Bohater prawdziwy, cz. 6., ostatnia – Wprowadzenie postaci, czyli jak szybko spieprzyć całą powieść i odstraszyć czytelnika

Bohater prawdziwy, cz. 6., ostatnia – Wprowadzenie postaci, czyli jak szybko spieprzyć całą powieść i odstraszyć czytelnika

Nadeszła wiekopomna chwila. Zakończenie cyklu Bohater prawdziwy. Dziś odsłona szósta, ostatnia. Tym samym najważniejsza, od której być może powinnam zacząć, ale wierzę, że dzięki wcześniejszym postom z serii o Bohaterze prawdziwym zrozumiecie w pełni, co chcę Wam dzisiaj przekazać.

Czyli to, że bardzo łatwo możecie spierdolić swój tekst, jeśli zapomnicie o czytelniku.

Akcja książki nabiera rozpędu, kiedy wprowadzacie kolejnego bohatera. Gorąco apeluję, byście z każdej swojej postaci uczynili bohatera prawdziwego. Pełnowymiarową postać, która pozostanie w pamięci czytelnika na bardzo długi czas.

To, w jakich okolicznościach przedstawicie bohatera odbiorcy swojego tekstu, jest niezwykle istotne.

Kojarzycie serial Stranger Things? Mamy tam wzorowy przykład tego, jak scenografia wpływa na odbiór postaci przez widza, ale podświadomie. Zwróćcie uwagę na to, że depresja aktorki granej przez Winonę Ryder podkreślana jest przez mdłe, duszące aż, brudnożółte światło. Zaś im straszniejsze wydarzenia mają miejsce w przebiegu akcji, tym więcej cieni i ciemności w kolejnych odcinkach. Jaka lekcja z tego płynie?

Skuteczniej zadziałasz na psychikę czytelnika, nie będąc dosłownym. Nie musisz pisać, że Twój bohater choruje na depresję. Wystarczy, że opiszesz pokrywające się pleśnią naczynia w zlewozmywaku i fakt, iż postać nie pamięta, kiedy uśmiechnęła się po raz ostatni, co w zasadzie jest dla niej bez znaczenia. Wykorzystaj opis wnętrza lub zewnętrznej aury, by umiejętnie wprowadzić bohatera.

W kwestii jego imienia, nazwiska bądź pseudonimu

nie mam dla Ciebie żadnej wskazówki.

To żart. W kwestii pisania zawsze mam coś do powiedzenia.

Postawiłabym na coś, co łatwo zapadnie w pamięć. Nazwisko Scalinmandagoofer jest dosyć trudne do przeczytania, więc zupełnie nie wiem, jak czytelnik miałby je zapamiętać. Chyba że byłaby to ważna postać. Zobacz! Jeśli sporządzisz ciekawy rys charakterologiczny i nie schrzanisz trywialnym pisaniem swojej postaci, przestanie być istotne to, jak się nazywa, więc nie ma co tracić kolejnych godzin na wymyślanie pięknego imienia i nazwiska. Można przez całą książkę pisać o jakimś bohaterze per X i dopiero na etapie redakcji nadać mu mniej lub bardziej adekwatne pseudo.

Z kolei warto się zastanowić nad tym, by

wyeksponować przy wprowadzeniu postaci coś, co będzie się nam z nią nieodmiennie kojarzyć do końca książki.

Albo uchylić rąbka tajemnicy dotyczącej bohatera prawdziwego, która zostanie ujawniona dopiero na koniec konkretnego wątku.

Wymyśliłam kiedyś, że główna bohaterka powieści, nad jaką aktualnie pracuję, zanim natknie się przypadkiem w mieście na swojego przyszłego ukochanego, będzie miała do czynienia z jagodami. Zatem kiedy znajdzie się w sklepie, kupując między innymi konfiturę jagodową, prędzej czy później zza którejś półki wyskoczy właśnie on. Później spotka się z nim w klubie Blueberry, a ich pierwszy raz być może odbędzie się w lesie, pośród jagodowych krzewów… Choć lepiej nie, z uwagi na kleszcze. No cóż, trzeba być nie tylko finezyjnym, ale i przede wszystkim praktycznym, jeśli chodzi o tworzenie prozy.

Największym grzechem u młodych lub starych, ale po prostu niezbyt zdolnych twórców,

jest banalne wprowadzanie postaci. Wysilcie się, zaklinam Was! Wymyślcie coś oryginalnego, to nie boli, a satysfakcjonuje. Nie musicie opisywać postaci od razu od twarzy, zwróćcie uwagę na jej ubrudzone buty albo wykwintną poszetkę. Przedstawcie ją czytelnikowi w dziwnej sytuacji. Niechże się tłumaczy z tego, że wyskakuje przez okno w stroju królika albo rzuca zgniłymi jajami w szybę auta. Czy to jest takie trudne?

Tymczasem, XXI wiek, polska literatura popularna:

Moja przyjaciółka, sprawczyni dzisiejszego wypadu, wisiała właśnie na szyi jakiegoś blondyna, wyglądającego na dwadzieścia trzy lata. 

(Jak można wyglądać na dokładnie 23 lata?! Dlaczego nie 22 albo 24?!Co to za różnica)?

Uśmiechnęłam się pod nosem. Michalinie z pewnością to nie przeszkadzało.

(Co miało jej nie przeszkadzać? Uśmiech kumpelki? Albo że ona wisi komuś cielskiem na szyi i przyprawia go o ból kręgosłupa czy wiek młodziana? Jeśli tak, to ile sprawczyni dzisiejszego wypadu miała lat? O kim jest ten akapit, do cholery)?!

Mimo iż zawsze byłam bardziej przebojowa

(znowu oderwanie uwagi od wprowadzanej postaci, skupienie na głównej bohaterce, fuj, w dodatku na cholerę ta bezpośredniość, fuj, fuj!),

to jednak ona stanowiła uosobienie męskich pragnień – niewysoka blondynka, z zadartym, małym nosem i niewinnymi niebieskimi oczami budziła w mężczyznach opiekuńcze instynkty.

Cóż za ohydny, banalny, powierzchowny wpis. Paulino Świst, autorko Prokuratora, prawniczką to Ty może jesteś, ale dobrą pisarką długo jeszcze nie. Nie martw się jednak, wszak i o wiele sławniejsze niż Ty, polskie autorki, również tak powierzchownie traktują swoich bohaterów.

Młody, pewnie dwudziestoletni mężczyzna wszedł do małego pokoiku, uginając się pod ciężką adamaszkową kołdrą i ogromną puchową poduchą. […] Bogusia zaśmiała się, patrząc z sympatią na chłopaka, bo od pierwszego wejrzenia wzbudzał przyjazne uczucia: jasne włosy, grzywka opadająca na orzechowe oczy, dołeczki w policzkach, gdy się uśmiechał. Stanowczo dało się go lubić.

