Ile kosztuje wydanie książki?

Ile kosztuje wydanie książki?

Oto jedno z najczęściej zadawanych mi pytań. Kiedy rozsyłałam maszynopis Piromanów do wydawców, nie miałam pojęcia, że autor może płacić wydawnictwu za publikację swojej książki. Myślałam, że powinno być odwrotnie! Później wielokrotnie słyszałam to samo pytanie, kiedy pracowałam w wydawnictwie. Zadajecie mi je również często w mailach, więc już spieszę z dokładną odpowiedzią!

Przede wszystkim musicie wiedzieć, że tylko w określonych modelach wydawniczych autor musi finansować wydanie swojej książki. Chodzi tutaj o publikację w wydawnictwie usługowym albo self-publishing. Wydawnictwa tradycyjne inwestują w swoich autorów, lecz w przypadku debiutantów zdarza się to bardzo rzadko. Ponadto cena jest uzależniona od naprawdę różnych czynników, ale o tym za chwilkę.

Kto musi płacić za wydanie swojej książki?

Najczęściej autor, który debiutuje i nie udaje mu się nawiązać kontaktu z wydawcą tradycyjnym. Uważam, że wydanie książki w systemie self-publishingowym czy usługowo jest całkiem dobrym pomysłem na debiut literacki. Self-publisher zgarnia cały utarg z każdego sprzedanego przez siebie egzemplarza książki i taka inwestycja może mu się bardzo szybko zwrócić. Dodatkowo zdobywa cenne doświadczenie i rozeznanie w rynku wydawniczym. Wydawnictwa usługowe są raczej dla osób majętniejszych, które nie mają czasu lub ochoty koordynować procesu wydania książki. Tu należy pamiętać, że wydawnictwa usługowe narzucają spore marże na czynności wydawnicze. Nie mają też pewnej dystrybucji hurtowej, więc nie wiadomo, czy wydana książka faktycznie znajdzie się w księgarni. Więcej o rozmaitych niebezpieczeństwach oraz podstawach wydawania książki we wpisie Napisałam książkę i co dalej?

Można też na wydanie książki znaleźć dofinansowanie albo sponsora, więc to nie muszą być konkretnie Wasze pieniądze. Pamiętajcie, że istnieją różne organizacje i instytucje, z których można pozyskać fundusze. Crowdfunding to również dobre, choć niezwykle pracochłonne rozwiązanie.

Co składa się na cenę wydania książki?

Proces wydawniczy składa się z dwóch głównych elementów.

Pierwszym jest przygotowanie książki do druku. To redakcja, projektowanie okładki i layoutu publikacji, łamanie i szereg korekt. Im więcej jest tekstu (liczonego w arkuszach wydawniczych – 1 arkusz do 40 tys. znaków ze spacjami), tym dłuższe i droższe prace. Patrząc z ekonomicznego punktu widzenia wydawcy, nie opłaca się wydawać grubych książek.

Drugi etap to druk. Im więcej egzemplarzy drukujesz, tym niższa cena jednostkowa. Z reguły druk na maszynach offsetowych (powyżej 1000 egzemplarzy) jest tańszy niż na maszynach cyfrowych, ale o tym więcej w artykule pt. Jaki nakład ma mieć moja książka? Ile drukować egzemplarzy?

Największe koszty generuje marketing książki, ale bez niego nie ma szans na sprzedanie choćby egzemplarza. Dlatego pamiętaj: jeśli wydawca gwarantuje Ci dystrybucję, to koniecznie zapytaj go, czy to samo tyczy się promocji. Bo co z tego, że książka będzie dostępna w księgarni, skoro nikt o tym fakcie się nie dowie? Skąd będzie wiadomo, że można ją w ogóle kupić?

Od czego zależy koszt wydania książki?

1. Od jakości tekstu

Jeśli książka jest dopracowana, redaktor nie musi przekonstruowywać zdań i dopracowywać postaci, cena jest dużo niższa. Im mniej błędów w maszynopisie, również ortograficznych czy interpunkcyjnych, tym niższe są stawki za korektę. Więcej na ten temat tu: Wszystko o redakcji książki! Z kolei jeśli to tekst naukowy i jest upstrzony mnóstwem tabelek czy ilustracji, więcej będzie kosztować jego skład.

2. Od objętości tekstu

To proste: im więcej napisałeś, tym więcej trzeba zredagować, złamać i wydrukować.

3. Od nakładu i formy wydania

Czasami jest tak, że kiedy drukujesz mniej, wcale nie oszczędzasz. Poza tym cena druku książki zależy też od rodzaju oprawy (twarda/miękka/półtwarda), formatu (A4, A5, B5, itd.), uszlachetnień (skrzydełka, wstążeczka, folia UV, wytłoczki, itp.), użytych w druku kolorów.

4. Od formy marketingu

Można zrobić marketing po taniości. Jasne, że tak. Ale można też iść na całość. Tak naprawdę nie ma sufitu cenowego, jeśli chodzi o działania promocyjne. Przykładowo reklama w poczytnym czasopiśmie kulturalnym na 1/3 strony kosztuje od 6 do 10 tys. zł. Ale i za trzy tysiące złotych można przeprowadzić kampanię reklamową. Dlatego w celu jej opracowania polecam konsultację ze specjalistą. Jeśli potrzebujesz pomocy, zapraszam pod adres fabrykadygresji@gmail.com Jestem do Twojej dyspozycji.

