Czy można nauczyć się pisania i jak to zrobić?

Czy można nauczyć się pisania i jak to zrobić?

Pisanie jest jak matematyka. Jeśli wiesz, jak wykonać równanie, możesz znaleźć x. Im więcej równań rozwiążesz, tym szybciej i sprawniej będziesz liczyć. Jeśli napiszesz jedną książkę, nie staniesz się bestsellerowym autorem. Ale jeśli napiszesz kilka, Twoje teksty będą coraz lepsze i chętniej czytane. Musisz tylko się dowiedzieć, jak to zrobić.

Ale tak, można nauczyć się pisania. I jestem tego najlepszym przykładem.

Wiem, że przede mną jeszcze długa droga. Tak naprawdę człowiek powinien uczyć się całe życie. Pisarze nie stanowią wyjątku od reguły. Nie rodzisz się pisarzem z całą wiedzą a propos prawidłowego zapisu dialogów. I tego, że prawidłowe pisanie nie wystarczy, bo trzeba nabrać mistrzowskich umiejętności, by zostać należycie docenionym przez czytelnika. Dowiedziałam się tego dopiero po opublikowaniu debiutanckich Piromanów. Jak i wielu innych rzeczy…

Skąd czerpać wiedzę?

Z książek o pisaniu. Maszyna do pisania Katarzyny Bondy czy Pamiętnik rzemieślnika Stephena Kinga, które już polecałam na blogu, to tylko wierzchołek góry lodowej. Zresztą, kiedy czytam klasykę, Hemingwaya, Dickensa czy mojego mistrza, Johna Irvinga, podświadomie chłonę ich umiejętności i potem intuicyjnie znajduję rozwiązania, sama pisząc. Dlatego zasada nr jeden brzmi: bez czytania nie ma pisania!

Po drugie bardzo dużo zyskałam dzięki amerykańskim storytellerom i selfpublisherom. Wczytywałam się w ich blogi, oglądałam występy na TED, pochłaniałam e-booki i newslettery. Jeśli jesteście z angielskim za pan brat, mogę polecić Wam choćby szkółkę Positive Writer prowadzoną przez Bryana Hutchinsona. Dzięki niemu nabrałam odwagi i rozmachu w swoim pisaniu.

Gdybym jednak nie poszła na warsztaty literackie, nie miałabym z kim omówić swoich tekstów. Nikt z moich znajomych nie pisze. A jeśli nawet, to amatorsko, a nie profesjonalnie, jak ja. Dlatego warsztaty w grupie spodobały mi się przede wszystkim dlatego, że od razu uzyskałam feedback od innych autorów oraz od doświadczonego nauczyciela. Dowiedziałam się kilku nowych technicznych rzeczy oraz utwierdziłam się w przekonaniu, że… cóż, jestem zajebista w tym, co robię.

W grupie czy samemu?

Pisarz nie jest zwierzęciem stadnym. Zwłaszcza, jeśli mówimy o zawodowym pisarzu. Musi schować się w swojej norze na kilka miesięcy, by spłodzić książkę pośród kurzu, zarośniętych pleśnią kubków oraz przepoconych dresów. Dopiero potem otwiera drzwi swojego schronu i wtedy… Lgnie do ludzi jak ćpun na głodzie do narkotyków. Bo człowiek potrzebuje towarzystwa innych, tak po prostu.

I tak, lepiej pisze się samemu. Ale praca nad powieścią to nie tylko jej napisanie. To przedyskutowanie konceptu, postaci, redagowanie, wykreślanie… To już zdecydowanie lepiej robić w grupie, po konsultacji z doświadczonymi specjalistami, no bo nawet, jeśli gadasz do siebie, to masz tylko jeden mózg. I do nowych rozwiązań samemu nie dojdziesz, a inna osoba może Ci pokazać coś niezwykłego, na co wcześniej w ogóle nie zwracałeś uwagi.

Dodatkowo w grupie wytwarza się niesamowita energia. Rozmowy o swoich tekstach są jak żywioł! Rodzą zupełnie nowe koncepty, przesuwają nasze horyzonty myślowe i mobilizują do działania jak nic innego. Jeśli jesteś w stu procentach zmotywowany do pisania, siadasz przy komputerze i jesteś w stanie ciurkiem napisać pięć stron, to po takiej grupowej pracy masz 500% motywacji! Przybiegasz z warsztatów prosto do laptopa i zasuwasz, póki nie padniesz na pysk, a potem piszesz dalej! To coś cudownego!

No i nie oszukujmy się, jako pisarze jesteśmy spragnieni pochwał. Będziemy chcieli zabłysnąć na kolejnym spotkaniu poprawionym tekstem lub dalszą jego częścią, więc to dla nas dodatkowa mobilizacja. A gdy ktoś na naszym poziomie pisania wyrazi swój zachwyt… To znaczy dużo więcej niż pochwała z ust mamy, koleżanki czy ukochanego, którzy niewiele wspólnego mają z pisaniem.

Jak nauczyć się pisania?

