Henia, główna bohaterka Zjeżonej, debiutu powieściowego Anny Kapczyńskiej, w porównaniu z pantofelkiem na teście asertywności wypadłaby bardzo słabo. Żyje z rodzicami na Winogradach, od trzynastu lat jest z tym samym chłopakiem, a czas przecieka dziewczynie przez palce…

Henia ma trzydzieści pięć lat, dyplom, dziarską babcię, ojca organistę, mamę, która nie może przestać gotować i przyjaciółkę Ewę. Razem pracują w dziale marketingu i są typowymi korporacyjnymi myszkami. Tu się kawy napiją, tam kogoś obgadają. Gdy przyjdzie szef, pracują lub udają, że to robią, w każdym razie: bardzo pilnie. Do ich dwuosobowego zespołu dołącza w pewnym momencie Kasia, młodsza, przebojowa koleżanka, która uruchamia ciąg zdarzeń, wybijających Henię z dotychczasowej stagnacji. Bohaterka podejmuje wreszcie decyzję o wyprowadzce z domu na ratajskie osiedle, by zażyć nieco wolności. Jej pierwsza wizyta na imprezie w HAHu razem z nowymi współlokatorkami nie kończy się zbyt kolorowo. A wszystkie kolejne inicjatywy, jakich chwyta się Henia, zamieniają się w coraz głębsze bagno…

Choć w życiu powinien pomagać jej partner, Waldek wcale do takiego obowiązku się nie poczuwa. Za to ochoczo wysługuje się Henią w zakresie żywieniowym. Bo jeśli chodzi o popęd do jedzenia, Waldek nie ma żadnych zahamowań, jeśli jednak chodzi o aspekt romantyczny…

Cóż, tutaj jest zdecydowanie problem. Ale nie jedyny w życiu Heni.

W trakcie lektury odwiedzamy różne dzielnice Poznania. Zahaczamy o Wildę w trakcie przemiany z dzielnicy zbójeckiej na hipsterską, zdarza się nam zawędrować do Raju na Śródce, a wreszcie trafiamy na bajeczne Jeżyce, bajkową (acz momentami obdrapaną i obsikaną) dzielnicę wybitnych artystów. (Nie piszę tak tylko dlatego, że zarówno autorka, jak i ja, tam mieszkamy, tylko dlatego, że takie są fakty). Poznajemy wspaniałe postaci, jak np. babcię Heni, która nie waha się pofarbować włosów na zielono i zmieniać mężczyzn jak rękawiczki. Dowiadujemy się, że nawet w ludziach, w których nie spodziewamy się głębi czy szaleństwa, takie cechy możemy odnaleźć, jeśli zaczniemy nie tylko patrzeć, ale i faktycznie zauważać…

Uczymy się, wraz z Henią, że jeśli coś jest nie tak, to warto o tym powiedzieć. I że gniew bywa wspaniałą trampoliną, by wreszcie wziąć się w garść…

Nie jestem wielką fanką literatury obyczajowej. (Powiedziała ta, co pisze w tym samym gatunku, hehe). Gdyby nie to, że sposób, w jaki autorka promowała swoją książkę w swoich social media (spójnie, a do tego z niebywałym humorem i smakiem) i to, że właśnie zamieszkałam na Jeżycach, pewnie nie sięgnęłabym po Zjeżoną. Zostałam po prostu skutecznie zwabiona i bardzo się cieszę, bo straciłabym dwa dni genialnej wręcz rozrywki! Od Zjeżonej nie można się oderwać. Jest napisana wspaniałym, lekkim piórem i zabarwiona dawką tragikomizmu z takim wyczuciem, że nie można się nadziwić, bo jak to? To pierwsza powieść Anny Kapczyńskiej? Tak sprawnie skonstruowana? A nie przypadkiem jedenasta?

Talent do snucia historii, wyważenie między realizmem a zapewnieniem frajdy czytelniczce, idealna harmonia pomiędzy rozrywką a życiową mądrością to tylko kilka z licznych zalet tej wspaniałej książki.

Podobały mi się i zwroty akcji, i to, że tak trafnie autorka sportretowała relacje między milenialsami a ich rodzinami, i jednocześnie jest to zatrważające…

Bo wiecie co? Nie powinno się z kimś brać ślubu tylko po to, by uwolnić się od wpływu rodziców. To nie jest właściwy powód, by wiązać się z drugą osobą na całe życie. Generalnie na pewnym etapie powinno rozwoju dobrze byłoby skończyć z jakimikolwiek uwikłaniami, a już na pewno wtedy, kiedy dochodzi się do granicy trzydziestu lat i myśli już o założeniu własnej rodziny… Tymczasem brak umiejętności wyrażania własnego zdania, duszenia w sobie emocji, komunikacji a także niewiedza na temat tego, kim w ogóle się jest i czego się chce, potrafi niszczyć wiele rodzin. Decyzja (lub jej brak) może wpłynąć na całe pokolenia…

Tak więc widzicie, że Zjeżona jest lekką obyczajówką, ale ma w sobie też głębię. Każdy czytelnik być może znajdzie w niej coś innego. Ja już dawno nie dałam żadnej książce 10/10, ale powieść Anny Kapczyńskiej po prostu skradła moje serce. Uwielbiam! I polecam.

Czy interesują Cię… Kobiety? Meg Wolitzer, „Ich siła”

Gabrielle Zevin – Wzloty i upadki młodej Jane Young

Meg Wolitzer, „Żona”. Sprawdź, czy nie jesteś jak ona! (Zwłaszcza, jeśli lubisz pisać).