10 najważniejszych momentów 2017. Zerwanie

10 najważniejszych momentów 2017. Zerwanie

Pamiętacie, jak pisałam niedawno o uwierających, niewypowiedzianych słowach? Otóż nigdy nie powiedziałam bardzo bliskiej mi osobie, jak bardzo mnie tłamsi. Nie do końca też zdawałam sobie z tego sprawę. Dopiero kiedy przejrzałam zapiski z kilku minionych miesięcy, zrozumiałam, że muszę odejść w trybie natychmiastowym.

Potem wiele razy próbowałam. Mówić, ale nie byłam wysłuchana. Sprawy tej osoby zawsze były ważniejsze, chyba, że próbowała wyciągnąć ode mnie informacje na temat mojego życia, by potem wykorzystać je przeciwko mnie. Zamiast mówić, może byś poszła poćwiczyć, stwierdzała: jesteś gruba. Zamiast cieszyć się z kiełkującej relacji z moim obecnym chłopakiem, klepała mnie po ramieniu i mówiła: i tak ci z nim nie wyjdzie. Lista takich zachowań jest bardzo długa, a im bliżej końca, tym bardziej niepokoi. Zdecydowanie nie jestem gotowa na podzielenie się nią z Wami.

Nie oglądałam się za siebie. Wiele razy chciałam już podjąć tę decyzję. Ta osoba mi to ułatwiła. Spakowałam manatki (w czym bardzo pomogła mi Sikora, a mój chłopak dźwigał, jestem Wam, jak zawsze, ogromnie wdzięczna za pomoc) i odeszłam w siną dal. Bardzo trudno mi o tym pisać, ale nie czułabym się fair, gdybym przemilczała to bardzo ważne w moim życiu wydarzenie. To nie byłoby sprawiedliwe ani wobec tej osoby, która naprawdę wiele dla mnie znaczyła, ani wobec Was.

Są wśród nas różni ludzie. Jedni w życiu otrzymali dużo miłości i potrafią ją przekazywać dalej. Inni otrzymali tej miłości za mało i dlatego, by żyć, potrzebują jej od innych ludzi jak powietrza. Ale zamiast ją dawać, potrafią tylko i wyłącznie zabierać. Czy o tym wiedzą? Czy czerpią z tego satysfakcję?

Chciałabym Was ostrzec. Świat nie jest czarno-biały, tylko kolorowy, ale to nie znaczy, że ta czerń i biel nie istnieje. Czasem trudno ją rozpoznać. Ale jeśli w Waszym życiu są osoby, przy których nieustannie czujecie się zmęczeni, które zabierają Wasz czas, a może i Wasze rzeczy, bardzo intensywnie reagują, gdy widujecie się z innymi ludźmi i nie wyrażają się dobrze na ich temat, a sami nie mają poza Wami przyjaciół, to znaczy, że coś jest bardzo nie tak.

Nasza pamięć bywa zawodna. Dlatego po raz kolejny zachęcam Was do prowadzenia blogów czy dzienników. Jeśli coś Was niepokoi, piszcie o tym. Jeśli ktoś Was stresuje, notujcie to. A potem powracajcie do zapisanych kartek. Zobaczycie, co naprawdę się działo. Wszystko ułoży się w przejrzysty wzór.

Jesteśmy wolnymi ludźmi. Jeśli coś nas za bardzo obciąża, nie ma złego nic w obcięciu balastu. Nie czyni nas to gorszymi. Chęć zbawiania wszystkich wokół czasami jest niestety tylko ułudą.

Jak pisze Joanna Bator w swojej najnowszej książce, Purezento, przedstawiając filozofię japońskiej sztuki kintsugi, są naczynia, które można naprawić, ale są też skorupy, nad którymi się niepotrzebnie męczymy. I największą sztuką jest sztuka wyboru. Podjęcie decyzji, w jakie czynności bądź relacje warto się zaangażować, a w jakie nie.

W końcu nie liczy się ilość, a jakość.

