Tak, ja wiem, robi się zimno. Większa część doby to noc głęboka niczym torebka Hermiony Granger, a sił i uśmiechu zwyczajnie zaczyna brakować. Ja tak mam. Wy może tak nie macie, bo jesteście jesieniarami i ciepłe podkolanówki to Wasz żywioł, zaraz po kocykowaniu się z Netflixem i całowanku z nowym kubeczkiem pełnym topniejących Marshmallow.

I to jest jak najbardziej okej! Szczerze powiedziawszy, zazdroszczę Wam. Tym, które cieszą się na sesje zdjęciowe w parkach, kiedy liście mienią się wszystkimi odcieniami złota i rubinu. Ponieważ moim żywiołem jest jednak wiszące wysoko na niebie słońce, muszę radzić sobie z jesienią na własne sposoby. I dużo bardziej się napocić, by wzniecić entuzjazm, niż kiedy panuje wiosna czy lato.

Kreatywna muszę być cały rok, ponieważ… Cóż, takie życie. Jestem literatką, blogerką, nauczycielką kreatywnego pisania. Koniec kreatywności oznacza dla mnie koniec istnienia. Rozumiecie już więc pewnie, dlaczego tak bardzo o tę kreatywność zabiegam… To naprawdę sprawa życia i śmierci! Sęk w tym, że nawet, gdybym nie była pisarką, a moja praca w żadnym stopniu nie wiązałaby się z tworzeniem, gdyby tej kreatywności zabrakło, byłoby mi paskudnie.

Znacie takie osoby, które na wszystko narzekają? Że jest za zimno, za gorąco, za szybko, za wolno? Nic im się nie podoba, wszystko jest do kitu, same siebie nie lubią i ochrzaniają wszystkich wokół? Mają w porządku pracę, wystarczająco dużo pieniędzy, sympatyczną rodzinę, ale zachowują się, jakby pod swetrem nosiły wyjątkowo nieprzyjemnego robala, który non-stop je gryzie? Wiecie, jak to zwierzątko ma na imię? To DawnoNicNieStworzyłam Chrząszcz. I jest po prostu głodny, więc trzeba go dobrze nakarmić.

Czym jest kreatywność?

Wiemy już, dlaczego warto zabiegać o kreatywność w życiu. Żeby po prostu nie być w życiu smutnymi jak rozgotowany kalafior. Ale co to jest, ta cała kreatywność?

Wyobraźcie sobie, że jeszcze nikt tego dobrze nie zdefiniował. Zabawmy się zatem: jeśli potraficie napisać kreatywną definicję kreatywności, to dajcie znać w komentarzu! A tymczasem: Wikipedia mówi, że w literaturze psychologicznej zostało podjętych ponad 60 prób zdefiniowania tego zjawiska! Albo… umiejętności?

A definicje w sztuce? A w kognitywistyce? W historii, ekonomii, filozofii? Specjaliści tych dziedzin również próbowali podjąć się tego wyzwania, ale nikt jeszcze nie dał rady stworzyć jednej, totalnej, wspólnej definicji. Jak widzicie to, co intuicyjnie rozumiemy jako kreatywność, czyli pewien miks tworzenia, pomyślunku, twórczości i łebskości, przejawia się na wielu różnych płaszczyznach. Mówiąc w skrócie: nie wiadomo, co to jest, ale lepiej, żeby było, niż żeby nie było.

Bo przydaje się naprawdę co chwilę. Podczas wypisywania kartek ze świątecznymi życzeniami. Komponowaniu listy posiłków. Wymyślaniu prezentu urodzinowego dla siostry czy wymówki dla szefa, czemu znów spóźniliśmy się na zebranie… Czy też do tego, by powtarzać bliskim osobom kocham cię w taki sposób, żeby nigdy nam się nie znudziło…

Jak nie dać się jesieni i doładować swoją kreatywność?

Jest na to wiele sposobów, ale zacznę od tych najbardziej oczywistych. Jednocześnie wydać się mogą niektórym bardzo dziwne, jeśli się nie wierzy w powiązanie fizjologi z psychiką. Związek ciała, umysłu i ducha (jak ktoś w duchy nie wierzy, to zostańmy przy ciele i umyśle) jest jednak nierozerwalny! Przykład? Zdenerwujesz się, to boli cię brzuch albo głowa. Lata ci noga pod stołem? To zacznij uczyć się cierpliwości. Gardło cię boli? To może zacznij narzekać na wszystko nieco ciszej?

1. Zadbaj o swoją wątrobę

Znasz takie powiedzenie, że żółć kogoś zalewa? Wtedy, kiedy ktoś jest aż tak rozgniewany, że nie jest w stanie wyrazić tego słowami?

A komórki jakiego narządu wytwarzają żółć? No przecież, że wątroby!

