! A może są tu jacyś czytelnicy autorki? Dajcie znać, które utwory podobały Wam sie najbardziej!

Marta Guzowska

Witajcie! Tu Marta! #martaguzowska

Post udostępniony przez Marta Guzowska – Pisarka (@martaguzowska_pisarka)


Ta autorka z kolei widzi świat raczej biało-czarno, jeśli mamy wiedzę na jej temat czerpać z Instagramu. Marta Guzowska jest nie tylko pisarką, ale również archeolożką. Pewnie dlatego na jej profilu znajdziemy mnóstwo intrygujących zdjęć. Z codzienną fotografią przeplatają się takie ciekawostki jak chociażby starożytne ruiny czy… kupa dinozaura! Autorka Reguły nr 1, Chciwości czy Ślepego archeologa jest jednak oszczędna w ujawnianiu szczegółów ze swojego życia. Zdjęć jest mało, mimo że Guzowska zaczęła prowadzić Instagram ponad dwa lata temu. Nic w tym dziwnego. Prywatność to skarb, a dzięki tej postawie Guzowska jest naturalna i widać, że zamiast tracić czas na wrzucanie fotek, woli skupić się na ważniejszych czynnościach.

Remigiusz Mróz

czyli człowiek, który nie do końca zrozumiał wyzwanie 52 książki w roku i zamiast je czytać, po prostu je pisze… Mam nadzieję, że nie jest to zbyt krzywdzący żart. Remigiusza Mroza podziwiam za pracowitość i zorganizowanie jak mało kogo. Poza tym jest przesympatycznym twórcą, który potrafi zatroszczyć się o promocję swoich literackich dzieci. Jego Instagram nie jest co prawda zbytnio rozbudowany, ale… nie musi być. W końcu i bez tego Remigiusz Mróz ma tam ponad 18 tysięcy fanów! Czy za jego popularność odpowiada zdjęcie z przepiękną Agnieszką Dygant? Nie sądzę. Ten przykład udowadnia, że prowadzenie profilu na Instagramie jest ważnym zabiegiem marketingowym, ale tylko do pewnego etapu sławy. Później może być swobodnym dodatkiem.

Joanna Opiat-Bojarska

Szósty dzień zwiedzania. Dalej nie idę… Coke is all I need.

Post udostępniony przez Joanna Opiat-Bojarska (@opiatbojarska)

Musi być wielką miłośniczką Nowego Jorku. Mimo że akcja jej książek toczy się w rozmaitych polskich miastach (czytałam Niebezpieczną grę, której bohaterka, Aleksandra Wilk, z rodzinnego Poznania przenosi się na kilka dni do Łodzi), to na Instagramie goszczą ostatnio piękne miejskie widokówki z USA. Opiat-Bojarska pokazuje, że jest zwolenniczką aktywnego trybu życia. Pływanie i skoki ze spadochronu? Czemu nie! A do tego oczywiście informacje o wieczorkach autorskich, nowych książkach i spotkaniach z kolegami po fachu.

Katarzyna Puzyńska

Podczas prowadzenia swojego profilu zmieniła się z niepozornej myszki-okularnicy w kobietę z pazurem. Tatuaże i drapieżny image nie wyparły jednak tego, co najważniejsze: ukochanych zwierzaków, natury i, rzecz jasna, książek. A tych coraz więcej, ponieważ Puzyńska ma na swoim koncie już dziewięć powieści kryminalnych! Bardzo miło obserwować, z jaką wytrwałością prowadzi Instagram, a przede wszystkim rozwija się literacko i na polu osobistym. Z takich pisarek trzeba brać przykład!

Alek Rogoziński

Debiutował całkiem niedawno, bo w 2015 roku, ale jego Ukochany z piekła rodem zdobył pierwsze miejsce na liście bestsellerów Empiku! To chyba wyczyn, prawda? Pisarz często podkreśla, że uwielbia Madonnę. Z profilu na Instagramie dowiadujemy się… że musi bardzo lubić Instagram, bo mnóstwo tu fotek!  Sympatyczny uśmiech, chłopięca fryzura, czujny wzrok kryminalisty lustrujący nas zza prostokątnych szkieł okularów – Alek Rogoziński co chwila pozdrawia czytelników swoimi selfikami. Do tego mamy setki zdjęć z podróży oraz z wielbicielami. Wniosek z tego taki, że jeśli jesteście fanami i chcecie poprosić o wspólną fotę, odmowa raczej Was nie spotka.

Przemysław Semczuk

Dziennikarz, publicysta i twórca kryminałów opartych na faktach, jest przede wszystkim fanem… swojej rodziny. Pisarz promuje aktualnie Tak będzie prościej i publikuje na Instagramie zdjęcia, przedstawiające jego codzienność. Nie jest to raczej jego mocna strona, bo większość fotografii ma… zero polubień. Ale i prowadzenia Instagramu można się nauczyć! A z czasem nawet polubić. Profil Semczuka charakteryzują zabawne opisy zdjęć, dla których warto go obserwować. Poczucie humoru to faktycznie mocna strona pisarza, o czym mogłam przekonać się na warsztatach literackich z Maszyną do pisania. I tak, na zdjęciu powyżej możecie dostrzec również moją mordkę.

Marcin Wroński

Z tego, co słyszałam, bardzo dobry z niego pisarz, ale nie miałam jeszcze okazji się o tym przekonać. (Po prostu nie czytałam). Z profilu wyłania się postać urokliwego, nieco zagadkowego dżentelmena. U autora, który debiutował w roku mojego urodzenia (przypomnijmy: 1992), mało wszak zdjęć. Zatem, jak na kilka fotek, liczba 470 obserwujących jest całkiem dobrym wynikiem. I może właśnie ta tajemniczość zachęca bardziej do zetknięcia się z tym człowiekiem poprzez literaturę, którą stworzył? Hm, to chyba tylko moje subiektywne odczucie.

I głód.

Bo raz na jakiś czas wpada mi w ręce kryminał i jestem rozczarowana jego lekturą. A chciałabym przeczytać wreszcie dobry polski tekst ze zbrodnią w roli głównej. Proszę Was zatem o wskazówki w komentarzach. Za co się wziąć, by nie być po raz kolejny zbałamuconą przez błahą zagadkę i papierowych bohaterów? Emocji pragnę, emocji! Dajcie znać, dobra?

