(Od)lutowa fabryka linków!

(Od)lutowa fabryka linków!

W moim życiu tyle się nawyrabiało, że szczerze mówiąc, trudno mi opisać to koko dżambo. Ale z wielką radością podzielę się z Wami utworami, dzięki którym pomimo licznych przeciwności i okrutnego stresu udawało mi się cały czas iść do przodu. Zapraszam!

Festiwal Podróżniczy Śladami Marzeń

Organizatorzy tego poznańskiego festiwalu dla miłośników podróży, Tomek i Jaśmina Labusowie, to niesamowite osoby, które swoją pasją w lutym bieżącego roku zarazili tysiące osób już po raz szósty! Zabawa była przednia. Tłok, gwar, historie ze wszystkich zakątków świata, niepowtarzalne fotografie, entuzjazm i pozytywna energia! Mnie osobiście najbardziej podobała się prelekcja Piotra Strzeżysza, o którego książce piszę w kilku słowach poniżej. Była momentami przezabawna, ale wywołała też we mnie potężne fale wzruszenia. Opowieść o rowerowej podróży z Patagonii na Alaskę zostanie ze mną na długi czas. Odwiedzajcie kolejne edycje Śladami Marzeń koniecznie!

pexels-photo-185933

Imprezki podczas trwania festiwalu też super, ludzie cudowni i przekochani, atmosfera po prostu boska. Miło było też poradzić warsztaty literackie z pisania i wydawania książki. Sama jestem z siebie bardzo zadowolona. Ale…

Wartościowe teksty

… nie warto popadać w samozachwyt. Czuję, że zrobiłam coś dobrze, ale nie mam zamiaru się przeceniać, wiadomo, zawsze można lepiej. Magda Ostrowska, autorka rewelacyjnego bloga Dopracowani.pl, stworzyła w lutym bardzo mądry wpis pt. Najczęstszy błąd początkującego przedsiębiorcy. I muszę przyznać, że będę często powracać do lektury tego jednego właśnie posta. Bo łatwo jest być zapatrzonym w siebie, ciężej z pokorą i pracowaniem nad faktyczną, jak najwyższą jakością. Bardzo dużo firm, nie tylko tych nowych, powinno wziąć sobie słowa Magdy do serca.

Moim blogowym odkryciem tego miesiąca jest z pewnością blog Made by Gigi. Polecam Wam wpis, który zachwycił mnie ogromem ciekawostek na temat Instagramu. Prawie wszystko o shadowbanie na Instagramie to notka, w której Gigi wytłumaczy Wam w bardzo przystępny sposób, co robić, gdy Wasze zdjęcie nie będzie wyświetlane w hasztagach. Może się okazać, że otrzymaliście właśnie shadowbana za złamanie któregoś z punktów regulaminu. Dla mnie to absolutna nowość.

Bardzo przyjemny artykuł napisała także Anna Fit, robiąc zestawienie książek o modzie. Polecam gorąco, bo treść książek opisana została bardzo celnie i choć fanką mody nie jestem, to Ania tak ciekawie ukazała temat, że chciałam biec do biblioteki po te wszystkie tytuły. Co prawda powstrzymał mnie siarczysty mróz, ale było już blisko…! Książki o modzie, które warto poznać. Bo historia (także mody) lubi się powtarzać to bardzo zachęcająca lista lektur.

Czasopisma,

z którymi warto się zapoznać, to bez wątpienia

Fabularie – ale nie tylko dlatego, że znajdziecie tam moje opowiadanie O trzech wykastrowanych kotach. Nie, w najnowszym kwartalniku, robionym z pasją dla miłośników literatury i ogółem kultury współczesnej, znajdziecie arcyciekawy wywiad z Magdaleną Tulli oraz poezję Wojciecha Bąkowskiego, którą autor samodzielnie zilustrował. Gorąco polecam, ponieważ Fabularie wyróżniają się na tle wielu innych czasopism literackich szczerością przekazu, oryginalnością i wysoką jakością.

Miesięcznik ZNAK – przede wszystkim ze względu na temat lutowego numeru, którym jest uważność. Kiedy zewsząd bombardują nas wiadomości o atakach terrorystycznych i kłótniach w rządzie, nieprzerwanie otacza nas szum informacyjny, a zapłacenie rachunku albo wyjście po zakupy może przyprawić o mnóstwo stresu, powinniśmy się zastanowić, dlaczego w ogóle nas to rusza i czy faktycznie to, co wokół, naprawdę nas dotyczy. Czy tym właśnie jest uważność? Czy to technika medytacyjna albo filozofia ze Wschodu? Polecam przeczytanie zajawki rozmowy Angeliki Kuźniak z Pawłem Holasem, a gdy już wsiąknięcie, sięgnijcie po najnowszy Miesięcznik ZNAK. Pomaga.

fabularieznak

Zapraszam przy okazji na mój Instagram @emiliateofila.