NO TO ILE W KOŃCU KOSZTUJE WYDANIE KSIĄŻKI?!

Ogólnie i za tysiąc złotych dasz radę coś maleńkiego wyczarować, np. tomik poetycki w kilkudziesięciu egzemplarzach. Kiedy jednak zależy Ci na tym, by czytelnik sięgnął po Twoją książkę w księgarni, licz się z tym, że mniej niż 5 tys. zł nie wydasz.

Jeżeli chcesz poznać dokładną kwotę, ile powinieneś zapłacić za wydanie swojej książki, koniecznie zapisz się na mój newsletter. Otrzymasz kalkulator. Wystarczy, że uzupełnisz dwa pola! Wynik, który uzyskasz, pomoże Ci przy negocjacjach z wydawnictwem. Mówiąc w skrócie: będziesz wiedzieć, czy Cię kantują. 😉

Ile kosztuje wydanie książki? Ile można zarobić na książce?

Przygotowałam dla Ciebie specjalny kalkulator, który powie Ci, ile rzeczywiście powinieneś zapłacić za wydanie swojej książki. Kalkulator pozwoli Ci zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych!
Dodatkowo opracowałam harmonogram wydania książki, który pokaże Ci, jakie czynności trzeba wykonać i ile mogą one potrwać.
Dzięki dwóm historiom bohaterów, z case study Zbyszka i Emki, zobaczysz, na co warto uważać w trakcie współpracy z podwykonawcami i wydawnictwem.
Ponadto przygotowałam kalkulator zysków, dzięki któremu zobaczysz, ile zarobisz na sprzedaży książki współpracując z hurtownią, a ile sprzedając książkę samodzielnie!
Wszystko w prostej formule dzięki tabelkom Excela! Wystarczy, że podasz swój e-mail, a kalkulator i dodatki trafią na Twoją skrzynkę.
* pola wymagane
/ ( mm / dd )

Pamiętaj, że we wszelkich kwestiach związanych z wydawaniem książki możesz na mnie liczyć. Więcej o moim doświadczeniu zawodowym w zakładce O mnie. Tymczasem zapraszam Cię do polubienia mojej strony na Facebooku.

Czy wpis był przydatny? A może potrzebujesz więcej informacji z tego zakresu? Daj znać w komentarzu!

Tymczasem!

Twoja

Recenzja książki przed wydaniem? Od tego należy zacząć!

Jaki nakład ma mieć moja książka? Ile drukować egzemplarzy?

Czy można nauczyć się pisania i jak to zrobić?

Jaki nakład ma mieć moja książka? Ile drukować egzemplarzy?

Jaki nakład ma mieć moja książka? Ile drukować egzemplarzy?

Wiadmo: tyle, żeby się opłacało! A jak to sprawdzić? Pozwól, że w kilku akapitach opowiem Ci, od czego uwarunkowane są nakłady książek i jak postąpiłabym, gdybym była na Twoim miejscu. Dzięki temu unikniesz zastawienia domu paczkami  lub wynajmowania specjalnego magazynu!

A uwierz mi, że bywa to problem. Jeśli książka nie ma odpowiedniego marketingu, bardzo trudno ją sprzedać. Samo wysłanie jej do księgarń nie gwarantuje sukcesu.

Czy masz gwarancję, że Twoja książka znajdzie się w szerokiej dystrybucji?

Prawdopodobnie tak, o ile sam podpisywałeś umowę z hurtownią lub wydawnictwem. Z tym drugim może być niestety problem… W umowach z wydawcami działającymi usługowo pojawia się wiele zawiłości i kruczków prawnych. Spotkałam się wielokrotnie z tym, że wydawca gwarantuje dystrybucję, ale w istocie książka jest dostępna tylko w Internecie… Jeżeli wiesz na 100%, że dystrybucja zadziała oraz masz przygotowany szereg działań promocyjnych o masowej skali rażenia, to nawet, jeśli jesteś debiutantem, powinieneś wydrukować 3 000 egzemplarzy.

To liczba najbardziej preferowanych przez małych wydawców. Dzięki temu druk jednego egzemplarza będzie dużo tańszy, niż gdybyś drukował np. 100 lub 200 egzemplarzy partiami. To główna zaleta druku offsetowego, czyli wysoko nakładowego, który zaczyna się od 1000 egzemplarzy. Koszty takiego nakładu mogą zaczynać się już od 4 tys. zł, w zależności oczywiście od objętości książki oraz rodzaju oprawy.

Jesteś debiutantem i nie stać Cię na promocję?

Wydrukuj zatem pięćdziesiąt egzemplarzy! Koszt jednostkowy będzie wyższy, ale możesz zamknąć się w kilkuset złotych za taki mały nakładzik. Oczywiście żadna hurtownia nie będzie zainteresowana sprzedażą takiej niewielkiej liczby (zamówienia z hurtowni zaczynają się od kilkuset egzemplarzy). Ale sam możesz wystawić książkę w sprzedaży na Allegro oraz zorganizować spotkanie autorskie, na którym sprzedawać będziesz książkę za 50 zł! Dzięki temu zarobisz na dodruk, czyli kolejną pulę egzemplarzy Twojej książki!

Wydajesz książkę z wieloma ilustracjami, w kolorze?