I jeśli podobał Wam się post, polubcie Fabrykę dygresji na Facebooku. A jeśli nie? Śmiało, piszcie, dlaczego!

 Przy okazji zapraszam jeszcze co czwartek o 19.00, właśnie tam, na Facebooka, bo będą live’y! I zaczynamy już jutro! Nie przegapcie!

Serdeczności, kochani!

Wasza

Najlepsze polskie profile książkowe na Instagramie, cz. 3

Święta! Pojedzone? Poczytane? Wypoczęte?
To teraz zapraszam na kolejny odcinek najlepszych polskich profili książkowych na Instagramie, w którym główną bohaterką będzie Paula, autorka bloga Rude recenzuje i cudownych zdjęć publikowanych na inście pod pseudonimem ruderecenzuje. Zapraszam do zapoznania się ze stronami, zanim przejdziemy dalej!
Różnorodność, rewelacyjnie rozwinięte poczucie estetyki, przejrzystość i niezwykły klimat – tak podsumowałabym zdjęcia książek, które wykonuje Paula. Nic dziwnego, że jej konto obserwuje już 1 175 osób. 
Jak Paula tego dokonała? Czy sekret tkwi w ciekawym doborze lektur? (Obok Joanny Bator mamy do czynienia m.in. z komiksem lub Harrym Potterem). A może wystarczy tylko artystyczne podejście i systematyczność, jak było to w przypadku Miłki, o której pisałam w poprzednim odcinku Najlepszych polskich profili książkowych na Instagramie?
O tym w poniższym wywiadzie z Paulą, która od kilku lat mieszka w Olsztynie, gdzie w czerwcu bieżącego (jeszcze) roku ukończyła studia. Póki co, skupia się intensywnie na prowadzeniu bloga i literaturze. 

Emilka: 2. Dlaczego w ogóle fotografujesz książki?
Paula: Z fotografią od małego miałam coś wspólnego, zawsze mnie to kręciło. Jak byłam młodsza trochę bardziej, z wiekiem zaczęło mi to przechodzić przez masę różnego rodzaju obowiązków na głowie. Mniej więcej rok temu założyłam profil na Instagramie i od tego momentu zaczęłam fotografować głównie książki, bo w gruncie rzeczy to była jedyna rzecz, którą chciałam się z kimkolwiek dzielić. Najpierw pojawiały się też zdjęcia z różnych wyjść „na miasto”, ale zaniechałam tego, bo jednak nie chciałam, żeby obcy ludzie bardzo ingerowali w moje życie.

E: Skąd bierzesz pomysły na Instagramowe fotografie? Inspirujesz się czymś, czy pomysł od razu pojawia Ci się w głowie?
P: Zdarza mi się inspirować zdjęciami z gazet, czy znalezionymi gdzieś w sieci, dużo pomysłów nachodzi mnie w czasie przeglądania innych Instagramów książkowych – szczególnie tych zagranicznych. Czasami wystarczy wyjście z psem na spacer i pojawia się pomysł na kolejny dodatek do kompozycji. Im częściej się pracuje nad różnymi kreacjami zdjęć, tym później wymyślenie czegoś nowego staje się łatwiejsze.

E: Czy Twoje konto na Instagramie to dodatek do bloga, czy raczej niezależny twór? Najpierw był blog czy Instagram?
P: Najpierw był Instagram, blog powstał około 4 miesięcy później. Przez długi czas faktycznie były niezależnymi tworami, ale od jakiegoś czasu stale dążę do tego, żeby Instagram był dodatkiem do bloga i przy okazji urozmaiceniem fanpage’a na Facebook’u. Ludzie dużo chętniej sięgają po grafikę niż tekst, bo są potencjalnie łatwiejsze w odbiorze i nie wymagają tyle skupienia. Także póki co stawiam na zdjęcia, które zachęcą do przeczytania recenzji danej książki. 😉

E: Kiedy do Ciebie pisałam w sprawie wywiadu, wszystko wskazywało na to, że niedługo osiągniesz tysiąc obserwujących. Teraz jest ich grubo ponad tysiąc i pewnie niebawem zbliżysz się do tysiąca pięciuset. A to niespełna miesiąc! Czy masz jakieś porady dla osób, które chciałyby pójść w Twoje ślady? W czym tkwi zagadka: w dobrej fotografii, częstotliwości dodawania postów, hashtagach, a może chodzi o coś zupełnie innego?
P: Swojej fotografii osobiście nie uważam za dobrą, jakość zdjęć jest często słaba, zdjęcia są rozmazane albo jakieś takie niewyraźne – ale to świadczy o tym, że nie trzeba dysponować super drogim sprzętem, żeby publikować zdjęcia na Instagramie i żeby one faktycznie trafiły do jakiejś grupy ludzi. Myślę, że najważniejsze w przyciągnięciu uwagi jest umieszczenie estetycznej kompozycji na zdjęciu i odpowiednie oznaczenie ich za pomocą #hashtagów. Wydaje mi się, że częstotliwość też ma ogromne znaczenie, że ważne jest publikowanie zdjęć regularnie, żeby „utrzymać” swoich obserwatorów. Jak dla mnie ważne jest również wykonywanie zdjęć w odpowiednim świetle – bardziej urzekają mnie zdjęcia wykonywane w świetle dziennym, tak też staram się robić moje zdjęcia.

E: Co sprawia Ci więcej frajdy: pisanie recenzji książek czy ich fotografowanie?
P: Różnie to bywa – zdarzają się książki, o których bardzo chętnie i z ogromnym zapałem piszę, bo wpasowały się idealnie w mój gust i fabuła mnie zachwyciła, ale okazuje się, że brakuje mi pomysłu na ciekawe zdjęcie z tą pozycją w roli głównej. Czasami jest odwrotnie – książka okazuje się totalną klapą, a zrobiłam jej masę zdjęć w różnych kompozycjach i świetnie się przy tym bawiłam. Wszystko zależy od konkretnej pozycji. Natomiast jeżeli miałabym wybrać między fotografowaniem a pisaniem – wybrałabym to pierwsze.