Książki,

których lektura na 100% Cię poruszy, a może i nawet zmieni Twoje życie, to

Otoczeni przez idiotów. Jak dogadać się z tymi, których nie sposób zrozumieć Thomasa Eriksona to zbiór przezabawnych, ale całkiem mądrych wskazówek dotyczących dialogu z ludźmi o różnych temperamentach. Choleryk, sangwinik, flegmatyk czy melancholik? Po lekturze będziecie dużo lepiej komunikować się z kolegami w pracy lub na gruncie rodzinnym. A przynajmniej otrzymacie wiedzę, jak to zrobić, ponieważ okazuje się, że to wcale nie taka prosta sprawa, choć wszyscy mówimy w takim samym języku… Thomas Erikson otworzył mi oczy na pewne sprawy i dlatego polecam gorąco jego książkę.

Sen powrotu Piotra Strzeżysza, który jest tekstem genialnym. To pocztówki podróżnika z drogi, ale pocztówki głęboko spersonalizowane. Nie zawsze z rozdziału można wywnioskować, w jakim kraju znajduje się autor, jednak ludzie, których spotyka na swojej drodze lub drobne wydarzenia, takie jak choćby zgubienie czapki, stają się wyjściem do głębokich rozmyślań. Do odczuwania, razem z autorem, głębokiej melancholii, smutku istnienia, pasji i pożądania, a także czegoś nieuchwytnego, co czai się między wersami. Czytając Sen powrotu Strzeżysza poczujesz magię.

Rdza Jakuba Małeckiego. Pisałam już o niej, dlatego nie będę się powtarzać, ale uważam, że może to być jedna z najlepszych książek, które przeczytałam w 2018, a mamy dopiero luty! Jeśli jesteś fanem pięknych powieści, nie możesz ominąć tej historii!

Muzyka,

która w tym miesiącu inspirowała mnie nie tylko do pisania, ale i do podjęcia poważnych życiowych decyzji, o których pisałam w notce pt. Złożyłam wypowiedzenie.

Uwielbiam Mumfordów, kiedy słucham ich utworów, czuję że słucham nie zwykłych piosenek, a prawdziwych ludzkich historii. Ich ostatnia epka, Johannesburg, będąca owocem trasy koncertowej po Afryce Południowej, wprowadza do ich brzmienia zupełnie nowe życie. Nie sposób siedzieć na tyłku albo marudzić w łóżku, kiedy słyszy się takie wielokulturowe cudo. Trzeba powstać i zacząć tworzyć.

Szukając podkładu muzycznego do reklamówki Wydawnictwa Sorus, trafiłam na Messes Setha Powera. Okazało się, że utwór idealnie pasuje jako soundtrack do serialu o ostatnich miesiącach mojego życia w firmie. Melancholijna, piękna, choć skromna linia melodyczna i prostolinijny, szczery tekst. Oto elementy, które składają się na sukces piosenki głęboko zapadającej w serce.

A to, co poniżej, czyli cover doskonale pewnie Wam znanego utworu Dawida Podsiadło, pokazał mi niedawno mój chłopak. Zakochałam się po pierwszych nutach, a kiedy do instrumentów dołączyła linia wokalna tych czterech, niezwykle utalentowanych młodych kobiet, dopadły mnie prawdziwe dreszcze. Nieznajomy Tulii to absolutny majestersztyk. Przynajmniej dla mnie. Co sądzicie o tej folklorystycznej aranżacji? Ta słowiańskość, mistyka… Czujecie?

Filmy

Dżungla – Daniel Radcliff zdany na samego siebie pośrodku dzikiej natury. Na początku film bardzo mnie bawił, zważywszy na to, że Dominik akurat brał się za samotny trawers dżungli w Kongo, ale mniej więcej od połowy historia zaczęła mnie po prostu miażdżyć. Nieujarzmione piękno, niebezpieczna natura, potęga umysłu i wola walki – wszystko znajdziemy w tym filmie. Wart zaznaczyć, że Dżungla jest oparta na faktach! Jeśli jesteście fanami Into the Wild, ten film również przypadnie Wam do gustu, choć jest nieporównywalnie bardziej brutalny.

Czarna Pantera – Tak! Mocne babki, afrykańskie klimaty, hip-hop i tradycyjna muzyka plemienna… Wreszcie Marvel stanął na wysokości zadania. To bardzo dobry film, pełen kolorowych kreacji, fantastycznych widoków oraz silnych kobiecych charakterów. Polecam, ubawiłam się przecudownie!

A co Wy, moi mili, polecilibyście mi do obejrzenia, posłuchania czy poczytania?
I co porabialiście w ubiegłym miesiącu? Muszę nadrobić blogowe braki, więc dawajcie znać koniecznie!

