Jak znaleźć czas na pisanie, kiedy masz wymagającą pracę?

Jak znaleźć czas na pisanie, kiedy masz wymagającą pracę?

Miewam momenty, gdy marzę o dożywotnim L4 albo byciu już w tym punkcie, kiedy jestem freelancerem. Potem mi się przypomina, że mam rewelacyjną pracę, która na ogół nie doprowadza mnie do szału, a przynosi mnóstwo satysfakcji. Jest jednak bardzo trudna i wymaga nieustannego zaangażowania, sporadycznie nawet w środku nocy… I jak w takich warunkach napisać notkę na bloga, a co dopiero drugą książkę?!

Poniżej 5 wskazówek, jak znaleźć czas na pisanie, kiedy jesteś w podobnej sytuacji do mnie, czyli pracujesz na etat i zależy Ci, by rozwijać się zawodowo. Niezależnie od tego, co musisz napisać (posty na zapas, pracę magisterską czy książkę), najważniejsza jest…

1. Świadomość zakończenia dzieła.

john irving

John Irving, źródło: http://cdn.prod.elseone.nl

Nie są to moje słowa, tylko kogoś o wiele mądrzejszego. Mój mistrz, John Irving, w Świecie według Garpa zawiera wiele cennych porad dla pisarzy, dlatego polecam Wam z całego serca tę książkę. To istna skarbnica wiedzy o tworzeniu literatury. Powinna być biblią każdego pisarza. Sami zobaczcie.

[…] był prawdziwym pisarzem […] dlatego, że wiedział to, co powinien wiedzieć każdy artysta: że „człowiek rozwija się tylko, kończąc jedno, a zaczynając drugie”. Nawet jeśli te tak zwane zakończenia i początki są złudzeniami. Garp nie pisał szybciej od innych ani więcej; po prostu pracował ze świadomością zakończenia dzieła.

Przypomnij sobie ostatnią rzecz, którą ukończyłeś, to rewelacyjne uczucie, będące satysfakcją z wykonanej pracy! Z napisaniem utworu może być podobnie. Warto, byś od początku miał przed oczyma zakończenie, by wiedzieć, do czego zmierzasz.

Jeśli cechuje Cię słomiany zapał i tak naprawdę nigdy jeszcze niczego nie skończyłeś, masz pod górkę. Nie masz czego sobie przypominać. Na szczęście, jako pisarz, powinieneś mieć fantazję, więc wyobraź sobie po prostu, że stawiasz ostatnie słowo, a po nim kropkę. To jeden z najlepszych momentów Twojego życia, obiecuję Ci to.

Niestety, nawet Ci z nas, którzy mają niesamowicie bujną wyobraźnię, czasem miewają problemy z wyobrażeniem sobie tak prozaicznych momentów. Dlatego warto powiedzieć sobie, że nawet słonia można zjeść po kawałeczku. I w ten sposób przejść do punktu drugiego.

2. Zaplanuj swój tekst!

Wstęp, rozwinięcie i zakończenie to dobre na początek. Zrób ramowy plan swojego nowego postu. O czym chcesz opowiedzieć czytelnikowi? Jakie argumenty powinieneś zawrzeć w swojej pracy? Jak rozpoczęła się przygoda głównego bohatera Twojej powieści? I każdego innego? Jak rozwinęła i w jaki sposób kończy? Napisz to. Długopisem. Na kartce. A potem wykreślaj. Zrobiłam tak w przypadku mojej pierwszej książki, Piromanów. Napisałam ją w trzy miesiące! Dlatego polecam właśnie takie rozwiązanie i gwarantuję skuteczność.

