Jak promują się pisarze na Instagramie? 10 polskich kryminalistów!

Jak promują się pisarze na Instagramie? 10 polskich kryminalistów!

O tym, że Instagram to doskonałe narzędzie marketingowe do budowania swojej marki osobistej oraz powiększania społeczności, powinni już wszyscy wiedzieć. Ale jak to robić, będąc pisarzem? Przecież życie literata jest nudne: biurko, komputer, kawa… A może jednak wręcz przeciwnie? 10 polskich pisarzy kryminałów obala ten stereotyp! Sprawdź, jak promują się na Instagramie!

Ten tekst powstał głównie dla debiutujących autorów, którzy wahają się jeszcze co do prowadzenia mediów społecznościowych. Kochani, warto jest promować swoją markę osobistą. W ten sposób naprawdę możecie zbliżyć się do swoich czytelników i nawiązać z nimi bezpośrednie interakcje. Chyba dobrze poznawać ludzi zainteresowanych Waszymi tekstami? Dla mnie właśnie możliwość spotkań z czytelnikami jest jedną z najcenniejszych rzeczy w pisarstwie.

Poza tym rzadko piszę o kryminałach, bo nie jestem ich miłośniczką, ale wiem, że to jeden z ulubionych gatunków literackich. Postanowiłam zatem delikatnie ugryźć temat, od strony rozrywkowej, nie krytycznej. To co, zaczynamy top 10 polskich kryminalistów na Instagramie?

Katarzyna Bonda

Królowa polskiego kryminału: piękna i mądra niczym Atena. Urodzona w 1977, w swoim dorobku literackim ma już osiem powieści kryminalnych. Jest nauczycielką w Maszynie do pisania oraz autorką książki o tym samym tytule, wydanej przez Muzę. Aktualnie angażuje się w promocję finałowego tytułu z serii o Saszy Załuskiej. Z okazji premiery Czerwonego pająka zorganizowano na Bulwarach Wiślanych w Warszawie specjalną przestrzeń dla czytelników. Będą tam mogli zanurzyć się w świecie stworzonym przez Bondę i poczuć jak bohaterowie serii.

Oprócz zdjęć ze spotkań autorskich, festiwali literackich czy widoków z życia codziennego, Bonda dzieli się z fanami swoją pasją. Dobrze wpasowuje się w jej twórczość literacką, bo chodzi o… strzelanie. Aż sama nabrałam ochoty na taki sport!

Wojciech Chmielarz

Jakub Mortka, komisarz o nieco zabawnym, ale świetnie przyjętym przez czytelników nazwisku, jest bohaterem jednego z cykli kryminalnych Wojciecha Chmielarza. Choć osobiście nie przeczytałam jeszcze żadnej książki tego autora, niebawem zapewne nadrobię zaległości. Wydane ostatnio przez Marginesy Żmijowisko prezentuje się wprost epicko, a Instagram autora mówi nam, że jest mężczyzną sympatycznym, z poczuciem humoru oraz otwartym na ludzi. Nawet, jeśli nie jest tak w rzeczywistości, media społecznościowe zrobiły swoją robotę.

Gaja Grzegorzewska

Autorka cyklu kryminalnego o prywatnej detektyw, Julii Dobrowolskiej, prowadzi bardzo barwny profil na Instagramie. Zdjęcia wyróżniają się na tle pozostałych, publikowanych przez innych polskich twórców kryminałów. Widać na pierwszy rzut oka, że Grzegorzewska jest nieprzeciętną osobowością, której życie mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Autorka publikuje zdjęcia swoich malunków. Poleca książki, które warto przeczytać. Pozuje w artystycznych kreacjach i pokazuje, jak fajny dystans ma do siebie, fotografując się na przykład z maseczką na twarzy. Sprawia wrażenie ciekawej osoby, którą bardzo chce się poznać. A jak to zrobić? Najlepiej poprzez literaturę. Kto sięga po książkę Grzegorzewskiej, ręka w górę! A może są tu jacyś czytelnicy autorki? Dajcie znać, które utwory podobały Wam sie najbardziej!