Wasza

Emilia

 

Październik — powrót do Poznania, super ciuchy, na które mnie (jeszcze!) nie stać, #metoo i będzie dobrze!

Październik — powrót do Poznania, super ciuchy, na które mnie (jeszcze!) nie stać, #metoo i będzie dobrze!

Ostatnie popołudnie października spędzam na powolnym pisaniu i głębokim oddychaniu. Trochę mam łzy w oczach, że przetrwałam kolejny ciężki miesiąc i ostatecznie jestem z siebie bardzo zadowolona. Tak więc są to łzy ulgi. Teraz jest mi dobrze i błogo.

Co się działo? Zacznijmy od życia osobistego.

Znaleźliśmy mieszkanie!

Dobrze, nie my znaleźliśmy, a zostało nam znalezione (:*). Praktycznie nie zaczęliśmy jeszcze na dobre szukać, a tydzień później wprowadzaliśmy się już do klimatycznego, przestronnego i schludnego mieszkanka w starej części Miasta Doznań. Nigdy jeszcze nie mieszkałam w tak sympatycznym miejscu. Stara kamienica, w powietrzu wiruje historia, jest dużo przestrzeni na uprawę kwiatów, więc niebawem zamierzam urządzić prawdziwe urban jungle.

Przez przeprowadzkę nie miałam w sumie sporo czasu na czytanie, skończyłam trzy książki. Jolantę, Czerwone dziewczyny i Szaloną geometrię miłości. Tej ostatniej nikomu nie polecam, chyba że najgorszemu wrogowi. Stek emocjonalnych bzdur, który w ogóle mnie nie zainteresował i muszę przyznać, że niektóre opisy po prostu pomijałam. Inaczej bym zasnęła. Totalna tandeta. Z każdej książki zawsze staram się wyciągnąć coś pozytywnego, ale losy bogatej lesbijki i jej nieustanne wzdychania w stosunku do nowej wybranki przez, uwaga, 448 stron, przyprawiły mnie o nic innego jak rozwolnienie mózgu oraz poczucie straty czasu. Fuj.

Myślałam sobie też, że uda mi się ominąć wątek #metoo, bo czy #jateż? Zaczęłam się zastanawiać. Czy kiedykolwiek zdarzyło się, by mężczyzna dotknął mnie wbrew mojej woli? Nie pamiętam. Czy kiedykolwiek i ktokolwiek molestował mnie psychicznie, czyniąc niestosowne uwagi? Możliwe. Ale też tego nie pamiętam. Natomiast dowiedziałam się dzięki tej kampanii, i uwierzcie mi, spadło to ma nie jak prawdziwy grom z jasnego nieba, że ktoś mi bardzo bliski owszem. Przez długi czas. I muszę przyznać, że ta wiadomość bardzo, ale to bardzo na mnie wpłynęła. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić cierpienia tej osoby. I nie wiem, jakim człowiekiem mnie to czyni, ale wreszcie wiem, po której stronie we Wzgórzu Psów Jakuba Żulczyka bym stanęła.

Konkluzja dalej jest ta sama. Trzeba żyć dalej. Naprzekór wszystkiemu.

Na przykład pracy.

Zatem co tam, panie, w wydawnictwie?

Mindfuck, mętlik, #turkus. Może nie za przyjemnie, ale na pewno i ciekawie, i kolorowo.
Wiecie, miałam taki moment, że strasznie się w tym miesiącu mazałam. No, czułam się jak kupa. Chciałam, żeby ktoś wreszcie zobaczył moje starania i powiedział: tak, Emilka, dobrze zrobiłaś. Doceniam, naprawdę, widzę to. I poklepał po główce. Ale, do cholery, to jest jednak praca na etat. Prawdziwa walka o przetrwanie. A ja już jestem za duża, żeby nie zdawać sobie z tego sprawy.
Na całe szczęście praca dalej przynosi mi mnóstwo satysfakcji. I tak, w tym miesiącu, premierę mają dwie wspaniałe książki. Dumna jestem, że mogę tytułować się ich redaktorem prowadzącym, bo współpraca z tymi autorkami była po prostu przecudowna, a oba tytuły są niesamowicie wartościowe. Teatr snów autorstwa Iwony Anny Dylewicz to tajemnicza, mroczna historia Rudej, która zostaje porwana przez szkielety (fantastyka, super szybko się czyta, choć to 342 strony, polecam zwłaszcza spragnionym wartkiem akcji kobietom). Natomiast mający dzisiaj premierę Podróżnik bez powodu. W 40 dni dookoła świata to zapis kolejnej podróży wspaniałej, niezrównanej, nieprzewidywalnej Katarzyny Maniszewskiej, którą Sikora określiła mianem Wonder Woman wśród podróżniczek. Zatem jeśli jesteście złaknieni przygód i poznawania świata, no to polecam. Kasia dodatkowo jest osobą obdarzoną świetnym poczuciem humoru, więc W 40 dni dookoła świata aż kipi od anegdotek.