Koniecznie wydrukuj ponad tysiąc egzemplarzy. Co prawda w dobie druku cyfrowego przy wydaniu kilkuset egzemplarzy, ceny mogą być podobne, jak w przypadku druku książki kolorowej na offsecie, ale jakość… Jakość wciąż jest nieporównywalna. Surowiec, którego używają drukarki cyfrowe, to toner. A drukarnie offsetowe używają prawdziwych farb. Zdjęcia wyjdą w większym nakładzie po prostu fenomenalnie! Chyba, że nie zależy Ci na jakości, a wolisz zaoszczędzić kilka groszy.

O czym należy pamiętać, wybierając konkretny wariant druku?

O tym, że gdzieś musisz trzymać egzemplarze swojej książki. Sprawdź, czy Twój wydawca zapewnia Ci magazyn lub sam go załatw. Ponadto wiedz, że zawsze możesz zrobić dodruk, o ile będzie zapotrzebowanie na Twój tytuł. Wydruk w drukarni cyfrowej trwa od 7 do 21 dni, a w offsetowej – około 20 dni, w zależności od kolejek.

Jeśli chcesz zobaczyć, ile dokładnie będzie kosztować druk Twojej książki oraz proces jej przygotowania do druku, zapisz się na newsletter i odbierz specjalny kalkulator!

Ile kosztuje wydanie książki? Ile można zarobić na książce?

Przygotowałam dla Ciebie specjalny kalkulator, który powie Ci, ile rzeczywiście powinieneś zapłacić za wydanie swojej książki. Kalkulator pozwoli Ci zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych!
Dodatkowo opracowałam harmonogram wydania książki, który pokaże Ci, jakie czynności trzeba wykonać i ile mogą one potrwać.
Dzięki dwóm historiom bohaterów, z case study Zbyszka i Emki, zobaczysz, na co warto uważać w trakcie współpracy z podwykonawcami i wydawnictwem.
Ponadto przygotowałam kalkulator zysków, dzięki któremu zobaczysz, ile zarobisz na sprzedaży książki współpracując z hurtownią, a ile sprzedając książkę samodzielnie!
Wszystko w prostej formule dzięki tabelkom Excela! Wystarczy, że podasz swój e-mail, a kalkulator i dodatki trafią na Twoją skrzynkę.
* pola wymagane
/ ( mm / dd )

Jeśli artykuł był dla Ciebie przydatny, zachęcam Cię, byś zaobserwował mnie na Facebooku. Możesz też sprawdzić posty poniżej! W przypadku pytań, śmiało pisz na fabrykadygresji@gmail.com

Polecam się!

Twoja

Recenzja książki przed wydaniem? Od tego należy zacząć!

Wszystko o redakcji książki!

Czy można nauczyć się pisania i jak to zrobić?

Napisałam książkę i co dalej?

Napisałam książkę i co dalej?

Splendor, hajs i kąpiele w szampanie? Jeśli tak myślisz, na pewno jesteś debi… debiutantką. Jeśli napisałaś książkę i chcesz się dowiedzieć, co dalej, ale nie chcesz tracić swoich pięknych optymistycznych wyobrażeń o byciu sławną pisarką, zdecydowanie odradzam Ci dalszą lekturę. Ale jeśli chcesz wiedzieć, jak nie wtopić swojej kasy albo nie zostać zniewoloną przez okowy wydawców, może jednak powinnaś czytać dalej.

Kiedy myślałam o wydaniu swojej pierwszej książki, myślałam, że wydawca odezwie się do mnie z zachwytem i wykreuje mnie na młodą pisarkę-buntowniczkę, przedtem inwestując w wydanie i promocję. Pierwsze wydawnictwo, które się do mnie odezwało, zaproponowało, bym pokryła koszty wydania… Oczywiście się na to nie zgodziłam, ale okazało się nagle, że nie ma tylko jednego sposobu na opublikowanie tekstu.

Trzy drogi wydania książki

Jako debiutant, możesz starać się o opublikowanie książki w wydawnictwie tradycyjnym, które zainwestuje w Ciebie pieniądze i wykreuje w większej lub mniejszej mierze Twoją literacką karierę. To chyba marzenie każdego debiutanta, ale udaje się to naprawdę nielicznym. Bo debiutantom brakuje cierpliwości, siły przebicia oraz znajomości w branży. Nie wiedzą, jak się zaprezentować, by wydawca w ogóle wziął ich tekst pod uwagę. Do kogo dotrzeć, by redaktor, który ma na swoim biurku oraz w skrzynce mailowej setki tekstów, poświęcił im chwilę swojego cennego czasu. Niewielkiemu pierwiastkowi autorów udaje się jednak zadebiutować właśnie w ten sposób, dzięki determinacji. Własnej albo agenta literackiego, z którym zaczęli współpracę. (Taki na ten przykład Remigiusz Mróz).

Plusy i minusy wydania książki w wydawnictwie tradycyjnym

Nie musisz wkładać grubych tysięcy złotych w wydanie swojej książki oraz jej promocję. Tym zajmuje się wydawca, jednak wówczas licz się z tym, że Twoje honorarium może oscylować wokół 1 zł z jednego sprzedanego egzemplarza książki. Pocieszające, iż wydawnictwo tradycyjne nie zainwestowałoby w Ciebie, gdyby nie nosiło się z zamiarem wydrukowania kilkutysięcznego pierwszego nakładu Twojej książki. Niestety, bywa tak, że na odpowiedź od wydawcy możesz czekać miesiącami lub latami, a bywa, że i tak nie dostaniesz odpowiedzi zwrotnej. Kiedy jednak znajdziesz się w gronie wybrańców, podstawioną przez wydawcę umowę koniecznie skonsultuj z zaufaną osobą (sugeruję prawnika). Nie daj się złapać w pułapkę o tym, że wydawnictwo ma pierwszeństwo wydania każdego kolejnego Twojego tekstu! Z jednej strony może to być wygodne, ale z drugiej uniemożliwia Ci spróbowanie sił w innym domu wydawniczym. Zastanów się też, czy nie przeszkadza Ci nadmierna ingerencja wydawnictwa w Twój tekst. Praca redaktorska w takich wydawnictwach potrafi być bardziej twórcza niż odtwórcza. Reasumując:

