Kieruje mną siła Kosmosu!

Kieruje mną siła Kosmosu!

Albo znajdziesz sposób obejścia przeszkody, albo musisz ją zlikwidować. One nie znikają, co chwilę pojawia się jakaś nowa. Jeśli nie będziesz pracować systematycznie, to spadną na Ciebie z impetem. Tak jak na mnie, kilka lat temu. Pogruchotały mi kości i sprawiły, że nie mogłam się podnieść przez kilka miesięcy. Od tego czasu jestem przeciwniczką uciekania i staram się od razu załatwiać bieżące sprawy. Bo nikt za mnie nie ogarnie mojego życia. Aż tu kurde, nagle…

Samo się robi dobrze.

Podejrzane, prawda?

Nie że nie mam żadnych kłopotów. Czasem mnie mama zdenerwuje, zdrowie nie dopisze, brudne naczynia będą się wysypywać ze zlewozmywaka, Play wystawi nagle wyższą fakturę, bo nie zrezygnowałam w odpowiednim momencie z Showmaxa… Taka codzienność. Lekki dyskomfort, nawet nie ma co roztrząsać, bo dzieje się o wiele więcej dobrych rzeczy.

W maju całkiem sporo.

Spędziłam miły weekend w towarzystwie twórczych osób podczas warsztatów z Maszyną do pisania. Pogadałam sobie całkiem solidnie z Przemkiem Semczukiem, u którego byłam w grupie, i z Sylwią Chutnik (chwilę o boksie). Poznałam ludzi, których historie życiowe są tak fascynujące jak ich teksty. Utwierdziłam się w przekonaniu, że zajebiście piszę, ale że i tak muszę się nieustannie uczyć.

Zawsze jest jakaś wiedza czy umiejętność do zdobycia.

Jadłam u Weroniki w nowym mieszkaniu lody i zupę z termomiksu, pojeździłam trochę z Jagodą na rowerze, nie za dużo, bo kondycja znowu spadła, Sikora zaś wyczarowała mi fenomenalną fryzurę.

Zrobiłam sama, własnymi rękoma i słowami, pieniądze, pomagając młodym pisarzom z ich tekstami. Założyłam firmę. Tak. Fabrykadygresji.pl jest teraz nie tylko blogiem, ale i agencją marketingową dla autorów (zapraszam do usług, jeszcze nie wszystko działa, ale stopniowo się z tym uporam). Zaczęłam ogarniać fenomenalny zespół. Fajferek będzie robić www, Rebelski sesje zdjęciowe, Adamus filmy promocyjne książek i autorów, Dolata jak zawsze graficzne majstersztyki… To nie koniec, a już taki sztos! Ach! Dostałam też piękny prezent od Andrzeja, mojego autora jeszcze z poprzedniej pracy i mnóstwo przepięknych słów od nowych twórców, z którymi działam.

Oczywiście nawinie się jakaś osoba, która chce mi zrobić pod górkę, ale chyba nie wie, że ja góry po prostu kocham! I tak, ustaliliśmy już termin lipcowego wypadu, przedtem będą Mazury, a w czerwcu jeszcze Wrocław (Pierwsze Targi Książki Niezależnej! zainteresowani, piszcie po info na fabrykadygresji@gmail.com!) i Lublin, i jejku, jak ja się nie mogę tych wojaży doczekać!

Większość rzeczy sama układa się chyba całkiem nieźle. Albo… po prostu mi się tak wydaje, co jest bardziej prawdopodobne. Ostatnimi czasy wyrobiłam sobie po prostu chyba taki stan umysłu. Kosmos po prostu, bo czasem ludziom wokół, tym wbitym twardo w glebę, trudno zrozumieć, że ja mogę być po prostu szczęśliwa. I że nie jest mi przykro, kiedy odmawiam. Mówię nie, bo nie i tyle. I że nie martwię się ani ich zdaniem, ani kasą. Bo jak jest, to fajnie, a jak jej nie ma, to trzeba zorganizować, no i tyle. Wspaniałe jest to podejście, którego się nauczyłam od jednej z najważniejszych osób w moim życiu. Jestem za to ogromnie wdzięczna.

Miłość. Przyjaźń. Spokój. Natura. Kosmos!

Nawet sobie zainstalowałam aplikację Prana Breath. Wykonuję ćwiczenia oddechowe, będące wstępem do medytacji. I z pełną piersią świeżego powietrza jest mi naprawdę o wiele lżej. Mniej stresu w każdym razie. Chociaż to pewnie zasługa odejścia z etatu.

I niczym Alexis z Wymazanego, na wszystko odpowiadam: nie ma problemu! Oto chyba recepta na sukces.

Wszystkiego dobrego na czerwiec, kochani!

I dzięki, że jesteście!

Buziaki!

Wasza

Fabryka życia #13 – Tragedia, horror, porażka, czyli… Jesień w odległej galaktyce!