E: Kiedy tworzysz nowe posty, zarówno na blogu, jak i na Instagramie? Czy przeznaczasz na to dużo czasu?
P: Zarówno opinie o książkach pojawiające się na blogu, jak i zdjęcia na Instagramie wymagają ode mnie ciągłej pracy – a dokładniej ciągłego analizowania. Więc w gruncie rzeczy przeznaczam na to dużo czasu. Każdy książkowy post, który pojawił się na moim blogu został wykreowany na podstawie pewnego schematu, konspektu – dla każdej książki jest on inny. Po przeczytaniu konkretnej pozycji często potrzebuję kilku dni na zebranie myśli, wyłapanie i spisanie najważniejszych moim zdaniem elementów książki i późniejszą selekcję i dopasowywanie ich w odpowiednie miejsca notatki tak, żeby miała ona przysłowiowe ręce i nogi. 

Wykonywanie zdjęć na Instagrama jest dużo łatwiejsze. Jedyne napotykane problemy to zdobycie różnego rodzaju rekwizytów i dopasowywanie ich zarówno między sobą, jak i do książek.

E: Jak w ogóle zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem o książkach? Wiem z bloga, że zakochałaś się w czytaniu od spotkania z Harlanem Cobenem. Ale czy już wtedy myślałaś o tym, by dzielić się swoimi refleksjami na temat lektur w Internecie?
P: Jako że czytanie kiedyś zupełnie mnie nie kręciło, może nawet wydawało się być całkowitą stratą czasu, nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby założyć bloga i dzielić się na nim przemyśleniami o poszczególnych pozycjach książkowych. Na początku roku (styczeń 2015) na fanpage’u Wydawnictwa Znak pojawił się post, w którym Wydawnictwo ogłosiło, że poszukują osób, które chciałyby recenzować ich książki. Postanowiłam spróbować swoich sił i się zgłosiłam – od momentu kiedy zainteresowałam się książkami, często sięgałam po książki Znaku (zresztą do tej pory sięgam). Okazało się, że brak bloga wcale nie stał na przeszkodzie i zostałam przyjęta z otwartymi rękoma do grona recenzentów. Po którejś z kolei otrzymanej pozycji postanowiłam założyć bloga i publikować na nim recenzje. Zawsze mogłam go usunąć. Nie spodziewałam się, że z moim słomianym zapałem będę go prowadzić przez tak długi czas (nie wspominając o książkowym Instagramie i fanpage’u na dokładkę). 

Przepiękne Rude zaprasza Was na sowitą porcję soczystych recenzji!
E: Co najchętniej czytasz?
P: Zdecydowanie najchętniej sięgam po kryminały oraz reportaże i literaturę faktu ściśle związane z tematyką mafijną. Lubię uczucie niepewności i ciągłe skupienie przy tego typu książkach. Lubię momenty, kiedy nie mogę usnąć przez napięcie, które wywołała we mnie dana pozycja, nawet jeżeli już ją skończyłam. Chociaż wykreowanie wartkiej akcji i zaskakującej fabuły stanowi nie lada wyczyn, docenienie kryminału – wyciągnięcie z niego każdego pozytywnego aspektu jest dla mnie dużo łatwiejsze niż przy książkach zaliczanych do innych kategorii.
Na zakończenie Paula poleca Wam jeszcze trzy książki, które koniecznie musicie przeczytać, a ja z kolei zapraszam na Facebookowy fanpage Rude recenzuje, by być na bieżąco ze wszystkimi nowościami.
1. Wstręt do tulipanów – Richard Lourie, literatura faktu
2. Dzieci gniewu – Paul Grossman, kryminał
3. Dżungla – Dariusz Sypień, fantastyka
Czytaliście coś z tego zestawu? Osobiście przyznam, że pierwsze słyszę o lekturach poleconych przez Paulę, ale Wstręt do tulipanów zaintrygował mnie jako tytuł, więc z chęcią po niego sięgnę. 
Bardzo dziękuję Pauli za poświęcony mi czas! Wszystkim nam, zainteresowanych Instagramem, życzę jak najwięcej oryginalnych konceptów i czasu do ich realizacji, wiernych obserwatorów i tego, byśmy każde nasze zajęcie, nieważne, czy związane z blogowaniem czy czymkolwiek innym, wykonywali z prawdziwą pasją. To tak z okazji Bożego Narodzenia. 
Na sam koniec, jak zwykle, apeluję:  jeżeli macie jakieś refleksje, pytania, chcecie pochwalić się swoim profilem na Instagramie lub podzielić wskazówkami dotyczącymi prowadzenia strony – nie wahajcie się i piszcie! Moją uwagę też zwrócicie na samym Instagramie poprzez hasz #fabrykadygresji lub oznaczenie przez małpkę @. 

Najlepsze polskie profile książkowe na Instagramie, cz. 2

Kto jeszcze nie śledzi mojego konta na Instagramie, niechaj wie, że dwa ostatnie zdjęcia, które tam zamieściłam, wydają mi się o wiele lepszej jakości niż wszystkie poprzednie 103. Czegoś najwyraźniej się uczę od dziewczyn, które tak pięknie prowadzą swoje profile. Chciałabym, żebyście, o ile jesteście zainteresowani, również coś wyciągnęli z mojego rankingu, który tak naprawdę ma stanowić dla nas wszystkich lekcje. Dziś o profilu trochę bardziej młodzieżowym, niż ostatnio, jak u Karoliny i Pana Franciszka. Mniej prywaty kotków, ale więcej aromatycznej herbaty i literatury young adult. 

Bohaterką dzisiejszego odcinka jest Miłka, prowadząca bloga recenzenckiego maw-reads.blogspot.com i konto na Instagramie pod nickiem maw_reads. Urzekła mnie przejrzystość zdjęć, porządek, który na nich panuje, ich stonowanie kolorystyczne i niesamowity klimat. Ciepły, przyjemny, relaksujący… I bardzo dziewczęcy. Zupełnie się nie dziwię, że aktualnie Miłkę obserwuje 1 658 osób. Spójrzcie sami, jak u niej cudownie! I choć nie do końca są to moje klimaty książkowe, to fotografiami idzie się naprawdę zachwycić. Jakie porady ma dla Was Miłka i kim w ogóle jest? Zapraszam do przeczytania króciuteńkiego wywiadu.