Marta Guzowska

Witajcie! Tu Marta! #martaguzowska

Post udostępniony przez Marta Guzowska – Pisarka (@martaguzowska_pisarka)


Ta autorka z kolei widzi świat raczej biało-czarno, jeśli mamy wiedzę na jej temat czerpać z Instagramu. Marta Guzowska jest nie tylko pisarką, ale również archeolożką. Pewnie dlatego na jej profilu znajdziemy mnóstwo intrygujących zdjęć. Z codzienną fotografią przeplatają się takie ciekawostki jak chociażby starożytne ruiny czy… kupa dinozaura! Autorka Reguły nr 1, Chciwości czy Ślepego archeologa jest jednak oszczędna w ujawnianiu szczegółów ze swojego życia. Zdjęć jest mało, mimo że Guzowska zaczęła prowadzić Instagram ponad dwa lata temu. Nic w tym dziwnego. Prywatność to skarb, a dzięki tej postawie Guzowska jest naturalna i widać, że zamiast tracić czas na wrzucanie fotek, woli skupić się na ważniejszych czynnościach.

Remigiusz Mróz

czyli człowiek, który nie do końca zrozumiał wyzwanie 52 książki w roku i zamiast je czytać, po prostu je pisze… Mam nadzieję, że nie jest to zbyt krzywdzący żart. Remigiusza Mroza podziwiam za pracowitość i zorganizowanie jak mało kogo. Poza tym jest przesympatycznym twórcą, który potrafi zatroszczyć się o promocję swoich literackich dzieci. Jego Instagram nie jest co prawda zbytnio rozbudowany, ale… nie musi być. W końcu i bez tego Remigiusz Mróz ma tam ponad 18 tysięcy fanów! Czy za jego popularność odpowiada zdjęcie z przepiękną Agnieszką Dygant? Nie sądzę. Ten przykład udowadnia, że prowadzenie profilu na Instagramie jest ważnym zabiegiem marketingowym, ale tylko do pewnego etapu sławy. Później może być swobodnym dodatkiem.

Joanna Opiat-Bojarska

Szósty dzień zwiedzania. Dalej nie idę… Coke is all I need.

Post udostępniony przez Joanna Opiat-Bojarska (@opiatbojarska)

Musi być wielką miłośniczką Nowego Jorku. Mimo że akcja jej książek toczy się w rozmaitych polskich miastach (czytałam Niebezpieczną grę, której bohaterka, Aleksandra Wilk, z rodzinnego Poznania przenosi się na kilka dni do Łodzi), to na Instagramie goszczą ostatnio piękne miejskie widokówki z USA. Opiat-Bojarska pokazuje, że jest zwolenniczką aktywnego trybu życia. Pływanie i skoki ze spadochronu? Czemu nie! A do tego oczywiście informacje o wieczorkach autorskich, nowych książkach i spotkaniach z kolegami po fachu.

Katarzyna Puzyńska

Podczas prowadzenia swojego profilu zmieniła się z niepozornej myszki-okularnicy w kobietę z pazurem. Tatuaże i drapieżny image nie wyparły jednak tego, co najważniejsze: ukochanych zwierzaków, natury i, rzecz jasna, książek. A tych coraz więcej, ponieważ Puzyńska ma na swoim koncie już dziewięć powieści kryminalnych! Bardzo miło obserwować, z jaką wytrwałością prowadzi Instagram, a przede wszystkim rozwija się literacko i na polu osobistym. Z takich pisarek trzeba brać przykład!

Alek Rogoziński

Debiutował całkiem niedawno, bo w 2015 roku, ale jego Ukochany z piekła rodem zdobył pierwsze miejsce na liście bestsellerów Empiku! To chyba wyczyn, prawda? Pisarz często podkreśla, że uwielbia Madonnę. Z profilu na Instagramie dowiadujemy się… że musi bardzo lubić Instagram, bo mnóstwo tu fotek!  Sympatyczny uśmiech, chłopięca fryzura, czujny wzrok kryminalisty lustrujący nas zza prostokątnych szkieł okularów – Alek Rogoziński co chwila pozdrawia czytelników swoimi selfikami. Do tego mamy setki zdjęć z podróży oraz z wielbicielami. Wniosek z tego taki, że jeśli jesteście fanami i chcecie poprosić o wspólną fotę, odmowa raczej Was nie spotka.