Pozdrowienia dla Katarzyny Michalak i jej Sklepiku z niespodzianką.

Nie piszcie tak! Błagam Was! Na twarzy nie ma tylko oczu, ust i nosa! Włosy pozytywnych postaci nie muszą być jasne!

Weźmy zatem głębszy oddech i podelektujmy się fragmentem prozy mojego mistrza, wybitnego amerykańskiego powieściopisarza, Johna Irvinga.

Młody Kanadyjczyk, który nie mógł mieć więcej niż piętnaście lat, za długo się wahał. Jego stopy znieruchomiały na chwilę na kłodach dryfujących w dorzeczu powyżej zakrętu rzeki; zanim ktokolwiek zdążył chwycić jego wyciągniętą dłoń, znalazł się pod wodą. Jeden z drwali, próbując złapać długie włosy chłopaka, zanurzył rękę w lodowatej wodzie, gęstej prawie jak zupa. […] Chłopiec, znany jako Angel Pope z Toronto, zniknął bez śladu. 

I tyle go widzieli w Ostatniej Nocy w Twisted River. Ale bach! Od razu akcja, coś się dzieje! Młody chłopak, Kanadyjczyk, topi się! Ratunku! Kto złapie jego długie włosy? Kto uratuje biednego Angela Pope? Dlaczego, dlaczego przydarza mu się taka tragedia na samym początku książki? O co tu chodzi?!

Nie wiadomo. Ale żeby się dowiedzieć, będziemy czytać dalej. Tak się właśnie zaczynają najlepsze książki. Nie tylko amerykańskie. Sprawdźmy nasze rodzime podwórko.

Pierwsza książka, którą mam obok siebie, to Powidoki Piotra Strzeżysza. Nie powieść. Raczej szereg pocztówek literackich z długiej drogi. Ale i piękne, nasycone mnóstwem uczuć, choć oszczędne w słowach, epickie dzieło.

Geoff był nowy. […] Był to około pięćdziesięcioletni mężczyzna, bardzo szczupły, z dwiema rzadkimi kępkami siwych włosów i wielkimi, opadającymi na czubek nosa okularami. Siedział na wózku, mocno przechylony i przysypiał, albo tylko zdawał się przysypiać. Trudno było to dostrzec lub odgadnąć, bowiem szkła jego okularów pokrywała drobna siateczka, nadająca mu wygląd wielkiego owada […]. W lewej dłoni, czy też w dwóch sprawnych palcach, próbował utrzymać kubek z kawą, której wąska strużka ściekała po aluminiowej ściance na oparcie wózka.

Tak właśnie narrator poznaje mężczyznę, który później stanie się jednym z jego przyjaciół. Skojarzenie z owadem bardzo działa na wyobraźnię, prawda? Zmarszczki, siwe włosy, wózek inwalidzki, a ostatecznie niezdolność starego człowieka do utrzymania w ręce kubka z kawą. To przecież taka prozaiczna czynność. Wykonujemy ją kilka razy dziennie. W ogóle się nad nią nie zastanawiamy. I nagle Piotr Strzeżysz ukazuje niezwykłość swojego spotkania nie tylko ze starszą osobą, ale po prostu ze starością, za pomocą tak banalnego atrybutu, jakim jest kubek. Szok i niedowierzanie. Oraz wielki, wielki talent.

Chcesz stworzyć bohatera prawdziwego?

Obracaj się w środowisku ludzi prawdziwych, nie wydmuszek. Podpatruj ich codzienność. Odnajduj niezwykłość w prozaicznych zjawiskach. Wyszukuj cudownych rzeczy pośród szarej codzienności. Zapisuj. Czytaj jak najwięcej. I powracaj do notek o bohaterze prawdziwym. To cała moja wiedza na ten temat i mam nadzieję, że do czegoś Ci się przyda. Żywię nadzieję, że nasze kolejne książki – moje i Wasze – będą napisane dobrze i z wielkim szacunkiem do Czytelnika. To jest najważniejsze.

Podobał Ci się wpis? Nie zapomnij o uzupełnieniu kart pracy, które otrzymasz po zapisaniu się na newsletter. Będzie mi bardzo miło, jeśli wypowiedz się na temat cyklu Bohater prawdziwy. Czy chcesz więcej tego typu wpisów? Czy uważasz, że poszło mi nieźle? Może jednak tragicznie? Jeśli to pierwsze, zostaw lajka na Facebooku Fabryki dygresji i bądźmy w kontakcie! Jeśli to drugie, nie omieszkaj zamieścić swojej druzgoczącej opinii w komentarzu. Czekam z niecierpliwością!

Bohater prawdziwy, cz. 5 – Teraźniejszość postaci, czyli przechodzimy do trzeciego wymiaru

Bohater prawdziwy, cz. 5 – Teraźniejszość postaci, czyli przechodzimy do trzeciego wymiaru

Wszystkie informacje, które do tej pory zebrałeś na temat swojego bohatera prawdziwego, mogłeś po prostu spisać na kartce papieru. Było łatwo— siedziałeś przy biurku albo na łóżku i to, co przyszło Ci do głowy, po prostu notowałeś. Nie przeczę, że w ten sposób możesz zbudować bardzo dobrą postać, ale wklepując kolejne znaki do edytora tekstu czy, jeśli jesteś bardziej retro, wcierając tusz z długopisu w kolejne karteluszki, nie sprawisz, że Twoja postać ożyje.

Bohatera prawdziwego możesz zbudować tylko wtedy, kiedy ruszysz dupę, wyjdziesz z domu i zaczniesz myśleć oraz robić to, co on.

Wyrwij jego duszę z kartki i włóż w swoje ciało. Zacznij z nim żyć.

Sprawdź, jak wygląda dzień powszedni z życia Twojej postaci i postaraj się go przeżyć. Wnioski oczywiście zapisz w odpowiednim notesie bądź pliku, a wieczorem zajrzyj do arkusza ćwiczeniowego, który dla Ciebie przygotowałam.* Czy będziesz w stanie teraz odpowiedzieć na pytania ze stron 9-10?

Mój bohater prawdziwy jest studentką. Ponieważ akcja książki toczy się głównie w zimie, trudno jest jej się zwlec z łóżka na wczesne zajęcia. Mieszka w akademiku, daleko od domu, sama w pokoju, którego ściany ozdobione są wycinkami z prasy psychologicznej i literackiej. Dokucza jej zimno za oknem i samotność. Tęskni za swoim psem, który czeka na nią do wielu miesięcy w domu rodzinnym, ale z pozostałą częścią rodziny akurat nie bardzo chce jej się widzieć.