Jak zrobić perfekcyjny plan? Postaram się Wam wyjaśnić to za tydzień…

Ale plan, nawet najlepszy, sam się nie zrealizuje. Dodatkowo zatem, co może Cię zadziwi, zrealizuj krok trzeci, czyli…

3. Popadnij w uzależnienie!

William S Burroughs

William S. Burroughs, źródło: https://codepen.io/YolandaKok/pen/jALbBB

Siła nawyku to nie przelewki. Palę papierosy, więc znam się na rzeczy. Rzygam już nikotyną, nie jest mi do niczego potrzebna. Ale są pewne sytuacje, kiedy mój mózg łaknie zapalenia papierosa, bo jest przyzwyczajony do wykonywania tej czynności. Pamiętaj: mózg jest leniwy. Kiedy raz go zaprogramujesz, będzie dążył do tego, żeby powtarzać wyuczoną czynność, bo nie jest miłośnikiem zmian. Dlatego najtrudniej zacząć, a potem już jakoś leci.

Kiedy zatem dysponujesz już planem, ustal czas na pisanie. W doskonałym scenariuszu byłaby to minimum godzina każdego dnia. (Serio, godzina to minimum, ja wiem, że inni piszą, wystarczy chociaż 15 minut, ale co zrobisz przez te żałosne 15 minut? Czasem dłużej koncentrujesz się na postawieniu klocka w kiblu, a co dopiero na napisaniu dobrego fragmentu)!

Nie znam Twojego grafiku, więc nie mam pojęcia, jak wyglądają Twoje popołudnia. Pewnie przychodzisz styrany z pracy, wpieprzasz obiad i marzysz o drzemce, ale w sumie jest już ciemno, więc lądujesz w wyrze, oglądając Netflixa. I tyle pożytku z tego dnia powszedniego. Skwituję to krótko: nędza. Kto chce wygrywać, ten nie może spać! Obudź się zatem. Wiem, że się nie chce. Tylko właśnie wtedy, kiedy tak bardzo masz wszystkiego dosyć, zadaj sobie pytanie: czy nie lepiej zadbać o to, by wszystkiego się chciało? Przecież będąc uznanym pisarzem, możesz sobie pozwolić na o wiele więcej niż wówczas, gdy wciąż będziesz harował na etacie. A od czegoś trzeba zacząć, więc rusz dupsko.

Wiesz, kiedy mnie się najlepiej pisze?
Wracam z pracy, jem obiad i zamiast drzemać (choć bardzo mi się chce, naprawdę!), oglądam sobie YouTube albo jeden odcinek jakiegoś serialu. Albo czytam książkę. Czekam, aż mi się wszystko ułoży w żołądku i po dwóch godzinach wykonuję aktywność fizyczną. Albo idę potruchtać, albo robię pilates. I potem jestem wręcz przeładowana energetycznie, więc łatwiej mi znowu zabrać się do pracy. Sadzam więc poślady przed laptopem i trzaskam, ile mogę. Ile konkretnie?

No właśnie.

4. Wiedz, kiedy przestać.

Stephen King, źródło: http://bezszyldu.pl

Stephen King, źródło: http://bezszyldu.pl

Choć najlepiej nie przestawaj. Jeśli już Ci dobrze idzie, nie zatrzymuj się. Od jednej zarwanej nocki jeszcze nikt nie umarł. Odejdź od edytora tekstu dopiero, kiedy ukończysz wyznaczony sobie wcześniej poziom. To może być jeden punkt z Twojego planu zdarzeń, albo półtora (niektórzy, np. Stephen King w swoim Pamiętniku rzemieślnika, uważają, że lepiej kończyć pisanie w punkcie, w którym wciąż mamy flow i łatwo będzie nam ruszyć dalej). To może być 10 stron. Albo 10 000 znaków ze spacjami. Wyznacz sobie limit, który musisz bezwarunkowo spełnić, by móc z czystym sumieniem umyć się i położyć do spania. Niech nie będzie to czas spędzony przed kompem, bardzo Cię proszę! Wiemy, jak bardzo bywa bezproduktywny, więc niech będzie to coś namacalnego, ok? Obiecasz? Nie mnie, bądźmy poważni. Obiecaj sobie z przyszłości! Tej wspaniałej, pracowitej osobie, która wykonała ogromną pracę i została za to nagrodzona w postaci pięknie wydanej, sprzedającej się, bardzo dobrej książki.