Przemysław Semczuk

Dziennikarz, publicysta i twórca kryminałów opartych na faktach, jest przede wszystkim fanem… swojej rodziny. Pisarz promuje aktualnie Tak będzie prościej i publikuje na Instagramie zdjęcia, przedstawiające jego codzienność. Nie jest to raczej jego mocna strona, bo większość fotografii ma… zero polubień. Ale i prowadzenia Instagramu można się nauczyć! A z czasem nawet polubić. Profil Semczuka charakteryzują zabawne opisy zdjęć, dla których warto go obserwować. Poczucie humoru to faktycznie mocna strona pisarza, o czym mogłam przekonać się na warsztatach literackich z Maszyną do pisania. I tak, na zdjęciu powyżej możecie dostrzec również moją mordkę.

Marcin Wroński

Z tego, co słyszałam, bardzo dobry z niego pisarz, ale nie miałam jeszcze okazji się o tym przekonać. (Po prostu nie czytałam). Z profilu wyłania się postać urokliwego, nieco zagadkowego dżentelmena. U autora, który debiutował w roku mojego urodzenia (przypomnijmy: 1992), mało wszak zdjęć. Zatem, jak na kilka fotek, liczba 470 obserwujących jest całkiem dobrym wynikiem. I może właśnie ta tajemniczość zachęca bardziej do zetknięcia się z tym człowiekiem poprzez literaturę, którą stworzył? Hm, to chyba tylko moje subiektywne odczucie.

I głód.

Bo raz na jakiś czas wpada mi w ręce kryminał i jestem rozczarowana jego lekturą. A chciałabym przeczytać wreszcie dobry polski tekst ze zbrodnią w roli głównej. Proszę Was zatem o wskazówki w komentarzach. Za co się wziąć, by nie być po raz kolejny zbałamuconą przez błahą zagadkę i papierowych bohaterów? Emocji pragnę, emocji! Dajcie znać, dobra?

I jeśli podobał Wam się post, polubcie Fabrykę dygresji na Facebooku. A jeśli nie? Śmiało, piszcie, dlaczego!

 Przy okazji zapraszam jeszcze co czwartek o 19.00, właśnie tam, na Facebooka, bo będą live’y! I zaczynamy już jutro! Nie przegapcie!

Serdeczności, kochani!

Wasza

Wydaję książkę. Czy i do czego potrzebuję patrona medialnego?

Wydaję książkę. Czy i do czego potrzebuję patrona medialnego?

Ostatnio po raz kolejny w trakcie moich agencko-literackich, tak to ujmijmy, poczynań, spotkałam się z przekonaniem, że jeśli jakieś medium zgadza się na byciem patronem medialnym i przekazuje swoje logo do wydrukowania na czwartej stronie okładki, na tym kończy się jego robota. Jakby to logo miało cudowną moc. Może nie uzdrawiania ran czy spełniania trzech życzeń, ale na przykład magicznego rozmnażania sprzedanych egzemplarzy książki. Tymczasem to tylko logo. Bez nakładu działań, które za tym znaczkiem stoją, jest zupełnie bezużyteczne.

Czy moja książka potrzebuje patrona medialnego?

I tak, i nie.
Zależy, czy Tobie zależy.

Jeśli masz już w miarę wyrobione nazwisko (to znaczy, że publikowałeś już tu i ówdzie, masz co najmniej kilkanaście zaprzyjaźnionych bibliotek, które tylko czekają na kolejny wydany przez Ciebie tytuł, by zorganizować spotkanie autorskie, lubi Cię kilka tysięcy osób na Facebooku, a wywiad z Tobą ukazał się w prasie drukowanej), niekoniecznie potrzebujesz patrona. Może drukujesz książkę w małym nakładzie (500, 700 egz.) i jesteś na tyle obrotny i samodzielny, że z pomocą wydawnictwa uda Ci się sprzedać wszystkie egzemplarze?

