Życie pisarza nie zawsze usłane jest różami, a już zwłaszcza, gdy chodzi o debiut literacki. Tych, którzy są zdeterminowani, chcą się rozwijać i słuchają swojego serca, tak jak Aleksandra Białous, spotyka nagroda. Poznajcie autorkę Utraconego świata! Zapraszam na wywiad.

Aleksandra to osoba, która od początku wzbudziła moją ogromną sympatię. Współpracujemy praktycznie od kiedy tylko Fabryka dygresji rozpoczęła swoją działalność w zakresie kształcenia twórców i wydawania utworów. Jej dobroć, życzliwość i chęć rozwoju są absolutnie ujmujące. Mam nadzieję, że fragment historii Oli podziała na Was motywująco i inspirująco! Bo to nie jest łatwa opowieść. Jest trudna, okraszona wieloma emocjami i zmaganiami. A przede wszystkim: jest prawdziwa. 

Emilia: Jakie były Twoje pierwsze literackie próby? 

Aleksandra Białous: Moja pierwsza próba napisania książki zaczęła się jakoś na początku gimnazjum. Już wtedy miałam na swoim koncie dużo przeczytanych książek i jakoś tak z każdą z nich zaczęła rozkwitać we mnie chęć napisania własnej. Niestety moja pierwsza próba skończyła się wraz z usterką komputera, z którego usunęły się wszystkie moje pliki, w tym moja książka… Długo po tym, gdy w mojej głowie zdążyło urodzić się wiele nowych pomysłów, zdecydowałam się na kolejną próbę. Niestety ta, jak i kilka następnych kończyły się (zawsze!) na siódmym napisanym rozdziale.

To była taka moja klątwa, rozdział siódmy i koniec!

Brak chęci, wiary, a sam pomysł zaczął wydawać mi się po prostu beznadziejny. „Utracony świat” był pierwszą historią, która pojawiła mi się w głowie nagle. Niczym świecąca żarówka w kreskówkach. Usiadłam do pisania i (myśląc że dopadnie mnie moja klątwa i ta historia również nie doczeka końca) pisałam jak natchniona. I udało się (hura)!

Dlaczego zdecydowałaś się na historię osadzoną w realiach fantasy, nie zaś powieść obyczajową czy kryminał? 

Świat fantastyczny zawsze był mi bliższy niż ten rzeczywisty. Nie chcę tu mówić, że miałam trudne dzieciństwo, ale do kolorowych też ono nie należało. W tamtym czasie wyimaginowany świat to była moja jedyna ucieczka od tego, co działo się wokół mnie.

Tam mogłam być kim tylko chciałam, mogłam być gdzie tylko chciałam. To tam byłam bezpieczna i szczęśliwa.

Przez wiele lat, nawet gdy weszłam w okres dojrzewania, sztuczny świat w mojej głowie rozwinął się i stał ważną częścią mnie samej. Kiedy dorosłam, musiałam naprawdę dużo pracy włożyć w mój powrót do rzeczywistości. No wiecie, praca i tak dalej. Obecnie potrafię oddzielić od siebie te dwa światy i kiedy trzeba, być w jednym albo drugim. Ale wiem, że nigdy nie przestanę zanurzać się w moim oceanie wyobraźni, bo to jestem po prostu ja.

Skąd wziął się pomysł na to, by świat przedstawiony w Twojej debiutanckiej powieści rozgrywał się na planie gigantycznej platformy? 

Platforma była pomysłem spontanicznym. Od zawsze chciałam stworzyć w mojej opowieści miejsce, jakieś społeczeństwo, które jest odseparowane od reszty świata, jednak dopiero, gdy dorwałam się do klawiatury i zaczęłam tworzyć historię „Utraconego świata”, to platforma już tam była. Nie zdążyłam jeszcze dojść do jej opisywania, ale wiedziałam, że ona tam jest. Nie wiem, jak to inaczej nazwać. Tamta chwila była dla mnie niczym dla wynalazcy, który krzyczy „eureka”! To było moje odkrycie w świecie, który zaczął powstawać na moich oczach i pod moimi rękami.