Emilka: Jak zaczęła się Twoja przygoda z literaturą? Od zawsze lubiłaś czytać książki?
Miłka: Pierwszą osobą, która mi czytała, był tata. Tata jest wielkim fanem czytelnictwa, jestem mu ogromnie wdzięczna, że zaraził mnie swoją pasją. Już od najmłodszych lat dreptałam dzielnie do biblioteki i wynosiłam kilka książeczek na raz. W końcu doprowadziłam do tego, że tata miał dosyć bajeczek dla dzieci. 🙂 Gdy już nauczyłam się sama czytać pochłaniałam niewyobrażalne ilości książek. Bywało i tak, że przez dłuższy czas w ogóle nie sięgałam do biblioteczki. Nie znosiłam lektur szkolnych. Wstyd się przyznać, ale od gimnazjum przeczytałam naprawdę niewiele z nich.
 
E: Jaki jest Twój ulubiony rodzaj książek i dlaczego?
M:Ciężko wybrać jeden rodzaj. Lubię young adult, w szerokim słów tych znaczeniu. Czy to fantasy, utopia, antyutopia, romansidełka itp. Dobrze mi się czyta młodzieżówki, często zastanawiam się czy kiedyś z nich wyrosnę. Mam nadzieję, że nie prędko, bo sprawiają mi wiele przyjemności. Ponadto najzwyklejsze obyczajówki, kryminały, thrillery. Lubię też takie pozycje, które dają do myślenia, trochę cięższe. Na dobrą sprawę przeczytam wszystko, co przykuje moją uwagę.
E: Kiedy pojawił się pomysł na rozpoczęcie prowadzenia bloga z recenzjami? 
M: Temat bloga przewijał się w moim życiu nieustannie. Od zawsze chciałam mieć swoje miejsce w sieci i szczerze mówiąc, nie raz robiłam już „podejście” do blogowania. Jednak nigdy nie czułam się wystarczająco dobra, chciałam by odzew był natychmiastowy a kiedy go nie było – rezygnowałam. Tym razem zaczęłam od Instagrama, spodobał się, przyjął. Postanowiłam spróbować po raz kolejny i mam nadzieję, że w końcu trafiłam w dziesiątkę, że to odpowiedni czas.
 
E: Twoje fotografie zamieszczane na Instagramie są bardzo estetyczne. To prawdziwe dzieła sztuki! Czy realizujesz się jako plastyk bądź fotograf?
M: To dość mocne słowa, ale dziękuję! Staram się, żeby takie były. Fotografia to moje niespełnione marzenie. Do prac plastycznych natomiast mam dwie lewe ręce. 🙂
 

Miłka wygląda właśnie tak


E: Aktualnie na Instagramie obserwuje Cię już ponad półtora tysiąca osób, co jest niewątpliwym sukcesem. Jak długo zajęło Ci osiągnięcie tej liczby? Czy możesz udzielić jakichś wskazówek dla innych instagramowiczów, którzy chcieliby pójść w Twoje ślady?

M: Nie spodziewałam się takiej liczby osób zainteresowanych moimi zdjęciami i tym co mam do powiedzenia. Regularne prowadzenie profilu na Instagramie zaczęłam około trzech miesięcy temu. Wydaje mi się, że to dość dobry „wynik” jak na tak krótki czas i jestem niesamowicie wdzięczna każdej osobie, która mnie obserwuje.
Jeśli mogłabym komukolwiek coś radzić to: po pierwsze – systematyczność! Po drugie – lubię, kiedy tematyczne Instagramy są przejrzyste, zdjęcia mają dobrą jakość, są dobrze oświetlone. Wiem, że nie każdy ma świetny aparat czy to w telefonie czy jakikolwiek inny. Dobrze jednak, jeśli odbiorca ma szanse zobaczyć na zdjęciu coś więcej niż czarną plamę. Na koniec dodam, że ważne jest to, by być miłym i uprzejmym. Przecież nie chcemy nikogo odstraszyć – wręcz przeciwnie! Kiedy już odnieśliśmy pierwszy sukces i zainteresowanie wzrasta – nie warto się wywyższać, osoby początkujące powinniśmy traktować na równi ze sobą bo przecież sami kiedyś zaczynaliśmy. Tym się kieruję i to jest moja główna wskazówka.

E: Czy mogłabyś podać jeszcze 3 tytuły książek, które polecasz mnie oraz czytelnikom mojego bloga? M: „Ostatnie dni Królika” – Anna McPartlin, „Pisane szkarłatem” – Anne Bishop oraz „Zaklinacz czasu” – Mitch Albom. 

Podsumowując: z pustego i Salomon nie naleje. Jeśli marzycie o podobnej popularności na Instagramie, a Wasze fotografie, mimo że pomysłowe, nie są dobrze oświetlone lub ukazują się w sieci za rzadko i w różnych odstępach czasu, prawdopodobnie będziecie mieć fiasko, a nie obserwatorów. Miłce serdecznie dziękuję za wywiad i dawkę inspiracji oraz gratuluję pracowitości i polotu, zaś do reszty apeluję, jak ostatnio:  jeżeli macie jakieś refleksje, pytania, chcecie pochwalić się swoim profilem na Instagramie lub podzielić wskazówkami dotyczącymi prowadzenia strony – nie wahajcie się i piszcie! Moją uwagę też zwrócicie na samym Instagramie poprzez hasz #fabrykadygresji lub oznaczenie przez małpkę @. 

Najlepsze polskie profile książkowe na Instagramie, cz. 1

Po co komu Instagram? Cóż za hipsteriada. I co, tylko oglądasz obrazki i je serduszkujesz? Żenada, mówiłam, kiedy moja najlepsza przyjaciółka założyła Instagram, który wówczas kojarzył mi się jedynie z zaśmiecaniem internetów fotkami jedzenia. Trochę chyba się przez te dwa, trzy lata zmieniło, skoro dzisiaj chcę Wam zaprezentować najlepsze polskie profile książkowe na Instagramie. Oczywiście, najlepsze, które śledzę. Jeśli macie inne typy – wrzucajcie w komentarzach, chętnie wzbogacę tę listę. A oprócz tego dziś przedstawiam Wam trzy sylwetki niezwykłych dziewczyn, którym nie są obce artyzm i estetyka w połączeniu z miłością do książek! Autorki zdjęć radzą, jak efektywnie i efektownie prowadzić konta na Instagramie.