Przed zjedzeniem pełnoziarnistych naleśników odbywa szczegółową toaletę. Przynajmniej pół godziny spędza przy lustrze, by mieć idealny makijaż. Myśli wtedy o siłowni, na którą powinna wyprawić się popołudniu, o ile będzie w stanie, bo zajęcia na jej wydziale zapewne sprawią, że wszystkiego jej się odechce. Zamiast tego może obejrzy mecz tenisa z Lidią, najlepszą przyjaciółką, albo wspólnie z resztą paczki wybiorą się na ten marsz wsparcia dla Ukraińców. W radiu, które włączyła, właśnie trąbią znów na temat Majdanu…

Skup się. O czym Ty myślisz, idąc do pracy albo szkoły? Jakie są Twoje codziennie zwyczaje i w co zazwyczaj się ubierasz? Co słyszysz dookoła siebie, jadąc tramwajem bądź włączywszy radio samochodowe? Jaki jest do tego Twój stosunek?

Czy wchodząc do biura, jesteś spokojny, bo świetnie przygotowałeś się do kolejnego dnia, czy denerwujesz się, bo o czymś zapomniałeś? Na przykład o… zmówieniu modlitwy?

Jeśli Ty dużo myślisz z rana, to czy Twój bohater prawdziwy również?

Czy jeśli Ty, czekając na przystanku, analizujesz, dokąd spieszą się mijający Cię przechodnie i co wynika z ich grymasów twarzy, to czy Twój bohater prawdziwy ma w ogóle ochotę na takie zabawy?

Wynotuj swoje obserwacje dnia codziennego i zastanów się, czy Twoja postać zobaczyłaby, usłyszała, poczuła to samo. Dokonaj analizy i spróbuj opisać ten dzień w narracji pierwszoosobowej z perspektywy postaci. Później zaś – trzecioosobowej. Wtedy zobaczysz, która narracja bardziej pasuje do konceptu Twojej powieści. Nie ma co się zastanawiać, wystarczy sprawdzić i przetestować, które rozwiązanie jest dla Ciebie— i dla Twojego bohatera prawdziwego — najlepsze.

Jeśli dalej masz problem, podziel życie na sfery.

Praca i edukacja, hobby i czas wolny, dieta, duchowość…

Pamiętaj, by nie mówić o cechach i upodobaniach bohatera prawdziwego, tylko je przedstawiać.

Na czym polega różnica?

Nie musisz rozwodzić się nad tym, jak wielkim Twój bohater jest ateistą. Wystarczy, że na jego półce z książkami znajdzie się choćby Bóg urojony Richarda Dawkinsa, w niedzielę nie pobiegnie do kościoła, a swojej złamanej nogi nie będzie tłumaczyć karmą. Chociaż, co ja wiem, zupełnie nie znam się na ateizmie…

Inny przykład. Kiedy Twój bohater jest wkurzony, nie pisz, że jest wkurzony. Niech zmarszczy brwi, zazgrzyta zębami, zbije talerz, przeklnie i krzyknie. Jeśli jest weganinem, nie pisz, że jest weganinem. Po prostu nie zamęczaj czytelnika długimi akapitami na temat jego diety. O ile jego dieta jest istotna dla fabuły, możesz wspomnieć krótko, że na śniadanie zjadł zieleninę, której jest ogromnym miłośnikiem. Tudzież wyznawcą. Jedzenie też może być religią.

I ostatnia rada.

Jedyną osobą ważniejszą od Twojego bohatera prawdziwego jest Twój przyszły czytelnik.

Jeśli chcesz być czytanym i mieć szanse na odniesienie komercyjnego sukcesu, zapomnij o sobie. Myśl o tych, którzy ściągną z półki księgarskiej Twoją książkę, bo będą chcieli poznać fascynującą historię fenomenalnej postaci. Nigdy o nich nie zapominaj.

____________

*Formularz ćwiczeniowy otrzymasz po zapisaniu się na newsletter.

 

Magdalena Pioruńska – Z Szuflady do Twierdzy i na salony!

Magdalena Pioruńska – Z Szuflady do Twierdzy i na salony!

Pamiętacie recenzję Twierdzy Kimerydu? Postanowiłam przybliżyć Wam postać autorki oraz kulisy powieści. Nie tylko dlatego, że Magdalena Pioruńska jest bardzo interesującą personą, zaś książka pewnym ewenementem we współczesnej literaturze polskiej. Wydaje mi się, że z lektury poniższej rozmowy będziecie mogli się sporo nauczyć.

Emilia Teofila Nowak: To jak w końcu, Twierdza Kimerydu jest Twoją debiutancką powieścią czy było coś wcześniej? Różne źródła różnie mówią.

Magdalena Pioruńska: Moją pierwszą wydaną książką była notabene książka naukowa na temat rozpadu byłej Jugosławii o jakże oryginalnym tytule: Przyczyny rozpadu byłej Jugosławii w XX. wieku. Potem mój krótki tekst z innego uniwersum fantasy Witajcie w Zoa znalazł się w antologii Dziedzictwo Gwiazd. Moje opowiadanie Ceres trafiło zaś do magicznej antologii opowiadań o Opolu Festiwal Natchnienia. Mogę się pochwalić długim stażem w środowisku literackim. Przez trzy lata uczestniczyłam czynnie w organizowaniu festiwali poświęconych fantastyce we Wrocławiu i Opolu. Prowadziłam spotkania autorskie, zapraszałam pisarzy i kontaktowałam się nawet z zagranicznymi gwiazdami. Ponadto przeprowadziłam kilka konkursów literackich i graficznych na Szufladzie moim portalu kulturalno-literackim, który w sierpniu tego roku skończy sześć lat. Byłam też jurorką przy konkursach literackich na festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu.

Myślę, że moja absolutnie autonomiczna książka musiała się wreszcie pojawić na rynku. Od paru lat byłam na to skazana.

ETN: Ile zajęło Ci napisanie Twierdzy Kimerydu? Od pierwszego pomysłu na powieść do momentu powzięcia decyzji o zwróceniu się do wydawcy?

MP: Twierdza Kimerydu to moja praca dyplomowa w Studium Literacko-Artystycznym w Krakowie. Skąd w ogóle wziął się ten pomysł? Od Ono. Kim jest Ono? To specyficzna personifikacja mojego natchnienia, która ujawniła swoje istnienie na zajęciach z poezji właśnie w Studium Literacko-Artystycznym.

Pewnego dnia napisałam długi wiersz z dialogami pomiędzy dziewczyną a stworem, który wiernie towarzyszył jej w podróży po prehistorycznych lasach. Ono tak bardzo spodobało się moim kolegom z roku i wykładowcom, że samoistnie otrzymało dłuższy żywot. Napisałam więc całą serię dziwnych wierszy o Ono i jego Pani, z którą przemierzało fantastyczne światy. Ono miało długi ogon, pomarańczowe ślepia i chowało dłonie w czerwonych rękawiczkach, z których wystawały długie pazury. Teraz nie pamiętam kto, ale chyba któraś z moich koleżanek ze studiów, nazwała Ono dinozaurem. W pewnym momencie Ono zaczęło też coraz mocniej kształtować swój charakter i śmielej poczynać sobie w kontaktach ze swoją Panią. Tak właśnie stworzyłam postać Tyrsa.