Jeśli planujesz wydanie książki na małą skalę, nie ma sensu angażować patrona, chyba że lokalnego (jakieś miejskie radio, gazetę, znajomego blogera).

Ale jeśli zależy Ci na rozmachu i tym, by jak najwięcej osób dowiedziało się o Twojej książce, a już na pewno, jeśli jest to debiut i planujesz dalszą karierę literacką, uważam, że dobry patron to podstawa.

Kim jest dobry patron medialny?

To instytucja lub osoba, której zależy na promowaniu dobrej literatury, a przy okazji stosunek jej zasięgów do przeprowadzonych działań i ceny jest całkiem korzystny.

Co to oznacza w praktyce?

To, że jeśli jakaś stacja radiowa decyduje się objąć patronat medialny nad Twoją książką, w zamian życząc sobie 3 tysiące złotych netto i zamieszczenia logotypu na czwartej stronie okładki, a Ty masz z tego tylko tyle, że możesz pochwalić się dodatkowym znaczkiem na książce, zrobiłeś słaby interes. (Przykład z doświadczenia).

Czasem lepiej wybrać mniejszego patrona medialnego, który jest w stanie zaoferować więcej za mniej, niż liczyć na wątpliwy splendor dużych mediów.

Tu bardzo pomocni są blogerzy, portale literackie i czasopisma. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by współpracować z dużymi stacjami radiowymi oraz programami telewizyjnymi. Trzeba tylko pamiętać, by wyegzekwować od nich godziwe warunki promocji Twojej książki.

Jak pozyskać patrona medialnego dla książki?

Przede wszystkim, działalność patrona Twojej książki musi być powiązana z jego zainteresowaniami lub wyznawanymi wartościami.

Zacznij zatem od zrobienia listy wszystkich mediów związanych z literaturą, jakie znasz. A najlepiej również z tematyką, którą poruszasz w swojej książce, bo jeśli np. piszesz o schorzeniach psychicznych, to dobrym patronem może być czasopismo psychologiczne, w którym jest tylko rubryka o książkach, ale możecie działać wspólnie inaczej (bo redakcja takiego czasopisma dysponuje jeszcze newsletterem, mediami społecznościowymi, zapewne bywa na targach, itd.). Pomyśl też o swoich znajomych – jakie oni mogą mieć kontakty z mediami? Przegadaj z nimi tę sprawę, może znają kogoś, do kogo akurat chcesz dotrzeć? Nie lekceważ potęgi społeczności!

Gdy lista będzie już gotowa, wybierz z niej kilka najbardziej wartościowych instytucji lub osób. Do nich napiszesz w pierwszej kolejności. Kiedy oferty z tej pierwszej puli nie do końca przypadną Ci do gustu, nawet po negocjacjach (bo za drogo, patron za mało proponuje, a za dużo chce), nie poddawaj się i pisz do kolejnych. Ale dlaczego nie do wszystkich na raz? Czytaj dalej, odpowiedź znajdziesz na końcu artykułu.

Pamiętaj, by dobrze się zaprezentować. Wiadomość do patrona najlepiej zacząć od bardzo, bardzo krótkiej prezentacji swojej osoby. Kim jesteś, o czym jest Twoja książka? Niech będą to maksymalnie trzy, cztery zdania! O reszcie możesz napisać szczegółowiej w dokumencie, który dodasz do załącznika. Potencjalny patron go przeczyta, jeśli zainteresujesz go swoją wiadomością.

Pamiętaj – czas to pieniądz. Masz kilka sekund, by przykuć uwagę odbiorcy swojego maila i przekonać, że warto z Tobą współpracować. Dlatego wytłuść najważniejsze informacje lub zaznacz ją kolorową czcionką. Zwłaszcza korzyści.