Wśród moich ulubionych użytkowników jest

czyli Karolina Furyk, autorka bloga www.karolinafuryk.blogspot.com oraz jej kot, Pan Franciszek.
Konto Karoliny na Instagramie ma aktualnie 1 364 obserwatorów. Mnie urzekła różnorodność fotografii. Oprócz przepięknych zdjęć książek, możemy bliżej poznać życie Karoliny, uwiecznione w kolejnych kadrach. Podoba mi się, że Karolina wiedzie zdrowy styl życia. Czasem irytuje mnie, gdy zaczynam obserwować konto na Instagramie, bo pojawiają się tam całkiem niezłe zdjęcia intrygujących lektur, a nagle obok książki wyskakuje złowieszczy słoik z nutellą, pięć czekolad i dziesięć snickersów. Fujka, fujka. Natomiast w przypadku profilu Karoliny, nie tylko zachciewa mi się czytać od samego oglądania zdjęć, ale i biegać, zdrowiej jeść i ładniej wyglądać. Zapraszam do podglądania życia Karoliny, bo to sama przyjemność!

Jeśli chcecie bliżej poznać Karolinę, poniżej przedstawiam krótki wywiad. Mam nadzieję, że wyciągniecie z niego coś dla siebie i zyskacie inspirację do dalszego rozwijania swojego Instagrama!
Emilka: Na Twoim blogu można przeczytać, że jesteś dziennikarką i bibliotekarką. Jak zaczęła się Twoja przygoda z książkami?
Karolina: Moja przygoda z książkami zaczęła się na porodówce, 26 listopada 1986 roku, kiedy Mama między skurczami czytała biografię Hemingwaya. Nie mogłam NIE czytać po takim starcie, prawda? Potem czytano mi bajki, a kiedy w wieku 4 lat czytałam już sama – pochłaniałam książki w ilości hurtowej. Przesiąknęłam literaturą i książkami jako przedmiotami do tego stopnia, że skończyłam informację naukową i bibliotekoznawstwo, a potem dziennikarstwo i komunikację społeczną w ramach uzupełnienia kompetencji. Wynika z tego, że książki były obecne w moim życiu zawsze i mniemam, że obecne będą – jestem uzależniona od nich w stopniu znacznym. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby ich zabraknąć w moim życiu.

E: Faktycznie, z takim startem nie mogłoby być inaczej. A czy masz ulubiony gatunek literacki lub autora, w którego dziełach najczęściej się zaczytujesz?
K: Ulubionego gatunku nie mam, wychodzę z założenia, że chcąc być dobrym i obiektywnym recenzentem, powinnam znać jak najwięcej pozycji z różnych gatunków. Opornie idzie mi chyba tylko fantastyka – pewnie dlatego, że w życiu czasem aż za bardzo kieruję się logiką i jestem realistką, a przez to nie do końca umiem sobie wyobrazić pewne abstrakcyjne sytuacje czy miejsca. Mój partner czasem poleca mi coś z tego gatunku, sprezentował mi nawet „Pana Lodowego Ogrodu”, więc chyba jednak będę musiała się przemóc. 😉 Ulubionych autorów mam wielu, ostatnio jest to Kasia Puzyńska, której kryminałami zarażam znajomych. I dziś wcale, ale to wcale nie zamówiłam kolejnych czterech tomów Diany Gabaldon! Poza tym wielu jest autorów (dotychczas) jednej książki, na których kolejne tytuły czekam. Mam nadzieję, że nie będzie to trwało tak długo, jak w przypadku Harper Lee.

Karolina Furyk wie, jak być kobietą! 🙂

E: Fantastyka jest faktycznie specyficzna, można kochać lub nienawidzić, obojętnym raczej być się nie da, zwłaszcza, jeśli chodzi o polską literaturę tego gatunku… Dużo słyszałam o Katarzynie Puzyńskiej (swoją drogą, jest pisarką bardzo aktywnie działającą właśnie na Instagramie), więc pewnie się skuszę, mimo że nie przepadam za kryminałem… Ale, żeby nie popadać zanadto w dygresje, bo przecież to Ty masz odpowiadać na pytania… Jak to się w ogóle stało, że zaczęłaś prowadzić bloga o książkach? I czy konto na Instagramie powstało przed czy po stworzeniu strony www? Jak do tego wszystkiego doszło?

K: Zaczęło się od recenzji pisanych dla nieistniejącej już redakcji internetowej na studiach. 2,5 roku temu dołączyłam do grona recenzentów Książki Moja Miłość, a 1 lipca 2014 roku założyłam bloga pod swoim nazwiskiem. Konto na Instagramie pojawiło się wcześniej, wydaje mi się, że blog był jego naturalną konsekwencją. Pozwoliło mi nawiązać współprace recenzenckie, na nim promuję Blogotok, w którym co pół roku biorę udział i na nim pokazuję – oprócz książek, które masowo kupuję, a które czyszczą mój portfel (podobno po moich poleceniach – cudze również) – zdjęcia mojego kota i te zwykłe, z życia. Jest więc bardziej aktualne niż blog czy fanpage na FB, dzięki carrie86pl można dowiedzieć się czegoś więcej o Karolinie Furyk. Nie spodziewałam się, że dzięki Instagramowi tak rozwinę bloga – bo to głównie dzięki niemu mam czytelników.
E: No właśnie, sama, przeglądając Twój Instagram, dotarłam do strony internetowej. Bardzo zainteresował mnie promowany tam przez Ciebie Blogotok. Czy możesz nieco więcej powiedzieć o tym wydarzeniu? Czym tak naprawdę jest i w jakim celu jest organizowane?
K: To cykliczne spotkania blogerów w Kielcach. Odbywają się wiosną i jesienią. Polegają na serii prelekcji pod konkretnym hasłem – np. tydzień temu Blogotok nosił tytuł „Blog to tylko początek…”. Mogliśmy przez cały dzień słuchać wystąpień znanych i cenionych blogerów, dla których blog stał się początkiem własnej firmy, jak w przypadku Moniki Kamińskiej, preludium do stworzenia własnej książki, jak w przypadku Michała Kędziory czy po prostu możliwością pomagania innym, o czym mówił Edwin Zasada. Na spotkania te przyjeżdżają ludzie z całej Polski, na ostatnim byli ludzie z Białegostoku, Krakowa czy Katowic (cudowna Alina Moskwa z Tomkiem Szklarskim – jestem fanką ich blogów). Od dwóch edycji w niedziele rano organizowany jest też Blogospacer, który przyjezdnym blogerom ma przybliżyć Kielce i ich historię. Ogólny cel tych spotkań to wzajemne wymienianie się pomysłami, doświadczeniami, rozwój naszych blogów – i nas samych. Odsyłam do strony www.blogotok.pl i na ich konto na Instagramie – jednocześnie zapraszam do udziału w wiosennej edycji.