Fabryka życia #13 – Tragedia, horror, porażka, czyli… Jesień w odległej galaktyce!

Zacznę cytatem z Gwiezdnych Wojen, kiedy na koniec Zemsty Sithów Obi-Wan krzyczy do Anakina: You were the chosen one…! I może to banalne, ale każdy powinien być wybrańcem w swoim życiu. Bohaterem swojej historii. Dobrym bohaterem. Tymczasem, nie ma co się oszukiwać, Ciemność jest szczodra, jest cierpliwa i zawsze zwycięża…, a ponieważ Najjaśniejsze światło rzuca najmroczniejszy cień**, czasami wychodzą z nas potwory. Zmieniamy się w Dartha Vadera, ewentualnie w Hulka, jeśli ktoś woli Avengersów, i niszczymy wszystko dookoła.

A potem jest nam łyso, bo okazuje się, że mamy co najmniej piątkę ludzi, którzy oczekują przeprosin, a my nawet nie wiemy, dlaczego postąpiliśmy jak ostatnie chamidła. Zatem, co robić?

Ostatni tydzień był dla mnie po prostu podły. Skończył się najlepszy odcinek Gry o tron. Na następny sezon trzeba czekać ze dwa lata. Kto wie, ilu z nas w ogóle dożyje?

W pracy kadrowe dramaty, nerwówka, że hej. Nawet, jeśli ja się ze wszystkim wyrabiam, to kiedy inni niekoniecznie, ja za to odpowiadam. Suprise, motherfucker! Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność, wujek Ben miał rację. Szkoda tylko, że w odróżnieniu od Petera Parkera, nie dysponuję wyrzutnią pajęczyny, która pozwoliłaby mi odsapnąć na szczycie budynku uniwerku ekonomicznego… Na pewno mają stamtąd spoko widok…

Ale kiedy zrozumiałam, że coś jest nie tak, bo wszystko, dosłownie wszystko mnie wkurwia, zaczęłam zastanawiać się, dlaczego. I przypomniałam sobie o pewnej czynności, którą ostatnio zaniedbałam.

O oddychaniu.

I kiedy tak sobie przed zaśnięciem powolutku oddychałam, będąc świadomą każdego wdechu i wydechu, przyszło mi do głowy, że ja wcale nie jestem wkurwiona. Tylko że jest mi bardzo, bardzo smutno.

Nie trzeba byś specjalistą, żeby dojść do tego, że większość wiecznie wkurwionych ludzi jest po prostu smutnych, bo ma jakiś problem. I albo nie potrafi go pokonać, albo nawet nie zdaje sobie sprawy z jego istnienia.

Ostatecznie namierzyłam mój problem i zaczęłam go zwalczać, ale apeluję z tego miejsca, żebyście się nie wkurwiali, kiedy napada na was bez powodu wkurwiony człowiek. Współczujcie mu raczej, bo jest z nim coś nie tak.

Niepokoi mnie także nadchodząca jesień. Bo wiecie, the winter is coming. To, że lato tego roku było do dupy, to sobie zapamiętam na długo i żywić będę do Wszechświata tyleż intensywne, co i bezsensowne pretensje… Tylko że noc zaraz wyprze dzień. Ulice zaleje plucha i brud. I będzie zimno w pizdu. I będzie po prostu ciężko trzymać się raźnie, z głową podniesioną do góry, próbując zachować pozory, że wie się, dokąd zmierza…

Oddychajmy.

Strasznie głupie mi się to wydawało, kiedy czytałam jakieś tam poradniki antystresowe i tam była porada: oddychaj głęboko i spokojnie. I co, to rozwiąże mój problem? Powietrze w moich płucach wyeliminuje rzucającego się autora, ból głowy czy tęsknotę za lepszym życiem? Oczywiście, że nie.

Ale kiedy oddycham, zaczynam myśleć szybciej i jaśniej. Nie jestem rozpraszana przez inne bodźce. Mój mózg, otrzymujący więcej powietrza, sam podsuwa rozwiązanie problemu. Mówi: Emilka, zrób tak i tak, no i pozamiatasz. Objawienie. O czym zatem muszę pamiętać, gdy ktoś mnie wytrąci z równowagi? O tym, że nie ma co się nakręcać, wyrzygiwać żalów i obmawiać motywów z przyjaciółmi. Tylko wyjść na chwilę i poodychać. I Wam też to gorąco polecam.

A W PRZYSZŁYM ODCINKU FABRYKI ŻYCIA (następna niedziela) SKANDAL GONI SKANDAL:

Ile schudłam w ciągu trzech tygodni i dlaczego tak mało?!

Co robię, kiedy nie piszę bloga i czemu nie mogę pisać cały czas?!

I co mnie łączy ze znanym masonem, Krzysztofem Gonciarzem?!

To be continued…

Pozdrowionka,
Wasza

Emilia

__________________

* Zemsta Sithów, Matthew Woodring Stover.
** Ibidem.