Pierwszy dinozaur, który przyszedł mi na myśl przy krystalizacji tej postaci, to oczywiście welociraptor, a właściwie utahraptor, na którym wzorował się Michael Crichton, tworząc swój Park Jurajski. A ponieważ nigdy nie zabieram się za pisanie bez przygotowania, poświęciłam pół roku na oglądanie filmów przyrodniczych z serii Dicovery Channel i BBC na temat życia prehistorycznych gadów w tym szczególnie raptorów, choć najbardziej ujęła mnie historia małego Allozaura ze zwichniętą szczęką. Te obrażenia już w dorosłym życiu zmusiły go do szukania przymierza z roślinożercami…

Sięgnęłam też po książkę uznanego paleontologa Roberta T. Bakkera Raptor Red. Śledzimy w niej losy młodej raptorzycy i jej konfliktowej siostry. Wzruszyło mnie rodzinne życie raptorów, ich usilne i bardzo ludzkie trzymanie się w stadzie i walka o przetrwanie każdego jego członka. Reszta jakby wymyśliła się sama. Chociaż teraz z perspektywy czasu myślę, że Tyrs Mollina nie do końca odegrał rolę mojego Ono. Może to jednak jego mały braciszek Taniel?

Ale wracając do twojego pytania: samo napisanie powieści trwało trochę ponad miesiąc napisałam ją w lipcu ubiegłego roku. Proces jej wymyślania i analizowania poszczególnych wątków trwał za to niecałe dwa lata, począwszy od momentu narodzin Ono.

IMG_20170317_191738_processed

Źródło: archiwum prywatne Magdaleny Pioruńskiej

ETN: Co sprawiło Ci największe wyzwanie podczas pisania?

MP: Anna. Miałam ogromny problem z tą postacią. W miarę jak postępowała fabuła, szybko okazało się, że chłopaki skradli ją w całości, Anna w porównaniu z nimi wypadła bardzo blado. Nie lubiłam pisać jej kolejnych narracji. Wydawały mi się takie uniwersalne, zwyczajne, sztampowe… Wiesz, Anna wprowadza wątek szczeniackiej miłości pomiędzy porządną, szanowaną kobietą a nieokrzesanym buntownikiem. Kiedy to zauważyłam, doszłam do wniosku, że może moja książka powinna mieć trochę inny wydźwięk. Może powinna na całej linii zrywać z różnymi, literackimi stereotypami, w tym właśnie zaginać konwencję romansową. Dopiero wtedy udało mi się wyciągnąć tę bohaterkę z cienia i zrobić z nią coś interesującego. Powiem ci szczerze zmusiło mnie do tego to, że dałam jej oddzielną narrację, wyobrażając sobie, że okaże się całkiem inną postacią. Niestety pomyliłam się i dzięki temu Twierdza Kimerydu wcale nie jest romansem.

ETN: Dlaczego zdecydowałaś się na narrację pierwszoosobową, skoro jest tak mnóstwo postaci? Nie uważasz, że lepiej byłoby spróbować opowiadać historię z pomocą narratora wszechwiedzącego?

MP: Całe życie pisałam książki z perspektywy narratora wszystkowiedzącego i to nie było dla mnie dobre. Rozwlekałam wątki, rozbudowywałam światy, mnożyłam bohaterów. Z biegiem czasu sama zapominałam, jaki był główny wątek powieści i jego główny bohater. Narracja z perspektywy czterech bohaterów to i tak duże z mojej strony ustępstwo. Ja nie cierpię głównych bohaterów zarówno w książkach, jak i w filmach. Ciągnie mnie właśnie w stronę antybohaterów i ludzi z otoczenia protagonisty, którzy zwykle wydają mi się bardziej interesujący. Dlatego też nie chcę mówić, że Tyrs Mollina jest głównym bohaterem Twierdzy Kimerydu. Owszem, pod koniec dojrzewa do tej roli, ale na szczęście wciąż czuwa nad nim Tycjan, a zmiana nastroju i scenerii wcale nie oznacza, że w drugiej części Twierdzy nie pojawią się jego godni konkurenci.

ETN: Którego ze swoich bohaterów lubisz najbardziej?

MP: Zdecydowanie Taniela Mollinę. Po pierwsze dlatego, że Tyrs naturalnie się przy nim zmienia. Taniel wydobywa z niego najlepsze cechy, trafia w jego czułe punkty, tym samym wzmacniając ich i tak już silną więź. Taniel jest ukochanym dzieckiem Tyrsa, jego małym schronieniem, światłem jego życia i być może jedyną osobą, przy której całkowicie czuje się sobą. Po drugie… czytałaś Twierdzę, wiesz jak trudnym i tajemniczym dzieckiem jest Taniel. Pisząc końcówkę książki, już byłam podekscytowana perspektywą drugiej części i wiedziałam, że dorastający Tanni będzie grał w niej jedną z głównych ról. Poza tym on ma boską moralność, a właściwie jej boski brak. Z jednej strony wydaje się być najbardziej ludzki z rodzeństwa raptorów, a z drugiej najbardziej przypomina zwierzę… Podejrzewam go o bardzo zwichniętą psychikę. Mam słabość do takich ludzi.

IMG_20170317_193951_processed

 

ETN: Czy Twoje postaci są wzorowane na kimś z Twojego bliskiego otoczenia? Wymyśliłaś ich sama od początku do końca, czy noszą cechy Twoich znajomych?

MP: Nie wiem. To zawsze dla mnie trudne określić, ile tak naprawdę rzeczywistości wkradło się do moich książek. Wiem za to na pewno, że moja relacja z pewnym specyficznym młodym człowiekiem wpłynęła na ukształtowanie niektórych przyjaźni i rodzinnych relacji w tej powieści. Wiesz, ciężko mnie zainspirować rzeczywistością. Łatwo się też nudzę, nie lubię tracić czasu na zamartwianie się drobiazgami. Owszem, potrafię mocno zainteresować się ludźmi, ale tylko tymi wybranymi przeze mnie. Mam taki wewnętrzny radar, który ciągnie mnie do ludzi utalentowanych, myślących inaczej o świecie i przez to często trudnych w odbiorze przez większość. Ale zdradzę ci za to, że przyjaźń Tyrsa i Tycjana, szczególnie kiedy razem imprezują i prowadzą swoje specyficzne rozmowy, to częściowo odbicie mojej przyjaźni z dziewczyną, z którą mieszkałam w akademiku podczas studiów. Ewcia, serdecznie cię z tego miejsca pozdrawiam. 😉

ETN: W książce mamy do czynienia z postacią Tulii, będącej również Tuliuszem, a może na odwrót. Rozbuchana seksualność tej nieokreślonej płciowo postaci pewnie budzi kontrowersje. Jaki jest Twój stosunek do transpłciowości?

