Wczoraj, po ponad dwudziestu pięciu latach żywota, uświadomiłam sobie, że nie jestem geniuszem. Wiem, trochę późno. To straszne, że przez taki szmat czasu żyłam w nieprawdziwej wersji rzeczywistości… Rzecz sprowadzała się do tego, że w mojej pracy doszłam do muru z wywieszonym na nim transparentem: nie wiem, co dalej. Rozbiłam ten mur, jak zwykle, kilka minut później, ale zrozumiałam, że pokonywanie tego typu przeszkód nie jest moim wrodzonym talentem, tylko szeregiem wyuczonych czynności, które powtarzam, by wprowadzić się w odpowiedni stan.

Jeśli więc szukacie natchnienia (weny), sposobu na rozwiązanie życiowego problemu albo nowego pomysłu na poderwanie chłopaka, przedstawiam Wam 10 sposobów na to, by codziennie wpadać na genialny pomysł. Bo wyzwalanie w sobie kreatywności można zrobić doraźnie (o tym będzie pierwsze 5 punktów tego wpisu), ale warto też o swoją kreatywność dbać stale (o tym, jak możecie się domyślić, jeśli nie jesteście bakteriami albo pierwotniakami, będzie kolejne 5 punktów).

 Dodam jeszcze, że im częściej stosujecie się do wszystkich 10 wskazówek, tym jesteście mniej zestresowani. Świadomość, że zawsze uda Wam się wymyślić coś wspaniałego albo znaleźć owocne wyjście z problemu, działa jak balsam na duszę. Dzięki temu Wasz mózg nie wariuje, produkując toksyczne myśli, typu: nie dam rady, jestem beznadziejny, to już koniec świata, życie mi się zawaliło. Tylko uruchamia nowy mechanizm: OK, jest sytuacja, musimy ją natychmiast rozwiązać. I tak się dzieje.

5 szotów kreatywności (odurzenie nowymi pomysłami: natychmiastowe!)

1. Oddychanie i medytacja

Podejrzewam, iż słyszałeś, że człowiek musi jeść i pić wodę, by żyć. Toteż jesz i pijesz, by nie zaliczyć przypadkowego zgonu, prawda? Przecież to oczywiste!

Na pewno też gdzieś w podstawówce pani od biologii powiedziała, że nasz gatunek potrzebuje również tlenu, by dobrze funkcjonować. Ale oddychanie to przecież odruch bezwarunkowy, prawda? Nawet, kiedy nasza świadomość jest wyłączona, jak podczas snu, i tak oddychamy.

I tak, i nie.

Czasy się zmieniły, ewolucja postępuje. W większości poruszamy się samochodami i prowadzimy biurowy tryb życia, więc nasz oddech stał się płytszy niż kilkadziesiąt jeszcze lat temu. Wdychamy powietrze częściej płucami i już nawet skórą, niż przeponą. I nie jest to dostateczne, by odpowiednio dotlenić nasz mózg.

Kojarzysz, co się dzieje, gdy nadmuchasz trzy baloniki, jeden za drugim? Kręci ci się w głowie, masz lekką fazę, czujesz się trochę głupkowato?

Wyobraź sobie, że nie oddychając prawidłowo, stan Twojego umysłu jest właśnie taki. Tylko utrzymuje się permanentnie, więc nie obserwujesz u siebie z zadziwieniem narastającej głupawki.

By odpowiednio dotlenić swój mózg, codziennie (staram się z samego rana, przed pracą, ale nie zawsze mi to wychodzi) wykonuję co najmniej 7 minut ćwiczeń oddechowych. Pomaga mi w tym najlepsza jak do tej pory wg mnie wymyślona aplikacja, czyli Prana Breath. Jest przekozacka! Są w niej różne ćwiczenia oddechowe, których wykonanie jest początkowo trudne, ale i dostarczające mnóstwo satysfakcji. A profitów jest mnóstwo:

  • uspokojenie gonitwy myśli,
  • skupienie umysłu na bieżącej czynności,
  • odzyskanie poczucia kontroli w codziennych zadaniach,
  • zwiększenie zdolności poszukiwania innowacyjnych rozwiązań,
  • stymulacja kreatywności,
  • zmniejszenie nasilenia bólu migrenowego.

