Jestem kobietą i jestem wkurwiona. Na facetów? No nie, kolejna feministka, która zaraz zapuści włosy pod pachami, a później pofarbuje je na niebiesko… Otóż nie. Jestem wkurwiona zarówno na mężczyzn, jak i pozostałe przedstawicielki mojej płci. Również na samą siebie. A o co w ogóle chodzi? O duszenie się. Stereotypami. 

No bo jak tu swobodnie oddychać, kiedy mój współlokator utożsamia feminizm z walką kobiet o to, by zapanowały nad męskim plemieniem, a w sklepie można usłyszeć od wypowiadającej się z pogardą ekspedientki, że te młode to tylko kariery by robiły teraz, a obiadu chopu to już niełaska ugotować! W tyłkach się poprzewracało, ot co. Jak żyć, pani premier?! 

Za każdym razem, kiedy chcę zobaczyć, co na dany temat sądzą Polacy, wrzucam zagadnienie w Google i przeglądam zakładkę z grafiką. Co widzę po wpisaniu hasła: feministka? Na przykład demotywatory. Nie będę ich wszystkich podawać dalej, bo byłaby niechciana reklama dla twórców hejterskich, wyssanych z palca haseł, które nie prowadzą do niczego innego, jak tylko utwierdzania w głupocie całego narodu. Można jednak na nich przeczytać, że feministka to kobieta, która ciężką pracą, wysiłkiem, poświęceniem i samozaparciem udowadnia w ciągu tygodnia, że jest w stanie zrobić coś, co na wpół pijany facet robi bez wysiłku i zastanowienia w ciągu pięciu minut. Albo, że każda szanująca się feministka musi mieć na koncie choć jedną aborcję – to taki chrzest. I jeszcze zdjęcie dwóch kobiet, jednej z piersiami prawie na wierzchu, drugiej ubranej i, niestety, mniej urodziwej. Z podpisem głoszącym: Zgadnij, która z nich jest feministką, i wolałaby, żebyś to Ty zmywał naczynia. W wynikach wyszukiwania na pierwszych miejscach plasują się brzydkie, otyłe babsztyle i chamskie hasełka, które może i śmieszą, ale pewnie osoby, dla których jedyną rozrywką jest przeglądanie takich właśnie memów, picie co najmniej sześciu browarów dziennie i walenie sobie konia. 
Na całe szczęście trochę dalej zaczyna się coś dziać w tych wynikach. Pojawia się Emma Watson, a tuż obok niej Marta Płusa (polecam z całego serca blog Żadna Kolejna Miłostka, a szczególnie wpis „Pytania do feministki„) i kilka ilustracji Marty Frej. Myślałam, że gdy wpiszę feminist w wyszukiwarkę, wymowa kolażu z obrazków, jaki utworzy się w Google, będzie o wiele bardziej optymistyczna. I tutaj szok. Tak się nie stało. Ilustracje ośmieszające pojęcie feminizmu i wypaczające jego znaczenie są obecne w tym samym stopniu. 
Może i miałabym to gdzieś, gdybym… Hm. Nie. Nie widzę ani jednego powodu, dla którego sprawa nie miałaby mnie obchodzić. 
Dlatego, zainspirowana przez mojego współlokatora (który w ogóle jest wspaniałą inspiracją do pisania i nie chciałabym, żeby to gdzieś uciekło, Boharku, pozdrawiam Cię, dzięki Tobie mam mnóstwo chęci do działania!), chciałabym wyjaśnić, jak postrzegam pewne zagadnienia związane z feminizmem. I tym samym zwalczyć kilka stereotypów, które nijak mają się do rzeczywistości.