+ brak inwestycji własnej w wydanie,
+ beztroski proces wydawniczy,
+ dobra promocja książki,

– długi czas oczekiwania na odpowiedź wydawcy,
– brak wpływu na finalny wygląd Twojej książki (zarówno wewnątrz – tekst, jak i na zewnątrz – okładka),
– niebezpieczne kruczki prawne.

Plusy i minusy samodzielnego wydania książki (self-publishing)

Ostatnio w ręce wpadła mi karykatura książki, taka broszurka w zasadzie. Redakcja paskudna, zdjęcia okropne, sama z siebie nigdy bym tej książki nie tknęła… Dla mnie był to przykład idealnego wtopienia mnóstwa pieniędzy oraz zmarnowania czasu. Uważam, że jeśli chcesz stać się self-publisherem, powinieneś najpierw odpowiednio się wykształcić. Nie wystarczy, że sam zatrudnisz redaktora, korektora, łamacza, grafika i znajdziesz odpowiednią drukarnię. Sam musisz nauczyć się redakcji i korekty, by wiedzieć, że osoby, którym powierzasz te zadania, wywiązują się ze swoich obowiązków. Najlepiej zaopatrzyć się w lekturę Edycji tekstów Adama Wolańskiego i przez kilka miesięcy uważnie studiować zalecenia autora albo chodzić na zajęcia z filologii polskiej na specjalności wydawniczej. Grafik zaś, którego wybieramy, powinien umieć połączyć swoje artystyczne umiejętności ze sztuką użytkową i przygotować okładkę tak, by miała szanse na odniesienie komercyjnego sukcesu… O ile zależy nam w ogóle na sprzedaży, bo tym też musimy się zająć. Jeśli nie masz zbudowanej własnej dużej społeczności, po prostu leżysz i kwiczysz, bo wejście do dużej hurtowni z ogólnokrajowym zasięgiem praktycznie z ulicy, graniczy z cudem. Nie mówię, że cuda się nie zdarzają, ale bywa cholernie ciężko.

+ decydujesz o wszystkim, co dzieje się z Twoją książką, zarówno na etapie przed wydaniem, jak i po,
+ masz dokładnie takie zyski, jakie wypracujesz,
+ cenne życiowe doświadczenie w nowej dziedzinie,

– brak zaplecza magazynowego, hurtowego i administracyjnego,
– zamiast autora – stajesz się wydawcą, sprzedawcą i księgowym,
– w przypadku braku wiedzy oraz kilkutysięcznej społeczności – wtopa finansowa.

Plusy i minusy publikacji w wydawnictwie usługowym

Wydawnictwo usługowe, często nazywane wydawnictwem typu vanity (od próżności, bo podobno w takich firmach żeruje się na podbudowywaniu ego autorów, którzy chcą płacić, by tylko stać się autorami), łączy elementy wydawnictwa tradycyjnego i self-publishingu. Część osób nie traktuje takich wydawców poważnie. Nie dziwi mnie to, na palcach jednej ręki mogę wskazać wartościowe firmy wydawnicze, działające w ten sposób. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli zainwestujesz w wydanie swojej książki, zostanie ona wydana tak, jak chcesz, o ile się do tego przyłożysz i jasno wyłożysz swoje oczekiwania wydawcy. Do tego nie będziesz musiał magazynować swojego nakładu we własnym domu/garażu/piwnicy, ktoś z wydawnictwa rozliczy Twoje przychody ze sprzedaży w hurtowniach (uważaj, nie wszystkie wydawnictwa usługowe prowadzą dystrybucję w księgarniach stacjonarnych!), a jeśli masz fajną książkę, zależy Ci na byciu pisarzem i pragniesz działać, to pomogą Ci nawet w promocji (też nie wszystkie, ale są tacy). Ale nie oczekuj w tej ostatniej działce za dużo. Taki wydawca to wydawca, więc jest od wydawania. A promocją zajmują się agencje marketingowe albo agenci. To do nich powinieneś się zwrócić, jeśli już Cię stać.

+ masz ogromny wpływ na proces wydawniczy,
+ Twoje honorarium często wynosi nawet 75% ze sprzedaży jednego egzemplarza (nawet 15 zł!),
+ nie przejmujesz się dystrybucją, rozliczeniami i magazynowaniem,

– wybór wartościowej firmy wydawniczej jest trudny,
– nie każda firma zajmuje się promocją,
– musisz zapłacić za wydanie swojej książki.