To tylko niektóre z nich! Po siedmiominutowej sesji często kręci mi się w głowie od wdychanego tlenu i jestem na swoistej fazie, ale bardzo pozytywnej! Czuję, że mogę przenosić góry. Polecam gorąco. Dajcie koniecznie znać, czy aplikacja również Wam się spodobała!

2. Ruch

Pot jest jak WD-40 dla umysłu: smaruje zardzewiałe zawiasy w mózgu i sprawia, że myślenie staje się bardziej płynne. Ćwiczenia pozwalają umysłowi uzyskać dostęp do nowych pomysłów, dotąd schowanych w podświadomości.

To słowa Christophera Berglanda, triatlonisty i pisarza. Trudno się z nimi nie zgodzić! Kiedy jestem zmęczona psychicznie, uwielbiam odpocząć, męcząc się fizycznie. Ruch wyzwala endorfiny, i choć tkanka tłuszczowa zaczyna się spalać dopiero po 20 minutach ćwiczeń, to poprawę samopoczucia możemy już zauważyć po kwadransie! Wystarczy więc kilkanaście przysiadów, szybki bieg wokół biurowca, w którym pracujecie czy kilka ćwiczeń z ciężarkami, by uruchomić w sobie proces kreatywności!

Podobno i Einstein obmyślił swoją teorię względności, jeżdżąc rowerem!

3. Podpatrywanie innych

Na tych, co bezmyślnie kopiują innych, wołało się w dzieciństwie: papuga. Ja sama muszę przyznać, że mnie strasznie ostatnio zirytowało, kiedy znalazłam w sieci nieudolnie zgapioną wersję moich kart pracy Bohater Prawdziwy 2.0, nad którymi tak długo pracowałam… Nikt nie lubi podrabiaczy, zżynaczy i plagacistów. Nic dziwnego. To przestępcy.

Istnieje też powiedzenie: naśladownictwo to największa forma komplementu.

Praca innych może nas zainspirować i sprawić, że sami wpadniemy na różne pomysły. Ważne, by były nasze, indywidualne, a osiągnięcia innych sprawiły, że zapragniemy zrobić coś dużo lepiej, albo stworzyć coś zupełnie innego, ale za sprawą czyjegoś słowa lub dzieła.

Mnie bardzo przekonuje działalność Krzysztofa Gonciarza, którą ukazuje w DailyVlogach. Gdyby nie to, że Gonciarz przygotowuje się do maratonu, czy umiałabym się zmotywować wczoraj do ruszenia tyłka i przejechania rowerem 30 km? Czy nie był przypadkiem jednym z czynników, dla których rzuciłam pracę i postanowiłam otworzyć własną firmę, zbudowaną na renomie bloga? Zdarza się, że Gonciarz wspomni o jakiejś tematyce w jednym z odcinków ledwie zdaniem, a ja sobie myślę: aha, oto idealny pomysł na nowy blogowy wpis!

Oczywiście inspiruje mnie dużo innych twórców, ale kilkuminutowy szocik z vloga Gonciarza od razu sprawia, że zaczynam żywiej funkcjonować.

4. Burza mózgów ze znajomymi

Czasem, kiedy nie jestem pewna swojego pomysłu, potrzebuję jego rozwinięcia albo uporządkowania pewnych spraw, przegaduję go z Sikorą albo moim chłopakiem. Utwierdzają mnie w przekonaniu, że mam rację. Dodają odwagi do dalszego działania, a nierzadko podsuwają naprawdę genialne pomysły. To właśnie dlatego Sherlock bujał się z Watsonem!

Jeszcze za czasów pracy w wydawnictwie, kiedy jakaś myśl świtała mi w głowie, uwielbiałam wyjść na środek biura i przedstawić swoją koncepcję. Podczas wspólnej burzy mózgów rozbudowywaliśmy ten pomysł, przerzucaliśmy się hasłami, każdy dokładał do idei jakąś cegiełkę. Synergia potrafi zdziałać cuda!