Poprzez czytanie, praktykę, rozmowę i udoskonalanie.

Musisz przeczytać kilka, kilkanaście, kilkaset książek, by załapać, o co chodzi w wielkim pisaniu. Potem pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Kolejnym etapem jest dyskusja nad tekstem. Pokaż go profesjonalistom i nie załamuj się, gdy usłyszysz krytykę. Przecież jeszcze nie wydałeś książki i nie stałeś się pośmiewiskiem. To jest Twój czas na dalszą pracę z tekstem! Zadawaj pytania, redaguj, wykreślaj, przerabiaj. To czas na udoskonalanie tego, co stworzyłeś. Bo zawsze może być lepiej!

Warto mieć też swojego mistrza. Przewodnika po literackim świecie. Nieobligatoryjnie oczywiście, ale mi w pisaniu bardzo pomaga John Irving. Poprzez lekturę jego powieści, czytanie wywiadów oraz literackich porad, mam świadomość, że kiedyś, dzięki ciężkiej pracy, na pewno zbliżę się do ideału. Od nastoletniej pisarki fanfiction o Harrym Potterze, poprzez maleńki debiut i publikacje opowiadań w czasopismach, aż na półki w Empiku.

Tego życzę sobie i Wam!

PS
Pamiętaj, żeby zapisać się na newsletter, by otrzymywać porady literackie, a także garść motywacji i informacje o promocjach!

Ile kosztuje wydanie książki? Ile można zarobić na książce?

Przygotowałam dla Ciebie specjalny kalkulator, który powie Ci, ile rzeczywiście powinieneś zapłacić za wydanie swojej książki. Kalkulator pozwoli Ci zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych!
Dodatkowo opracowałam harmonogram wydania książki, który pokaże Ci, jakie czynności trzeba wykonać i ile mogą one potrwać.
Dzięki dwóm historiom bohaterów, z case study Zbyszka i Emki, zobaczysz, na co warto uważać w trakcie współpracy z podwykonawcami i wydawnictwem.
Ponadto przygotowałam kalkulator zysków, dzięki któremu zobaczysz, ile zarobisz na sprzedaży książki współpracując z hurtownią, a ile sprzedając książkę samodzielnie!
Wszystko w prostej formule dzięki tabelkom Excela! Wystarczy, że podasz swój e-mail, a kalkulator i dodatki trafią na Twoją skrzynkę.
* pola wymagane
/ ( mm / dd )
Jak znaleźć czas na pisanie, kiedy masz wymagającą pracę?

Jak znaleźć czas na pisanie, kiedy masz wymagającą pracę?

Miewam momenty, gdy marzę o dożywotnim L4 albo byciu już w tym punkcie, kiedy jestem freelancerem. Potem mi się przypomina, że mam rewelacyjną pracę, która na ogół nie doprowadza mnie do szału, a przynosi mnóstwo satysfakcji. Jest jednak bardzo trudna i wymaga nieustannego zaangażowania, sporadycznie nawet w środku nocy… I jak w takich warunkach napisać notkę na bloga, a co dopiero drugą książkę?!

Poniżej 5 wskazówek, jak znaleźć czas na pisanie, kiedy jesteś w podobnej sytuacji do mnie, czyli pracujesz na etat i zależy Ci, by rozwijać się zawodowo. Niezależnie od tego, co musisz napisać (posty na zapas, pracę magisterską czy książkę), najważniejsza jest…

1. Świadomość zakończenia dzieła.

john irving

John Irving, źródło: http://cdn.prod.elseone.nl

Nie są to moje słowa, tylko kogoś o wiele mądrzejszego. Mój mistrz, John Irving, w Świecie według Garpa zawiera wiele cennych porad dla pisarzy, dlatego polecam Wam z całego serca tę książkę. To istna skarbnica wiedzy o tworzeniu literatury. Powinna być biblią każdego pisarza. Sami zobaczcie.

[…] był prawdziwym pisarzem […] dlatego, że wiedział to, co powinien wiedzieć każdy artysta: że „człowiek rozwija się tylko, kończąc jedno, a zaczynając drugie”. Nawet jeśli te tak zwane zakończenia i początki są złudzeniami. Garp nie pisał szybciej od innych ani więcej; po prostu pracował ze świadomością zakończenia dzieła.

Przypomnij sobie ostatnią rzecz, którą ukończyłeś, to rewelacyjne uczucie, będące satysfakcją z wykonanej pracy! Z napisaniem utworu może być podobnie. Warto, byś od początku miał przed oczyma zakończenie, by wiedzieć, do czego zmierzasz.

Jeśli cechuje Cię słomiany zapał i tak naprawdę nigdy jeszcze niczego nie skończyłeś, masz pod górkę. Nie masz czego sobie przypominać. Na szczęście, jako pisarz, powinieneś mieć fantazję, więc wyobraź sobie po prostu, że stawiasz ostatnie słowo, a po nim kropkę. To jeden z najlepszych momentów Twojego życia, obiecuję Ci to.