The Square (reż. Ruben Östlund) — To nie jest śmieszny film

The Square (reż. Ruben Östlund) — To nie jest śmieszny film

Czarna komedia to jeden z uwielbianych przeze mnie gatunków, zarówno w literaturze, jak i filmie. Ponad cztery lata temu zainteresowało mnie też kino skandynawskie, o czym wspominałam na blogu m. in. przy okazji recenzji Pewnego dżentelmena. Pomyślałam zatem, że The Square w reżyserii Rubena Östlunda będzie idealnym dla mnie filmem. Mądrym, ponurym z jednej strony, a z drugiej przezabawnym. Zwiastun jednak nie oddaje klimatu utworu. The Square bardzo mnie zaskoczył. Nie był śmieszny ani nawet zabawny. Był przerażający.

Christian (w tej roli Claes Bang) jest dyrektorem muzeum sztuki współczesnej. Jeździ Teslą, ma modne okulary, dwie córki z małżeństwa zakończonego rozwodem i kręgosłup moralny w ostatnim stadium erozji. Wydaje mi się, że gdyby postawić przed nim dwa przyciski, z czego na jednym napisane byłoby dobro, a na drugim zło, dostałby wylewu z niemocy podejmowania decyzji. To postać, która osiągnęła w życiu całkiem sporo, choć zupełnie nie wiadomo, dlaczego tak się stało. W dodatku Christian przypominał mi Radzimira Dębskiego i czekałam tylko, aż wyjmie zza pazuchy batutę.

Poznajemy go podczas rozmowy z, wydawać by się mogło, nieprzygotowaną do wywiadu dziennikarką o imieniu Anne (bardzo zdolna Elisabeth Moss). Kobieta jednak bardzo szybko zagania dyrektora w kozi róg. Nie tylko obowiązki służbowe przerastają Christiana. W drodze do pracy zostaje okradziony, zaś jego stosunki z ludźmi wokół są, delikatnie mówiąc, paralityczne.

Głównym wątek stanowi poszukiwanie przez Christiana złodzieja i nakłonienie go do oddania telefonu oraz przygotowania do nowej wystawy, której centralnym punktem ma być tytułowy square; kwadrat, w którego obrębie ma panować bezwzględny szacunek i dobro. Po drodze ku finałowi filmu możemy obserwować nieporadność Christiana, która bardziej irytuje i żenuje niż śmieszy. Reszta przeraża.

The Square uwypukla w zatrważający sposób fakt, iż wartości, jakimi kierowali się w życiu nasi dziadkowie, są obecnie sprowadzane do rangi performance’ów, eksponatów muzealnych czy sloganów reklamowych, za którymi stoi tylko pustka lub może odległe, ledwo słyszalne echo historii. Na relacje międzyludzkie, a zwłaszcza damsko-męskie, znów spada ciężka kotara wzajemnego niezrozumienia.

Scena łóżkowa w The Square należała do jednych z najbardziej tragicznych obrazów, jakie w życiu widziałam. Nie wiem, czy nie była przypadkiem nawet gorsza od mojego pierwszego razu. W zasadzie mogła śmieszyć, ale zaraz sobie pomyślałam, że to nie jest tylko i wyłącznie wizja reżysera, oparta na skrypcie. Takie przedstawienie intymności (czy też jej braku) nie wzięło się znikąd. Co, jeśli ludzie naprawdę się tak zachowują?

Później było już tylko gorzej, bo o ile nikomu pod kołdrę nie zaglądałam, o tyle wiem, jak działa psychologia tłumu oraz prawo silniejszego Trazymacha. A zatem to, co wydarzyło się w scenie z człowiekiem-gorylem (Terry Notary powinien dostać Oscara za odegranie tej roli; z ekranu popłynęło tyle emocji, że aż drżałam w fotelu!), jest nie tylko prawdopodobne, ale tak naprawdę… dzieje się cały czas. Tylko że większość z nas nie chce tego widzieć.