Niebezpieczeństwo tkwi w szczegółach, o których nawet nie masz pojęcia

Moim zdaniem, jeśli jesteś niezadowolona ze sposobu, w jaki potraktowało Cię wydawnictwo, sama jesteś sobie winna. Bo nie wiedziałaś, na co zwrócić uwagę, niedoświadczona na polu bitwy, którym jest branża wydawniczo-księgarska. Zapamiętaj więc sobie jedno: nie działaj od początku do końca sama. Konsultuj się ze swoim partnerem życiowym, przyjaciółmi, prawnikiem, agentem literackim, koleżankami z branży… Jeśli jeszcze takich nie masz, tu je poznasz:

 

 

Wydanie książki to nie jest pstryknięcie palcami. Wydawało Ci się, że skoro napisałaś tekst, to najcięższa praca już została wykonana? Droga do wydania i współpraca z wydawcą jest jeszcze męcząca, ale promocja… Och! Jeżdżąc po spotkaniach autorskich, udzielając wywiadów i uczestnicząc w targach, nieraz zdarzy Ci się zatęsknić za siedzeniem przy biurku i tworzeniem kolejnych stron… Choć nie ukrywam, że dla mnie promocja jest tak samo wspaniała jak tworzenie literatury… No cóż. O tym może następnym razem.

Bardzo dziękuję autorce bloga Świadomość Życia za inspirację do napisania tej notki. A raczej za kopa w dupę, bo chciałam ten temat poruszyć już sto lat temu… Całą resztę moich wspaniałych Czytelników zapraszam do podzielenia się swoimi doświadczeniami. Możecie też zadawać pytania, w komentarzach albo pisząc na fabrykadygresji@gmail.com

Życzę Wam cierpliwości, energii i determinacji do spełniania własnych marzeń!

Wasza

Emilia

Ile kosztuje wydanie książki? Ile można zarobić na książce?

Przygotowałam dla Ciebie specjalny kalkulator, który powie Ci, ile rzeczywiście powinieneś zapłacić za wydanie swojej książki. Kalkulator pozwoli Ci zaoszczędzić nawet kilka tysięcy złotych!
Dodatkowo opracowałam harmonogram wydania książki, który pokaże Ci, jakie czynności trzeba wykonać i ile mogą one potrwać.
Dzięki dwóm historiom bohaterów, z case study Zbyszka i Emki, zobaczysz, na co warto uważać w trakcie współpracy z podwykonawcami i wydawnictwem.
Ponadto przygotowałam kalkulator zysków, dzięki któremu zobaczysz, ile zarobisz na sprzedaży książki współpracując z hurtownią, a ile sprzedając książkę samodzielnie!
Wszystko w prostej formule dzięki tabelkom Excela! Wystarczy, że podasz swój e-mail, a kalkulator i dodatki trafią na Twoją skrzynkę.
* pola wymagane
/ ( mm / dd )

Ile kosztuje wydanie książki?

Zgłaszanie książki do wydawnictwa – ROBISZ TO ŹLE

Jaki nakład ma mieć moja książka? Ile drukować egzemplarzy?

 

10 najważniejszych momentów 2017. Tort na trzecią rocznicę

10 najważniejszych momentów 2017. Tort na trzecią rocznicę

Mój dom rodzinny mieści się we wsi o pięknej, choć mało wytwornej nazwie: Paproć. I, jak może wiecie, noszę najpopularniejsze nazwisko w Polsce. Kiedy trzy lata temu byłam na bardzo dziwnej rozmowie kwalifikacyjnej w wydawnictwie z zieloną paprocią w logo, nie miałam pojęcia, że przez najbliższe lata, gdy będę odbierać biurowe telefony, ludzie będą pytać, czy Kazimierz Nowak, ten słynny podróżnik, był moim dziadkiem.

W ogóle rzeczy, które w trakcie tych trzech lat się nawyrabiały, nigdy by mi się nie przyśniły. Mam niezwykle bujną wyobraźnię, ale nie aż tak.

Czego przyszło mi się w trakcie tych trzech lat nauczyć?

Mnóstwa umiejętności. Kiedy zaczęłam je wymieniać w pierwszej wersji tego wpisu i doszłam do trzech stron, stwierdziłam, że nie będę Was tym zanudzać. Począwszy jednak od przygotowania kotletów sojowych z sosem, uwierzenie w potęgę układu energetycznego, skład książki i przygotowanie okładki (miałam na studiach, ale przez dwa i pół roku w wydawnictwie zajmowałam się innymi czynnościami) po pokorę, szlachetność, determinację i to, że żeby się odnaleźć, trzeba się czasem zgubić – moje życie zyskało mnóstwo kolorytu. Wysłuchałam tysięcy romaitych historii o Polakach w świecie, które niejednokrotnie brzmiały jak przedziwne baśnie. Spędziłam czas w wybornym towarzystwie ludzi nacechowanych wspaniałą aurą. Ludzi, których dopiero poznawałam, ale czułam się przy nich jak w domu.

Praca w wydawnictwie bywa ciężka. Kiedyś postaram się ją bardziej przybliżyć, bo pytaliście już o to niejednokrotnie. Szczerze? Nie dziwię się. Mam bardzo ciekawe zajęcie, które niezwykle mnie rozwija. Ale bywa ciężkie. Dosłownie, na przykład kiedy przyjeżdża paleta z tysiącem książek formatu B5 w twardej oprawie. Oraz w przenośni, choćby wtedy, kiedy trzeba ostudzić zapał chcącego zadebiutować autora (o czym pisałam choćby tu).

Niejednokrotnie praca mnie przerastała. Z łatwością za dużo biorę sobie na głowę i wbrew temu, co uważa mój szef, mam kłopoty z delegowaniem zadań lub weryfikacją ich wykonania. Wiele razy praca mnie nużyła (na przykład wprowadzanie poprawek do składu w piątek o 22.00, piekło!) albo irytowała (gdy okazywało się, że miałam coś zrobić, ale ktoś zapomniał mi tego werbalnie przekazać, licząc chyba, że potrafię czytać w myślach).