MP: Otwarty. Jestem otwarta na środowisko LGBT, mam tam dobrych znajomych i to nawet bardzo dobrych. Nie mam nic przeciwko wątkom genderowym w powieściach. Sama je przecież propaguję na Szufladzie z działem gender, w którym Ania Godzińska, moja redaktorka, zajmuje się czytaniem i recenzowaniem powieści pod kątem genderowym.

Tuliusz miał być kontrowersyjny i tragiczny. Zresztą każda z moich hybryd miała być w jakiś sposób uszkodzona psychicznie, złamana przez życie. Pomyślałam sobie, że nie można być do końca normalnym, posiadając geny dinozaura. Chociaż wydaje mi się, że to nie te geny same w sobie sprawiły, że moi bohaterowie nie do końca radzą sobie z życiem. Twierdza Kimerydu to przede wszystkim powieść o inności i o reakcjach ludzi na tę inność. Moi chłopcy na swój sposób nauczyli się radzić sobie z ostracyzmem społeczności…

ETN: A co ma z tym wszystkim wspólnego schizofrenia, na którą zdaje się cierpieć postać?

MP: Słuchaj, nie chcę tutaj zdradzać zbyt dużo z fabuły książki, ale podpowiem ci, że może jest ona tylko wymówką… Może Tuliusz Donner po prostu nie akceptował samego siebie i na podobieństwo Normana Batesa z Psychozy Alfreda Hitchcocka do końca nie potrafił uwolnić się od cienia swojej matki?

ETN: Jestem bardzo ciekawa Twojego stosunku do gender studies. Niektóre Twoje postaci, np. Tyrsa Molliny, są tragicznie stereotypowe w swoim przywiązaniu do płci kulturowej. Ale z drugiej strony Tulia…? Zresztą, to kobiety tak naprawdę stoją za wszystkimi aferami, które napędzają fabułę Twojej książki, czyli głównie Anna i Arabella. Czy współczesna kobieta musi być przebiegła, inteligentna i zabójczo piękna? Czy to nie kolejny stereotyp?

MP: Wspomniałam ci wcześniej, że miałam kłopot z kreacją Anny. Za to Arabella jest moim zdaniem fantastyczną postacią. Jej motywacją jest bowiem chęć dorównania ojcu: szalonemu naukowcowi, ale też przede wszystkim czysta ciekawość, jaki będzie efekt każdego jej najokrutniejszego eksperymentu. Arabella miała być psychopatką, zimną suką. Miała przerażać. Miała niszczyć i wypalać po sobie ziemię. Anna jest od niej słabsza charakterologicznie i to wpłynęło na wszystkie jej decyzje. Bohaterka zmaga się z przeszłością, boleśnie dostrzegając przy tym, że tak naprawdę niewiele się zmieniło. Jest przez to ślepa na konsekwencje własnych czynów. Przyzwyczaiła się bowiem do roli tej lepszej siostry”.

A Tyrs i Tuliusz… Cóż, myślę, że mimo dwóch totalnie sprzecznych postaw i podskórnej niechęci, łączy ich przecież coś ważniejszego potrzeba zrozumienia i przebywania blisko człowieka, który nie zadaje zbędnych pytań, po prostu oferuje wsparcie. Lubię tę ich kruchą przyjaźń. To w końcu Tyrs zawsze staje za Tuliuszem, nawet kiedy sypie się relacja Tuliusza i Tycjana. Chyba chodziło mi o to, żeby pokazać, że prawdziwa przyjaźń nie musi wcale opierać się na podobieństwach… Wiesz co? Są rzeczy ważniejsze, niż kulturowe nastawienie do płci. I właśnie one połączyły Tyrsa i Tuliusza.

ETN: A Afryka? Dlaczego akcja nie dzieje się na wyspie w rodzaju Isla Nublar tylko na Czarnym Lądzie? I skąd w ogóle nazwa: Twierdza Kimerydu?

MP: Wcześniej to miała być Nikaragua. Serio, napisałam osiem rozdziałów o młodości Teobalda Elasmosa i ich akcja toczyła się… właśnie w Nikaragui. Potem to przemyślałam; pojawiło się Ono, akurat kiedy zabrakło mi pomysłów na pisanie i Teobald wylądował w Afryce w towarzystwie dinozaurów. Wybrałam Afrykę, ponieważ pasowała do mojej koncepcji totalitarnego świata. Gra w nim bowiem rolę wielkiego śmietnika Cesarstwa Europejskiego, które ją lekceważy i sukcesywnie niszczy. Kimeryd zaś to nazwa jednej z podepok Jury, kiedy na Ziemi żyły największe dinozaury. Pomyślałam, że skorzystam z wszelkich dobrodziejstw prehistorii.

ETN: Zamierzasz wyjechać do Afryki i pisać stamtąd książki? Jak w ogóle widzisz swoją literacką przyszłość? Czy za dziesięć lat Magdalena Pioruńska otrzyma Nagrodę Nike? Co jest Twoim największym celem?

MP: Niczego w swoim życiu nie wykluczam. Chcę się zmieniać. Chcę iść do przodu. Chcę być lepsza. Chcę pisać książki dużo książek i dalej prowadzić Szufladę i budować coraz lepszą markę. Mój sukces to efekt kilkuletniej ciężkiej pracy, orania tematu u samych podstaw, czasem z przygarbionymi ze zmęczenia plecami, ale nadal ze sztywnym kręgosłupem. Ktoś mi kiedyś powiedział, że mój się nie zgina, że niektórzy ludzie się tacy rodzą. Cieszę się, że widzisz we mnie kandydatkę do Nagrody Nike. 😀 Jestem tak próżna, że na pewno się z niej bardzo ucieszę. A potem pomyślę o Noblu. 😉

ETN: Jak wygląda Twój dzień powszedni i skąd bierzesz czas na pisanie? Czym na co dzień się zajmujesz?

MP: Pracuję w tygodniu. Głównie z młodymi ludźmi. Lubię młodzież, jest naprawdę ciekawa, dostarcza mi wiele tematów do rozważań i konstruowania fabuły. Ostatnio w związku z premierą Twierdzy Kimerydu, żyję w ciągłym biegu. Nie mam czasu dobrze zjeść, potrafię pół dnia chodzić głodna, jak wilk, bo zwyczajnie zapominam, że jestem głodna… Tak jak na przykład teraz, kiedy odpowiadam ci na pytania. Już dawno powinnam coś zjeść, no ale…

Właśnie. Jak się za coś zabieram na poważnie, to zwykle po drodze kruszę skały. 🙂 Czekam aż ten szum trochę ucichnie, moje życie się ustabilizuje i wrócę do spokojnego, regularnego pisania. Przypominam Ci, że poza pisaniem książek, zarządzam też portalem i piszę do niego teksty.