http://data.whicdn.com/images/147936577/large.jpg

1. Feministki czują wyższość nad mężczyznami
Nie wnikam w to, kto co czuje, bo uczucia to przecież uczucia, a osobiście z poczuciem wyższości walczę. Nie chcę czuć się lepszą od kogokolwiek, kiedykolwiek, jedynie chcę być lepszą wersją siebie, każdego dnia. Może to trochę dziwić, w końcu rzucam tak lakonicznie, będzie na pewno na ten temat post w przyszłości. 
Feministka nie dąży do tego, by tłamsić mężczyznę. Chce stać obok niego, albo stać sama, bo potrafi. Chce mu pomagać. I chce, żeby jej pomagano. Współpraca albo samodzielność, w każdym razie: równość.
Równość jako taka. Bo wiecie, nie ma co ukrywać: różnimy się od siebie. Zdarza się, że kobiety mają piersi, a faceci jaja. Mamy też inne mózgi, potwierdzone info. No niestety, przykro mi, nauka mówi, że z tego powodu w różny sposób odbieramy sygnały dochodzące do nas z zewnątrz. Kobiety mają więcej połączeń neuronowych między prawą a lewą półkulą, a mężczyźni pomiędzy przodem a tyłem mózgu. Dlatego możemy być dobrzy w różnych rzeczach. Dlatego nie musimy ze sobą walczyć, a możemy się uzupełniać
I to jest piękne. I o to warto dbać. 
Szanuję mężczyzn. Nie wyobrażam sobie bez nich świata. Chciałabym może, żeby przezwyciężyli kryzys, o jakim piszą Philip Zimbardo oraz Nikita S. Coulombe w książce Gdzie ci mężczyźni? i stali się silniejsi, ale o tym też może innym razem. Poza tym dobrze mi się z mężczyznami pracuje. Jestem jedyną kobietą w pięcioosobowym zespole. Nie uważam, by było to jakieś osiągnięcie. Po prostu każdy z nas jest w tym miejscu, bo na to zasłużył i dobrze wykonuje swoją pracę, bez względu na płeć. Myślę, że takie podejście do tematu równouprawnienia jest całkiem OK, jak sądzicie? 
Poza tym, gdyby feminizm naprawdę zakładał dominację kobiet nad mężczyznami, nie sądzę, by feministami okazali się tacy wspaniali faceci jak choćby Ci poniżej:

http://assets.elleuk.com/gallery/23464/eddie-redmayne-elle-feminism-t-shirt-aitken-jolly__large.jpghttp://assets.elleuk.com/gallery/23464/benedict-cumberbatch-elle-feminism-t-shirt__large.jpghttp://assets.elleuk.com/gallery/23464/tom-hiddleston-elle-feminism-t-shirt__large.jpg

2. Feministka to głupi i pyskaty babsztyl
Możliwe, że już o tym na blogu pisałam, ponieważ tekst jest przekozacki i można go dopasować jako argument do naprawdę wielu sytuacji, ale posłużę się nim po raz kolejny, a zatem: pewnego razu wybrałyśmy się z Zuzią do Teatru Wielkiego (czego efektem była recenzja dla portalu aleczywarto.pl, polecam). Zuz, rozglądając się dookoła, stwierdziła, że miejsce, w jakim się znajdujemy, faktycznie jest z wyższej półki, ale ludzie… ludzie bydło jak wszędzie.
A zatem zdarza się, że do teatru przyjdzie ktoś, kto zamiast przecinka używa słowa kurwa. Zdarza się, że wśród Żydów znajdzie się osoba twierdząca, że Hitler był mistrzem strategii, a wśród naukowców profesor, który zarzekać się będzie, że wziąść to prawidłowa forma czasownika.
Zdarza się więc, że i wśród feministek pojawią się takie, które zachowują się po prostu głupio. I to o nich będzie się mówiło, bo przecież to bardziej zabawne czy interesujące dla oglądajacych telewizję mas niż jakieś nudne postulaty.
Ale to nie znaczy, że wszystkie feministki takie są. O tym należy pamiętać.

http://1wdojq181if3tdg01yomaof86.wpengine.netdna-cdn.com/wp-content/uploads/2014/12/EmmaWatson.jpg