Ale kiedy potem trzymam w dłoniach książkę, którą powstała dzięki mnie albo rozmawiam z autorem, zapominam o tych wszystkich trudach. To prawie jak matka, która zapomina o męczarniach porodowych po tym, gdy po raz pierwszy trzyma swe dziecko w objęciach.

Najwspanialszym jest, że moja praca nie pozostaje niezauważona. Nie zawsze tak było, ale ostatnio czuję się naprawdę doceniona i jest to dla mnie ważniejsze niż tysiące simleonów na koncie. Moja przyjaciółka, Jagódka, robiła niedawno badania do magisterki, które wykazały, że 90% ankietowanych zaznaczyło, że najbardziej motywującym ich do pracy czynnikiem jest dobra atmosfera w zespole. Totalnie mnie to nie dziwi. Czy u mnie w pracy atmosfera jest dobra? Myślę, że to za małe słowo. Dość wspomnieć, ze szef kupił mi tort, by wspólnie świętować mój trzeci rok w wydawnictwie i było to szalenie urocze, a moja przyjaciółka pracuje biurko obok.

A na czym w ogóle polega moja praca?

Na spełnianiu marzeń jednych osób oraz na otwieraniu głów innym, by wiedzieli, że ich marzenia, nieważne, czy małe, czy wielkie, mogą się spełnić.

Dwa lata po publikacji Piromanów. Czy warto wydawać książkę w wydawnictwie usługowym (vanity)?

Dwa lata po publikacji Piromanów. Czy warto wydawać książkę w wydawnictwie usługowym (vanity)?

Wiosną 2015 roku ukazała się moja debiutancka książka pt. Piromani, traktująca o życiu studentów w jednym z poznańskich akademików. Wydałam ją w Wydawnictwie Sorus. Dlaczego wybrałam wydawnictwo usługowe (czyli pracujące w niechlubnym systemie vanity-press) i czy jestem z tego powodu zadowolona?

Wiem, że wielu z Was boryka się z decyzją, gdzie wydać swoją pierwszą książkę. Piszcie do mnie, bym Wam doradziła i pytacie, czy gdybym mogła zdecydować ponownie, też wydałabym w Sorusie. To są bardzo trudne pytania. Postanowiłam wreszcie się z nimi rozprawić na forum.

Z góry zaznaczę, że będę pisała w zgodzie ze swoimi uczuciami; to, co dyktuje mi serce, gdyż nie mogę być do końca obiektywna. Tak się składa, że pracuję w tym wydawnictwie i wiem, jak wygląda proces wydawniczy oraz promocyjny od wewnątrz. Jak wyglądał kiedyś i jak ewoluował. Dlatego nie bierzcie moich słów za pewnik. Chcę się po prostu podzielić z Wami moją historią. Zapewniam Was jednak, że będę szczera do bólu.

Trudne początki, czyli jak machina robi artystę w konia

Kiedy skończyłam pisać Piromanów i zaświtała myśl o wydaniu, stałam przed dokładnie takim samym wyborem jak tysiące polskich artystów, chcących zadebiutować, a niemających na ten temat żadnej wiedzy. Dzieci we mgle.

Już prawie dałam się oszukać.

Kiedy rozesłałam do wydawnictw tekst, podejrzewałam, że odpowiedzi nadejdą dopiero po pół roku. Co najmniej. Dlatego byłam bardzo zaskoczona, gdy kilka wydawnictw skontaktowało się ze mną już w kilka dni od zadania zapytania. Tylko że każda z tych firm, jak się okazywało, chciała wziąć ode mnie pieniądze za publikację.

Czy tak wygląda rynek wydawniczy w Polsce? Naprawdę za wydanie swojej książki trzeba płacić?

Jeśli chodziło o moją sytuację materialną w tamtym czasie, była zapewne gorsza niż większości z Was. Niczym Hannah Horvath w pierwszym odcinku Girls, zostaję przez mamę totalnie odcięta od finansów (za co teraz, z perspektywy czasu, jestem jej niezmiernie wdzięczna). Studiuję dziennie (a przynajmniej udaję, że to robię), mieszkam w akademiku (ale nie bardzo mam za co uregulować czynsz), więc siłą rzeczy jestem przerażona, kiedy wydawnictwo z Gdyni rzuca mi stawkę sześć koła i mówi, że to opcja wydania książki fifty-fifty (dokładnie tak, jak pisze Tomasz Węcki w świetnym artykule Ile zarabia pisarz?). Czyli wydanie trzystu egzemplarzy książki naprawdę kosztuje dwanaście tysięcy złotych?!

Chwila, chwila, myślę sobie. Ja nie jestem jakimś tam przeciętnym autorem. Ja. Jestem. Pisarką. Nie mogą mnie tak traktować. To się nie godzi z moim majestatem.

A mimo to, jak to bywa w przypadku debiutantów, szacunek do siebie przegrywa z niecierpliwością. Wreszcie skończyliśmy pierwszy tekst, chcemy kuć żelazo, póki gorące, stać się rozpoznawalnymi twórcami, udzielać wywiadów i mieć spotkania autorskie…

W międzyczasie znalazłam pracę jako asystentka prezesa pewnej firmy. Okazało się, że brat prezesa prowadzi wydawnictwo usługowe. Dzięki informacjom z pierwszej ręki dowiedziałam się, że wydanie mojej książki w całości sfinansowane przeze mnie wynosiłoby… sześć tysięcy złotych.

klaku

Od lewej ja, Rafał i Kala. Zabawa była przednia, choć nie cierpię kamery.

