Red, Alexander Mitu

Jestem niedokończonym papierosem Zuzanny, który rzuca beztrosko na ziemię i przydusza wysokim obcasem, nie mając zielonego pojęcia, że to jej ostatni. I nigdy niewysłanym listem do Japonii. 
Widzę się w głęboko niebieskich, emanujących miłością oczach Jagody i jej przymrużanych z niepokojem powiekach. Słyszę siebie w każdym słowie mojej matki, wypowiedzianym głosem drżącym, lecz pewnym swego.

Coraz bardziej wrastam w beton tego miasta, a teraz budzę się na Łazarzu, choć część siebie pozostawiłam w obłokach metafizycznego dymu, wirującego ciężko nad Babilonem.
Jestem teraz przede wszystkim czerwonym oknem, które widzę co noc, paląc papierosa na klatce schodowej, przytulona do parapetu i słodkich wspomnień o jutrze.
W czerwonym oknie nigdy nikt nie stoi, nie próbuje z niego skoczyć, nie tańczy z wilkami, drugą połówką czy choćby słoikiem majonezu. Ale ktoś by mógł. I ktoś kiedyś będzie. A za kamienicą z czerwonym oknem góruje wieża kościoła świętej Anny. Wysoka, żelazna, majestatyczna i napawająca mnie tęsknotą za pokornym, cichym oddychaniem.
Myślę o tym wszystkim, kiedy korki trafia szlag, a ja zamieram pod prysznicem z maszynką do golenia w jednej ręce i ciężarem codzienności w drugiej. Owijam się ręcznikiem, po omacku wędruję do pokoju, srogo przeklinam w myślach i zapadam się pod kołdrę.
Jestem wciąż twoim pierwszym idealnym utworem, który od razu wpada w ucho, a emitowany podczas imprezy na miejskiej plaży sprawia, że każdy czuje się, jakby wrócił w rodzinne strony, kochane każdym włosem na ciele i każdym krokiem uczynionym w przeciwną stronę. Jestem twoim ostatnim, nigdy nieukończonym projektem. Nazwałabym go, być może, „Cantilena inhonesta. Wersja dla tchórzy“.
Wraca prąd. Nie śpię jeszcze, chcę popatrzeć na czerwone okno, zanim wstanie zimne listopadowe słońce, ale już wiem, co zastanę na klatce schodowej, gdy otworzę drzwi.
Śmierdzący wyraz buntu i niezrozumienia.
Zdarza się, że nawet pachnąca ledwo spłukanym płynem pod prysznic, jestem dokładnie takim wyrazem.
Niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć, pominąć bez komentarza czy wyminąć w bezpiecznej odległości. Oto najlepszy przykład.
Ale głupia sytuacja.