E: Super byłoby się wybrać. Co prawda z Poznania trochę daleko, ale dla chcącego podobno nic trudnego… Dzięki za zaproszenie. Wspomniałaś nieco wcześniej, że dzięki Instagramowi rozwinęłaś bloga. Ale jak to się w ogóle stało, że masz blisko półtora tysiąca obserwatorów? W czym tkwi sekret takiej popularności? Czy wystarczy robić dobre, estetyczne zdjęcia i po prostu je wrzucać na Instagram?
K: Nigdy nie sądziłam, że tyle osób będzie mnie obserwowało, tym bardziej, że nigdy nie bawiłam się w te wszystkie follow za follow, like za like. Nie wiem więc, w czym tkwi ten sekret. Pewnie w tym, że wrzucam tam zdjęcia Franka – koty zawsze dobrze się sprzedają. 😉 Co do zdjęć – moje są często przemyślane logistycznie, bo muszę do nich posprzątać moje małe biureczko, zgarnąć z niego tonę książek. Czasem dobieram kubek do książki, którą aktualnie czytam. Czy są estetyczne? Jeśli tak to super, choć w 90% robione są telefonem, przy marnym oświetleniu. Bardziej profesjonalne zdjęcia z biegów, Blogotoku czy im podobne z reguły robi mój partner, fotograf. Te mojego autorstwa powstają na zasadzie „biorę książkę do ręki, układam ją na biurku, biorę telefon do drugiej ręki i robię zdjęcie”. Albo zachwycam się jakąś durną miną mojego kota i wrzucam zdjęcie na Instagram z nadzieją, że i innym się spodoba. Wracając do liczby obserwatorów, zawsze byłam raczej typem outsiderki, zaczytanej okularnicy. Na Instagramie znalazło się dla mnie miejsce, moje własne poletko, które jakimś cudem podoba się innym. Nie jestem skupiona na zdobywaniu lajków, dalej jestem skromną Karolą, dla której każdy mały sukces to powód do radości i świetny motywator do dalszej pracy.
Uważam też, że jeśli tylko uważa się, że ma się coś do pokazania światu, warto to robić. Jedni wrzucają zdjęcia z podróży, inni stylizacji, a jeszcze inni – książek. Tak naprawdę każdy Instagramowicz, jeśli nie spamuje, jest wartościowy i wart uwagi.
Trzy książki, które poleca Wam do przeczytania Karolina (choć ciężko jej wybrać zaledwie trzy) i uzasadnia, dlaczego akurat koniecznie te musicie przeczytać: 
1) Dom z papieru – Carlos Maria Dominguez – o obsesji na punkcie książek. Silniejszej niż wszystko inne w życiu.
2) Mały książę – Antoine de Saint-Exupery – jestem tą książką zafascynowana do tego stopnia, że zbieram różne wydania – mam nawet komiks i kupione w Paryżu wydanie oryginalne (dodam, że po francusku znam zaledwie kilka słów i zwrotów).
3) Seria o Harrym Potterze J.K. Rowling – niby jest to literatura dziecięca, młodzieżowa, ale tak naprawdę uniwersalna w przekazie, jeśli ktoś go wyłapie. Można do niej wracać latami, ja nawet pisałam o Potterze magisterkę. I nie wstydzę się tego mojego sentymentu do rozczochranego okularnika z blizną na czole. Bo każdy z nas potrzebuje trochę magii w życiu.
*
To był pierwszy z najlepszych polskich profili książkowych, jakie znalazłam do tej pory na Instagramie. W najbliższych dniach zaprezentuję Wam kolejne dwa, które darzę ogromnym sentymentem, a razem z nimi – ich autorki, będące ciekawymi postaciami, które raźno działają w blogosferze. Myślę, że w ten sposób wspólnie możemy się dużo nauczyć o jednym z najpopularniejszych kanałów dotarcia do czytelników, bo właśnie tym jest obecnie Instagram. Początkowo miałam po prostu zaprezentować Wam 3 ulubione przeze mnie profile, ale nie mogłam wybrać, które podziwiam bardziej lub mniej. Materiału natomiast zgromadziłam sporo, więc dzielę wpis na części i tworzę cykl. To tak gwoli wytłumaczenia, co się tu w ogóle wyrabia, choć być może powinnam od tego zacząć. Cóż. Jeżeli macie jakieś refleksje, pytania, chcecie pochwalić się swoim profilem na Instagramie lub podzielić wskazówkami dotyczącymi prowadzenia strony – nie wahajcie się i piszcie! Moją uwagę też zwrócicie na samym Instagramie poprzez hasz #fabrykadygresji lub oznaczenie przez małpkę @. 

Targi Książki w Krakowie 2015

Mój harmonogram spotkań z autorami podczas tegorocznych Targów Książki w Krakowie legł w gruzach. Stoisko naszego wydawnictwa było oblegane ze wszystkich stron, toteż nie miałam za bardzo sposobności wyrwać się do Marka Pindrala (czego bardzo żałuję! przepraszam!) czy Marcina Świetlickiego (ogromna szkoda). Nie żałuję jednak czasu targów, bo najcenniejsze doświadczenie to rozmowa w ludźmi, bez względu na to, czy tworzą literaturę, czy są po prostu nią żywo zainteresowani. Zapraszam na relację z Targów Książki w Krakowie 2015, czyli notkę o tym, jak bardzo można oderwać się od schematu i być jednocześnie niesamowicie ukontentowanym z tego powodu. Z dedykacją dla choruteńkiej Cioci Ebi