Niestety, nawet Ci z nas, którzy mają niesamowicie bujną wyobraźnię, czasem miewają problemy z wyobrażeniem sobie tak prozaicznych momentów. Dlatego warto powiedzieć sobie, że nawet słonia można zjeść po kawałeczku. I w ten sposób przejść do punktu drugiego.

2. Zaplanuj swój tekst!

Wstęp, rozwinięcie i zakończenie to dobre na początek. Zrób ramowy plan swojego nowego postu. O czym chcesz opowiedzieć czytelnikowi? Jakie argumenty powinieneś zawrzeć w swojej pracy? Jak rozpoczęła się przygoda głównego bohatera Twojej powieści? I każdego innego? Jak rozwinęła i w jaki sposób kończy? Napisz to. Długopisem. Na kartce. A potem wykreślaj. Zrobiłam tak w przypadku mojej pierwszej książki, Piromanów. Napisałam ją w trzy miesiące! Dlatego polecam właśnie takie rozwiązanie i gwarantuję skuteczność.

Jak zrobić perfekcyjny plan? Postaram się Wam wyjaśnić to za tydzień…

Ale plan, nawet najlepszy, sam się nie zrealizuje. Dodatkowo zatem, co może Cię zadziwi, zrealizuj krok trzeci, czyli…

3. Popadnij w uzależnienie!

William S Burroughs

William S. Burroughs, źródło: https://codepen.io/YolandaKok/pen/jALbBB

Siła nawyku to nie przelewki. Palę papierosy, więc znam się na rzeczy. Rzygam już nikotyną, nie jest mi do niczego potrzebna. Ale są pewne sytuacje, kiedy mój mózg łaknie zapalenia papierosa, bo jest przyzwyczajony do wykonywania tej czynności. Pamiętaj: mózg jest leniwy. Kiedy raz go zaprogramujesz, będzie dążył do tego, żeby powtarzać wyuczoną czynność, bo nie jest miłośnikiem zmian. Dlatego najtrudniej zacząć, a potem już jakoś leci.

Kiedy zatem dysponujesz już planem, ustal czas na pisanie. W doskonałym scenariuszu byłaby to minimum godzina każdego dnia. (Serio, godzina to minimum, ja wiem, że inni piszą, wystarczy chociaż 15 minut, ale co zrobisz przez te żałosne 15 minut? Czasem dłużej koncentrujesz się na postawieniu klocka w kiblu, a co dopiero na napisaniu dobrego fragmentu)!

Nie znam Twojego grafiku, więc nie mam pojęcia, jak wyglądają Twoje popołudnia. Pewnie przychodzisz styrany z pracy, wpieprzasz obiad i marzysz o drzemce, ale w sumie jest już ciemno, więc lądujesz w wyrze, oglądając Netflixa. I tyle pożytku z tego dnia powszedniego. Skwituję to krótko: nędza. Kto chce wygrywać, ten nie może spać! Obudź się zatem. Wiem, że się nie chce. Tylko właśnie wtedy, kiedy tak bardzo masz wszystkiego dosyć, zadaj sobie pytanie: czy nie lepiej zadbać o to, by wszystkiego się chciało? Przecież będąc uznanym pisarzem, możesz sobie pozwolić na o wiele więcej niż wówczas, gdy wciąż będziesz harował na etacie. A od czegoś trzeba zacząć, więc rusz dupsko.

Wiesz, kiedy mnie się najlepiej pisze?
Wracam z pracy, jem obiad i zamiast drzemać (choć bardzo mi się chce, naprawdę!), oglądam sobie YouTube albo jeden odcinek jakiegoś serialu. Albo czytam książkę. Czekam, aż mi się wszystko ułoży w żołądku i po dwóch godzinach wykonuję aktywność fizyczną. Albo idę potruchtać, albo robię pilates. I potem jestem wręcz przeładowana energetycznie, więc łatwiej mi znowu zabrać się do pracy. Sadzam więc poślady przed laptopem i trzaskam, ile mogę. Ile konkretnie?

No właśnie.

4. Wiedz, kiedy przestać.

Stephen King, źródło: http://bezszyldu.pl

Stephen King, źródło: http://bezszyldu.pl

Choć najlepiej nie przestawaj. Jeśli już Ci dobrze idzie, nie zatrzymuj się. Od jednej zarwanej nocki jeszcze nikt nie umarł. Odejdź od edytora tekstu dopiero, kiedy ukończysz wyznaczony sobie wcześniej poziom. To może być jeden punkt z Twojego planu zdarzeń, albo półtora (niektórzy, np. Stephen King w swoim Pamiętniku rzemieślnika, uważają, że lepiej kończyć pisanie w punkcie, w którym wciąż mamy flow i łatwo będzie nam ruszyć dalej). To może być 10 stron. Albo 10 000 znaków ze spacjami. Wyznacz sobie limit, który musisz bezwarunkowo spełnić, by móc z czystym sumieniem umyć się i położyć do spania. Niech nie będzie to czas spędzony przed kompem, bardzo Cię proszę! Wiemy, jak bardzo bywa bezproduktywny, więc niech będzie to coś namacalnego, ok? Obiecasz? Nie mnie, bądźmy poważni. Obiecaj sobie z przyszłości! Tej wspaniałej, pracowitej osobie, która wykonała ogromną pracę i została za to nagrodzona w postaci pięknie wydanej, sprzedającej się, bardzo dobrej książki.