A jakie newsy z blogowego światka?

Jestem z siebie wyjątkowo dumna. Licząc ten wpis, napisałam w październiku aż 8 notek! I, uwaga, do każdej się przyłożyłam. Wam zaś najbardziej spodobał się tekst pt. Nie jestem matką i nie chcę być, dopóki istnieje Instagram, a zaraz za nim Mając depresję, jesteś wrzodem na tyłku dla całego świata, czyli o tym, jak wstałam z łóżka i Ty też to zrobisz. W ogólnej rocznej klasyfikacji zaś cały czas wygrywa kontrowersyjny wpis Blogowa prostytucja, czyli pisanie recenzji za hajs. Ech, ta kasa, tyle emocji budzi, a niepotrzebnie.

Z drugiej strony miło byłoby mieć kiedyś taki komfort psychiczny, żeby na koniec miesiąca nie walczyć o przetrwanie i zastanawiać się, czy iść do dentysty teraz, czy w przyszłym miesiącu. Tymczasem masło kosztuje dalej 8 zł, a w necie pojawiają się takie piękne rzeczy…!

PolecamWam zatem dzisiaj dwa sklepy z ciuchami,

które absolutnie mnie ujęły.

Pierwszy to Floral Escape, absolutnie niesamowite kurtki, szorty i plecaki we florystyczne wzory, na które nie mogę się napatrzeć. Zresztą, sami zobaczcie:

Rewelacja, prawda?

A drugi sklep, który pokazała mi Sikora, to Dzień dobry. Sukienka Zielnik to moje małe marzenie, chyba będzie trzeba odżałować. 😉 Podziwiajcie na Insta, to firma jest Polska, a warto wspierać rodzime biznesy, to forma patriotyzmu, chyba wszyscy się z tym zgadzamy, a nie jakieś ali ekspresy, co nie?

Kończę. Napracowałam się w tym miesiącu. Biorąc pod uwagę trudy, z jakimi się zmagałam, nie ma tragedii. Żyję. Doceniam to. Najważniejsze to nie zapominać, co w życiu ważne i dbać o to, a potem o dziwo większość rzeczy sama się układa.

Moi mili, życzę nam wszystkiego najlepszego na listopad. Dużo energii, zieleni i ciepłych skarpet. Przesyłam Wam uściski i pozdrowienia!

Wasza

Emilia

 

 

 

10 piosenek na dobry humor

Pierwszy dzień szkoły, jeden z ostatnich dni upałów. Urlopy pewnie za Wami,  sezon kampanii wrześniowej właśnie się rozpoczął, później już tylko Wszystkich Świętych i Boże Narodzenie… Czas pędzi nieubłaganie. Dlatego postanowiłam podnieść Was na duchu i zaprezentować 10 piosenek, które zawsze zapewniają mi dobry humor

1. Pharrel Williams – Happy

Pewnie macie dość tej piosenki, pewnie za dużo jej w reklamach i właściwie gdziekolwiek, gdzie nadstawicie ucha. Ale ja wciaż ją uwielbiam. Mimo dziesiątek, jeśli nie setek odsłuchań, nadal mi się nie znudziła. Zresztą zgodzicie się chyba ze mną, że tkwi w niej niebywała energia i optymizm, prawda? A tym razem chciałabym przedstawić Wam lokalną wersję teledysku, nakręconego przez mieszkańców Poznania, którzy sprowadzili się do tego magicznego miasta z różnych zakątków świata. Rewelacyjna robota! Śmiało mogę powiedzieć, że podoba mi się zdecydowanie bardziej od oryginalnej wersji.


2.Passion Pit – I’ll be alright

Piosenka tak naprawdę o cierpieniu, ale, jakby nie patrzeć, z optymistycznym wydźwiękiem. Zawsze daje mi pozytywnego kopa do działania. Poza tym, jeśli jeszcze nie znacie zespołu Passion Pit, mogę Wam polecić każdą inną piosenką – to jedni z moich ulubionych wykonawców.

Well I’ve made so many messes
And this love has grown so restless
Your whole life has been nothing but this
I won’t let you go unless
I’ll be alright

3. Natalia Przybysz – Nazywam się niebo

Płytę Natalii Przybysz, Prąd, która została wydana pod koniec ubiegłego roku, po prostu wielbię. Wsłuchuję się w kawałki non-stop. Miło było zobaczyć w akcji artystkę podczas koncertu w Poznaniu, na Scenie na wodzie, która mieści się przy Jeziorze Malta. Poniżej przedstawiam aktualnie najbliższy mojemu sercu utwór.