Wiem, że jesteś fanką Japonii, czytasz mangi i oglądasz anime. Czy jakieś konkretne tytuły w znaczący sposób zainspirowały Cię do napisania Utraconego świata? Który z bohaterów Twojej powieści jest Twoim ulubionym?

Właściwie to oglądając każdy tytuł mający coś wspólnego z apokalipsą, wojną, jakimś dramatem rozgrywającym się na świecie, był dla mnie po trochu inspiracją. Z każdą inną serią dowiadywałam się czegoś nowego, uczyłam się i dzięki temu historia, która tworzyła się w mojej głowie, otrzymywała jakiś element układanki. Są jednak tytuły, które szczególnie mi wtedy pomogły: Angel’s Egg, Sakasama no Patema, Shingeki no Kyojin, Last Exile, Legend of the Galactic Heroes i Youjo Senki. One towarzyszyły mi podczas całego procesu pisania i inspirowały do tworzenia mojego świata oraz bohaterów. 

Jeśli chodzi o to, który z bohaterów jest moim ulubionym, to będzie ciężko, bo to jest tak, jakby mnie zapytano, które z moich dzieci kocham najbardziej. 

Wszystkie postacie są dla mnie ważne, każda oczywiście w innym stopniu, ale żadna nie jest ulubiona. Mogę jedynie powiedzieć, że najbliższe mi są Keyl i Abby. Te dziewczęta to takie kartki z mojego pamiętnika. Odziedziczyły po mnie wiele emocji, które pojawiały się w pewnych etapach mojego życia, zachowania, problemy, doświadczenia oraz marzenia. Każda ma kawałek mnie. Dlatego są mi one najbliższe.

Co sprawiło Ci największą trudność w trakcie pisania? 

Moimi największymi przeszkodami były dwie rzeczy. 

Po pierwsze brak takiej ilości czasu na pisanie, ile bym chciała. Pracuję w sprzedaży i dodatkowo jestem kierownikiem, nie ma mnie w domu praktycznie cały dzień i do tego dochodzą jeszcze pracujące soboty. Na pisane miałam czas tylko wieczorami (kiedy połowa mojego mózgu dawno spała w najlepsze), przez co pisałam niewiele. Czasem dawałam radę dodać tylko kropkę na koniec zdania, a czasem po prostu gapić się w tekst z nadzieją, że napisze się sam.

Pomarzyć można.

Drugą przeszkodą był brak warunków. Jestem typem osoby, która do pisania potrzebuje błogiej ciszy, a tu klops, mieszkam z mamą, nastoletnią siostrą i dużym głośnym telewizorem. Ciszy – zero!

No ale dałam radę i to jest najważniejsze.

Jak długo tworzyłaś Utracony świat? Powieść jest niezwykle obszerna, jestem więc ciekawa, jak wyglądał Twój literacki proces.

Myślę że tworzenie mojej powieści było ciekawym procesem, bo powstawała w (tak mi się wydaje) nietypowym miejscu.

Mianowicie pisałam… zamknięta na balkonie dziesiątego piętra.

Uwierzcie mi, że tylko tak mogłam uciec od niepożądanych dźwięków z mojego mieszkanka i pisać w spokoju. No, może musiałam się przyzwyczajać do różnych odgłosów z ulicy i jeżdżących samochodów, ale wystarczyło tylko kilka wieczorów i całkowicie przestały mi przeszkadzać. Zaczęłam pisać latem, więc mogłam spokojnie siedzieć zamknięta na balkonie (rany, jak to brzmi). Niestety po lecie przychodzi jesień, a ja musiałam odziać się w bluzę z kapturem, która miała doszyte uszy królika.

Jejku, jak to sobie teraz wyobrażę: wielki królik piszący książkę na balkonie dziesiątego piętra…!

No tego się w przyrodzie nie spotyka… I tak jak rozpoczęłam pisanie, patrząc na niebo, tak też skończyłam. Na obrotowym krześle i czymś, co przypominało biurko. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma!

Co poczułaś, kiedy zakończyłaś pisanie? 

