Karol Mroziński – Razzmatazz

Uwaga, w tej recenzji pojawia się sporo wulgaryzmów. Jeśli jesteście grzeczni i przyzwoici, nie czytajcie.
Nie pamiętam, kiedy zaczęłam obserwować Karola Mrozińskiego ani jak to się stało. Pewnego razu po prostu zaczęło mi wyrzucać jego posty na fejsie, z prędkością karabinu maszynowego. Sprawdziłam wspólnych znajomych, zobaczyłam kolegę z filologii polskiej, Wojana. Biorąc pod uwagę reputację Wojana, osoby, jakie miał w znajomych, mogły być albo absolutnie zachwycające, albo przeokrutnie spierdolone. Nigdy pomiędzy. Wówczas podjęłam decyzję o dalszym obserwowaniu Mrozińskiego i tak to już zostało. Nie żałuję.

Nie żałuję też przeczytanej książki Mrozińskiego, Razzmatazz, choć moja pierwsza myśl po rozwinięciu paczki od przemiłego pana z wydawnictwa brzmiała mniej więcej tak: o fak, jaka chujowa okładka, folia błysk, no jasne. Jak ja zrobię dobre zdjęcie na insta tak, żeby się lampa nie odbijała?
Kiedy pokazałam książkę mojemu staremu przyjacielowi, Zimnemu, powiedział: już go nie lubię, używa słowa palto. Nie lubię, jak we współczesnej literaturze polskiej stosuje się słowo palto. Czy ktokolwiek dzisiaj tak mówi?
Jagoda zaś śmiała się już od drugiej strony. I nie mogła przestać.
A kim w ogóle jest Karol Mroziński?
Czasami myślę sobie: Karol Mroziński to chory skurwysyn. Wydaje mi się, że dużo innych osób czy rzeczy tak o nim myśli. A potem sobie myślę: to mógłby być normalny chłopak, gdyby nie fakt, że dobrze pisze. Naprawdę dobrze pisze. I ma do tego poczucie humoru. 
Jeżeli taka odpowiedź Ci nie wystarcza, to nieistotne. Nie liczy się artysta (chociaż polecam obserwowanie go na Facebooku TUTAJ), tylko jego dzieło.
Razzmatazz zaś jest dziełem. I, wbrew pozorom, nie jest to książka o niczym.
Teksty Mrozińskiego są o tyle bekowe, o ile literackie. To krótkie opowiadania, zbiór statusów z jego Facebooka, w których pojawia się przemoc, nie tylko słowna, patologia, miłość, latająca świnia, mnóstwo sąsiadów z Grochowa, mieszkający na balkonie koń, pies Fajfus i… Zresztą, czego tam nie ma? 
Czasami jest śmiech przez łzy, czasami tylko śmiech. Krytyka naszej współczesności. Bezmyślności. Bezcelowości. I portret Warszawy. A może i całego naszego społeczeństwa. Znajdzie się tam satyra i na Grzesiaka, i na Kasię Michalak. I na Starbucksa, i na Open’era. 

— Widziałem rzeczy, którym wy ludzie nie dalibyście wiary  odzywa się do mnie.
— Jezus Maria  mówię.  Byłeś na Open’erze.
— Kolejki po Redd’sa i 2KC blisko sklepu spożywczego.
— Jezus Maria.
— Widziałem światła tabletów i dym z e-papierosów blisko głównej sceny.
— Dobry Boże.
— Wszystkie te chwile zagubią się z czasem tak jak łzy na deszczu  mówi cicho Igor i wypuszcza z rąk kaczkę.
— Nie zagubią  odpowiadam, pokazując mu telefon.  Zaraz wszystko będzie na Facebooku. 

Wszystko niby z przymrużeniem oka, z ogromnym dystansem. Takie pierdu-pierdu. Ale ile zatrważającej prawdy jest w tych tekstach…! To niby banały, ale kiedy się je przeczyta, można się przerazić. Zasmucić. Zacząć myśleć. A potem sięgnąć po flaszkę, żeby jak najszybciej przestać. I czytać dalej. 

— Masz ładne oczy. Co sądzisz o związkach?
— Jakich związkach?
— Między kobietami i mężczyznami.
— Sądzę, że są ekscytujące. Wiadomo, że wszystko prędzej czy później się spierdoli, ale nie wiadomo jak. Możliwości są nieskończone. 

Jeżeli ktoś z Was chciałby się dowiedzieć szczegółowo, o czym jest Razzmatazz, powiem: o życiu. A że życie to niezliczona ilość szczegółów, więc odpowiedź ta Wam nie do końca wystarcza, wychodzi na to, że musicie kupić tę książkę TUTAJ. Albo wpaść na spotkanie autorskie w Poznaniu, a konkretniej w Meskalinie, które poprowadzę już 29 lutego. Tak, będzie Karol Mroziński. Tak, będzie można przy okazji kupić książkę z podpisem tego lowelasa. Wszystko będzie można przy okazji. Zapraszam do dołączenia do wydarzenia na Facebooku. 
9/10

4 myśli na temat “Karol Mroziński – Razzmatazz

  1. Czytałam i podobała mi się, choć uważam, że pan Karol momentami przesadza… i w dodatku niektóre opowiadania są zwykłymi zapychaczami. Nie mniej – wspominam miło. U mnie na religii nawet ojciec franciszkanin cytuje jego teksty… to o czymś świadczy 😉

    Pozdrawiam
    ksiazki-inna-rzeczywistosc.blogspot.com

Dodaj komentarz