To one niech będą główną częścią Twojego maila. Bądź konkretny. Co zaoferujesz patronowi swojej książki? 10, 20 egzemplarzy? Pieniądze? Jeśli tak, to ile – zaznacz od razu, jakimi środkami dysponujesz. Miejsce na logotyp na czwartej stronie okładki? A może całostronicową reklamę we wnętrzu książki? To są konkrety, cenniejsze od pitolenia w stylu: Państwa logotyp zamieszczony z tyłu okładki mojej książki będzie dla Państwa nobilitacją.

Reasumując: ma być krótko, zwięźle i na temat.

Fabryka dygresji też jest patronem medialnym – sprawdź!

Czego oczekiwać od patrona medialnego?

To, czego się nauczyłam jeszcze w pierwszych dniach mojej pracy w wydawnictwie, to zasada: coś za coś.

W dalszej części swojego maila napisz, czego Ty pragniesz od swojego patrona. Co Cię interesuje najbardziej? By zamieścił w swoim czasopiśmie wywiad z Tobą? By na okładce czasopisma znalazła się informacja o premierze Twojej książki? By przeprowadzono półgodzinny wywiad z Tobą na antenie radia lub przeczytano fragmenty Twojego tekstu? A może chcesz recenzji, zorganizowania konkursu, udostępnienia informacji o książce w mediach społecznościowych? Wyraź się klarownie.

Najklarowniej będzie przez telefon. Taka forma kontaktu jest najdokładniejsza. Warto zatem zdobyć numer kontaktowy do osoby odpowiedzialnej, ustalić z nią wszystko w rozmowie, a potem powtórzyć ustalenia w wiadomości mailowej.

I nie bój się.

Ani własnych oczekiwań, ani odpowiedzi.

Nawet, jeśli potencjalny patron napisze: jasne, zrobimy to, za stawkę taką i taką, to jeśli nie są to pieniądze, którymi dysponujesz, zawsze możesz spuścić nieco z tonu.

Zapytaj, jakie działania zostaną przeprowadzone za stawkę, która bardziej Ci odpowiada, albo sam zaproponuj alternatywę. To drugie może być nawet lepsze.

Co w razie odmowy?

Wzruszasz ramionami i idziesz dalej, jak ze wszystkim w życiu, gdy coś nie wychodzi. W Polsce są dziesiątki świetnych blogerów, czasopism literackich, instytucji, stacji radiowych, programów kulturalnych, fundacji propagujących czytelnictwo… Działaj.

A na koniec najważniejsze.

Nie liczy się ilość, a jakość.

Nie zaśmiecaj swojej okładki kilkunastoma logotypami. Wybierz trzech, w porywach pięciu, i właśnie dlatego wybieraj patronów stopniowo, w kolejności od najbardziej upragnionego. Jeśli od razu napiszesz do wszystkich czterdziestu mediów na liście i zdarzy się, że odezwie Ci się dwudziestu zainteresowanych, to co wtedy? Czy starczy Ci środków i czasu na zrealizowanie swoich zobowiązań wobec nich? A jeśli im odmówisz, pisząc, że sorry, jednak nie chcę, żebyś był moim patronem, pomyśl, jak to może rzutować na Twoją przyszłość i kolejne książki.

Świat jest bardzo mały, a środowisko literackie jeszcze mniejsze. Maleńkie. Hermetyczne. Każdy zna każdego, łatwo o przypał. Pamiętaj zatem o tym, by być grzecznym. Nawet, jeśli współpraca z jednym patronem nie wypali, nie obrabiaj mu tyłka, rozmawiając z innym, który zachował się naprawdę super. Może się ze sobą znają?

Swojego patrona medialnego traktuj jak partnera w zakresie marketingu książki. Ustalaj i egzekwuj terminy, ale bądź wyrozumiały. Zamiast bycia rozszczeniowym, wymagaj najpierw od siebie, a potem od innych. Sprawdź zatem, czy Ty wywiązujesz się z zobowiązań patronackich, a dopiero potem sprawdzaj innych.

Czy pozyskanie patrona dla mojej książki to rola moja czy wydawcy?