ETN: Jakie masz wskazówki dla osób, które marzą o wydaniu swojej debiutanckiej książki?

MP: Nie można zrażać się niepowodzeniami. Ale też nie zawsze zgadzać się z odmową. Może chodzi o to, żeby pokazać, że nie mieli racji, nie doceniając twojego talentu? Bo to się liczy przede wszystkim. Talent. A potem dopiero ciężka praca. I nie ukrywam, że przebojowość i odwaga bardzo się przydają.

ETN: Co dla Ciebie, jako czytelniczki, jest najcenniejsze w literaturze?

MP: Autentyczność. Inność. Czasem dziwność. Lubię, kiedy literatura czymś we mnie EPATUJE. Lubię coś mocno odczuwać i lubię, jak moje serce zamiera albo bije zbyt szybko.

ETN: Jakie książki możesz polecić, podobne do Twojej?

MP: Nie wiem, bo na nikim się nie wzorowałam. Kiedy pisałam o Tuliuszu, przypominał mi się za to bardzo ciekawy film Mandarynka o społeczności transwestytów w Hollywood. Zrobił na mnie ogromne wrażenie właśnie taką czułością i niezwykle kruchym pięknem na tle brudnego, odrażającego świata. Jeszcze raz chętnie polecę też Raptora Red. Mimo że bohaterka jest prehistorycznym gadem, a całość przypomina raczej zapis serialu przyrodniczego, książkę czyta się jednym tchem.

ETN: A gdybyś miała wybrać swój literacki wzór do naśladowania, jakiegoś twórcę, kto by to był?

MP: I tutaj mam znowu problem. A wiąże się on z moją specyficzną osobowością i światopoglądem. Nie wierzę we wzory do naśladowania. Nie wierzę w autorytety. Wierzę za to w mój talent, wierzę w to, że warto pisać mimo wszystko. A jako skrajna indywidualistka powiem ci jeszcze, że każdy artysta powinien sam odnaleźć swoją własną drogę. Nie tylko w pisaniu, ale również w życiu.

ETN: Kiedy kolejna książka?

MP: Kiedy się napisze. Będzie dłuższa od pierwszej części, bo akcja będzie się toczyć równocześnie w Afryce i w Europie. Ale już zaczęłam i świetnie się bawię w trakcie pisania.

Droga Magdaleno, bardzo dziękuję Ci za wartościową rozmowę. Myślę, że Twoje słowa będą pomocne dla każdego, kto marzy o pisaniu. Mnie wywiad z Tobą bardzo zainspirował i zmotywował do dalszej walki z samą sobą o dokończenie pisania książki. Życzę Czytelnikom, by śmiało brali z Ciebie przykład osoby tyleż samo pracowitej, co przebojowej i kreatywnej. A Tobie, by pisanie kolejnej książki dostarczyło Ci co najmniej tyle samo frajdy, co przy pierwszej części Twierdzy Kimerydu. Przy okazji zapraszam też wszystkich na jeden z moich ulubionych portali literackich www.szuflada.net. Naprawdę warto!

Bohater prawdziwy, cz. 4 – Teraźniejszość postaci, czyli jesteś średnią pięciu osób,

Bohater prawdziwy, cz. 4 – Teraźniejszość postaci, czyli jesteś średnią pięciu osób,

z którymi spędzasz najwięcej czasu

Może myślisz sobie, że jesteś ewenementem na światową skalę, niepowtarzalnym indywiduum, wolnym elektronem, jedynym w swoim rodzaju. Otóż nie. Jesteś dokładnie taki, jak inni. Jeśli czujesz się lepszy od niektórych, to znaczy, że tak naprawdę, w głębi serca, czujesz się gorszy. Różnimy się od siebie tak naprawdę pozornie. Może Cię nie cechować taka inteligencja, jak Stephena Hawkinga, ale założę się, że pobiegniesz dalej, niż on. Możesz nie być takim sportsmenem jak Piotr Żyła, ale przynajmniej da się słuchać tego, co mówisz i nie pękać przy tym ze śmiechu. Mamy tyle samo więcej niż inni i dokładnie tyle samo mniej. To, czy jesteśmy wartościowymi ludźmi, bierze się z tego, jak siebie postrzegamy, co chcemy w życiu osiągnąć i jak bardzo się do tego przykładamy. Większość naszych cech jest jednak mimowolnie zapożyczona od naszych bliskich.

To samo tyczy się Twojego bohatera prawdziwego.

Ok, jest wybitną jednostką z jakiegoś powodu, dlatego o nim piszesz, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Teksty literackie nie są prawdą obiektywną, tylko subiektywnym spojrzeniem autora na świat.

Twój bohater prawdziwy będzie interesujący, jeśli go takim uczynisz.

A możesz to zrobić również dzięki ludziom, jacy otaczają Twoją postać.

Wybierz pięciu ludzi, którzy mają wpływ na Twojego bohatera. Spotykają się z nim najczęściej i Twój bohater bierze najbardziej pod uwagę właśnie ich zdanie. Zastanawia się, co zrobiliby w sytuacji, w jakiej znalazł się on, gdy musi podjąć ważną decyzję. Co w tych ludziach jest takiego, że Twój bohater wybrał ich na swoich najbliższych? W jaki sposób są tak naprawdę powiązani? Czy łączy ich przyjaźń, miłość bądź namiętność? Czy ich relacja opiera się na zależności mistrz-uczeń? A może nieustannie ze sobą rywalizują? Są spokrewnieni czy spotkali się po raz pierwszy na pustyni Atacama podczas ucieczki przed stadem zombie? Jak wiele razem przeżyli i co aktualnie ze sobą mają wspólnego?

Na pewno sporo wspólnego z Twoim bohaterem prawdziwym mają jego rodzice.

Nawet, jeśli są chwilowo nieobecni. Lub też Twoja postać nigdy nie miała przyjemności ich poznać, jak choćby w Zanim cię znajdę bądź Świecie według Garpa Johna Irvinga. Wówczas nieobecność ta kładzie się cieniem na całym życiu bohatera. Tylko jakiego kształtu jest ten cień?

Relacje z rodzeństwem również intensywnie oddziałują na charakter postaci. Zazdrosna o atencję rodziców młodsza siostra, nadopiekuńczy starszy brat, a może dorastający w zakładzie psychiatrycznym brat nieokreślonej płci? Zastanów się, jak może wpłynąć na Twojego bohatera prawdziwego relacja z rodzeństwem. I jaki będzie, gdy skażesz go na bycie jedynakiem. Bo tak, różnice są kolosalne.