Już?

Super, to teraz powiedz o tym innym.

5. Sprawdź, jak bardzo zależy na Tobie bliskim.

Nie musisz od razu kazać im wypieprzać z Twojego życia, co to, to nie. Ale uświadom ich, że od godziny tej jesteś po prostu niedostępny. Nie ma Cię. Przechodzisz do innego wymiaru, skąd nie ma powrotu do następnego dnia. Nie jesteś stworzony po to, by być na zawołanie innych ludzi w każdym momencie Twojego życia. Nawet, jeśli chodzi o Twojego męża/narzeczonego/konkubenta/kochanka/chłopaka, na widok którego masz kisiel w majtkach. Nawet, jeśli chodzi o Twoją matkę czy dziecko. Twoim świętym obowiązkiem wobec siebie jest rozwój.

I uwierz mi, choć ludzie wokół Ciebie będą narzekać, psioczyć na Ciebie, mówić, że Ci już na nich najwyraźniej nie zależy, albo że jesteś egoistą… To prawdziwym szacunkiem obdarzą Ci wtedy, gdy skończysz to, co zacząłeś. I wówczas poznasz, kto kocha Cię najbardziej.

 

A na koniec powiem Ci, że oczywiście na czas pisania wyłączasz telefon i Internet. Jeśli czegoś nie wiesz, zostawiasz lukę w zdaniu albo cały akapit. Dodajesz notatkę: sprawdzić podczas pierwszej redakcji. Inaczej nigdy nie skończysz. Rozumiesz? Internet to Twój największy wróg.

I fajnie byłoby też, gdybyś nie podjadał w trakcie pisania, za to pił dużo płynów. Ale wiem, marzenia ściętej głowy, i te pe.

Nie wiem, jak Ty, ale ja w 2018 chcę mieć na koncie już drugą wydaną książkę, więc bierz się do roboty.

Twoja

Emilia

Jeśli podobał Ci się wpis, zapraszam do wyrażenia opinii. W komentarzu albo na Facebooku:

Bohater prawdziwy, cz. 6., ostatnia – Wprowadzenie postaci, czyli jak szybko spieprzyć całą powieść i odstraszyć czytelnika

Bohater prawdziwy, cz. 6., ostatnia – Wprowadzenie postaci, czyli jak szybko spieprzyć całą powieść i odstraszyć czytelnika

Nadeszła wiekopomna chwila. Zakończenie cyklu Bohater prawdziwy. Dziś odsłona szósta, ostatnia. Tym samym najważniejsza, od której być może powinnam zacząć, ale wierzę, że dzięki wcześniejszym postom z serii o Bohaterze prawdziwym zrozumiecie w pełni, co chcę Wam dzisiaj przekazać.

Czyli to, że bardzo łatwo możecie spierdolić swój tekst, jeśli zapomnicie o czytelniku.

Akcja książki nabiera rozpędu, kiedy wprowadzacie kolejnego bohatera. Gorąco apeluję, byście z każdej swojej postaci uczynili bohatera prawdziwego. Pełnowymiarową postać, która pozostanie w pamięci czytelnika na bardzo długi czas.

To, w jakich okolicznościach przedstawicie bohatera odbiorcy swojego tekstu, jest niezwykle istotne.

Kojarzycie serial Stranger Things? Mamy tam wzorowy przykład tego, jak scenografia wpływa na odbiór postaci przez widza, ale podświadomie. Zwróćcie uwagę na to, że depresja aktorki granej przez Winonę Ryder podkreślana jest przez mdłe, duszące aż, brudnożółte światło. Zaś im straszniejsze wydarzenia mają miejsce w przebiegu akcji, tym więcej cieni i ciemności w kolejnych odcinkach. Jaka lekcja z tego płynie?

Skuteczniej zadziałasz na psychikę czytelnika, nie będąc dosłownym. Nie musisz pisać, że Twój bohater choruje na depresję. Wystarczy, że opiszesz pokrywające się pleśnią naczynia w zlewozmywaku i fakt, iż postać nie pamięta, kiedy uśmiechnęła się po raz ostatni, co w zasadzie jest dla niej bez znaczenia. Wykorzystaj opis wnętrza lub zewnętrznej aury, by umiejętnie wprowadzić bohatera.

W kwestii jego imienia, nazwiska bądź pseudonimu

nie mam dla Ciebie żadnej wskazówki.

To żart. W kwestii pisania zawsze mam coś do powiedzenia.