Postanowiłam więc zebrać kasę na Polakpotrafi.pl. Nie miałam zielonego pojęcia, jak to zrobić, więc nagałam z kumpolami z akademika jeden film (tutaj nieoceniona okazała się pomoc Kali i jej znajomych), a potem… uwaliłam projekt. Zbieranie kasy nie jest tak łatwym zajęciem, jak mogłoby się wydawać, ale z drugiej strony, śmiem twierdzić po tych dwóch, prawie trzech latach, nie jest też wcale trudne. Oczywiście, jeśli masz na ten temat wiedzę.

Dzięki zbieraniu pieniędzy o moim książkowym projekcie dowiedzieli się jednak moi dalsi (tudzież starsi) przyjaciele. Część wiedziała, że zawsze nosiłam się z zamiarem zostania pisarką, część słyszała już nawet o książce, ale teraz sprawa zrobiła się poważna. Weronika, moja dobra dusza, postanowiła zatem znaleźć mi… agentkę literacką!

I w ten sposób spotkałam się z prawdziwą postacią z branży, pracującą choćby z takim nazwiskiem, jak Mróz. Dowiedziałam się od niej, że nawet debiutant może wydać książkę u dużego wydawcy. A do tego nawet otrzymać zaliczkę! Problemem jest tylko zmuszenie redaktora czytającego nadsyłane teksty do poświęcenia uwagi temu naszemu. Przekonanie go, że to dobra książka, a pisarz, który ją napisał, jest gotów ją promować i sam stać się marką. A dodatkowo, że na jednej książce się nie skończy…

wero nika

Ilustracje przedstawiające bohaterów Piromanów, przygotowane przez Weronikę.

Trudny wybór

Okazało się, że na polskim rynku wydawniczym istnieją trzy sposoby wydania książki.

Publikacja w wydawnictwie tradycyjnym (np. Wydawnictwie W.A.B., Świecie Książki, Wydawnictwie Literackim, itd.), gdzie na odpowiedź czeka się bardzo długo i można się nie doczekać. Ale nie jest to niemożliwe, po prostu wymaga cierpliwości i determinacji, by przekonać pracujących tam redaktorów do poznania naszego debiutu. Miejmy na uwadze to, że nasz tekst musi być wówczas olśniewający. Wypieszczony. Aksamitny. A spójrzmy prawdzie w oczy. Czy damy sobie obciąć ręce za to, że książka, którą napisaliśmy, stanowi arcydzieło w każdym celu? Albo, co jeszcze ważniejsze, czy jest dobrym do sprzedaży produktem? Piromani nie byli. Jedno z wydawnictw tradycyjnych, które się do mnie odezwało, proponowało bardzo dużo poprawek. Jako młokos, przekonany o tym, że wycięcie tak mnóstwa tekstu zniszczy fabułę, nie zgodziłam się.

Wydanie książki w systemie usługowym, które budzi wiele sprzecznych emocji. Ludzie piszą, że czują się oszukani przez firmy, bo te zarabiają krocie na wydaniu ich tekstu (narzucają marżę na korektę, druk, skład), więc nie zależy im już na sprzedaży wydrukowanego tytułu. Leży sobie w magazynie i się kurzy, a nie o to chodzi. Tylko że ci ludzie nie rozumieją, że od promocji książki są agencje marketingowe, a nie randomowe wydawnictwa typu vanity. Nawet wydawnictwa tradycyjne (jak choćby Muza czy Edipresse) współpracują z agencjami marketingowymi. Faktem jest, że niektóre książki wydawane są niechlujnie, z mnóstwem błędów, a kontakt z takimi firmami bywa oporny… Trzeba trafić na dobre wydawnictwo i odpowiednio wyartykułować to, czego się oczekuje, bo większość autorów totalnie nie ma o tym pojęcia. Ma tylko wygórowane, nie do końca adekwatne i bliżej niesprecyzowane ambicje.

Wszystko też możesz zrobić sam. Self-publishing w USA jest bardzo popularny. W Polsce… też, ale raczej wśród blogerów. To oni rozrywają skostniały u nas rynek wydawniczy. I chwała im za to! Sami koordynują prace wydawnicze przy swoich książkach. Dbają o piękne fotografie, biorą udział w projektowaniu layoutu, magazynują i dystrybuują książkę za pomocą swoich rozbudowanych list mailingowych, liczących niekiedy kilkaset tysięcy adresów. Doskonałym przykładem jest Radosław Kotarski i założone przez niego wydawnictwo Altenberg. To, co zrobił prowadzący Polimaty w kwestii marketingu książki, jest dla mnie wzorcowym przykładem błyskotliwej i skutecznej promocji. Pod względem efektowności, wg mnie bije na głowę nawet Michała Szafrańskiego i jego Finansowego Ninję.  Ale prawda jest taka, że obaj potwornie się napracowali. A ich harówa przyniosła oczekiwane efekty.

Jaka decyzja jest najlepsza?