Odpowiedz sobie przy okazji jeszcze na trzy pytania.

Z kim Twój bohater, spośród ludzi znajdujących się w jego najbliższym otoczeniu, mógłby ukryć zwłoki? Kogo spytałby, czy w ogóle warto popełniać morderstwo? A kogo najchętniej by zamordował? Odnajdź największych sprzymierzeńców, do których Twoja postać może zwrócić się w strategicznych momentach fabuły oraz skonstruuj człowieka, który dostarczy Twojemu bohaterowi mnóstwo nieprzyjemności. Antagoniści zawsze są potrzebni w powieści, by napędzali akcję.

Tak naprawdę nie musisz skupiać się na swoich bohaterach pobocznych tak, jak na głównej postaci. Wystarczy, że opiszesz je w kilku zdaniach, jeśli fabuła nie jest wielowątkowa. Formularze, które Ci przesłałam przez autoresponder po zapisaniu się na mój newsletter (dziś omawialiśmy strony 7 i 8), pomogą Ci jednak w tym, by i bohaterowie poboczni nie byli papierowi, lecz stanowili wielobarwną ozdobę Twojego bohatera prawdziwego.

To nie koniec walki z teraźniejszością! Kolejna część w przyszłym tygodniu. Jeśli masz jakieś pytania, skontaktuj się ze mną przez fabrykadygresji@gmail.com i pamiętaj, żeby polubić Fabrykę dygresji na Facebooku!

 

 

Katarzyna Bonda – Maszyna do pisania

Katarzyna Bonda – Maszyna do pisania

Jeśli myślisz, że poradniki tak naprawdę są do dupy, to jesteś w błędzie. Bo o tyle, o ile trudno znaleźć dobrą książkę o pisaniu, o tyle Katarzyna Bonda i jej Maszyna do pisania odwaliły naprawdę dobrą robotę.

Wychodzę z założenia, że nie wystarczy czytać co popadnie, by stać się dobrym pisarzem. Im szersze nasze rozeznanie, tym lepiej dla nas. Pośród fantastyki, prozy psychologicznej, horrorów i romansów musimy znaleźć czas na czytanie o kreatywnym pisaniu.

Myślicie, że to strata czasu?

To nigdy nie jest strata czasu, nawet, jeśli poradnik jest słaby. Bo dzięki temu możemy się dowiedzieć, ile potrafimy już ponad to, co zostało napisane przez autora książki. A nawet, jeśli poradnik jest zbiorem samych banałów, to i o takich warto sobie przypomnieć. Czasem umykają nam jawne oczywistości, zaś dzięki takim poradnikowym tekstom można uniknąć niedociągnięć w swoich tekstach.

Katarzyna Bonda w Maszynie do pisania zawarła oprócz znanych wszystkim banałów naprawdę wartościowe uwagi, których nie sposób było odnaleźć nawet w Pamiętniku rzemieślnika Stephena Kinga. Książka mistrza horroru przypominała raczej rozmowę z kumplem literatem przy dobrym piwku, natomiast lektura poradnika królowej polskiego kryminału to rzetelny wykład połączony z ćwiczeniami.

Bonda największą część swojej książki poświęca konstrukcji bohatera. Mimo że w tym zagadnieniu czuję się naprawdę pewnie, to autorka uświadomiła mi, że były rzeczy, które wcześniej niestety mi umknęły. Na szczęście błyskawicznie się dokształciłam.

Najcenniejsze dla mnie były wiadomości z zakresu teorii. Od zawsze cierpiałam na niedobory wiedzy o budowaniu fabuły. Teraz wiem już, że utrzymywanie napięcia w czytelniku to zabieg kilku dobrych chwytów, nic więcej. Można się tego nauczyć, naprawdę nie trzeba być geniuszem.

Jeszcze jedną wielką zaletą poradnika jest to, że lektura od razu motywuje do pisania. Trudno było mi się momentami skupić na dalszym czytaniu. Chciałam pędzić przed laptop i pisać kolejne rozdziały mojej książki. Nawet wtedy, kiedy nie zgadzałam się z kilkoma zdaniami przekazanymi przez Bondę. Albo kiedy przeskakiwałam wzrokiem po trzy, cztery linijki, bo choć pisarka oducza lania wody, to jej samej niestety zdarza się trochę zbyt rozwodzić nad pewnymi zagadnieniami.

Mimo powyższego, jeśli traktujecie pisanie z należytą powagą, koniecznie przeczytajcie Maszynę do pisania i zróbcie notatki. A później do roboty.

9/10

 

Bohater prawdziwy, cz. 3 – Przyszłość postaci, czyli co nas kręci, co nas podnieca

Bohater prawdziwy, cz. 3 – Przyszłość postaci, czyli co nas kręci, co nas podnieca

Czytelnik dopiero wtedy zostanie bez reszty pochłonięty przez fabułę, kiedy zrozumie, czego chce i pragnie bohater. O ile pierwsze jest dosyć oczywiste, o tyle o drugim sam bohater może nie mieć bladego pojęcia. Ważne, by wiedział o tym narrator.

Zanim przejdziemy do szczegółowej analizy tego zagadnienia, chciałabym, byśmy wszyscy zrozumieli różnice między marzeniami, celami; naszymi świadomymi chceniami, a ukrytymi w podświadomości pragnieniami.

Marzenie to coś, co pozwala nam stać z łóżka rano, osładza czas bólu. Zdajemy sobie sprawę z tego, że to coś nieuchwytnego, być może trudnego do zrealizowania lub zupełnie niemożliwego. Albo się z tym godzimy, albo nie. I wówczas zamieniamy marzenie w cel.

Cel to z kolei ostatni, najwyższy stopień schodów, po których codziennie się wspinamy. Systematycznie, z determinacją, dążymy do jego osiągnięcia. Jeśli nie uwierzymy, że jest naprawdę do zrealizowania, nici z naszej wspinaczki.

Marzenia i cele mogą być w pełni przez nas zdefiniowane. Obmyślone na tysiąc jeden sposobów.

Ale w naszej psychice istnieją jeszcze pragnienia, z których nie zawsze zdajemy sobie sprawę.

To one sprawiają, dlaczego zachowujemy się w konkretnej sytuacji tak, a nie inaczej, być może nielogicznie, odstępując od naszych celów. Są różnymi namiętnościami, które ujawniają się w najmniej oczekiwanych momentach. Mogą w dużej mierze wynikać z naszych niedostatków z przeszłości, najczęściej z okresu dzieciństwa.