Na początku niedowierzenie. Przez cały okres pisania czekałam tylko, aż moja klątwa zacznie działać i po którymś rozdziale cały pomysł okaże się dla mnie porażką. Gdy jednak dotarło do mnie, że naprawdę skończyłam, a moja książka ma aż czterdzieści jeden rozdziałów, miałam ochotę otworzyć szampana. Szybko jednak zeszłam na ziemię, bo wiedziałam, że samo ukończenie nie oznaczało końca mojej pracy. Od razu wzięłam się za poprawianie tekstu, co zajęło mi drugie tyle mojego czasu, co samo tworzenie opowieści. Było ciężko, bo tematy znajdujące się w książce to: trochę polityki, działania wojskowe, sztuki walki, nauka, medycyna i wiele trudnych słów, z których nawet nie zdawałam sobie sprawy, że istnieją. A jednak sprawiało mi to swego rodzaju frajdę. Uczyłam się czegoś nowego z dziedzin, które zawsze były mi obce i myślę, że udało mi się tę wiedzę dobrze wykorzystać. No, przynajmniej starałam się ze wszystkich sił, by tak wyszło.

Czy w Twoim otoczeniu znajdowali się inni piszący książki? Czy czułaś się osamotniona w swoim pisaniu czy miałaś w tym wsparcie?

Poza mną nie było nikogo w moim otoczeniu, kto lubiłby pisać lub interesował się pisarstwem. Jestem pierwszą osobą w mojej rodzinie, która zaczęła działać w tym kierunku, przez co nie miałam za dużego wsparcia i kogoś, kto by mi służył radą. Rodzina często próbowała wyciągnąć mnie z mojego „balkonowego” biura i nie wykazywała dużego zainteresowania, nie słyszałam pytań w stylu „Jak mi idzie?” czy „Jak sobie radzę?”. Nie próbowali mnie od tego całkowicie oderwać i nie mówili, żebym z tym skończyła, broń Boże, ale w tamtym okresie, przez ten rok ciężkiej pracy (pisanie plus poprawki)

czułam się sama, byłam sama i teraz, jak o tym myślę to robi mi się trochę smutno.

Jednak po przeczytaniu mojej książki usłyszałam od mojej rodziny wiele miłych słów i pochwał, które bardzo mnie uszczęśliwiły i w pewnym stopniu zrekompensowały ten brak wsparcia.

Jakie jest główne przesłanie Twojej książki?

Na początku nie myślałam o żadnym przesłaniu. Po prostu pisałam to, co mi w tamtej chwili w duszy grało. Dopiero w trakcie całego procesu zorientowałam się, że 

w mojej historii próbuję pokazać, jak ważny powinien być dla nas, ludzi, nasz świat, nasza Ziemia. 

Że możemy ją stracić w każdej chwili i w zamian dostać coś, co nie będzie prawdziwe, będzie sztuczne i pozbawione swojego naturalnego piękna. Nie podoba mi się, że na świecie powstaje coraz to więcej budynków, różne gatunki zwierząt wymierają, a zieleń zaczyna zanikać. To mnie boli i nie wyobrażam sobie, co by było, gdyby nasze naturalne środowisko nagle przestało istnieć. Uważam, że ludzie powinni walczyć o nasz świat i robić wszystko, by nigdy nie zginął, bo powrotu może już nie być.

Czy pisanie jest dla Ciebie jedynie pasją, czy w przyszłości może chciałabyś zostać profesjonalną pisarką? 

Na ten moment wiem, że pisanie to moja pasja. Poza Utraconym światem zdarza mi się pisać króciutkie opowiadania, które powstają tylko dlatego, że targają mną różne emocje czy rozterki. Potrafię je wyrazić tylko poprzez pisanie, to mnie również uspokaja. Mam jednak nadzieję, że w przyszłość będę mogła oddać się pisaniu w całości i zostać prawdziwą profesjonalną pisarką. Wiem że czeka mnie przy tym dużo pracy i cierpliwości, i że wielu rzeczy muszę się jeszcze nauczyć. Ale jak to powiedział pewien mądry zakonnik: „Człowiek całe życie się uczy i robi z siebie błazna”, więc trochę pobłaznuję i kto wie? Może marzenie o własnym regale pełnym książek z moim nazwiskiem (i prawdziwym biurze!) kiedyś się spełni?

Nad jakimi tekstami pracujesz aktualnie? Czy Utracony świat będzie mieć jakąś kontynuację?