Już?

Super, to teraz powiedz o tym innym.

5. Sprawdź, jak bardzo zależy na Tobie bliskim.

Nie musisz od razu kazać im wypieprzać z Twojego życia, co to, to nie. Ale uświadom ich, że od godziny tej jesteś po prostu niedostępny. Nie ma Cię. Przechodzisz do innego wymiaru, skąd nie ma powrotu do następnego dnia. Nie jesteś stworzony po to, by być na zawołanie innych ludzi w każdym momencie Twojego życia. Nawet, jeśli chodzi o Twojego męża/narzeczonego/konkubenta/kochanka/chłopaka, na widok którego masz kisiel w majtkach. Nawet, jeśli chodzi o Twoją matkę czy dziecko. Twoim świętym obowiązkiem wobec siebie jest rozwój.

I uwierz mi, choć ludzie wokół Ciebie będą narzekać, psioczyć na Ciebie, mówić, że Ci już na nich najwyraźniej nie zależy, albo że jesteś egoistą… To prawdziwym szacunkiem obdarzą Ci wtedy, gdy skończysz to, co zacząłeś. I wówczas poznasz, kto kocha Cię najbardziej.

 

A na koniec powiem Ci, że oczywiście na czas pisania wyłączasz telefon i Internet. Jeśli czegoś nie wiesz, zostawiasz lukę w zdaniu albo cały akapit. Dodajesz notatkę: sprawdzić podczas pierwszej redakcji. Inaczej nigdy nie skończysz. Rozumiesz? Internet to Twój największy wróg.

I fajnie byłoby też, gdybyś nie podjadał w trakcie pisania, za to pił dużo płynów. Ale wiem, marzenia ściętej głowy, i te pe.

Nie wiem, jak Ty, ale ja w 2018 chcę mieć na koncie już drugą wydaną książkę, więc bierz się do roboty.

Twoja

Emilia

Jeśli podobał Ci się wpis, zapraszam do wyrażenia opinii. W komentarzu albo na Facebooku:

Stephen King – Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika

Stephen King – Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika

Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika Stephena Kinga traktuje o nawracających bólach uszu, kolejnych odmowach wydawców czasopism literackich, pierdzącej niani, staczaniu się przez chlanie i ćpanie oraz niezrównoważonym fanie batoników Mars. To niezwykła książka nie tylko dlatego, że dzięki niej można poznać bliżej życiorys jednego z najbardziej poczytnych na świecie powieściopisarzy. Jej wyjątkowość polega na tym, że można się z niej naprawdę dużo nauczyć, zarówno, jeśli chodzi o pisanie, jak i o samo życie. 
 
https://instagram.com/n_eifile/

 

Kinga chyba nikomu przedstawiać nie trzeba, choć sama poznaję go bliżej od niedawna. Pamiętam, że będąc w szkole podstawowej, koleżanka ze szkolnej ławki wykradła siostrze z domowej biblioteczki Lśnienie, specjalnie po to, by mi pożyczyć. (Koleżanka ta raczej nie była fanką czytania, więc jestem ciekawa, jak w ogóle do takiej sytuacji doszło – niestety, mam słabą pamięć; być może chciała się odwdzięczyć za przepisane z moich zeszytów zadania). Mogłam być wówczas najwyżej w trzeciej klasie. Kiedy po całym dniu zajęć lekcyjnych oraz artystycznych wreszcie znalazłam się w łóżku, otworzyłam lekturę i zamknęłam ją po kilkunastu minutach, trzęsąc się jak galareta. Podejrzewałam u siebie opętanie.