Jeśli jesteś selfpublisherem, naturalnie, Twoja.

Jeśli wydajesz w systemie tradycyjnym (kiedy wydawca inwestuje całkowicie w wydanie Twojego utworu), oczywiście domu wydawniczego, o ile będzie miał taką potrzebę.

Jeśli publikujesz za pośrednictwem wydawnictwa usługowego (zwanego również vanity), możesz zająć się tym sam albo skorzystać z pomocy wydawcy. To kwestia do ustalenia koniecznie przed podpisaniem umowy wydawniczej. Pamiętaj, że znalezienie patrona też może być traktowane jako usługa, więc wydawca może doliczyć Ci do kosztorysu wydania Twojej książki kilkaset lub nawet kilka tysięcy złotych. Możesz zająć się tym sam, jeśli lubisz zawierać nowe kontakty i masz sporo wolnego czasu, poprosić o pomoc bliską, ogarniętą osobę albo zatrudnić profesjonalistę.

Krótkie podsumowanie:
1. Stwórz listę potencjalnych patronów.
2. Przygotuj mailing, uwypuklający korzyści ze współpracy.
3. Wyślij wiadomość najpierw do mediów, na których najbardziej Ci zależy.
4. Negocjuj i szanuj swoich nowych partnerów.
5. Wywiązuj się ze swoich zobowiązań, jeśli chcesz egzekwować obietnice od patronów.

Mam nadzieję, że udało mi się dobrze przybliżyć ten temat. Jeśli masz do mnie dodatkowe pytania albo jesteś zainteresowany współpracą, pisz śmiało na fabrykadygresji@gmail.com

Zapraszam też do polubienia mojej strony na Facebooku, będzie mi bardzo miło.

Przy okazji przypominam, kochani, że napisałam dla Was ebooka pt. 7 grzechów głównych debiutanta! Jeśli napisaliście książkę i chcecie zwrócić się do wydawnictwa w sprawie jej publikacji, koniecznie najpierw przeczytajcie moje porady, żeby po prostu się nie zbłaźnić i nie zamknąć sobie możliwości na debiut, okej? Polecam gorąco! Pierwsze rozdziały można uzyskać, zapisując się na newsletter!

Mail

 

To już chyba wszystko na dziś.

Trzymajcie się!

Wasza

Napisałam książkę i co dalej?

Napisałam książkę i co dalej?

Splendor, hajs i kąpiele w szampanie? Jeśli tak myślisz, na pewno jesteś debi… debiutantką. Jeśli napisałaś książkę i chcesz się dowiedzieć, co dalej, ale nie chcesz tracić swoich pięknych optymistycznych wyobrażeń o byciu sławną pisarką, zdecydowanie odradzam Ci dalszą lekturę. Ale jeśli chcesz wiedzieć, jak nie wtopić swojej kasy albo nie zostać zniewoloną przez okowy wydawców, może jednak powinnaś czytać dalej.

Kiedy myślałam o wydaniu swojej pierwszej książki, myślałam, że wydawca odezwie się do mnie z zachwytem i wykreuje mnie na młodą pisarkę-buntowniczkę, przedtem inwestując w wydanie i promocję. Pierwsze wydawnictwo, które się do mnie odezwało, zaproponowało, bym pokryła koszty wydania… Oczywiście się na to nie zgodziłam, ale okazało się nagle, że nie ma tylko jednego sposobu na opublikowanie tekstu.

Trzy drogi wydania książki

Jako debiutant, możesz starać się o opublikowanie książki w wydawnictwie tradycyjnym, które zainwestuje w Ciebie pieniądze i wykreuje w większej lub mniejszej mierze Twoją literacką karierę. To chyba marzenie każdego debiutanta, ale udaje się to naprawdę nielicznym. Bo debiutantom brakuje cierpliwości, siły przebicia oraz znajomości w branży. Nie wiedzą, jak się zaprezentować, by wydawca w ogóle wziął ich tekst pod uwagę. Do kogo dotrzeć, by redaktor, który ma na swoim biurku oraz w skrzynce mailowej setki tekstów, poświęcił im chwilę swojego cennego czasu. Niewielkiemu pierwiastkowi autorów udaje się jednak zadebiutować właśnie w ten sposób, dzięki determinacji. Własnej albo agenta literackiego, z którym zaczęli współpracę. (Taki na ten przykład Remigiusz Mróz).