Moje plany związane z obecnością Szczepana Twardocha w sobotę przy stoisku Wydawnictwa Literackiego legły w gruzach, kiedy spóźniona przybiegłam na targi i zobaczyłam tabuny ludzi, czekających na autograf pisarza. Kupiłam Wieloryby i ćmy, rzuciłam okiem z daleka na wylakierowany fryz autora i pobiegłam do Sorusa. Nasi twórcy, czyli w szczególności Marta Gierlińska, Kazimierz Ludwiński, Łukasz Supergan, pani Bożena Marczyńska-Luttge i Paweł Kowalczyk wraz z przecudowną wręcz żoną Sujathą, to ludzie tak nieprzeciętni i charyzmatyczni, że czerpałam ogromną przyjemność z przebywania w ich towarzystwie i nie wiem, czy szybki podpis nawet takiej persony, jaką jest autor Morfiny, mógłby mi zrekompensować czas spędzony z dala od naszego wydawnictwa. Wielką frajdę czerpałam z rozmów z ludźmi, a szczególną przyjemność sprawiło mi poznanie dziewczyn z Olsztyna, w których blogach się zaczytuję (Pełen zlew – książki, koty i bałagan, Przeczytaj mnie), a także Dominiki (Niekulturalna) i Gabrieli (Zanim zajdzie słońce).
Sporym przeżyciem stało się też dla mnie spotkanie z Ignacym Karpowiczem. Tego nie mogłam odpuścić. Spędzenie blisko 40 minut, by zaklepać miejsce w kolejce wielbicieli jednego z największych współczesnych pisarzy, zostało mi wynagrodzone pięknym podpisem w Balladynach i romansach oraz selfiaczkiem. Co prawda szkoda, że na fotce wyglądam jak zwłoki po ekshumacji, ale postanawiam ten fakt olać ciepłym moczem i zatrzymać się w momencie, kiedy byłam tak blisko mojego idola. W dodatku fotograf współpracujący z Wydawnictwem Literackim spisał się o wiele lepiej ode mnie, więc jestem kontent, co można zobaczyć poniżej. Zdołałam co prawda z panem mistrzem zamienić tylko kilka słów, ale poczułam niesamowitą serdeczność i byłam niesamowicie szczęśliwa.
Mistrz Karpowicz i ja, fot. Michał Łepecki, wydawnictwoliterackie.pl

 A co było nie do końca ten-teges?

maisonfikoumikou.canalblog.com

Oczywiście wkurwiali mnie do granic możliwości ludzie, którzy zatrzymywali się na środku skrzyżowań pomiędzy stoiskami, więc robiły się zatory, ale widok stosów książek, a przede wszystkim i miłośników czytelnictwa, jacy po nie sięgali, był po prostu bezcenny, co rekompensowało mój stres związany z o wiele za wolnym poruszaniem się. (Na pewno byłoby mi to łatwiej przyjąć, gdybym miała flegmatyczną naturę). Brakowało mi też stoisk z używanymi książkami, tak licznych jak na Stadionie Narodowym w maju. Ale może były, a ja po prostu przeoczyłam, bo nawet nie zapuściłam się na dłużej do Hali Dunaj? Dajcie znać i wyprowadźcie mnie z błędu w razie czego.

Chciałabym jakoś porównać Targi w Krakowie do tegorocznych Warszawskich Targów Książki, ale nie jest to łatwe zadanie. Stadion Narodowy miał swój klimat. I to nie tak, że nie lubię Warszawy, wręcz przeciwnie, podoba mi się coraz bardziej z każdym następnym razem, kiedy ją odwiedzam. Ale Kraków…
Kraków to po prostu magia krążąca w każdej uliczce, żyjąca w kostce brukowej i pęknięciach budynków. Kraków nie zawiódł mnie nigdy, nawet przez sekundę. Tak było również i tym razem. W przyszłym roku – może Coke Live Music Festival, jak za dawnych lat, chociaż teraz to już po prostu Live Festival? Wspominam z rozrzewnieniem i żebyście Wy mogli powspominać razem ze mną, w oczekiwaniu na kolejne spotkanie z Krakowem, zapraszam do kliknięcia przycisku PLAY.

19. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie – gdzie warto się udać?

Do 19. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie został niespełna miesiąc! Jestem niesamowicie podekscytowana! Uwielbiam Kraków i każdy z krótkich pobytów w tym mieście wspominam bardzo mile, więc zbliżające się wydarzenie może być jeszcze lepsze niż ostatnie Warszawskie Targi Książki. Ponieważ organizatorzy przygotowali mnóstwo atrakcji, postanowiłam podzielić się z Wami punktami, których nie może zabraknąć na mojej liście. 

Może przy tej okazji się spotkamy?

Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie będą odbywać się już po raz 19. W zeszłym roku EXPO podczas imprezy odwiedziło około 60 tysięcy osób. Biorąc pod uwagę fakt, że w Polsce jest 40 milionów ludzi, może nie jest to poruszające, ale i tak miło zobaczyć tylu ludzi zainteresowanych literaturą w jednym miejscu. 
Ponieważ w tym roku aż 682 wydawnictwa będą prezentować swoje książki oraz organizować spotkania z autorami, stwierdziłam, że muszę przygotować listę, kto, co, kiedy, jak i gdzie. Mam nadzieję, że harmonogram nie ulegnie już zbyt wielkim zmianiom, bo i tak mam spory problem. Z bilokacją, a raczej niemożnością jej użycia. Czasami chciałabym być w dwóch miejscach jednocześnie, ale… no cóż, nie w tym życiu. 
W czwartek mam tylko o 15.00 Olgę Tokarczuk, która ma pojawić się przy stoisku D15 (Wydawnictwo Literackie). Może się zdarzyć, że będzie to już laureatka Nagrody Nike 2015, kto wie? Może pogratuluję, poproszę o podpis na Momencie Niedźwiedzia, zapytam o to, jak pani została pisarką…? Nie wiem zupełnie, o co pytać, czuję się przygnieciona autorytetem tych wielkich ludzi. A Wy? O co pytacie? Dacie mi jakieś wskazówki? Bo na razie wiem na pewno, jakich pytań nie zadam, gdyż mnie samą irytują, o czym pisałam już TU.
Piąteczek też na spokojnie, zamierzam spędzić cały dzień w głównej mierze przy stoisku Wydawnictwa Sorus (C75). Programy innych wydawnictw w ten dzień jakoś dupy nie urywają, a my o 13.00 premierujemy z drugim tomem Kochanej Maryś! Listów z Afryki Kazimierza Nowaka do żony. Pierwszy tom, wydany rok temu, został uhonorowany przez Redakcję „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” Nagrodą Magellana, pokonując 46 innych tytułów. A drugi tom jest jeszcze lepszy. Jeśli nie słyszeliście jeszcze nic na temat Kazimierza Nowaka, wybitnego polskiego podróżnika, zdecydowanie powinniście o nim poczytać, choćby TU, a ja na pewno będę wracać często do tej postaci, więc strzeżcie się! 
O 15.00 nasze stoisko odwiedzi Marta Gierlińska, trener rozwoju osobistego i autorka rewelacyjnej książki UP-Marketing. Po spotkaniu na pewno będę w pełni zmotywowana. Polecam wszystkim rozwojowcom! (Link do wydarzenia na FB dla zainteresowanych).
A o 17.00 zjawi się u nas Piotr Tomza, współautor Siłami natury, czyli bez silnika przez Amerykę Południową, lektury, która opowiada o niebanalnej wyprawie Michała Kozoka. Książka dostarcza mnóstwo wrażeń oraz śmiechu, gdyż niektóre fragmenty są wprost przezabawne. Piotr Tomza jest również autorem  Afryki Nowaka, czyli rowerem i pieszo po śladach sztafetą oraz Pokolenia Kolosów. No i podróżnikiem. (Link do wydarzenia na FB dla zainteresowanych).
wyborcza.pl
Sobota będzie za to cholernie wymagająca. Co chwila coś. I to od samego rana, i to jak…!
O 10.00 przy D15 (Wydawnictwo Literackie) – Szczepan Twardoch (w kalendarzu mam tutaj mnóstwo serduszek). Może to on zgarnie w tym roku Nike? Może będę rozmawiała z facetem, który nie tylko jeździ elegancką furą, ale ma na koncie co najmniej 100 patyków? A co najważniejsze: jest fenomenalnym pisarzem? Ciekawe, czy zdążę przeczytać do tego czasu Morfinę, bo z lektury Dracha jestem bardzo zadowolona.
O 11.00 przy C30 (Prószyński Media) – Katarzyna Puzyńska. Jeszcze nie czytałam żadnej z jej książek, ale pani autorka wydaje się być przemiłą, inteligentną osobą, z którą będzie się naprawdę dobrze rozmawiać, więc chętnie poznam, o ile dostąpię takiego zaszczytu. Nieco wcześniej Katarzyny Puzyńskiej będzie można posłuchać w Saloniku Literackim Targów.
W tym samym czasie, od 11.00, przy stoisku C75, czyli po prostu u nas, w Sorusie, zagości pani Bożena Luttge-Marczyńska, autorka przepięknego albumu Świat ma zapach przypraw. Indie. Publikacja jest niebywale urokliwa. Można się nią zachwycać godzinami. 
Nieco później, o 13.00, zjawi się u nas Kazimierz Ludwiński, autor Wyspy Szczęśliwych Dzieci. Tak się składa, że Wyspa to nie tylko tytuł książki, ale i katamaran, który Ludwiński zbudował ze swoimi braćmi. Wspólnie ruszyli przez świat i nie wiem, czy istnieje port, do którego nie zawitali.
W tym samym czasie, również o 13.00, swoje spotkanie rozpocznie Elżbieta Cherezińska przy stoisku D35 (Zysk i S-ka). Na pewno pisarka mogłaby udzielić mi mnóstwo rad, ale nie coś czuję, że nie starczy mi czasu, bo też o 13.00, ale przy C30 (Prószyński Media), odbywać się będzie spotkanie z Marią Czubaszek. No i nawet bilokacja to za mało.
Pewnie już będę padać na twarz, gdy o 15.00 popędzę na spotkanie z Marcinem Świetlickim przy B22 (L&L Firma Dystrybucyjno-Wydawnicza). Ale nie odpuszczę! Poezja Świetlickiego była ze mną w najgorszych momentach mojego życia. Dzięki niej czułam się zrozumiana i mniej samotna. Muszę za to poecie gorąco podziękować. 
Dla tych, którzy w piątek nie mogli posłuchać o Kochanej Maryś!, redaktor publikacji, Dominik Szmajda, opowie ponownie o fascynujących losach Kazimierza Nowaka w Afryce o 15.00. 
moja-pasieka.blogspot.com
O 16.00 znowu będę biegła do D15 (Wydawnictwo Literackie), bo tam znajdzie się Ignacy Karpowicz. Obecnie kolejny pretendent do Nagrody Nike. Któż wie, co się wydarzy w pierwszą sobotę października… W oczekiwaniu na uroczystość, polecam Wam recenzję Sońki, najnowszego utworu Karpowicza.
A o 17.00 zapraszam serdecznie wszystkich do stoiska Wydawnictwa Sorus (C75), gdzie będzie można się spotkać ze mną oficjalnie, w czasie spotkania. Będę podpisywać Piromanów, jeśli ktoś poprosi, i ogólnie, wtedy mam zarezerwowany dla Was czas. Koniecznie dopiszcie się do wydarzenia na fejsiku TUTAJ. No i wpadajcie, bo bardzo chętnie poznam Was, jak to się mówi, „w realu”.
W niedzielę chcę Was zaprosić na same podróżnicze atrakcje. 
Od 10.00 do 16.00 przy stoisku A5 (Bernardinum) spotkać się będzie można z Markiem Pindralem. Jako że Chiny są dla mnie całkiem sporą inspiracją, chętnie dowiem się jakichś ciekawostek na temat życia w tym kraju. 
Potem zaś cały dzień spędzę przy stoisku Sorusa, bo od rana ma być z nami Łukasz Supergan – piechur, jakich mało! O 11.00 odwiedzi nas Paweł Kowalczyk i zauroczy opowieściami o Indiach, a o 13.00 Domik Szmajda będzie podpisywał swoją książkę Rower góral i na Ural
A potem tylko spakować graty i hop, do samochodu, w podróż przez niemal cały kraj, do stolicy Wielkopolski… 


19. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie nie mogłyby się chyba obejść bez blogerów. Słyszałam, że przygotowano dla nas liczne atrakcje, ale nie załapałam się w porę, dlatego mam nadzieję, że opowiecie mi, co się działo podczas licznych prelekcji. Będę ogromnie wdzięczna.

Na razie to chyba tyle. Ciekawa jestem, z kim Wy chcecie najbardziej się spotkać podczas tej imprezy. Może coś przeoczyłam? Dajcie znać w komentarzach.
No i do zobaczenia!