Osoby, które gromadzą w sobie złość i nie potrafią jej z siebie wyrzucić, są często totalnie zblokowane kreatywnie. Według medycyny chińskiej, wątroba odpowiada za artykułowanie złości, poczucie humoru czy bujność wyobraźni. Jeśli wątroba jest chora, kreatywność niestety również szwankuje. A że wątroba nie boli, bo nie jest unerwiona, to spadek naszej kreatywności może być sygnałem, iż warto zrobić sobie badania.

Ćwiczonko na kreatywne pisanie: Jeżeli zatem coś leży Ci na wątrobie, bo ktoś Cię rozgniewał, świetnym ćwiczeniem będzie napisanie do takiej osoby listu i wylanie z siebie urazy. Po kilku dniach, gdy odpoczniesz i ostudzisz emocje, wróć do zapisków. Czy dalej tak sądzisz? Jeśli tak, skonfrontuj się z osobą, która Cię skrzywdziła. Doskonale przecież już wiesz, co jej powiedzieć. Ale jeśli nie maszw sobie tyle odwagi, wsuń list między kartki pamiętnika. Może kiedyś jeszcze się przyda…? Jeśli nie, wyrzuć. Nie ma sensu trzymać w domu śmieci, prawda? A złych emocji naprawdę trzeba się szybko pozbywać, by nie zaczęły zatruwać naszego życia.

Warto też urozmaicić dietę. W tym względzie absolutnie specjalistką nie jestem, ale wiem, że odpowiednie przyprawy w kuchni potrafią zdziałać cuda!

Kiedy nadchodzi jesień, delikatna czekolada z odrobiną chili to remedium na całe zło. Każde wytrawne danie, które przyrządzam ja lub mój partner, doprawione jest też rozgrzewającym pieprzem. Sięgamy często także po imbir oraz goździki. Wszystkie te produkty, razem z ziołowymi wegańskimi suplementami, znajdziecie w Laboratorium Zielarza. Sprawdziłam, że są dobre, więc jeśli chcecie zamówić, to na pewno się nie rozczarujecie.

Wątroba lubi też ruch, wtedy najlepiej funkcjonuje. Nie ma to jak wybieganie złości, kiedy ktoś nas nieźle wkurzy czy rozluźnienie po długim dniu przy biurku podczas praktyki jogi! I tutaj polecę Wam zwłaszcza ashtangę jogę, która potrafi tak człowieka powyginać, że chwilowo może nie wiedzieć, jak się nazywa… Ale odblokowuje kreatywność i daje takiego kopa energetycznego jak żaden inny sport. Bo to nie do końca sport. Ale mniejsza. Jeśli jesteście z Poznania, to pragnę polecić Yoga Academy prowadzone przez Mateusza Dekera, bo byłam, sprawdziłam, uwielbiam i uważam, że warto.

2. Ukochaj zmysły

Aromatyczne przyprawy potrafią dostarczyć miłych doznań zmysłowi węchu, ale co z pozostałymi? O nie również trzeba zadbać. A czytając książki, które przesyłają do mnie ludzie, wiem, jak bardzo zaniedbują swoje zmysły. Hej, przecież mamy je po to, by z nich korzystać, tak? Więc to róbmy, okej? Nie rozpoznajemy świata tylko oczami, widząc różne kształty czy kolory. Mamy także nos do wąchania, uszy do słuchania, a także ciało do odczuwania, język do rozpoznawania smaku oraz… równowagę!

O węch zadbamy, korzystając np. z miłych olejków zapachowych, które możemy dodać do kominków na podgrzewacze. Wyszukując odpowiedni dla nas zapach, mamy okazję poznać zupełnie nowe rośliny. I dzięki temu od razu wzbogacić wiedzę o świecie. (Olejek pichtowy albo ylang! Wcześniej w ogóle nie wiedziałam, że jest coś takiego)!

Gorąca kąpiel, masaż, peeling albo chłodna maseczka na twarz to miła forma docenienia zmysłu dotyku. Czasem jednak wystarczy przed zaśnięciem położyć twarz na drugiej stronie i skupić się na przyjemnym chłodzie poduszki. Albo zastanowić się w trakcie dnia, czy mamy ciepłe stopy, czy jednak zimne.

Próbujmy też nowych potraw, szczególnie tych wegetariańskich i wegańskich, bo zwierzątka dzięki temu mniej cierpią. A zanim szczegółowiej napiszę o słuchu, akapit o równowadze.

Czasami nie możemy nic napisać, bo trudno jest nam się skupić. Mamy za dużo myśli, zmartwień i lęków, by usiąść przed laptopem i zacząć opowiadać historię. Moja propozycja?