Nazywam się niebo
Mam wszytko co trzeba
To ja jestem księżyc i słońce
Choć usta masz miękkie
I ciało gorące
Zasypiasz a ja dalej biegnę
Choć usta masz miękkie
I ciało gorące
Zasypiasz a ja dalej biegnę


4. Florence + The Machine – Dog days are over
Nie mogło zabraknąć mojej ulubionej artystyki, choć ostatnia płyta nie spełniła moich oczekiwań. Mam nadzieję, że kolejne utwory Florence and The Machine będą lepsze. Tymczasem pozostaję wierną fanką poprzednich kawałków i załączam jeden ze starszych, nie będący dawką czystej radości, ale jednak dynamiczny i wesołą melodią.
 


5. Mrozu ft. Sound & Grace – Nic do stracenia

Jestem w szoku, że słucham Mroza, którego kiedyś bardzo nie lubiłam, ale ta piosenka ma w sobie właśnie to coś, co podrywa do działania.

Musimy przenosić góry i biec pod wiatr,
tak by runęły mury, co dzielą nas.

6. Grouplove – Ways to go

Bardzo prosta, niebywale energetyzująca piosenka o byciu zakochanym!

I didn’t ask for that
You give me heart attack
I didn’t want to care
And then I saw you there

 
7. Icona Pop – I love it
Bardzo kobieca, bardzo prosta, bardzo energetyczna, bardzo… swojska?
8. Dexy’s Midnight Runners – Come on Eileen
Utwór, który śmiało można uznać za kultowy. W dodatku świetnie wykorzystany w soundtracku do fenomenalnego filmu Charlie, o którym pisałam TUTAJ.
9. Iggy Pop – Passangner
Totalna beztroska!
Get into the car
We’ll be the passengers
We’ll ride through the city tonight
We’ll see the city’s ripped backsides
We’ll see the bright and hollow sky
We’ll see the stars that shine so bright
Stars made for us tonight
 
10. Męskie Granie Orkiestra – Armaty
Każdy singiel Męskiego Grania jest po prostu kosmicznie dobry, ale wrzucam najaktualniejszy, z tego roku, który nie przejadł mi się tak, jak ubiegłoroczny Elektryczny. Poza tym tu jest zdecydowanie więcej ognia…


Wstaję i idę.
Ruszam na łów.
Niech rwą mnie wiatry i prądy wód.
Tańczę i wyję.
Rzucam się w ogień.
Toczę armaty pełne nut.

W każdej muzycznej epoce można znaleźć coś, co poprawi humor, zmotywuje do działania i nieco osłodzi gorzki czas tęsknoty za wakacjami. Mam nadzieję, że 10 piosenek na dobry humor to tylko pretekst do tego, byście podesłali mi ulubione przez Was kawałki. Uwielbiam odkrywać nową muzykę, więc czekam na Wasze propozycje. 

Liebster Blog Award

Liebster Blog Award vol. 2! Tym razem zostałam wytypowana przez Ciocię Ebi. Jeśli ktoś ma chętkę, zapraszam do przeczytania, jeśli ktoś ma to w nosie, to poczytajcie sobie coś innego, najlepiej notkę pt. Czy mam depresję?, by szerzyć profilaktykę w kraju. 

1. Złota rybka proponuje Ci pracę. Możesz być kimkolwiek zechcesz, niezależnie od finansów, warunków, Twoich kompetencji. Jaką posadę wybierasz?
To bardzo niecne pytanie. Zastanawiałam się nad nim bardzo długo. Przez głowę przewinęły mi się setki pomysłów, jak zwykle, od kiedy tylko dowiedziałam się, że kiedyś będę musiała pracować. Pomyślałam, że mogłabym być pracownikiem akcji humanitarnej, jeździć w trudno dostępne miejsca i pomagać ludziom, bo uwielbiam czuć się przydatna, a im więcej trudności, tym ciekawiej. 
Potem stwierdziłam, że takie zadanie mogłoby mnie przerosnąć z powodu kruchej psychiki. Będąc pod wpływem serialu Ekipa, stwierdziłam, że fajnie musiałoby być Arim Goldem w spódnicy, czyli agentem celebrytów. Mogłabym widywać się z ciekawymi ludźmi i wbijać na szalone imprezki. Co chwila stałoby przede mną nowe wyzwanie. Ale pojawiłyby się też chyba ciemne strony. Współpraca z ludźmi nie mającymi pojęcia o rzeczywistym świecie (to eufemizm dla epitetu: skończonymi kretynami), nieustanny stres i praca właściwie 24 godziny na dobę. 
Wreszcie pomyślałam o pracy w wydawnictwie i uświadomiłam sobie, że mam problem, ponieważ już w takim pracuję. I jestem naprawdę zadowolona. Nie wiem, co może być lepszego, naprawdę. Oprócz jednej rzeczy.
Chciałabym być pisarzem. Takim naprawdę popularnym, żeby moje książki sprzedawały się na tyle, na ile mogłabym z tego wyżyć i nie podejmować się przy tym innych prac. Marzenia ściętej głowy, jedna książka sukcesu nie czyni. Złota rybko, gdzie jesteś, tej?