Plusy i minusy wydania książki w wydawnictwie tradycyjnym

Nie musisz wkładać grubych tysięcy złotych w wydanie swojej książki oraz jej promocję. Tym zajmuje się wydawca, jednak wówczas licz się z tym, że Twoje honorarium może oscylować wokół 1 zł z jednego sprzedanego egzemplarza książki. Pocieszające, iż wydawnictwo tradycyjne nie zainwestowałoby w Ciebie, gdyby nie nosiło się z zamiarem wydrukowania kilkutysięcznego pierwszego nakładu Twojej książki. Niestety, bywa tak, że na odpowiedź od wydawcy możesz czekać miesiącami lub latami, a bywa, że i tak nie dostaniesz odpowiedzi zwrotnej. Kiedy jednak znajdziesz się w gronie wybrańców, podstawioną przez wydawcę umowę koniecznie skonsultuj z zaufaną osobą (sugeruję prawnika). Nie daj się złapać w pułapkę o tym, że wydawnictwo ma pierwszeństwo wydania każdego kolejnego Twojego tekstu! Z jednej strony może to być wygodne, ale z drugiej uniemożliwia Ci spróbowanie sił w innym domu wydawniczym. Zastanów się też, czy nie przeszkadza Ci nadmierna ingerencja wydawnictwa w Twój tekst. Praca redaktorska w takich wydawnictwach potrafi być bardziej twórcza niż odtwórcza. Reasumując:

+ brak inwestycji własnej w wydanie,
+ beztroski proces wydawniczy,
+ dobra promocja książki,

– długi czas oczekiwania na odpowiedź wydawcy,
– brak wpływu na finalny wygląd Twojej książki (zarówno wewnątrz – tekst, jak i na zewnątrz – okładka),
– niebezpieczne kruczki prawne.

Plusy i minusy samodzielnego wydania książki (self-publishing)

Ostatnio w ręce wpadła mi karykatura książki, taka broszurka w zasadzie. Redakcja paskudna, zdjęcia okropne, sama z siebie nigdy bym tej książki nie tknęła… Dla mnie był to przykład idealnego wtopienia mnóstwa pieniędzy oraz zmarnowania czasu. Uważam, że jeśli chcesz stać się self-publisherem, powinieneś najpierw odpowiednio się wykształcić. Nie wystarczy, że sam zatrudnisz redaktora, korektora, łamacza, grafika i znajdziesz odpowiednią drukarnię. Sam musisz nauczyć się redakcji i korekty, by wiedzieć, że osoby, którym powierzasz te zadania, wywiązują się ze swoich obowiązków. Najlepiej zaopatrzyć się w lekturę Edycji tekstów Adama Wolańskiego i przez kilka miesięcy uważnie studiować zalecenia autora albo chodzić na zajęcia z filologii polskiej na specjalności wydawniczej. Grafik zaś, którego wybieramy, powinien umieć połączyć swoje artystyczne umiejętności ze sztuką użytkową i przygotować okładkę tak, by miała szanse na odniesienie komercyjnego sukcesu… O ile zależy nam w ogóle na sprzedaży, bo tym też musimy się zająć. Jeśli nie masz zbudowanej własnej dużej społeczności, po prostu leżysz i kwiczysz, bo wejście do dużej hurtowni z ogólnokrajowym zasięgiem praktycznie z ulicy, graniczy z cudem. Nie mówię, że cuda się nie zdarzają, ale bywa cholernie ciężko.