Postawiłabym na coś, co łatwo zapadnie w pamięć. Nazwisko Scalinmandagoofer jest dosyć trudne do przeczytania, więc zupełnie nie wiem, jak czytelnik miałby je zapamiętać. Chyba że byłaby to ważna postać. Zobacz! Jeśli sporządzisz ciekawy rys charakterologiczny i nie schrzanisz trywialnym pisaniem swojej postaci, przestanie być istotne to, jak się nazywa, więc nie ma co tracić kolejnych godzin na wymyślanie pięknego imienia i nazwiska. Można przez całą książkę pisać o jakimś bohaterze per X i dopiero na etapie redakcji nadać mu mniej lub bardziej adekwatne pseudo.

Z kolei warto się zastanowić nad tym, by

wyeksponować przy wprowadzeniu postaci coś, co będzie się nam z nią nieodmiennie kojarzyć do końca książki.

Albo uchylić rąbka tajemnicy dotyczącej bohatera prawdziwego, która zostanie ujawniona dopiero na koniec konkretnego wątku.

Wymyśliłam kiedyś, że główna bohaterka powieści, nad jaką aktualnie pracuję, zanim natknie się przypadkiem w mieście na swojego przyszłego ukochanego, będzie miała do czynienia z jagodami. Zatem kiedy znajdzie się w sklepie, kupując między innymi konfiturę jagodową, prędzej czy później zza którejś półki wyskoczy właśnie on. Później spotka się z nim w klubie Blueberry, a ich pierwszy raz być może odbędzie się w lesie, pośród jagodowych krzewów… Choć lepiej nie, z uwagi na kleszcze. No cóż, trzeba być nie tylko finezyjnym, ale i przede wszystkim praktycznym, jeśli chodzi o tworzenie prozy.

Największym grzechem u młodych lub starych, ale po prostu niezbyt zdolnych twórców,

jest banalne wprowadzanie postaci. Wysilcie się, zaklinam Was! Wymyślcie coś oryginalnego, to nie boli, a satysfakcjonuje. Nie musicie opisywać postaci od razu od twarzy, zwróćcie uwagę na jej ubrudzone buty albo wykwintną poszetkę. Przedstawcie ją czytelnikowi w dziwnej sytuacji. Niechże się tłumaczy z tego, że wyskakuje przez okno w stroju królika albo rzuca zgniłymi jajami w szybę auta. Czy to jest takie trudne?

Tymczasem, XXI wiek, polska literatura popularna:

Moja przyjaciółka, sprawczyni dzisiejszego wypadu, wisiała właśnie na szyi jakiegoś blondyna, wyglądającego na dwadzieścia trzy lata. 

(Jak można wyglądać na dokładnie 23 lata?! Dlaczego nie 22 albo 24?!Co to za różnica)?

Uśmiechnęłam się pod nosem. Michalinie z pewnością to nie przeszkadzało.

(Co miało jej nie przeszkadzać? Uśmiech kumpelki? Albo że ona wisi komuś cielskiem na szyi i przyprawia go o ból kręgosłupa czy wiek młodziana? Jeśli tak, to ile sprawczyni dzisiejszego wypadu miała lat? O kim jest ten akapit, do cholery)?!

Mimo iż zawsze byłam bardziej przebojowa

(znowu oderwanie uwagi od wprowadzanej postaci, skupienie na głównej bohaterce, fuj, w dodatku na cholerę ta bezpośredniość, fuj, fuj!),

to jednak ona stanowiła uosobienie męskich pragnień – niewysoka blondynka, z zadartym, małym nosem i niewinnymi niebieskimi oczami budziła w mężczyznach opiekuńcze instynkty.

Cóż za ohydny, banalny, powierzchowny wpis. Paulino Świst, autorko Prokuratora, prawniczką to Ty może jesteś, ale dobrą pisarką długo jeszcze nie. Nie martw się jednak, wszak i o wiele sławniejsze niż Ty, polskie autorki, również tak powierzchownie traktują swoich bohaterów.

Młody, pewnie dwudziestoletni mężczyzna wszedł do małego pokoiku, uginając się pod ciężką adamaszkową kołdrą i ogromną puchową poduchą. […] Bogusia zaśmiała się, patrząc z sympatią na chłopaka, bo od pierwszego wejrzenia wzbudzał przyjazne uczucia: jasne włosy, grzywka opadająca na orzechowe oczy, dołeczki w policzkach, gdy się uśmiechał. Stanowczo dało się go lubić.

Pozdrowienia dla Katarzyny Michalak i jej Sklepiku z niespodzianką.

Nie piszcie tak! Błagam Was! Na twarzy nie ma tylko oczu, ust i nosa! Włosy pozytywnych postaci nie muszą być jasne!

Weźmy zatem głębszy oddech i podelektujmy się fragmentem prozy mojego mistrza, wybitnego amerykańskiego powieściopisarza, Johna Irvinga.