Książka miała w sobie tajemniczą, magnetyzującą moc. Nie mogłam jej odłożyć. Za wszelką cenę chciałam się dowiedzieć, co będzie dalej, choć z każdą następną stroną napięcie wzrastało i bałam się coraz bardziej, mimo że rodzina głównych bohaterów dopiero przyjechała do hotelu, w którym miała rozegrać się właściwa akcja powieści. Czułam, że zaraz stanie się coś bardzo złego i nie mam pojęcia, jak do tego doszło, lecz ostatecznie udało mi się wyrwać z tej połowicznej hipnozy i skończyć z lekturą. Przez kolejne trzy, może cztery noce zasypiałam przy włączonej lampce. Koleżance oddałam książkę, mówiąc, że nie przeczytałam, bo za bardzo się bałam. Ona skwitowała to tylko wzruszeniem ramionami, a ja przez długie lata bałam się sięgnąć po cokolwiek napisanego przez Stephena Kinga.
Moja awersja do pisarza wzmogła się z czasem. Pewnego razu mój ojciec oglądał późnym wieczorem Zieloną milę. To była już końcówka filmu. Bardzo smutna, niesprawiedliwa i budząca we mnie złość. Kiedy okazało się, że obraz został nakręcony na motywach powieści Stephena Kinga, pomyślałam, iż ten człowiek musi być kompletnym zwyrodnialcem. Jak można tak krzywdzić własnych bohaterów?! (George R. R. Martin nie był mi wówczas znany).
W liceum poznałam jednak Jagodę. To bardzo dużo zmieniło w moim życiu. Również, jeśli chodziło o literaturę. Dałam się jej nakłonić do lektury Blaze’a, napisanego przez Kinga pod pseudonimem Richard Bachman. Spotkałam się z kolejną wielką niesprawiedliwością wyrządzoną głównej postaci, ale przynajmniej przeczytałam książkę do końca i uświadomiłam sobie, że Stephen King faktycznie może być przerażający dla dziewięciolatki. Osiemnastolatkę może zaś zirytować i poruszyć. Później wiele słyszałam z ust Jagody o twórczości prozaika. Niektóre jego historie zdawały się być naprawdę ciekawe, lecz nie potrafiłam się zapalić do ich przeczytania. Trzeba było kolejnego punktu zwrotnego w moim życiu. Podczas jednej z naszych pieszych wędrówek od jednej biblioteki do drugiej, Bambol nakazał mi wypożyczenie oraz przeczytanie Wielkiego marszu. Przeczytałam bardzo szybko i uznałam za bardzo wartościowy utwór. Jednocześnie zaczęłam chłonąć serial Pod kopułą na motywach powieści pod tym samym tytułem. Każdy odcinek był naprawdę ekscytujący. Później łyknęłam Uciekiniera, bardzo chcę przeczytać Carrie, a na półce czeka już Przebudzenie, które otrzymałam od kochanej Jagódki na ostatnie urodziny. Jeżeli moglibyście mi coś polecić, jeśli chodzi o Kinga, to proszę, napiszcie mi w komentarzu, co powinnam przeczytać, jednak zaznaczcie od razu, jak wiele niesprawiedliwości czai się w powieści, dobrze? Wciąż nie mogę się przyzwyczaić do krzywdy głównych bohaterów, z którymi tak łatwo się zżywam…
W przypadku książki Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika urzekł mnie już sam tytuł. Pisarz-rzemieślnik. To określenie pasuje też do mojego idola, Johna Irvinga. I chyba do mnie. Tak przynajmniej myślałam przed lekturą wskazówek Stephena Kinga. Prawdę mówiąc, to nie tylko wskazówki.
