Untitled design (1)

Fabryka życia #6 – Jak się napierdala, to nawet jak nie wychodzi…

… to wychodzi.*

Analizuję ostatnie dni i zaczynam rozumieć, skąd brało się moje złe samopoczucie. Pomijając przeziębienie. Wyobraźcie sobie, że dałam się opętać lenistwu. Uważałam, że nic się nie dzieje, bo to taki martwy okres i można spokojnie przepierdolić czas z przyjaciółkami w ciepłym mieszkaniu, podczas gdy na zewnątrz jest nudno, zimno i źle.

Otóż nie.

Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.

Przez większość swojego życia szukałam autorytetów. Inspirujących ludzi, takich, za którymi mogłabym pójść na kraniec świata i dla których potrafiłabym rzucić się w przepaść, popychających mnie do przeskakiwania samej siebie. Nadszedł czas, by zrozumieć, że jeśli chwilowo wokół mnie brakuje takich osób, muszę być sama dla siebie największym motywatorem. Skoro potrafię to robić dla innych, dlaczego nie sama dla siebie? Przecież Mam tę moc.

Jedna sprawa mnie tylko irytuje, że nie wszystkie bliskie mi osoby zdają sobie sprawę z tego, czym tak naprawdę jest pisanie. I dla mnie, i w ogóle. Owszem, wiedzą, że pisanie jest treścią mojego życia, ale nie do końca chyba pojmują, jak wielką satysfakcję odczuwam z każdego napisanego rozdziału. I że niestety potrzebuję do tego kompletnej ciszy, odpowiedniej atmosfery, braku przerywników… Po prostu samotności. Nie wiem, jak się uporać z tym problemem, bo nie chcę zostać źle zrozumiana. Miło mi spędzać czas z ludźmi, których uwielbiam, ale nie pisząc, nie czuję się w pełni wartościowa.

Od tego dylematu chce mi się wymiotować.

Może to dobre miejsce na apel? Żebyście pamiętali o mnie, wysyłali zaproszenia na różne eventy, dobijali się, gdy jest Wam źle (ale serio źle), ale nie wmanewrowywali w godzinne dyskusje na temat, dlaczego nie chcę z Wami jechać na zakupy? Bardzo mi na Was zależy, kochani, ale kiedy nie piszę, nie umiem być szczęśliwa.

No bo wkurwia mnie, wkurwia niemiłosiernie, że moim największym osiągnięciem z tego tygodnia jest oddanie terminowo do druku książki (życie zawodowe) i kupienie czerwonej bluzy na wyprzedaży (życie prywatne). No ni chuja, nie godzę się na to. Czasy, kiedy podniesienie się z łóżka było ogromnym sukcesem już dawno minęły. To nie ja, ja chcę więcej.

Zatem muszę planować, ponieważ to najprostsza metoda, żeby się realizować. Potrzebuję planu! Od teraz plan będzie moim największym przyjacielem. Tak naprawdę sporządzę go po to, żeby nie wyszedł, bo znając nieograniczone możliwości Wszechświata oraz mojej nieustannej tendencji do pakowania się w kłopoty, coś pójdzie nie-tak. Ale lepiej tak niż nijak, rzekła Emilka Coehlo i podzieliła się z czytelnikami bloga sekretną wiedzą o tym, że mimo usilnych starań pisania książki, będzie wychodzić z domu.

Już w najbliższy weekend będę uczestniczyć w poznańskim Festiwalu Podróżniczym Śladami Marzeń. Służbowo, z misją i Agatą. W sobotę 18 lutego o godzinie 15.00 na sąsiadającej imprezie, w Strefie Kontynentów, swoje wystąpienie będzie miał Arun Milcarz, autor Czadu, do którego wydania się przyczyniłam, i którego recenzję znajdziecie TUTAJ. Jeśli jesteście z Poznania, koniecznie odwiedźcie Międzynarodowe Targi Poznańskie!

W marcu kolejna impreza podróżnicza związana z moją pracą, czyli Kolosy w Gdyni. Zadbam o to, by na Instagramie przeprowadzić fotorelację z największego spędu podróżników w tej części Europy. Dlatego zapraszam do obserwowania profilu już zawczasu! Miło będzie stanąć znów nad brzegiem morza, w nocy, paląc papierosy i wspominając ostatnie miesiące…

Kwiecień to Enea Spring Break! Kilkudniowa konferencja muzyczna w Poznaniu. W zeszłym roku udział wzięli m.in. Malky, Dawid Podsiadło, Taco Hemingway i Monika Brodka, zaś w tym na razie ogłoszono Anitę Lipnicką oraz Fisz Emade Tworzywo. Nie na wielkie gwiazdy się jednak cieszę, a na mniejsze, kameralne koncerty w zatłoczonych knajpach wokół Starego Rynku. Klimat tego festiwalu jest naprawdę niepowtarzalny i bardzo się cieszę, że znów będę mogła wziąć w nim udział razem z Mateuszem.

A maj to jak zwykle Warszawa. Pierwszy raz będę uczestniczyć w Targach Książki jako bloger, nie wystawca. Mamy z Agatą legitymacje prasowe i mnóstwo czasu, więc spróbujemy przygotować dla Was sporo dobrego kontentu. Nareszcie będę miała czasu, by spotkać się z prowadzącymi blogi, które obserwuję od długiego czasu oraz pisarzami, jakich najbardziej podziwiam. Premiera książki Jakuba Żulczyka to gwóźdź tegorocznego wydarzenia. Nie mogę się doczekać!

Mam też dalszą perspektywę na rozwój Fabryki dygresji, lecz jedyne, co Wam mogę powiedzieć, to zachęta do nieustannego obserwowania, co tu się będzie odpierdalało. Zostańcie ze mną, a nie pożałujecie.

Howgh!

___________________________

* Krzysztof Gonciarz

5 myśli na temat “Fabryka życia #6 – Jak się napierdala, to nawet jak nie wychodzi…

  1. po prostu dorośnij .
    mądrość potrzebuje czasu na dotarcie do nas zatem
    zmienią perspektywy się i priorytety.
    pisanie jest jednym z elementów sztuk manipulowania społeczeństwem.
    toteż proszę uważać na swoje zdolności i czyny…

    Postscriptum
    niech ton emocji komentarza zabrzmi deszczowo.
    szaleństwem nie-jestem

Dodaj komentarz