Młody Kanadyjczyk, który nie mógł mieć więcej niż piętnaście lat, za długo się wahał. Jego stopy znieruchomiały na chwilę na kłodach dryfujących w dorzeczu powyżej zakrętu rzeki; zanim ktokolwiek zdążył chwycić jego wyciągniętą dłoń, znalazł się pod wodą. Jeden z drwali, próbując złapać długie włosy chłopaka, zanurzył rękę w lodowatej wodzie, gęstej prawie jak zupa. […] Chłopiec, znany jako Angel Pope z Toronto, zniknął bez śladu. 

I tyle go widzieli w Ostatniej Nocy w Twisted River. Ale bach! Od razu akcja, coś się dzieje! Młody chłopak, Kanadyjczyk, topi się! Ratunku! Kto złapie jego długie włosy? Kto uratuje biednego Angela Pope? Dlaczego, dlaczego przydarza mu się taka tragedia na samym początku książki? O co tu chodzi?!

Nie wiadomo. Ale żeby się dowiedzieć, będziemy czytać dalej. Tak się właśnie zaczynają najlepsze książki. Nie tylko amerykańskie. Sprawdźmy nasze rodzime podwórko.

Pierwsza książka, którą mam obok siebie, to Powidoki Piotra Strzeżysza. Nie powieść. Raczej szereg pocztówek literackich z długiej drogi. Ale i piękne, nasycone mnóstwem uczuć, choć oszczędne w słowach, epickie dzieło.

Geoff był nowy. […] Był to około pięćdziesięcioletni mężczyzna, bardzo szczupły, z dwiema rzadkimi kępkami siwych włosów i wielkimi, opadającymi na czubek nosa okularami. Siedział na wózku, mocno przechylony i przysypiał, albo tylko zdawał się przysypiać. Trudno było to dostrzec lub odgadnąć, bowiem szkła jego okularów pokrywała drobna siateczka, nadająca mu wygląd wielkiego owada […]. W lewej dłoni, czy też w dwóch sprawnych palcach, próbował utrzymać kubek z kawą, której wąska strużka ściekała po aluminiowej ściance na oparcie wózka.

Tak właśnie narrator poznaje mężczyznę, który później stanie się jednym z jego przyjaciół. Skojarzenie z owadem bardzo działa na wyobraźnię, prawda? Zmarszczki, siwe włosy, wózek inwalidzki, a ostatecznie niezdolność starego człowieka do utrzymania w ręce kubka z kawą. To przecież taka prozaiczna czynność. Wykonujemy ją kilka razy dziennie. W ogóle się nad nią nie zastanawiamy. I nagle Piotr Strzeżysz ukazuje niezwykłość swojego spotkania nie tylko ze starszą osobą, ale po prostu ze starością, za pomocą tak banalnego atrybutu, jakim jest kubek. Szok i niedowierzanie. Oraz wielki, wielki talent.

Chcesz stworzyć bohatera prawdziwego?

Obracaj się w środowisku ludzi prawdziwych, nie wydmuszek. Podpatruj ich codzienność. Odnajduj niezwykłość w prozaicznych zjawiskach. Wyszukuj cudownych rzeczy pośród szarej codzienności. Zapisuj. Czytaj jak najwięcej. I powracaj do notek o bohaterze prawdziwym. To cała moja wiedza na ten temat i mam nadzieję, że do czegoś Ci się przyda. Żywię nadzieję, że nasze kolejne książki – moje i Wasze – będą napisane dobrze i z wielkim szacunkiem do Czytelnika. To jest najważniejsze.

Podobał Ci się wpis? Nie zapomnij o uzupełnieniu kart pracy, które otrzymasz po zapisaniu się na newsletter. Będzie mi bardzo miło, jeśli wypowiedz się na temat cyklu Bohater prawdziwy. Czy chcesz więcej tego typu wpisów? Czy uważasz, że poszło mi nieźle? Może jednak tragicznie? Jeśli to pierwsze, zostaw lajka na Facebooku Fabryki dygresji i bądźmy w kontakcie! Jeśli to drugie, nie omieszkaj zamieścić swojej druzgoczącej opinii w komentarzu. Czekam z niecierpliwością!

Bohater prawdziwy, cz. 5 – Teraźniejszość postaci, czyli przechodzimy do trzeciego wymiaru

Bohater prawdziwy, cz. 5 – Teraźniejszość postaci, czyli przechodzimy do trzeciego wymiaru

Wszystkie informacje, które do tej pory zebrałeś na temat swojego bohatera prawdziwego, mogłeś po prostu spisać na kartce papieru. Było łatwo— siedziałeś przy biurku albo na łóżku i to, co przyszło Ci do głowy, po prostu notowałeś. Nie przeczę, że w ten sposób możesz zbudować bardzo dobrą postać, ale wklepując kolejne znaki do edytora tekstu czy, jeśli jesteś bardziej retro, wcierając tusz z długopisu w kolejne karteluszki, nie sprawisz, że Twoja postać ożyje.

Bohatera prawdziwego możesz zbudować tylko wtedy, kiedy ruszysz dupę, wyjdziesz z domu i zaczniesz myśleć oraz robić to, co on.

