Ida pełna antysemickich stereotypów, Ida, która nie zasługuje na Oscara, nudna Ida… Każdy ma prawo do mówienia o swoich odczuciach wywołanych przez film. Każdy może interpetować film wedle własnej woli. Dlatego dziś, po dwukrotnym obejrzeniu Idy, powiem Wam o moich przemyśleniach względem obrazu Pawła Pawlikowskiego. Bardzo chyba zresztą prywatnych, bo nigdzie w sieci nie znalazłam podobnej interpretacji Idy. Dla mnie bowiem ten film opowiada o dojrzewaniu. 

Siostra Anna (Agata Trzebuchowska) na kilka dni przed złożeniem ślubów zakonnych, zostaje wysłana przez matkę przełożoną, by poznać swoją jedyną żyjącą krewną. W trakcie spotkania, ciotka, Wanda Gruz (Agata Kulesza), inspirowana postacią Heleny Wolińskiej-Brus*, wyjawia młodej dziewczynie, że naprawdę nazywa się Ida Lebenstein i jest Żydówką. Następnie kobiety ruszają w podróż po szarej Polsce z lat 60. ubiegłego wieku, by odnaleźć miejsce pochówku najbliższych krewnych i dowiedzieć się, jak umarli. 
Do gustu przypadł mi kontrast między bohaterkami, mogący wydawać się oklepany, ale dla mnie bardzo wiarygodny i naturalny. Ida jest cichą, pokorną i oddaną Bogu młodą dziewczyną, zaś Wanda nie stroni od mężczyzn i alkoholu. Na swoich rękach ma krew innych ludzi. Większość jej wypowiedzi ma zaś sarkastyczny wydźwięk. I jako zdeklarowana komunistka, raczej nie oddaje się rozmyślaniom na temat wiary czy duchowości. Między dwoma kobietami szybko, choć nie bez zgrzytów, nawiązuje się nić porozumienia. To, że pomiędzy tak różnymi osobami może zrodzić się miłość, jest bardzo piękne. 
Pewnie w każdej recenzji, jaka się ukazała na temat Idy, został podkreślony artyzm każdego z kadru. Gdzieś przeczytałam, że Pawlikowski powtarzał niektóre sceny czterdzieści razy, by wszystko wyglądało idealnie tak, jak w jego głowie. Opłaciło się. Ogromne wrażenie na mnie zrobił nie tylko twórczy minimalizm zdjęć i to, że świat skąpany w czarno-białej tonacji wciąż jest zaskakująco piękny. Najbardziej przemówiła do mnie symetria scenografii oraz aktorów w kadrach, a także nieruchoma kamera. Faktycznie, każde ujęcie można oprawić w ramkę i zawiesić na ścianie. 
Muzyka też jest bardzo dobra. Hity takie jak Serduszko puka w rytmie cha-cha przeplatają się z muzyką poważną oraz jazzem. Przeważnie jednak widzowi towarzyszy cisza, która jest bardziej wymowna niż jakikolwiek podkład dźwiękowy. 

Ida nie szufladkuje narodów. Nie pokazuje, że Polacy są źli, a Żydzi dobrzy, albo odwrotnie. Historia ma do siebie to, że dzieje się nieustannie i rzutuje na życie każdego człowieka, raz mniej, raz bardziej. Tutaj konkretne wydarzenie, jakim był Holokaust, ma konsekwencje dla dwóch konkretnych żyć i Pawlikowski nie stara się kogokolwiek rozliczyć za piekło drugiej wojny światowej. Po prostu pokazuje, że każdy z ludzi niesie z sobą jakiś bagaż. Dla Idy takim bagażem była śmierć jej rodziców. Dlatego film jest dla mnie zmysłową opowieścią o dorastaniu. Tytułowa bohaterka dojrzewa, by poznać swoją tożsamość i dowiedzieć, co stało się z jej rodziną. Dojrzewa na tyle, by nie podejmować pochopnie decyzji o tym, czy spędzi resztę swojej egzystencji za murami zakonu. Dojrzewa tak, że prócz słuchania głosu rozsądku, odnaleźć miejsce na posłuchanie swojego instynktu. 

A jak się to wszystko kończy? Nie wiadomo do końca. Wiadomo, że dostaliśmy Oscara i powinniśmy się tym cieszyć. To naprawdę dobry powód do radości. Mnie osobiście cieszy także to, że zaczęłam wierzyć w polskie kino. Wyszukuję coraz to nowsze filmy realizowane przez Polaków i nie zawodzę się na nich. W tym przekonaniu utwierdził mnie sam Andrzej Wajda, który w wypowiedzi na antenie TVN24 przyznał, że naszas rodzima kinematografia wreszcie „staje na nogach”. Takiego autorytetu żal nie posłuchać. 
Bardzo pozytywnym akcentem była też fotka strzelona Anecie Kopacz, Urszuli Wantuch-Żal, Agacie Kuleszy i Agacie Trzebuchowskiej podczas gali przyznawania Oscarów. Pawlikowski rozgaduje się na scenie, a panie w tym czasie palą fajkę, plotkują i sączą wino. Dla mnie –  klasa sama w sobie. Oraz trafna charakterystyka polskich kobiet – naturalnych i stylowych jednocześnie. W internecie rozgorzała dyskusja, czy to ładnie, czy brzydko, że aktorki wraz z koleżankami opuściły główną salę, by uraczyć się używkami na korytarzu. Dyskusja chyba niepotrzebna, no bo zobaczcie sami, jakie one piękne!

A dla samej Idy

9/10. 

___________________
* Polska komunistka pochodzenia żydowskiego, biorąca udział w stalinowskich mordach sądowych.