Pierwsza część książki to wspomnienia pisarza z dzieciństwa oraz młodości, kiedy był chorowitym dzieckiem i bystrym chłopakiem. King wskazuje tutaj na pozornie nieistotne wydarzenia z własnego życia, które przyczyniły się do tego, że został pisarzem. We wspaniały sposób przedstawia, jak inspiracja przychodzi do twórcy: pod pozorem zwykłych, banalnych sytuacji, przez niektórych mogących być postrzegane jako nijakie. Opowiada również o swojej rodzinie oraz ciężkiej pracy. Musiał przez długi czas harować jak wół w pralni, by zarobić na studia. Zbudziło to we mnie ogromny podziw i zapałałam do pisarza naprawdę ciepłymi uczuciami. Chyba nawet całkiem udało mi się go polubić, bo narrację w Jak pisać. Pamiętniku rzemieślnika cechuje sympatyczny humor oraz precyzyjność. King mówi jasno i krótko, co zrobić, by dobrze pisać. 
Do gustu bardzo przypadły mi opowieści o młodzieńczej determinacji, by opowiadania zwykłego chłopaka mogły ukazać się w co większych literackich czasopismach. Listy z odmowami od redakcji King wieszał na haku w swoim pokoju, a każdą wskazówkę stamtąd otrzymaną przyjmował z wielką satysfakcją. Po kilkunastu miesiącach nieprzerwanej pracy nad swoją prozą oraz korespondowaniem z czasopismami, udało mu się opublikować pierwsze opowiadanie. A później następne i jeszcze kolejne… Bardzo dużo w Kingu Martina Edena.
Nie zgadzam się ze wszystkimi zaleceniami Jak pisać. Mimo tego uważam, że każde z nich jest wartościowe i wynika tylko z różnic w podejściu do pisania. Uświadomiłam sobie, że tak naprawdę wcale nie jestem pisarzem-rzemieślnikiem, bo za mało czasu spędziłam przy pracy nad Piromanami. Zdałam się na ideę bitników. Uznałam, że dzieło jest skończone, kiedy postawiłam kropkę przy ostatnim zdaniu, a do redakcji przystąpiłam dopiero, kiedy okazało się, że powieść zostanie wydana i wypadałoby już niedługo oddać ją do druku. Akurat to traktuję jako błąd. Już nigdy więcej. A dlaczego? To wyjaśni Wam Stpehen King, gdy przeczytacie tę konkretną jego książkę. Poza tym nie chcę chyba tylko bawić i skłaniać czytelnika do refleksji. Chcę go też zachwycić. To pewnie mi jeszcze nie wychodzi, ale co dalej i czy w ogóle coś, czas pokaże…
Wracając do meritum: pisarz omawia zagadnienia teoretyczne. Radzi, jak stworzyć choćby dobry opis, ale na tym jego wskazówki się nie kończą. Pokazuje dobre i złe przykłady, mając odwagę często samemu przyznać się do błędu. Mówi, że ta jego książka była dobra, a ta już niekoniecznie mu się tak bardzo podoba. Przedstawia fantastyczne pomysły na to, jak zainteresować czytelnika. Jest naprawdę bardzo dobrym nauczycielem. Prawie na każdej stronie podkreśliłam jakieś ważne i wspaniale sformułowane zdanie. Poniżej przedstawiam Wam garstkę.
[…] mieliśmy szansę zmienić świat, a wybraliśmy telezakupy […].
Gdy buduje się schody do nieba, nie wypada stać na ziemi z młotkiem w ręku.
Nałogowiec za wszelką cenę próbuje uzasadnić swoje prawo do picia bądź zażywania narkotyków. Hemingway i Fitzgerald nie pili dlatego, że byli utalentowani, wyobcowani czy moralnie słabi. Pili, bo to właśnie robią alkoholicy. Możliwe, że twórcy są bardziej podatni na wpadnięcie w nałóg, ale co z tego? Kiedy rzygamy do rynsztoka, wszyscy wyglądamy tak samo.
http://www.tgdaily.com
Najbardziej spodobał mi się portret Stephena Kinga, który wyziera spośród wierszy Pamiętnika rzemieślnika. To człowiek mądry nie tylko w teorii, ale przede wszystkim doświadczony. Jest inteligentny, ale wie, że piękno jest prostolinijne. Najbardziej w świecie ceni szczęście swojej rodziny, a pisze z jedynego słusznego powodu. Ponieważ to kocha.
Dlatego książce przyznaję
8,5/10
i polecam ją najserdeczniej fanom Stephena Kinga (choć ci pewnie ją już dawno przeczytali), jak i pasjonatom pisania. To naprawdę wartościowa rzecz, która przyniesie Wam ogromną pomoc.