Ari z serialu Ekipa

2. Ulubiona księżniczka Disney’a. Dlaczego ona?

Przez chwilę miałam dylemat między Pocahontas i Mulan. Szybko jednak przypomniałam sobie o drugiej części przygód Indianki (której nigdy nie chcę oglądać, bo wiem, jak się kończy, ogromny żal!) i zdecydowałam się na chińską wojowniczkę. Uwielbiam Mulan, bo to laska z jajami. Wykazała się ogromną odwagą, przebierając za mężczyznę i ruszając na wojnę, by tylko ratować swojego chorego ojca. I przy okazji uratowała cały kraj. I znalazła faceta. I trzymała się ze smokiem. Lubię bohaterki ze smokami.

Mulan i Shang <3 td="">

3. Czy jest coś, na co teraz czekasz z ekscytacją? Co to takiego?

Czekanie jest bez sensu. Skupiając się na jednym konkretnym wydarzeniu i odliczając do niego dni czy godziny, możemy nie zwrócić uwagi na inne fascynujące przygody, które dzieją się wokół. Każdy dzień może być ogromną niespodzianką, o wiele bardziej niesamowitą niż np. jakaś fenomenalna impreza, wycieczka czy spotkanie z bliską osobą. Ale jeśli miałabym wybrać, to chyba Targi Książki w Krakowie, bo kocham Kraków i nie byłam w nim już ze sto lat.

Kraków by Andrzej Sykut

4. Jak wygląda Twój idealny/wymarzony kącik do czytania?

Kącik? Hm, czytać właściwie mogę wszędzie, jeśli mam tylko pod dostatkiem ciszy. Ale jestem pewna, że sto razy lepiej niż w kąciku czytałoby się pośród pięknych widoków. Choćby w górach. Albo na Alasce. Czyli na przykład tak.

Kadr z Wszystko za życie

5. Porozmawiajmy o przestrzeni publicznej. Jakie jest Twoje ulubione miejsce w Twoim mieście? Podziel się jakimś wspomnieniem z nim związanym.

Super pytanie. Tylko że w Nowym Tomyślu byłaby to chyba biblioteka, co jest oczywiste, a w Poznaniu… Mnóstwo jest takich miejsc. Może to być klubokawiarnia Meskalina tuż pod Ratuszem albo Klub pod Minogą, gdzie stale bywałam na pierwszym roku studiów. Uwielbiam imprezowo-artystyczny klimat KontenerArtu we wakacje i Nierozpoznanych na Cytadeli, kocham przechadzać się w okolicach Teatralki, by podziwiać niesamowite płaskorzeźby, zdobiące wyrastające w stronę nieba zdezelowane kamienice, a ostatnio zachwycam się ulicami Wildy. Poznań do magiczne miejsce, zdecydowanie warte poznania, najpiękniej wyglądające zarówno na żywo, jak i w obiektywie Erika Eitsoe, o czym pisałam też w poście pt. Co robić w Poznaniu?  
A wspomnienia? Każde miejsce to nie tylko wspomnienie, ale i przyszłość, przynajmniej tak czuję, od lat. Mój dzień przeprowadzki do Poznania wyglądał dramatycznie. Zapomniałam kluczy do mieszkania, więc musiałam przemierzyć ogromny kawał miasta z Rataj na Poznań Główny (a nie miałam zbyt dobrej orientacji w terenie i zamiast jechać trasą obok Starego Browaru, wlokłam się przez Plac Wolności). Pogoda była wspaniała, słońce chyliło się ku zachodowi, omijała mnie polonistyczna integracja, ale wiedziałam, że to nic, bo będą następne. Przygoda dopiero się rozpoczynała. 
Stary Rynek w kałuży by Erik Witsoe
6. Lecisz samolotem. Nagle coś się zaczyna dziać. Wiesz, że zaraz spadniecie i nie będzie ratunku. Masz czas, żeby zadzwonić tylko do jednej osoby. Kto to? Co powiesz w tej ostatniej rozmowie?
A to akurat proste. Dzwonię do rodziców. Żeby powiedzieć, że wszystko dobrze, i żeby się nie martwili. 😉
7. Jak trafiłeś/trafiłaś na stronę ciociaebi.pl lub mój kanał na youtube? 😛
Szlajałam się po fejsiaczkowym śmietnisku i nagle trafiłam na perełkę. A teraz wszystkich pragnę zaprosić na bloga www.ciociaebi.pl oraz polubienia FB.