3. Feministka śmierdzi i jest feministką, bo nie chce jej żaden facet
Może i są takie, które śmierdzą, na szczęście ja takich nie znam. Mit ten bierze się zapewne z… włosów.
Bo tak, zdarza się, że kobiety protestują przeciwko goleniu pach. No bo po co mają je golić, tak naprawdę? A nogi? A miejsca intymne? Przecież wszyscy mamy tam włosy, więc dlaczego tylko kobiety mają się ich pozbywać? Bo tak sobie nagle mężczyźni wymyślili?
To, co wiem, to to, że każdy z nas ma wybór. I może ze swoim ciałem robić to, co mu się podoba. W takich wspaniałych czasach żyjemy i w takim cudownym kraju. (Nie ma co narzekać, trzeba docenić i starać się, żeby było jeszcze lepiej). Osobiście wolę mieć mniej włosów niż więcej, bo do tego się przyzwyczaiłam, już od małego. Nie mam potrzeby tego zmieniać, nie wydaje mi się to istotnym problemem. Ale jeśli któraś kobieta stwierdza, że pierdoli żyletkę i wosk, to nie znaczy, że nie dba o higienę. To tylko kłaki przecież.
To, czy feministka będzie się wiązać z mężczyzną, to też kwestia jej prywatnego wyboru. Jeśli chce być singlem, niech będzie. Jeśli nie chce, niech nie będzie. Nie jest to skomplikowane, przynajmniej nie zawsze.

4. Żyjemy w XXI wieku i feminizm nie jest już potrzebny

Skoro pani w spożywczaku dziwi się, że facet robi zakupy na obiad, który będzie gotował, bo jego żona wraca z pracy później niż on, myślę, że feminizm jest wciąż potrzebny, ale ma wciąż poważniejsze problemy, którymi powinien się zajmować. Kiedy mężczyzna w Indiach zostaje skazany za romans z kobietą z wyższej klasy społecznej, a w ramach kary mają zostać publicznie zgwałcone jego dwie siostry, myślę, że feminizm jest wciąż potrzebny. Kiedy w blisko trzydziestu jeszcze krajach dochodzi do obrzezania dziewczynek, skutkujących chorobami, kalectwem, a nawet śmiercią, myślę, że feminizm jest wciąz potrzebny.

Uważam, że powinnyśmy cieszyć się z tego, że możemy głosować i pracować. Nie powinnyśmy wstydzić się feminizmu, bo bez niego nie miałybyśmy takiej możliwości. 
Nawet, jeśli nie utożsamiasz się z byciem feministką czy feministą, nie mów, że jego założenia są złe, skoro ich nie znasz. W ogóle, zanim cokolwiek powiesz, zastanów się. Warto.

Czytam sobie jeszcze raz to, co napisałam, od góry, do dołu. Myślę sobie: kurczę, przecież to zbiór banałów, po co ja tworzę taki tekst, każdy już o tym wie… A potem wpisuję jeszcze raz w Google hasło. Wyniki się nie zmieniają. I nagle przypominam sobie, że jestem bałaganiarą. I że nie lubię sprzątać. I że kiedy tak powiedziałam, za moimi plecami padł po pewnym czasie komentarz, że to bardzo źle świadczy o dziewczynie. I to z ust kobiety taka opinia wypłynęła. Bo chłopacy, to wiadomo, chłopacy. Tam skarpety rzucą, a tam do toalety spudłują, wiadomo, z nimi tak jest, oni mogą. Ale dziewczyny?! To nie wypada.

Bez sensu, tej, myśli sobie Emilka. Normalnie patologia jakaś.

A zatem czuję się w moralnym obowiązku trochę popisać o kobietach i mam nadzieję, że mi w tym pomożecie. Jeśli zdarzyło się coś, że poczułyście się niesprawiedliwie potraktowane z racji swojej płci lub w ogóle – dajcie znać. Jeśli bliskie są Wam idee feministyczne – podzielcie się z nimi. A jeśli zupełnie nie przepadacie za feministkami – napiszcie, proszę, dlaczego.