Wiosna. Dobrych dni w tygodniu: 5/7, akurat rozpoczynam pisanie tego postu w sobotę i jest to ten gorszy dzień. Jest mi przykro, że kiedy analizuję, dlaczego jest mi źle, odpowiedzią za każdym razem są osoby najbliższe mojemu sercu.

Kiedy jestem w Poznaniu i myślę o bezsilności, uważam, że to bajka. Tam mogę wszystko, jestem dorosła, zdana na swój rozum i swoje zdolności. I dobrze na tym wychodzę. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Nawet, gdy cierpię, mogę mój ból przekuć w literaturę. Ale wystarczy, że wrócę do domu rodzinnego i na powrót staję się małą dziewczynką, nieustannie ocenianą, nie taką, jaką być powinnam. A powinnam być chudsza, przefarbować włosy na brązowy, bo rudy za bardzo rzuca się w oczy, mówić tylko miłe rzeczy albo trzymać język za zębami, mieszkać na prowincji, pracować w szkole podstawowej, mieć narzeczonego w swoim wieku i hobbystycznie parać się uprawą sałaty. I wtedy byłabym wreszcie idealna.

Patrzę na to, co napisałam i chce mi się wymiotować. Tak jak wtedy, kiedy oglądałam jeden z ostatnich filmów Łukasza Jakóbiaka, w którym, jak pewnie wiecie, wyreżyserował swój udział w talk show Ellen DeGeneres.

Może autor 20m2 Łukasza jest psychiczny, może powinien się leczyć, nie mnie oceniać. Myślę sobie jednak, że podziwiam go w pewnej mierze. Za hart ducha, no bo kiedy wszyscy mówią Ci, że się nie uda, a Ty, na przekór wszystkim niesprzyjającym warunkom, stawiasz się okoniem i realizujesz swój cel, jesteś wielki. Może wielki z Ciebie szaleniec. Dla większości i tak będziesz pierdolnięty. Sytuacja z Jakóbiakiem jest dla mnie bardzo niejasna (cały czas mam w głowie WTF, kiedy myślę o tej dziwnej akcji), lecz uważam, że nie można człowieka niszczyć, bo zrobił coś, co większości wydaje się durnotą albo chorobliwym odpałem.

Ile razy my narobiliśmy sobie wstydu na mniejszą skalę i jak bardzo z tego powodu cierpieliśmy?

Ile razy rzeczywistość tak bardzo dała nam w kość, że zaczęliśmy czuć się jak w klatce i albo chowaliśmy się na wiele miesięcy pod depresyjnym kocem, albo po prostu nam odpierdalało?

Jak trudno było nam pozbierać się po stracie bliskiej osoby albo przestawić się z dzieciaka na dorosłego i zacząć ogarniać swoje życie od początku? Jak wiele błędów przy tej okazji popełniliśmy?

Myślę o przeszłości i pokornieję. Zwyczajnie nie chce mi się oceniać innych ludzi. Nie ma to najmniejszego sensu, skoro nie potrafię ocenić sama siebie. Zatem nie żywię obrzydzenia do ludzi, którzy uprawiają sałatę, buraki czy pyry. Może troszkę dziwię się ludziom, którzy uważają, że są w idealnym związku. Szanuję dobrych nauczycieli i faktycznie sama chciałabym być trochę szczuplejsza. Po prostu gotuje się we mnie, kiedy pomyślę, że tak miałoby wyglądać moje życie. Mam inny plan. Pewnie nieraz się na nim sparzę, nie należy do łatwych i krótkoterminowych. Wiem, że czeka mnie kilka lat dalszego wypruwania sobie flaków. Że ludzie wokół mnie nie będą potrafili zaakceptować mojej powracającej potrzeby schowania się za zamkniętymi drzwiami, więc będą mówić niemiłe rzeczy. I odchodzić. A ja będę z tego powodu nieustannie cierpieć, bo na nikim mi tak nie zależy, jak na bliskich mi osobach i nie mogę się pogodzić wciąż z tym, że coś się kończy i trzeba powiedzieć do widzenia.

Ale skoro otrzymałam na samym starcie ten piękny dar, że wiem, kim jestem, zawsze wiedziałam, to nie mogę uszczęśliwiać ludzi własnym kosztem, grając kogoś innego, niż jestem.

Łukasz Jakóbiak miał zatem prawo popełnić błąd. Miał też prawo mieć komentarze wszystkich ludzi po prostu w dupie. Tak samo jak ma prawo do skorzystania z pomocy psychoterapeutycznej, jakby co.

Widzicie? Dlatego uwielbiam pisanie.

Zaczynam, kiedy jest mi źle i mam łzy w oczach. Później, wraz z kolejnymi akapitami, odpowiadam sobie na pytania i uspokajam się, choć tak naprawdę zupełnie nie wiedziałam, że będę pisać akurat o Łukaszu Jakóbiaku, bo w tygodniu zdarzyło się tak wiele fascynujących, zaskakujących rzeczy, że to skandal, iż o nich nie napisałam (albo resztka przyzwoitości). I uśmiecham się, bo zaraz zaczyna się nowy tydzień, a ja mam kolejne potwierdzenie, że to jedna z najlepszych wiosen mojego życia.

Oby była taką również dla Was.