+ decydujesz o wszystkim, co dzieje się z Twoją książką, zarówno na etapie przed wydaniem, jak i po,
+ masz dokładnie takie zyski, jakie wypracujesz,
+ cenne życiowe doświadczenie w nowej dziedzinie,

– brak zaplecza magazynowego, hurtowego i administracyjnego,
– zamiast autora – stajesz się wydawcą, sprzedawcą i księgowym,
– w przypadku braku wiedzy oraz kilkutysięcznej społeczności – wtopa finansowa.

Plusy i minusy publikacji w wydawnictwie usługowym

Wydawnictwo usługowe, często nazywane wydawnictwem typu vanity (od próżności, bo podobno w takich firmach żeruje się na podbudowywaniu ego autorów, którzy chcą płacić, by tylko stać się autorami), łączy elementy wydawnictwa tradycyjnego i self-publishingu. Część osób nie traktuje takich wydawców poważnie. Nie dziwi mnie to, na palcach jednej ręki mogę wskazać wartościowe firmy wydawnicze, działające w ten sposób. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli zainwestujesz w wydanie swojej książki, zostanie ona wydana tak, jak chcesz, o ile się do tego przyłożysz i jasno wyłożysz swoje oczekiwania wydawcy. Do tego nie będziesz musiał magazynować swojego nakładu we własnym domu/garażu/piwnicy, ktoś z wydawnictwa rozliczy Twoje przychody ze sprzedaży w hurtowniach (uważaj, nie wszystkie wydawnictwa usługowe prowadzą dystrybucję w księgarniach stacjonarnych!), a jeśli masz fajną książkę, zależy Ci na byciu pisarzem i pragniesz działać, to pomogą Ci nawet w promocji (też nie wszystkie, ale są tacy). Ale nie oczekuj w tej ostatniej działce za dużo. Taki wydawca to wydawca, więc jest od wydawania. A promocją zajmują się agencje marketingowe albo agenci. To do nich powinieneś się zwrócić, jeśli już Cię stać.

+ masz ogromny wpływ na proces wydawniczy,
+ Twoje honorarium często wynosi nawet 75% ze sprzedaży jednego egzemplarza (nawet 15 zł!),
+ nie przejmujesz się dystrybucją, rozliczeniami i magazynowaniem,

– wybór wartościowej firmy wydawniczej jest trudny,
– nie każda firma zajmuje się promocją,
– musisz zapłacić za wydanie swojej książki.

Niebezpieczeństwo tkwi w szczegółach, o których nawet nie masz pojęcia

Moim zdaniem, jeśli jesteś niezadowolona ze sposobu, w jaki potraktowało Cię wydawnictwo, sama jesteś sobie winna. Bo nie wiedziałaś, na co zwrócić uwagę, niedoświadczona na polu bitwy, którym jest branża wydawniczo-księgarska. Zapamiętaj więc sobie jedno: nie działaj od początku do końca sama. Konsultuj się ze swoim partnerem życiowym, przyjaciółmi, prawnikiem, agentem literackim, koleżankami z branży… Jeśli jeszcze takich nie masz, tu je poznasz:

 

 

Wydanie książki to nie jest pstryknięcie palcami. Wydawało Ci się, że skoro napisałaś tekst, to najcięższa praca już została wykonana? Droga do wydania i współpraca z wydawcą jest jeszcze męcząca, ale promocja… Och! Jeżdżąc po spotkaniach autorskich, udzielając wywiadów i uczestnicząc w targach, nieraz zdarzy Ci się zatęsknić za siedzeniem przy biurku i tworzeniem kolejnych stron… Choć nie ukrywam, że dla mnie promocja jest tak samo wspaniała jak tworzenie literatury… No cóż. O tym może następnym razem.

Bardzo dziękuję autorce bloga Świadomość Życia za inspirację do napisania tej notki. A raczej za kopa w dupę, bo chciałam ten temat poruszyć już sto lat temu… Całą resztę moich wspaniałych Czytelników zapraszam do podzielenia się swoimi doświadczeniami. Możecie też zadawać pytania, w komentarzach albo pisząc na fabrykadygresji@gmail.com

Życzę Wam cierpliwości, energii i determinacji do spełniania własnych marzeń!

Wasza

Emilia