Dzisiaj recenzja nie książki, nie filmu, nie moich przygód w trakcie ucieczki przed stadem gołębi, ani nawet nie Twoich perypetii w toalecie. Dziś recenzja gry, moje misiaczki, i to nie byle jakiej, tylko Psychodropsów

Nie rozumiem ludzi, którzy nie lubią grać. To nie jest jednoznaczne z tym, że ich nie lubię czy odsuwam się od nich jak od trędowatych, po prostu upodobanie to (lub właśnie jego brak) jest dla mnie wręcz niewiarygodne. Zalet gier jest niesamowicie dużo. Rozrywka, edukacja, kontakt z ludźmi, nabywanie umiejętności pracy zespołowej, a także to, co lubię najbardziej. Wygrywanie. (Tudzież przyjęcie porażki na klatę). Pytanie więc do Was. Czy lubicie grać i jakie są Wasze ulubione gry? Nie chodzi mi o komputerowe, telefoniczne czy te na Facebooku, ale stricte towarzyskie. A jeśli nie lubicie, to dlaczego? 

Zanim jednak odpowiecie na powyższe pytania, spróbujcie się przemęczyć i poczytać nieco o Psychodropsach. Być może wchodziliście na Fabrykę dygresji z poczuciem, że nienawidzicie grać i puścicie hejta na całą tę notkę od góry do dołu, lecz w miarę lektury zmienicie swoje nastawienie i sięgnięcie choćby po Psychodropsy?
Gra została stworzona przez abcportal, czyli dwóch panów, którzy pochodzą z Poznania i robią gruby hajs dzięki zabawie. (Zawsze uważałam, że jeśli Polak nie potrafi, to Poznaniak już na pewno, bo my, Wielkopolanie, naprawdę mamy łeb do biznesu). Mimo wszystko nie trzeba wydać 99 złotych, by zabawić się w tę szaloną grę, którą są Psychodropsy. Na stronie www.abcportal.eu/games/psycho-dropsy/ możesz odnaleźć wszystkie karty i po prostu je wydrukować na sztywnych kartkach. To tylko jedna z opcji. Jeśli mieszkasz w Poznaniu, zapraszam Cię do GOSU, czyli wypożyczalni gier, która mieści się przy ulicy Taczaka 14. Bardzo miła dziewczyna (czasem bardzo miły chłopak) doradzą Ci w wyborze przaśnej zabawy tak, by najbardziej odpowiadała Tobie i Twoim znajomym. Stawki za wypożyczenie są śmiesznie niskie, ale pamiętaj, by mieć około stówki na kaucję. 
Właśnie z tej trzeciej opcji skorzystałam w zeszły weekend. A kilka godzin później pękałam ze śmiechu, grając w Psychodropsy. Uwaga. To raczej nie jest gra dla osób poniżej 16 roku życia, ale… Któż Wam zabroni, młodzi przyjaciele? 

G

ra jest bardzo prosta. Losujemy czarną kartę z pytaniem. Potem każdy wybiera białą kartę z odpowiedzią, która pasuje do pytania. Wygrywa najzabawniejsza i najlepiej przeczytana odpowiedź.

Tak głosi strona internetowa i tak jest w rzeczywistości. Powiem Wam tyle: w trakcie gry można odnieść ciężkie obrażenia od śmiechu, a jeśli macie kłopoty z popuszczaniem – miejcie w pogotowiu pampersy. Jest zabawnie nawet bez alkoholu – choć z alkoholem, wiadomo, jeszcze zabawniej. Zabawne pytania na kartach oraz pokręcone odpowiedzi, które można ułożyć na przykład we frazę
„Co lepiej wygląda, niż pachnie? – Łechtaczka” to nie jedyny huncwocki akcent gry. Również komentarze uczestników potrafią w międzyczasie doprowadzać do skurczów brzucha. 
Emilka: Nie wiem, nie wiem na co się mam zdecydować, nekrofilia czy pedofilia… 

Boh: Tak, to zawsze są trudne wybory…

Nie wydaje mi się tylko, żeby to była gra dla wszystkich. Wiem, że mam dosyć specyficzny, czarny humor i raz na jakiś czas zdarza się, że kiedy pękam ze śmiechu, usłyszawszy żart, w którym pojawił się nie tylko Murzyn, ale i Żyd, moje zachowanie zostaje skwitowane uniesieniem brwi w kompletnej dezaprobacie. Śmieję się ze wszystkiego. Z głodu na świecie i z tego, że jestem gruba. Z głupoty innych i własnej, choć czasem to ostatnie przychodzi mi z wielkim trudem. Uważam, że śmiać się jest dobrze, a ze znajomymi – jeszcze lepiej, dlatego polecam Wam Psychodropsy, jeśli nie jesteście zbyt przykładnymi obywatelami o wysublimowanym poczuciu humoru. Najlepiej na początek imprezy albo pierwszą połowę jej trwania. 
Jedyną wadą Psychodropsów jest to, że kartek z różnymi wariantami odpowiedzi oraz samych pytań jest dosyć mało. Kiedy zasiedliśmy do gry nazajutrz, tak śmiesznie już nie było. Odpowiedzi się powtarzały, a salwy śmiechu nie wybuchały tak często. Na szczęście stwierdziliśmy, że w Psychodropsy można grać nawet bez kart. Wystarczy mieć wyobraźnię i kilka ciętych ripost na podorędziu. Ewentualnie być zacnym sowizdrzałem i gadać pierwsze, co ślina na język przyniesie. 

Pomysł gry tak czy siak jest świetny, więc przyznaję

 7,5/10.