Ćwiczonko na kreatywne pisanie: Ubierz się wygodnie, zrób rozgrzewkę i… stań na jednej nodze. Z zamkniętymi oczyma! To duże trudniejsze, niż kiedy są otwarte. Podczas tego ćwiczenia zacznij my sobie wyobrażać, o czym chcemy napisać. Skoncentrujmy się, bo każda nagła myśl wytrąci nas z równowagi i przewróci. Kiedy już będziemy mieć wymyślonych kilka scen, zmieńmy nogę i kontynuujmy proces myślowy. Trudne? Ale za to jaka będzie ulga, kiedy usiądziemy na tyłku przed laptopem i zaczniemy w pełnej wygodzie pisać to, co przed chwilą przyszło nam do głowy!

3. Inspiruj się tak samo muzyką, jak i ciszą

Przyjrzyjmy się. W samochodzie od razu musimy włączyć radio. Podczas spaceru zakładamy słuchawki na uszy albo dzwonimy do koleżanki, która też jest w drodze do pracy, żeby sobie pogadać. I wiecie co? Przez to odgradzamy się od świata, od cudownej symfonii, która nas otacza! Przestajemy zwracać uwagę na dźwięki. Trąbienie aut stojących w korku może faktycznie nie jest zbyt przyjemne, ale wychwycenie świergotu ptaków? Śmieszne teksty, które opowiadają sobie zdążające za nami na lekcje małolaty? Mężczyzna, który gra na gitarze w przejściu podziemnym między przystankami?

Ćwiczonko na kreatywne pisanie: Zrób dźwiękowe wyzwanie. Pójdź do kawiarni. Zamknij się we własnej sypialni. Usiądź na ławce w parku. W każdym z tych trzech miejsc spróbuj wyłapać jak najwięcej różnych dźwięków. Które miejsce jest pod tym względem najbardziej oryginalne? Gdzie słychać najwięcej? I… jaki dźwięk tak naprawdę ma cisza? Znajdź odpowiedzi na te pytania!

Jeśli chodzi o muzykę, to staram się jej słuchać wtedy, kiedy naprawdę chcę jej słuchać. Nie po to, by wypełnić pustkę byle czym.

Będąc wielką miłośniczką utworów Natalii Przybysz, polecę Wam jej ostatnią płytę do przesłuchania, bo idealnie wpisuje się w jesienne klimaty. Skłaniający do refleksji singiel Ogień i Ciepły wiatr bardzo inspirują mnie do pisania. Ale oczywiście polecam całą płytę Jak malować ogień i starsze utwory. Kultowe już dla mnie Nazywam się niebo czy Światło nocne, które śmiało mogłoby być motywem przewodnim drugiej książki o losach Antoniny.

System rozwaliła też moim zdaniem nowa płyta Ralpha Kaminskiego. Zaczęło się od Kosmicznych energii, które przesłuchałam już z trylion razy. A potem wyszło równie wzruszające Wszystkiego najlepszego i fantastyczna ballada z Comą, czyli Pożegnanie z bajką. Tyle, ile wymyśliłam, słuchając w kółko tych trzech utworów, nie wymyśliłam przez cały rok.

4. Rób i zgadzaj się na nowe

Nasz mózg jest urządzeniem, które zużywa określoną liczbę energii. Chyba znacie to zjawisko, że kiedy uczycie się do egzaminu, musicie sobie podjeść? Najlepiej migdałka albo innego orzecha? Dzieje się tak, bo mózg zrobił coś nowego, na co potrzebował więcej energii i teraz musi uzupełnić baterie. I to jest dobre.

Kiedy zaś przez długi czas nie uczymy się wykonywania nowych czynności czy nie zdobywamy świeżej wiedzy (i nie mam tu na myśli czytania artykułów na Pudelku), mózg popada w rutynę. Staje się leniwy. Nie buduje nowych połączeń nerwowych, a w połączeniu z alkoholem, ubożeje, bo umierają w nim szare komórki. I nawet nie zauważamy, ale nasze leniwe mózgi (nie leniwi MY, tylko jedna z naszych części składowych), przejmują nad nami kontrolę i zmieniają nas w kanapowe ziemniaki.

Są dwa bardzo proste sposoby, by uniknąć losu kartofla.

Po pierwsze, polub Fabrykę Dygresji na Facebooku

i nie obwiniaj się za lenistwo, bo to nie jest wcale Twoja cecha, tylko cecha całego gatunku. Nie twoja wina, że jesteś człowiekiem, prawda? Ale od teraz będzie. Bo jeśli Ci mówię, że Twój mózg to leniuszek-śmierdziuszek, a Ty przestaniesz go pilnować i na to uważać, to już będzie nie w porządku. Kiedy strasznie nie chce ci się czegoś zrobić, zrób to, właśnie wtedy! Nie daj się kontrolować masie, która składa się 1,5 litra wody i 130g białka, dobra? Ta masa potem ci za to podziękuje, odwdzięczając się szybszym, świeższym myśleniem. I kreatywnym podejściem do rozwiązywania problemów.