Wyrwij jego duszę z kartki i włóż w swoje ciało. Zacznij z nim żyć.

Sprawdź, jak wygląda dzień powszedni z życia Twojej postaci i postaraj się go przeżyć. Wnioski oczywiście zapisz w odpowiednim notesie bądź pliku, a wieczorem zajrzyj do arkusza ćwiczeniowego, który dla Ciebie przygotowałam.* Czy będziesz w stanie teraz odpowiedzieć na pytania ze stron 9-10?

Mój bohater prawdziwy jest studentką. Ponieważ akcja książki toczy się głównie w zimie, trudno jest jej się zwlec z łóżka na wczesne zajęcia. Mieszka w akademiku, daleko od domu, sama w pokoju, którego ściany ozdobione są wycinkami z prasy psychologicznej i literackiej. Dokucza jej zimno za oknem i samotność. Tęskni za swoim psem, który czeka na nią do wielu miesięcy w domu rodzinnym, ale z pozostałą częścią rodziny akurat nie bardzo chce jej się widzieć.

Przed zjedzeniem pełnoziarnistych naleśników odbywa szczegółową toaletę. Przynajmniej pół godziny spędza przy lustrze, by mieć idealny makijaż. Myśli wtedy o siłowni, na którą powinna wyprawić się popołudniu, o ile będzie w stanie, bo zajęcia na jej wydziale zapewne sprawią, że wszystkiego jej się odechce. Zamiast tego może obejrzy mecz tenisa z Lidią, najlepszą przyjaciółką, albo wspólnie z resztą paczki wybiorą się na ten marsz wsparcia dla Ukraińców. W radiu, które włączyła, właśnie trąbią znów na temat Majdanu…

Skup się. O czym Ty myślisz, idąc do pracy albo szkoły? Jakie są Twoje codziennie zwyczaje i w co zazwyczaj się ubierasz? Co słyszysz dookoła siebie, jadąc tramwajem bądź włączywszy radio samochodowe? Jaki jest do tego Twój stosunek?

Czy wchodząc do biura, jesteś spokojny, bo świetnie przygotowałeś się do kolejnego dnia, czy denerwujesz się, bo o czymś zapomniałeś? Na przykład o… zmówieniu modlitwy?

Jeśli Ty dużo myślisz z rana, to czy Twój bohater prawdziwy również?

Czy jeśli Ty, czekając na przystanku, analizujesz, dokąd spieszą się mijający Cię przechodnie i co wynika z ich grymasów twarzy, to czy Twój bohater prawdziwy ma w ogóle ochotę na takie zabawy?

Wynotuj swoje obserwacje dnia codziennego i zastanów się, czy Twoja postać zobaczyłaby, usłyszała, poczuła to samo. Dokonaj analizy i spróbuj opisać ten dzień w narracji pierwszoosobowej z perspektywy postaci. Później zaś – trzecioosobowej. Wtedy zobaczysz, która narracja bardziej pasuje do konceptu Twojej powieści. Nie ma co się zastanawiać, wystarczy sprawdzić i przetestować, które rozwiązanie jest dla Ciebie— i dla Twojego bohatera prawdziwego — najlepsze.

Jeśli dalej masz problem, podziel życie na sfery.

Praca i edukacja, hobby i czas wolny, dieta, duchowość…

Pamiętaj, by nie mówić o cechach i upodobaniach bohatera prawdziwego, tylko je przedstawiać.

Na czym polega różnica?

Nie musisz rozwodzić się nad tym, jak wielkim Twój bohater jest ateistą. Wystarczy, że na jego półce z książkami znajdzie się choćby Bóg urojony Richarda Dawkinsa, w niedzielę nie pobiegnie do kościoła, a swojej złamanej nogi nie będzie tłumaczyć karmą. Chociaż, co ja wiem, zupełnie nie znam się na ateizmie…

Inny przykład. Kiedy Twój bohater jest wkurzony, nie pisz, że jest wkurzony. Niech zmarszczy brwi, zazgrzyta zębami, zbije talerz, przeklnie i krzyknie. Jeśli jest weganinem, nie pisz, że jest weganinem. Po prostu nie zamęczaj czytelnika długimi akapitami na temat jego diety. O ile jego dieta jest istotna dla fabuły, możesz wspomnieć krótko, że na śniadanie zjadł zieleninę, której jest ogromnym miłośnikiem. Tudzież wyznawcą. Jedzenie też może być religią.

I ostatnia rada.

Jedyną osobą ważniejszą od Twojego bohatera prawdziwego jest Twój przyszły czytelnik.

Jeśli chcesz być czytanym i mieć szanse na odniesienie komercyjnego sukcesu, zapomnij o sobie. Myśl o tych, którzy ściągną z półki księgarskiej Twoją książkę, bo będą chcieli poznać fascynującą historię fenomenalnej postaci. Nigdy o nich nie zapominaj.

____________

*Formularz ćwiczeniowy otrzymasz po zapisaniu się na newsletter.