Tego Wam niestety nie powiem. Każdy sposób na zadebiutowanie wiąże się tak naprawdę ze zjedzeniem beczki soli. Trzeba stoczyć ogromną bitwę, by nasza książka ukazała się drukiem. Nawet, jeśli ma się kasę, czasem często trudno wybrać wydawnictwo, z którego usług będziemy zadowoleni. Pamiętajcie tylko, że jeśli poważnie myślicie o zostaniu pisarzem, jakoś zadebiutować trzeba. Każda decyzja, jaką podejmiecie, będzie słuszna. Ponieważ Was wyzwoli i nada tempa biegowi wydarzeń. Tylko brak podjęcia decyzji, wahanie się, jest błędem.

A co zrobiłam ja?

Miałam farta, jak zawsze. Połączyłam wszystkie trzy sposoby na wydanie książki. Mówiąc w wielkim skrócie, wydałam Piromanów za pomocą self-publishingu w wydawnictwie usługowym na tradycyjnych zasadach.

Zaczęłam pracować w wydawnictwie, w którym wydałam książkę. Stało się to na przekór wszystkim niesprzyjającym okolicznościom, a było ich zatrzęsienie. Piromani byli moim pierwszym projektem wydawniczym do skoordynowania. Dzięki dobrej woli i chęci pomocy moich koleżanek ze studiów, korektorek, wyczyściliśmy błędy z tekstu. Mój zdolny kolega ze specjalności wydawniczej, Marcin Dolata, przygotował okładkę i bardzo estetyczny, nowoczesny layout publikacji. Złożona książka musiała zostać jeszcze wydrukowana, a tym zajęła się firma. Wydawnictwo sfinansowało druk książki. Powiedzmy, że w ramach premii za nadgodziny.

pirko

Mój debiut na Instagramie 🙂 #piromani

A co z promocją i dystrybucją?

Liczba sprzedanych egzemplarzy nie jest powalająca. Z magazynu zeszło na pewno mniej niż tysiąc książek. W ramach promocji bowiem zrobiłam tylko trzy spotkania autorskie, a potem rzuciłam się w wir pracy. Pochłonięta służbą innym autorom, zapomniałam bardzo szybko o Piromanach. Ale na przykładzie porażki marketingowej mojego debiutu, dzięki pracy blogera oraz doświadczeniom zebranym przez trzy lata od innych autorów, udało się w naszym wydawnictwie stworzyć bardzo fajnie funkcjonujący dział promocyjny. Mamy kontakty z prasą, blogerami, patronami medialnymi, radiem… Ale nie o tym ta notka, zresztą, nie ma się czym chwalić, bo jest masa czynności wciąż do zrobienia. Tylko że z mojej pracy jestem absolutnie dumna (nawet, gdy przemęczona) i daje mi tyle radości, że czasami trudno mi się pohamować, wybaczcie.

Bardzo mnie śmieszyło, że kilka miesięcy po wydaniu książki odezwało się kolejne z dużych wydawnictw i zaproponowało mi wydanie Piromanów. Książka wszak była już na rynku.

Jakie są więc finalne wnioski z całej tej przygody?

gabi

Spotkanie autorskie na Targach Książki w Krakowie.

Czy żałuję wydania debiutu pod marką wydawnictwa usługowego?

Absolutnie nie! Może żałowałabym, gdyby to była inna firma, która by coś sknociła. Jeśli coś nie wyszło, sama byłabym sobie winna (na szczęście nic takiego się nie wydarzyło). Jakoś trzeba było zadebiutować. Moja decyzja (jak chyba wszystkie, które podejmuję) nie była logiczna, a emocjonalna. Ale nigdy nie żałowałam podążania za głosem swojego serca. Owszem, kiedy widzę na półkach w księgarniach książki Mroza, myślę sobie: mogło być inaczej, Emilka. Czy jednak lepiej? A któż to może wiedzieć? Jestem szczęśliwa z moimi Piromanami i nie chciałabym innych.

Wydanie książki na pewno dodało mi pewności siebie. Nie jestem już autorką walczącą o debiut. Mam to za sobą. Moje imię i nazwisko już coś znaczą, ktoś już o mnie usłyszał. Pierwszy krok został zrobiony. Drugi (publikacja opowiadania) w trakcie. Przypomnę Wam na pewno, gdzie wkrótce będzie można przeczytać mój nowy tekst O trzech wykastrowanych kotach. Być może nawet wybierzecie się do Empiku i kupicie egzemplarz czasopisma, okaże się. A w 2018 oczekujcie informacji o mojej kolejnej książce.

Wam natomiast, jeśli jesteście przed swoim debiutem literackim, życzę cierpliwości i rozwagi. Nie rozsyłajcie swoich tekstów do wydawnictw natychmiast po postawieniu ostatniej kropki. Niech Wasz tekst przeleży w szufladzie przynajmniej trzy miesiące. Wtedy zacznijcie go poprawiać. I przygotujcie rzetelny list do wybranych wydawnictw. Kim jesteście i o czym jest Wasza książka? Do kogo ma trafić? Jakie wartości chcecie przekazać czytelnikom? Co, prócz tekstu, możecie zaproponować? Czytajcie umowy wydawnicze, konsultujcie się ze specjalistami.

W razie pytań, jak zawsze służę pomocą pod fabrykadygresji@gmail.com i na Facebooku.

A jakie są Wasze doświadczenia? Czy jesteście przed debiutem czy już po? Jak wygląda Wasza relacja z wydawnictwem? Zadowoleni jesteście z podpisanej umowy wydawniczej i jej realizacji? Czekam na żywiołową dyskusję w komentarzach!

Trzymajcie się ciepło!

Wasza

Emilia