Obecnie pracuję nad redakcją i poprawianiem kontynuacji Utraconego świata. Jest ona równie obszerna, co pierwszy tom, więc podejrzewam że również zostanie podzielona na dwie części, ale to nieważne. Poza tym mam wiele pomysłów w szufladzie, ale skupiam się tylko na tym jednym projekcie. Jak wcześniej wspomniałam, nie mam dużo wolnego czasu, by pisać więcej niż jedną książkę, dlatego, żeby niczego nie pomieszać i pozwolić głowie odpocząć, jest tylko Utracony świat. Co będzie dalej? Jeszcze nie zdecydowałam i nie chcę się nad tym zastanawiać, bo nawet nie wiem, ile zajmie mi obecna historia. Mimo że znam już jej zakończenie, to do tego jeszcze daleka droga.

Jakimi słowami zachęcisz czytelników Fabryki Dygresji do zapoznania się z Twoją twórczością?

Zasugeruję się tym, co mówili moi betareaderzy. Jest to dobra książka dla osób, które lubią akcję, tajemnice, wykreowane światy i ciekawych bohaterów, a trochę ich jest. Książka potrafi wywoływać emocje w czytelniku a także skłonić go do myślenia o rzeczach, na które wcześniej nie zwracał uwagi. Co prawda świat w mojej opowieści jest światem pokazanym po apokalipsie i wygląda zupełnie inaczej, jednak z drugiej strony posiada problemy naszych obecnych czasów. Podział między ludźmi, walka o przetrwanie i niesprawiedliwość, jaka nas dotyka. Myślę, że niejedna osoba mogłaby się identyfikować z przedstawionymi postaciami i odnaleźć w niej cząstkę siebie. Nie mogę jednak nie wspomnieć o dawce humoru, która powinna przypaść do gustu każdemu. Bo mimo iż przedstawiony świat nie jest najpiękniejszy, jest w nim wiele bólu i nie zawsze wszystko idzie po myśli bohaterów, to

nawet w tych ciężkich chwilach można znaleźć powód, by się uśmiechnąć, choćby to był ułamek sekundy.

Dlatego myślę, że warto przeczytać kilka pierwszych rozdziałów, by przekonać się na własnej skórze czy „to jest dla mnie?”. 

Jedno wiem na pewno, nie będziecie się nudzić.

Czego można Ci życzyć z okazji premiery Twojej książki? 

„Powodzenia!” i „Oby tak dalej!”. Mi wiele do szczęścia nie trzeba .

Kochana Olu, bardzo dziękuję Ci za ten piękny wywiad. Twoje słowa po raz kolejny dały mi porządnego kopa do wzięcia się w garść.


A Was, moi kochani, zapraszam do zamówień Utraconego świata. Przedsprzedaż została przedłużona i wciąż można nabyć tę wspaniałą fantastykę w wyjątkowej cenie! Ja gorąco polecam, już dawno nie miałam w rękach tak dynamicznej lektury. 

Utracony świat

Napiszcie koniecznie, czy i Was spotkały podobne problemy na pisarskiej ścieżce. Czy borykaliście się z brakiem czasu oraz odpowiedniego miejsca do pisania? A może i Was dotknęła klątwa siódmego rozdziału? Jak sobie z tymi przeszkodami poradziliście? Dzięki własnej determinacji, a może pomogło wsparcie innych piszących? 

Jeśli brakuje Wam motywacji lub macie jakieś pisarskie rozterki, zapraszam do grupy Kobiety piszą (nie tylko dla kobiet)! Jest nas już prawie 1000! W grupie rozmawiamy o tym, gdzie wydawać, jak pisać i promujemy własne teksty. Zapraszam!

Wasza

Na co zwracam uwagę przy tworzeniu? Pisanie książek level up!

Zacznijmy w końcu siebie doceniać! – rozmowa z Ewą Mielczarek, autorką Trzydziestu kopert

Self-publishing. Wady i zalety

[…] pisałam… zamknięta na balkonie dziesiątego piętra! – Wywiad z Aleksandrą Białous, autorką Utraconego świata

by Emilia Nowak time to read: 10 min
0