5. Planowanie

Że niby planowanie jest tylko dla sztywniaków? A artyści zawsze idą na żywioł?

Terefere.

W momencie, kiedy mam jedynie mglistą wizję tego, co należałoby zrobić, muszę sobie wszystko rozpisać. Jeśli widzę efekt, do jakiego chcę dojść, ale nie do końca wiem, co zrobić, by znaleźć się w punkcie, który będzie mnie satysfakcjonował, biorę kartkę i długopis. Skupiam się na problemie i puszczam wodze fantazji. Wyspisuję wszystko, co przyjdzie mi do głowy. Po pewnym czasie wykreślam totalne nonsensy, a resztę porządkuję w kolejności. Kiedy mam czarno na białym, od czego należy zacząć, a co zrobić potem, po pierwsze jestem spokojniejsza, a po drugie… Pojawiają się inne pomysły! Pomiędzy jednym punktem na liście a drugim jest cała nieskończoność inspiracji, dodatkowych czynności, które mogę wykonać, by osiągnąć cel.

Próbowaliście?

5 składników koktajlu PSK (Permanentnego Stanu Kreatywności)

6. Radość

To, nad czym pracujesz, musi sprawiać Ci radość. Inaczej Twoja kreatywność będzie zablokowana.

Jeśli nienawidzisz swojej pracy, mam dla Ciebie dobrą radę: rzuć ją i zajmij się czymś bardziej satysfakcjonującym. (Ja wiem, tak się łatwo mówi, a rzeczywistość rzuca kłody pod nogi… Ale jeśli masz takie myśli, koniecznie przeczytaj mój wpis Marzec, czyli chwila, kiedy trzeba się puścić oburącz).

A jeśli średnio cię jara, jak na przykład mnie pisanie rozdziału książki, w którym nie ma ani jednej erotycznej sceny? A i tak wiesz, że tego nie przeskoczysz, to musi być odhaczone i koniec?

Dorzuć składnik radości! Zakładając, że czynność dłuży Ci się niczym szary papier toaletowy, weź kolorowy mazak i dorysuj na nim motylki! Przy odrobinie szczęścia, odcisną Ci się na pośladzie i będziesz mieć najoryginalniejszy tyłek w mieście!

Kolejne nudne zebranie w pracy, które nie przynosi konkluzji? Zrób z siebie pajaca i przytakuj szefowi, może w to uwierzy. Ty będziesz mieć lepszy humor, a szef również, bo ironii w Twoich tekstach na pewno nie wyczuje!

Każde zadanie, które wykonujesz, rób w swoim stylu i trzymaj dystans. Świat się nie zawali, gdy go nie wykonasz, a jeśli to, czym się zajmujesz, nie przynosi Ci radości… To po co w ogóle to robić?

Dla pieniędzy?

Uwierz mi, że jest mnóstwo rzeczy, których nie zrobiłabym absolutnie za żadne pieniądze (np. nie zostałabym księgową, bo w to nie umiem, jest to dla mnie na maksa trudne i w ogóle mnie to nie kręci). A dopiero, kiedy w tym, czym się zajmujesz, będzie prawdziwa pasja, ludzie za to Cię docenią – również finansowo.

7. Czytanie

6 minut czytania obniża poziom kortyzolu w organizmie o 68% (źródło), co oznacza, że wybitne lekarstwo na stres zostało odkryte dawno, dawno temu. I jest nim dobra książka!

Rozluźnieni łatwiej wpadamy na dobre pomysły, ale podążając myślami za bohaterem, po części naprawdę się w niego wcielamy. Ponieważ myślimy o wykonywanych przez niego czynnościach, naszemu mózgowi poniekąd wydaje się, że faktycznie się tym zajmuje. W ten sposób możemy uaktywnić takie jego części, których na co dzień w ogóle nie używamy. Czytanie wytwarza nowe połączenia w mózgu, a dodatkowo pobudza (źródło, polecam, bardzo ciekawy, szczegółowy artykuł, jeśli lubicie takie kognitywistyczne zagwozdki).