Ciocia Ebi wykazała się ogromną kreatywnością w tworzeniu pytań Liebster Blog Award. Jak sami widzieliście – z odpowiedziami często były problemy. Dlatego też zamierzam Was skrzywdzić w podobny sposób. Bo o co w ogóle chodzi? O odpowiedzi na pytania, które zaraz zadam. Żeby jednak wszystko było jasne, Ebi wytłumaczy Wam, o co chodzi. Zatem, cytuję:

Najprościej rzecz ujmując, to łańcuszek blogowy, który ma na celu lepsze poznanie innych autorów. Dostajesz pytania od blogera, odpowiadasz na nie i potem układasz swoje pytania, na które odpowiadają nominowane przez Ciebie osoby. I tak w kółko. Przyjemna zabawa, dzięki której wiele można odkryć. 

Proste, prawda? To teraz, dzieciaki, do roboty! Wakacyjna porcja pytań przed Wami!

1. Jaki jest kraj, który najbardziej Cię ciekawi i dlaczego?
2. Jakie miejsce w Polsce uważasz za najbardziej interesujące?
3. Co najbardziej irytuje Cię podczas wakacji?
4. Wolisz wypoczynek w górach czy nad morzem?
5. Jaki zestaw książek wziąłbyś z sobą na bezludną wyspę? Wymień maksymalnie trzy i uzasadnij swój wybór.
6. Kim według Ciebie są hipsterzy?
7. Z jaką postacią literacką/filmową mógłbyś ruszyć w podróż dookoła świata?
8. Co sądzisz o efekcie cieplarnianym? Czy stoi za tym człowiek czy cykliczna ewolucja świata?
9. Co dobrego zrobiłeś dla innych w ubiegłym tygodniu?
10. Jaka jest idealna piosenka na wakacje?
11. Dlaczego odwiedzasz www.fabryka-dygresji.blogspot.com?

Nominuję do odpowiedzi:
http://fatalneskutkilektur.blogspot.com/
http://leonzabookowiec.blogspot.com/
http://subiektywnie-o-kulturze.blogspot.com/
http://damabezlasiczki.blogspot.com/
http://amatorkacooltury.blogspot.com/
http://recenzjedevi.blogspot.com/
http://okonakulture.pl/
http://smieszna-nazwa.blogspot.com/
https://azkabazkan.wordpress.com/
http://headdivided.pl/
http://alicyawkrainieslow.blogspot.com/, jako że i ona niegdyś nominowała mnie do wykonania kwestionariusza Liebster Blog Award (konkretnie w kwietniu).

Mam nadzieję, że się przyłączycie i powiadomicie mnie o wykonaniu zadania! Z wielką chęcią przeczytam Wasze odpowiedzi.
Czekam na info i wielkie pozdro! 

Liebster Blog Award

Alicya Rivard z bloga http://alicyawkrainieslow.blogspot.com/ nominowała mnie w Liebster Blog Award. Bardzo ładnie dziękuję, to naprawdę miłe. Tym bardziej, że wcześniej nie miałam zielonego pojęcia o istnieniu czegoś takiego (to chyba podkreśla, jak bardzo zielona jestem w blogowaniu – aż się zdziwiłam). Na szczęście Ali na swoim blogu pisze bardzo ładnie, o co w całej akcji chodzi, więc pozwolę sobie zacytować:

LBA jest wirtualną nagrodą, rodzajem łańcuszka marketingowego oraz zabawy społecznościowej. Słowo „liebster” /niem./ oznacz tyle co najdroższy, ukochany, ceniony. Taka nominacja jest przyjmowana od innego blogera w ramach uznania za >dobrze wykonaną pracę< . Powinno się przyznawać ją takiemu blogowi, który ma mniejszą ilość obserwatorów. W pierwotnej wersji: blogom kilkuletnim z liczbą obserwatorów mniejszą niż 3 tys. (można nominować 5 blogów) oraz blogom nowym z liczbą obserwatorów mniejszą niż 200 (można nominować do 11 blogów). LBA ma więc za zdanie zaprezentować bloga w blogsferze.
Po otrzymaniu wyróżnienia należy podziękować osobie, która przyznała takie wyróżnienie oraz odpowiedzieć na pytania. Powinno się również umieści logo/nagrodę LBA w widocznym miejscu na blogu. Następnie należy stworzyć swoje 11 pytań i nominować kolejne blogi (informując o tym ich twórców). Oczywiście reguły te są umowne…