 

Bohater prawdziwy, cz. 4 – Teraźniejszość postaci, czyli jesteś średnią pięciu osób,

Bohater prawdziwy, cz. 4 – Teraźniejszość postaci, czyli jesteś średnią pięciu osób,

z którymi spędzasz najwięcej czasu

Może myślisz sobie, że jesteś ewenementem na światową skalę, niepowtarzalnym indywiduum, wolnym elektronem, jedynym w swoim rodzaju. Otóż nie. Jesteś dokładnie taki, jak inni. Jeśli czujesz się lepszy od niektórych, to znaczy, że tak naprawdę, w głębi serca, czujesz się gorszy. Różnimy się od siebie tak naprawdę pozornie. Może Cię nie cechować taka inteligencja, jak Stephena Hawkinga, ale założę się, że pobiegniesz dalej, niż on. Możesz nie być takim sportsmenem jak Piotr Żyła, ale przynajmniej da się słuchać tego, co mówisz i nie pękać przy tym ze śmiechu. Mamy tyle samo więcej niż inni i dokładnie tyle samo mniej. To, czy jesteśmy wartościowymi ludźmi, bierze się z tego, jak siebie postrzegamy, co chcemy w życiu osiągnąć i jak bardzo się do tego przykładamy. Większość naszych cech jest jednak mimowolnie zapożyczona od naszych bliskich.

To samo tyczy się Twojego bohatera prawdziwego.

Ok, jest wybitną jednostką z jakiegoś powodu, dlatego o nim piszesz, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Teksty literackie nie są prawdą obiektywną, tylko subiektywnym spojrzeniem autora na świat.

Twój bohater prawdziwy będzie interesujący, jeśli go takim uczynisz.

A możesz to zrobić również dzięki ludziom, jacy otaczają Twoją postać.

Wybierz pięciu ludzi, którzy mają wpływ na Twojego bohatera. Spotykają się z nim najczęściej i Twój bohater bierze najbardziej pod uwagę właśnie ich zdanie. Zastanawia się, co zrobiliby w sytuacji, w jakiej znalazł się on, gdy musi podjąć ważną decyzję. Co w tych ludziach jest takiego, że Twój bohater wybrał ich na swoich najbliższych? W jaki sposób są tak naprawdę powiązani? Czy łączy ich przyjaźń, miłość bądź namiętność? Czy ich relacja opiera się na zależności mistrz-uczeń? A może nieustannie ze sobą rywalizują? Są spokrewnieni czy spotkali się po raz pierwszy na pustyni Atacama podczas ucieczki przed stadem zombie? Jak wiele razem przeżyli i co aktualnie ze sobą mają wspólnego?

Na pewno sporo wspólnego z Twoim bohaterem prawdziwym mają jego rodzice.

Nawet, jeśli są chwilowo nieobecni. Lub też Twoja postać nigdy nie miała przyjemności ich poznać, jak choćby w Zanim cię znajdę bądź Świecie według Garpa Johna Irvinga. Wówczas nieobecność ta kładzie się cieniem na całym życiu bohatera. Tylko jakiego kształtu jest ten cień?

Relacje z rodzeństwem również intensywnie oddziałują na charakter postaci. Zazdrosna o atencję rodziców młodsza siostra, nadopiekuńczy starszy brat, a może dorastający w zakładzie psychiatrycznym brat nieokreślonej płci? Zastanów się, jak może wpłynąć na Twojego bohatera prawdziwego relacja z rodzeństwem. I jaki będzie, gdy skażesz go na bycie jedynakiem. Bo tak, różnice są kolosalne.

Odpowiedz sobie przy okazji jeszcze na trzy pytania.

Z kim Twój bohater, spośród ludzi znajdujących się w jego najbliższym otoczeniu, mógłby ukryć zwłoki? Kogo spytałby, czy w ogóle warto popełniać morderstwo? A kogo najchętniej by zamordował? Odnajdź największych sprzymierzeńców, do których Twoja postać może zwrócić się w strategicznych momentach fabuły oraz skonstruuj człowieka, który dostarczy Twojemu bohaterowi mnóstwo nieprzyjemności. Antagoniści zawsze są potrzebni w powieści, by napędzali akcję.

Tak naprawdę nie musisz skupiać się na swoich bohaterach pobocznych tak, jak na głównej postaci. Wystarczy, że opiszesz je w kilku zdaniach, jeśli fabuła nie jest wielowątkowa. Formularze, które Ci przesłałam przez autoresponder po zapisaniu się na mój newsletter (dziś omawialiśmy strony 7 i 8), pomogą Ci jednak w tym, by i bohaterowie poboczni nie byli papierowi, lecz stanowili wielobarwną ozdobę Twojego bohatera prawdziwego.

To nie koniec walki z teraźniejszością! Kolejna część w przyszłym tygodniu. Jeśli masz jakieś pytania, skontaktuj się ze mną przez fabrykadygresji@gmail.com i pamiętaj, żeby polubić Fabrykę dygresji na Facebooku!