Po drugie, jeśli ktoś Ci coś proponuje, zastanów się, zanim powiesz: nie. Przykład z tego roku? Mój ukochany powiedział mi: ej, lecimy na Islandię. Ja mu na to, że nie, bo tam jest zimno. Głupota, prawda? Jakie ten mózg bzdury czasami wygaduje! Poleciałam w nowe miejsce, pospacerowałam po czarnej plaży, zobaczyłam wypierdek zorzy polarnej i czuję się zainspirowana na lata.

Ćwiczonko na kreatywne pisanie: Weź kartkę i długopis, po czym wypisz listę rzeczy, których absolutnie nigdy w życiu nie zrobisz. Bo nie zamierzasz, z rożnych powodów. Np. nie zamierzasz podróżować na Antarktykę, bo zaraz i tak się roztopi i zamieni w wodę, teoretycznie więc już po ptokach. Albo nie lubisz filmów z Marlonem Brando, więc na pewno nie obejrzysz Ojca Chrzestnego. Może też nie polecisz na Marsa, bo… Hm, masz lęk wysokości, dajmy na to. Ale z tych wszystkich rzeczy, jakie przyjdą Ci do głowy, wybierz jedną, najbardziej nierzeczywistą i… Zastanów się, co by było, gdybyś jednak to zrobił! Jakie nowe umiejętności dzięki temu nabędziesz? Kogo spotkasz w trakcie? Czy to doświadczenie Cię zmieni? Napisz krótkie opowiadanie na ten temat, a potem sprawdź, czy nie ma konkursu literackiego, którego temat odpowiada temu, co właśnie stworzyłeś. A potem wyślij pracę w świat. To też nowe doznanie, a w dodatku: realne!

5. Oddychaj świadomie, medytuj albo z premedytacją rób nic. Każdego dnia!

Choćby przez siedem minut. Robienie niczego jest bardzo trudne, o czym się przekonasz, gdy zostawisz smartfon w innym pomieszczeniu.

Po co to robić z mojego punktu widzenia?

Żeby nad sobą zapanować i zrobić miejsce dla kreatywności. Ona po prostu się nie pojawi, kiedy jesteśmy wystraszeni nawałem obowiązków czy zdołowani kłótnią z partnerem. Może pojawić się frustracja, którą myli się z weną, ale te dwie rzeczy nie mają ze sobą nic wspólnego. Kiedy przyjaciółka doprowadziła mnie do szału, napisałam najgorszy w swoim życiu kawałek literatury, który wszedł do debiutanckiej książki i bardzo, ale to bardzo tego żałuję, bo to po prostu brzydkie jest.

Możesz ustawić sobie budzik, żeby zadzwonił za siedem minut, odłóż telefon w innym pomieszczeniu i usiądź wygodnie na kanapie. Oddychaj głęboko przez nos. Myśl o powietrzu, które wpływa przez Twoje nozdrza. Poczuj je głęboko w sobie, a potem zrób wydech, pozbywając się ciężarów. Bo teraz masz czas dla siebie. Nie musisz nic robić. Wystarczy, że będziesz oddychać. Naprawdę głęboko! Skup się na oddechu. Dzięki temu się wyciszysz. Uspokoisz i nabierzesz energii. Po siedmiu minutach będziesz w idealnym stanie, by usiąść przed laptopem i skupić się na wykonaniu jednego zadania: napisaniu dobrego tekstu.

Tudzież namalowaniu obrazu albo wydzierganiu swetra, który będzie dziełem sztuki. Bo nie chodzi tylko o pisanie. O dobre życie, przede wszystkim.

Wskazówka: Na medytację, oddychanie albo nicnierobienie weź ze sobą notatnik i długopis. Jeśli jakaś myśl będzie do Ciebie wracała, np. o niezapłaconym rachunku za prąd albo o napisaniu usprawiedliwienia dla dziecka, zanotuj to. W ten sposób nie będziesz musiała o tej bzdurce pamiętać. Bo to bzdurka tak naprawdę. Skończysz medytować, to się tym zajmiesz, tylko ci się wydaje, że to takie istotne. Spisane myśli możemy w łatwy sposób kontrolować, dlatego jestem fanką pamiętników oraz list z serii TO DO. Czysty umysł równa się szczęśliwy, kreatywny umysł!

A w zdrowym ciele, zdrowy duch.

Jakie są Wasze sposoby na zadbanie o kreatywność? Nie muszą być jesienne, mogą być całoroczne. Dajcie znać!

Uściski!

Wasza

Co sobie mówię, kiedy jest mi źle, bo zapominam, kim jestem?

Moja miłość, czyli ile zyskałam dzięki książkom i dlaczego literatura to życie?

Ćwiczenia na kreatywne pisanie: pośmiejmy się!