O co zapytała mnie Alicya? 
1. Jaka postać literacka mogłaby być twoim awatarem?
Może to będzie banalne, ale najbardziej chyba widzę się jako Anna Shirley. Jej miłość do literatury, pisania oraz życia chyba naprawdę nas jednoczy. Dodatkowo teraz też mam rude włosy, a kiedyś byłam bardzo upartą, nieznośną dziewczynką. 
2. Czy masz jakąś fobię? Jaką? 
Porcelanowe laleczki. Kiedyś często śniło mi się, że w każdej z nich tkwi szatan, a ja odprawiam nad nimi egzorcyzmy. 
3. Twoje ulubione miejsce pełne książek to?
Wydawnictwo, w którym pracuję. Crazy, huh
4. Opowiedz o najstraszniejszej książce.
Kiedy chodziłam do postawówki, koleżanka pożyczyła mi Lśnienie Kinga. Napięcie już po kilku stronach było tak intensywne, a tekst tak przerażający, że odłożyłam tę książkę podczas czytania bodajże trzeciego rozdziału. I znienawidziłam Kinga. Teraz na szczęście, kiedy jestem już troszkę starsza, mogę odkryć jego twórczość na nowo.
Ale było jeszcze coś, chyba z serii dla dzieci Alfreda Hitchcocka. Właśnie o porcelanowych laleczkach, horror, który bardzo zapadł mi w psychikę, na całe życie. Dlatego teraz, mówiąc delikatnie, za horrorami nie przepadam, choć jako dziecko byłam wielką fanką.
 5. Czy uważasz, że groza ma swoje ambitne oblicze?
Mam ambiwalentne odczucia, ponieważ odwołuje się do jednego z najpierwotniejszych instynktów – strachu, którym kierują się również zwierzęta. Co więc może być w tym ambitnego? 
Z drugiej strony, zgłębianie ludzkiej psychiki w obliczu strachu jest niesamowicie inspirujące. Ludzkie fobie do materiał na wiele wybitnych dzieł. Myślę więc, że groza może być ambitna, ale nie jestem aż tak w temacie, by konkretnie się do tego pytania ustosunkować.

6. Bez jakiego pisarza nie możesz żyć? 

Bez Johna Irvinga. Jego powieści ukształtowały to, jakim jestem człowiekiem, sposób, w jaki piszę oraz sprawy, o których chcę pisać. 

7. Jaki horror/powieść grozy polecasz do przeczytania?

Nie znam się na tym zupełnie, ale polecam Wielki Marsz Stephena Kinga, metaforyczną opowieść o życiu, która jest… przerażająca. 

8. Gdybyś musiał/-a zostać potworem, jakiego byś wybrał/-a?

Myślę, że najgorsze potwory to te, które drzemią w ludziach. Dlatego mogłabym zostać każdym, byle nie takim. I, jak już wielokrotnie podkreślałam powyżej, moje pojęcie o potworach z literatury czy filmu jest znikome, ale udało mi się jakiś czas temu wczytać w Bestiariusz Słowiański. Pewnie byłabym w związku z tym jakąś nocną zmorą. Czymś w tym stylu, bo mam bez przerwy kłopoty ze spaniem, więc z braku laku…

9.Czytasz powieści graficzne? Jeśli tak, to które z ostatnich wywarły na tobie największe wrażenie? 

Czytałam mangi. I największe wrażenie wyrwała na mnie Death Note
10. Najdziwniejsza lub najbardziej niepokojąca książka jak została przez ciebie przeczytana?
Drach Szczepana Twardocha. Jest dziwna i pokręcona, i mroczna, tak pierwotnie. A dodatkowo nie napawa optymistyczną wizją na dalsze lata trwania naszej cywilizacji. 
11. Gdyby istniała możliwość zmiany zakończenia jednej wybranej przez ciebie książki, to jaka by to była i co byś w nim zmodyfikował /-a?
Seria o Harrym Potterze. Harry byłby z Hermioną. 
A teraz przedstawiam 11 pytań, na które zobowiązani są odpowiedzieć:
Mateusz z www.ppoprawy.blogspot.com
Misako z www.big-jumps.blogspot.com
Julka He z www.pismazebrane.blogspot.com

1. Jakie jest Twoje najwcześniejsze wspomnienie?
2. Jak widzisz swoje życie za dziesięć lat? 
3. Jaka jest ostatnia książka, którą przeczytałaś/eś?
4. Dlaczego prowadzisz bloga?
5. Co robisz, by świat był lepszym miejscem?
6. Wolisz psy czy koty? 
7. Co sprawia Ci największą radość?
8. Jaki jest Twój ulubiony bohater literacki lub filmowy?
9. Czy kierujesz się w życiu autorytetami? 
10. Czy jesteś patriotą?
11. O czym marzysz?

BANG! Do roboty, pisać i linkować. Buziaczki!