Wydarzenia toczyły się dosyć wolno. Nie przeszkadzało mi to, bo takie stonowane tempo akcji i stopniowo zagęszczająca się atmosfera stanowiły spójną całość, uwypuklając pustkę życia głównego bohatera. Z drugiej strony trochę szkoda, że oddechy od kolejnych ważnych dla fabuły scen, nie zostały wypełnione ładniejszymi ujęciami. Zapamiętałam tylko kadr z jednej z muzealnych sal, gdzie mieściła się ekspozycja kamiennych hałdek. Ale też nie zachwycił. Może dlatego, że sztuka w porównaniu z prawdziwymi uczuciami i wartościami zwyczajnie przegrywa, a zatem takie właśnie było zamierzenie reżysera? Był on również bardzo ascetyczny w doborze muzyki. Soundtrack jest dla mnie jednym z ważniejszych elementów. Tutaj niestety muzyka tak stopiła się z tłem, jakby prawie w ogóle jej nie było.

Choć zatem zachowanie bohaterów wydaje się być przerysowane, to życiowe doświadczenie pokazuje mi niestety, iż wcale tak nie jest. Pokuszę się więc na podsumowanie, że The Square nie jest wcale czarną komedią, tylko dramatem obyczajowym. Niepokojącym i dobrym obrazem bezpardonowo podsumowującym pustotę człowieczeństwa oraz ukazującym kontrast między pierwotnością a przeintelektualizowaniem.

7/10

Polecam The Square każdemu, kto chce rozruszać mózgownicę. Idźcie do kina, koniecznie, bo będziecie żałować!

 

Raphaëlle Giordano – Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno

Raphaëlle Giordano – Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno

Brzydzę się swoim ciałem, nie mam czasu na wizytę u lekarza, moje mieszkanie tonie w brudzie, a dziecko doprowadza mnie do szału… Przeżywacie podobne rozterki? Jeżeli jesteście do tego miłośnikami prostej, niemęczącej i jednocześnie pożytecznej lektury, sięgnijcie po francuski bestseller autorstwa Raphaëlle Giordano pod wyjątkowo długim tytułem Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno.

Choć Camille, główna bohaterka tego zbeletryzowanego poradnika, ma dobrze płatną pracę, pięknego syna oraz ułożonego męża, nie jest zadowolona ze swojego życia. Za radą matki, zamiast rozwinąć talent plastyczny, postanowiła ukończyć studia handlowe. W firmie musi znosić złośliwe docinki kolegów z zespołu a w domu wykonywać pięć rzeczy naraz, by zadowolić swoich mężczyzn. Przed czterdziestką zaczyna do niej dochodzić, że wszystko wokół stało się miałkie, pozbawione kolorów, nie przynoszące satysfakcji… Nie tak miało wyglądać życie Camille.

Pewnego razu kobiecie psuje się auto i w ten sposób, dziwnym trafem, poznaje Claude’a, rutynologa. Lekarz zajmuje się przypadkami osób, które straciły energię do walki z codziennością i pogrążają się w stanie, który może prowadzić do depresji. Claude potrafi nawet z najcięższych przypadków wydobyć iskrę życia i przekształcić ją w intensywny płomień. Jak potoczą się od tej pory losy Camille? Co przyjdzie jej zmienić w nudnym życiu i czy uda jej się być szczęśliwą?

Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno czyta się z porażającą szybkością, o ile jednocześnie nie robi się notatek, a warto o to zadbać, by na przykładzie Camille rozprawić się z własnymi problemami. Rady Claude’a są wartościowe i wydaje mi się, że faktycznie mogą pomóc osobom znużonym przez otaczającą rzeczywistość. Poleciłabym tę książkę osobom, które do tej pory nie odwiedzały psychoterapeuty i wzbraniają się przed tym, a zwłaszcza kobietom, które próbują ogarnąć różne sfery swojego życia w zadowalającym stopniu. To solidna dawka prostych porad, dzięki którym życie może wydawać się nie tylko znośniejsze, ale i zdecydowanie mniej bolesne, ciekawsze, wartościowsze.

Jeśli jednak wiesz, czym jest metoda SMART, jak działa trójkąt dramatyczny Karpmana czy masz poważne trudności z prawidłowym codziennym funkcjonowaniem – poszukaj innej lektury. Bardziej zaawansowanej. Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno określiłabym mianem poradnika dla bardzo początkujących w dziedzinie samorozwoju. Ale jeśli jesteś nowicjuszką, książka powinna być dla Ciebie bardzo pomocna.