10 abstrakcyjnych powodów, dla których musisz obejrzeć Stranger Things 2! (Garść delikatnych spoilerów)

10 abstrakcyjnych powodów, dla których musisz obejrzeć Stranger Things 2! (Garść delikatnych spoilerów)

Krótki wpis o nowym sezonie jednego z najlepszych produkcji Netflixa. Nie chciałam Wam spoilerować (co i tak niestety może się tutaj zdarzyć, upsi), więc nie napisałam o tym, co się przydarza bohaterom. Nic z tych istotnych rzeczy, naprawdę, nie martwcie się. Możecie czytać spokojnie, ubezpieczam Was. (Aczkolwiek nie gwarantuję w 100%, bo wołali na mnie kiedyś człowiek-spoiler, no z tym nie wygram).

1. Sam Gamgee

Nie spodziewałam się, że wymiary w Stranger Things przenikną się aż tak bardzo, że w miasteczku Hawkins pojawią się… hobbit. Nie wierzycie? Sprawdźcie sami.

2. Czerwony Wojownik

Trudno powiedzieć, dlaczego jeszcze nie widziałam tegorocznej ekranizacji Power Rangers. Może jestem za stara, to jest dobry argument na wszystko. Dlatego powinnam przestać go używać. Niemniej, nowy Czerwony pojawia się w Stranger Things bez ujmy na honorze dla tej produkcji. (Możecie nie pamiętać, ale Czerwony Wojownik ze starego serialu lubił występować w innych filmach z odsłoniętymi wszystkimi częściami ciała. Tym razem mamy tylko klatę).

3. Krótki poradnik na temat relacji damsko-męskich

Nasze małe nerdy powoli dorastają. Rady, które otrzymują od bliskich, powinny zostać zapamiętane i wzięte głęboko do serca przez każdego oglądającego serial.

steve

4. Słodkie domowe zwierzątka

Może nie pieski, nie kotki, ale i tak problematyczne. Wyprowadzanie na spacer to wcale nie taka łatwa czynność. Obejrzyjcie Stranger Things 2 ze swoimi dzieciakami. Może odechce im się nowego pupila.

5. Mechanizm powstawania teorii spiskowych

Niezwykle bawią mnie pogłoski o tym, że między nami żyją Reptilianie (np. prezydent Obama), uwielbiam słuchać historie o zaginionym św. Graalu i znajdować dowody na to, że człowiek wcale nie był na Księżycu. Teraz wiem, że te wszystkie teorie spiskowe to i tak delikatne tylko odpryski prawdy, której nasz umysł mógłby nie udźwignąć. Właśnie to przekonanie zyskałam dzięki Stranger Things 2.

6. Trzy trójkąty

Uwielbiam trójkąty, a w Stranger Things 2 mamy aż trzy! Może ten najmłodszy trochę słabo wyszedł, ale nie oczekujmy zniewalającej chemii u trzynastolatków.

7. Rasowy harlequin

A kiedy zdarza się, że kobieta po czterdziestce, gospodyni domowa, spotyka młodego, przystojnego, jurnego, kipiącego seksapilem łobuziaka, co się w końcu dzieje, mamy materiał na cały nowy wątek romantyczny w Stranger Things 3. Albo przynajmniej na filler Dirthy Things. Niechże powstanie, byłoby super.

8. Wyczerpujący poradnik, jak spieprzyć wychowanie dzieci

W pierwszym sezonie bardzo podobała mi się relacja matki (Winony) z synem (Noah). W drugim sezonie mamy do czynienia z obserwowaniem innej relacji, ojciec-córka. I tak jak od Joyce Byers wciąż można się wiele nauczyć, tak od Jima Hoppera stanowczo lepiej nie brać przykładu.

Screen_Shot_2017_10_28_at_12.03.59_PM

9. Reset mózgu

Wyłączyłam się z życia na jeden wieczór i jeden poranek. Zapomniałam o całym świecie, bo byłam z bohaterami Stranger Things. Niesamowita ulga, naprawdę, najlepszy patent na wyłączenie się to wpadnięcie w serialowy ciąg. A z tą produkcją to się udaje, bo wciąga tak, że nie można przerwać, póki nie obejrzy się wszystkich odcinków.

10. I Ty możesz być bohaterem w swoim życiu!

Najcenniejsze w Stranger Things jest to, że serial udowadnia, iż nie musisz mieć super mocy, by świetnie radzić sobie w życiu i być dobrym człowiekiem. Wręcz przeciwnie, jeśli masz jakieś extra powers, możesz być pozbawiony innych umiejętności. Najważniejsza jest rodzina i przyjaciele, czyli ludzie, których kochamy. Dzięki nim możemy wyjść z każdego kryzysu. Wystarczy być tego świadomym.