Czasem warto poczytać również poradniki. Czasem, choć o czymś wiemy, to o tym zapominamy, a książka tego typu może nam bezpośrednio o tym przypomnieć. I ponownie zainspirować!

8. Podróżowanie

Przebywając długo w jednym miejscu, przyzwyczajamy się. Żyjemy ze świadomością, że nic nas nie zaskoczy, bo dobrze znamy nasze otoczenie. Tracimy czujność i wrażliwość na szczegóły. Słowem, sabotujemy naszą kreatywność.

Kiedy całkiem niedawno trafiłam do Londynu, mój mózg został zbombardowany przez nowe bodźce. Wszystko było inne: budownictwo, ulice, samochody, ludzie, zapachy (i ceny ;/). Pomysł na opowiadanie czy notkę na bloga pojawiał się za każdym rogiem! Chciałam sfotografować dosłownie wszystko, bo każdy zaułek wydawał się niezwykle pociągający! A w moim rodzinnym mieście albo Poznaniu nie ma już tak dobrze.

Na szczęście nie muszę za każdym razem wyjeżdżać tak daleko, by uruchomić swoją kreatywność.

Wypad w góry czy nad jezioro w zasięgu województwa, jeżdżenie rowerem po nowej trasie czy zwiedzenie pobliskich ruin jest dla mnie wystarczającym bodźcem do tego, by spłodzić jakieś nowe dzieło. I nieważne, czy to łono natury czy miejska dżungla. Wszędzie można dostrzec artyzm.

9. Obcowanie ze sztuką

Choć warto też wybrać się w miejsce, w którym artyzm jest skondensowany w jednym miejscu. Galeria sztuki albo wystawa fotografii znajomego czy koncert, bo czemu nie? Dobrym pomysłem jest też obejrzenie filmu o nieco trudniejszej fabule niż Avengersi albo skosztowanie serialu trochę poważniejszego niż Przyjaciele. Odwiedzenie strony internetowej muzeum i poczytanie o życiu słynnych artystów jest również niegłupie! Najważniejsze, by robić to stale, nie od święta. Dbajmy o nasycenie naszych wrażeń estetycznych tak samo, jak dbamy o napełnienie swoich żołądków!

I najważniejsze.

10. Notes

Bo najwięcej inspiracji jest w nas samych.

Kiedy tylko coś wpadnie nam do głowy, warto to zapisać. Nie ruszajmy się zatem bez notatnika, choćby najmniejszego! Trzymajmy go blisko łóżka, bierzmy ze sobą nawet na zakupy. (No dobrze, od biedy może być telefon z odpowiednią aplikacją, ale pisanie długopisem również wyzwala kreatywność).

Dla mnie notowanie dialogów moich bliskich stanowi wielką inspirację do gagów w książkach. Kiedy pracuję nad jednym projektem, wpada nagle do głowy pomysł dotyczący innego tematu. By się nie rozpraszać, notuję myśl w kajecie i wracam do pracy.

Często słyszę autorów, z którymi współpracuję, że mają naprawdę super pomysły i gdyby spisywali je na bieżąco, wena nigdy by ich nie opuszczała. A kiedy siedzą przy komputerze, męczą się niemiłosiernie, nie mogąc nic wymyślić.

Słuchajcie: notes to podstawa. Kiedy przeglądam własne notatki, jednak wraca do mnie przeświadczenie o własnym geniuszu, nawet, jeśli jest ono nieprawdziwe.

Na koniec nie życzę Wam kreatywności, bo wiem, że sami potraficie już o nią zadbać.

A jeśli macie jeszcze inne sposoby na to, by wpadać na genialne pomysły, to koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach!

Tymczasem!

Wasza

Jeśli spodobał Ci się wpis, koniecznie sprawdź poniższe!

Jak znaleźć motywację do pisania bloga?

W moim życiu nic się nie dzieje – 3 powody, dlaczego i 3 wskazówki, jak to naprawić

6 czynników, które sprawiają, że zaczyna mi się chcieć, kiedy bardzo mi się nie chce