I dlatego, jeśli opuściliście poprzednią część poradnika, lepiej do niej powróćcie i skupcie się na dokładnym wypełnieniu formularza ćwiczeniowego. Bez uważnej analizy przeszłości Waszego bohatera prawdziwego będziecie mogli napisać prostą opowiastkę o jego jawnych celach i poszukiwaniach, wobec których oscylować będzie fabuła utworu. Jeśli jednak dojrzeliście na tyle, by zbudować ciekawszą fabułę, która porwie czytelnika bez reszty, musicie naprawdę się przyłożyć i zgłębić psychikę Waszej postaci bardziej, niż potrafi to ona sama. Musicie wiedzieć o swoim bohaterze prawdziwym po prostu wszystko.

Jeśli już macie to za sobą, możemy zaczynać.

Osoba bez marzeń jest tylko nędzną imitacją istoty człowieczej.

Osoba bez konkretnych celów łatwo popadnie w depresję. Nie będzie miała powodów do rozwoju, więc rozmowy z nią nikomu nie przyniosą żadnego pożytku. Z taką osobą nie warto się zadawać, a co dopiero o niej pisać.

Zastanów się, o czym marzy Twój bohater. Znajdź trzy marzenia i wybierz to najbardziej do niego pasujące. To cel dalekosiężny, definiujący jego osobowość. To nie na nim budować będziesz kanwę swojej opowieści.

Goniąc za marzeniami, Twój bohater prawdziwy odnajdzie swoją teraźniejszość, o czym w następnej części poradnika. Moja bohaterka prawdziwa marzyła o kilku rzeczach na raz. Nie były to wymyślne rzeczy. Chciała wyjechać na wakacje do Hollywood. W przyszłości być szanowaną kobietą biznesu z kilkoma znaczącymi sukcesami finansowymi na koncie. A także kochać i być kochaną.

Najważniejszym marzeniem, na którym się skupiła, to kochać i być kochaną. Odnalezienie i utrzymanie przy sobie miłości stało się jej świadomym celem. Mówiąc ogólnie: moja bohaterka prawdziwa chciała mieć chłopaka.

By jednak to osiągnąć, musiała sprostać swoim demonom przeszłości. Dzieciństwo zafundowało jej sporo niedostatków emocjonalnych, a nie jest łatwo nawiązać zdrową relację, kiedy nosi się na barkach spore brzemię psychiczne. Obserwowanie zmagań bohaterki z samą sobą to coś, jej przemiana w dążeniu do celu to coś, co czytelnik będzie obserwował z ogromną uwagą.

Ponieważ chcemy, by lektura wciągnęła czytelnika bez reszty już od samego początku, zazwyczaj wskazane jest, by czytelnik polubił naszą postać. I lubił, a nawet kochał ją wciąż, zarówno w rozwinięciu, jak i po zakończeniu akcji. Dlatego, mimo przemiany osobowości bohatera prawdziwego, warto przed przystąpieniem pisania książki wynotować w swoim konspekcie trzy rzeczy, które nigdy się nie zmienią w naszej postaci.

To jej prawdziwa esencja, coś, czego nie pozbędzie się, choćby w przyszłości nie wiadomo co ją spotkało.

Niech zapadnie czytelnikowi w pamięć!

Moja bohaterka prawdziwa, z racji posiadania owczarka niemieckiego w dzieciństwie, zawsze, do ostatnich dni swojego życia, pałać będzie ciepłymi uczuciami do wielkich psów. Będzie też przywiązywać uwagę do swojego wyglądu, ponieważ jest świadoma, jak wizerunek działa na innych ludzi. I nie zmieni sposobu wyrażania się – wulgaryzmy tak przeniknęły do jej osobistego słownika, że nie będzie w stanie ich wyplenić. A nawet nie odczuje takiej potrzeby.

Jeżeli zamierzasz swojego bohatera prawdziwego naprawdę rozwinąć lub radykalnie odmienić w trakcie fabuły utworu, pozostaw choć te trzy rzeczy, które nigdy się nie zmienią. Miej je w pamięci, wspomnij o nich na początku, w rozwinięciu i zarysuj na zakończenie, by czytelnik nie odniósł wrażenia, że tamta osoba została uprowadzona przez kosmitów.

Ale zejdźmy głębiej.

Wydobądźmy z postaci to, co wyjdzie z niej prędzej czy później,

nieważne, czy będzie tego chciała, czy nie.

Moja bohaterka prawdziwa uważa, że kiedy znajdzie miłość swojego życia, wszystko się ułoży. Ale okazuje się, iż nie to jest jej najgłębiej skrywanym pragnieniem. Nie chodzi jej wcale o jedną osobę do kochania, ale całe stado. Pragnie odnalezienia rodziny – tej prawdziwej, wybranej przez siebie, nie tej, z którą łączą ją tylko i wyłącznie więzy krwi. Chce znaleźć ludzi, wśród których będzie się czuła bezpiecznie, na których zawsze będzie mogła liczyć. Dlatego, gdy dojdzie do konfliktu między ukochanym a jej przyjaciółmi, na kogo postawi? Bo, niestety, to właśnie konflikt będzie jednym z najważniejszych miejsc akcji. Tak jak i my, nasi bohaterowie muszą dokonywać nieustannych wyborów, często bardzo bolesnych.

Narrator nie musi zawsze o najskrytszych pragnieniach bohatera mówić wprost.

Miło by było, gdyby wykazał się szacunkiem dla swojego czytelnika i pozwolił mu wysnuć pewne wnioski samodzielnie, spomiędzy wersów.

A Ty, jako przyszły narrator, wypisz kilka marzeń i celów swojego bohatera prawdziwego. Miej z czego wybierać, zanim dokonasz selekcji, na której zbudujesz warstwę fabularną książki. Im mniej celów, tym łatwiej napisać tekst, ale im więcej, tym często ciekawiej. Pamiętaj jednak, że tu czyha niebezpieczeństwo. Jeśli będziesz się zbyt mocno rozdrabniać, możesz… nigdy nie ukończyć książki.

Jeżeli jesteś debiutantem, stanowczo odradzam Ci wielowątkowe, skomplikowane fabuły.

Wybacz, ale najważniejsze, byś ukończył swoją pierwszą książkę. Niech będzie porządna. I niech ma swój koniec. Nieistotne, jak długo będziesz nad nią ślęczał, za kilka, kilkanaście lat uznasz, że i tak była niewypałem. Grunt to ruszyć dalej. W poszukiwaniu kolejnych historii bohaterów prawdziwych.

Dlatego do zobaczenia za tydzień! Koniecznie dajcie znać, jakie są Wasze wrażenia, w końcu trzecia część poradnika właśnie za nami! Czy moje wskazówki są dla Was oczywistościami? A może udało mi się przekazać Wam coś nowego? Jestem bardzo ciekawa Waszych wrażeń. I jeśli Wam się spodobało, nie zapomnijcie polubić Fabryki dygresji na Facebooku!