No to co? Lećcie, oglądajcie, a ja zawijam kiecę i lecę. Ile można siedzieć w piątek w biurze?! 😉

Bawcie się dobrze!

Wasza

Emilia

Anne with an e – czyli jaka jest nowa Ania z Zielonego Wzgórza?

Anne with an e – czyli jaka jest nowa Ania z Zielonego Wzgórza?

Zachodzi duże prawdopodobieństwo, że gdybym nie przeczytała w podstawówce Ani z Zielonego Wzgórza, a później nie dokarmiała się ekranizacjami emitowanymi z fantastyczną Megan Follows, nie miałabym tyle determinacji, by zostać pisarką. Po obejrzeniu nowego serialu Netfliksa Anne with an e, trzymam kciuki, by każda dziewczynka, która obejrzy choć kilka odcinków, dzięki nowej Ani zyskała przekonanie, że jest silna i poradzi sobie z przeciwnościami, tak jak rudowłosa bohaterka.

Początkowo miałam trudności z oceną serialu. Dobry czy zły? Pierwsze odcinki w zasadzie pokrywały się z tym, co mogliśmy widzieć w filmie Ania z Zielonego Wzgórza z 1985 roku i wyczytać w książce autorstwa Lucy Maud Montgomery. Później zaś wątki zupełnie odbiegły od znanej mi fabuły i nie mogłam się do tego przyzwyczaić. Nie mogąc uporać się z tym dysonansem, stwierdziłam, że trzeba spojrzeć na to dzieło w sposób zupełnie oderwany od wcześniejszych wersji. I przyjmując takie stanowisko, mogę stwierdzić, iż jestem zachwycona!

Podobnie jak Ciocię Ebi, dzięki której zabrałam się wreszcie za oglądanie serialu, zauroczyły mnie przepiękne pejzaże z Wyspy Księcia Edwarda. Cóż, im starsza jestem, tym podatniejsza na naturę, jak widać. Jeszcze lepszy był dobór aktorów oraz niezwykle wysoki poziom gry, jaką zaprezentowali. I choć Amybeth McNulty w roli Ani odwala najcięższą robotę, moją ulubienicą stała się przeurocza Kyla Matthews, wcielająca się w słodką, naiwną Ruby. Muzyka, dialogi, kostiumy i scenografia (dosyć nowoczesna) również bardzo przypadły mi do gustu. Ale to wcale nie świadczy o wielkości tej serii.

Otóż mimo że akcja toczy się na początku XX wieku, serial jest stworzony pod współczesnego odbiorcę i przekazuje mu oprócz rozrywki sporo nauki. Dlatego cudownie oglądać go całą rodziną. Jak w moim przypadku. (Kiedy zobaczyłam łzy na policzkach mojego taty, sama już od dawna zalana łzami, wiedziałam, że nowa Ania to dobry towar). Nie jest to w żadnej mierze rzecz płytka. Nigdy do tej pory nie spotkałam się z tak głębokim portretem psychologicznym głównej bohaterki, trzynastoletniej dziewczynki, która nie radzi sobie z emocjami z powodu rozmaitych traum, jakich doznała we wczesnym dzieciństwie. Każde zachowanie Ani zostało inteligentnie wytłumaczone z ostrym napomnieniem dla rodziców, by dbali i uważali na swoje dzieci, bo żaden wybuch gniewu i żadna łza nie zachodzi bez przyczyny.

Anne with an e uczy też młodszego odbiorcę lub przypomina starszemu, jak ważna jest praca, wytrwałość w dążeniu do celu i otwarty umysł. Problemy nie są po to, by rozpaczać, tylko po to, by je rozwiązać. Cieszę się, że skoro takiego podejścia nie uświadczymy na lekcjach wychowawczych w szkole, możemy je znaleźć w tak mądrych serialach. Dobre i to.

Nade wszystko cenne jest jednak zobrazowanie życia rodzinnego. Ania, Maryla i Mateusz spotykają się wspólnie z ciężką codziennością. Kąśliwe uwagi małego, stereotypowego społeczeństwa, niespełnione marzenia i miłości, choroby, trudna sytuacja finansowa… Życie nie jest kolorowe. Życie to nie bajka. Ale da się je znieść, jeśli ma się kochających bliskich i dużą dozę wyobraźni.

Czy serial wobec tego ma jakiekolwiek wady?

Tak. Sprowadzenie ciężkiej pracy na wsi do wykonywania jednej czynności: przerzucania siana widłami. Bardziej mnie to jednak rozbawiło niż zniesmaczyło, więc nie wpłynie to za bardzo na moją końcową ocenę.

Nalegam, byście obejrzeli ten serial z młodszymi widzami (dziećmi? rodzeństwem?) i porozmawiali z nimi o kilku odcinkach. Jestem przekonana, że będzie to czas spędzony miło i owocnie. Szczerze polecam!

8/10