1

Jakub Żulczyk – Wzgórze Psów

To czwarta odsłona mojego płomiennego romansu z prozą Jakuba Żulczyka. Po Zrób mi jakąś krzywdę, Radiu Armageddon i Ślepnąc od świateł nadszedł czas na czwartą schadzkę pod Wzgórzem Psów. To były cudownie spędzone trzy wieczory. Szkoda, że lektura trwała tak krótko… Ale czy zniosłabym więcej?

Rodzina to zatrzaśnięcie się w windzie z zupełnie obcymi ludźmi na całe życie.

Zaczyna się od rodziny i na rodzinie kończy. Wzgórze psów to w zasadzie taka księga wyjścia i powrotu. Syna marnotrawnego, a miasto, do którego wraca po najrozmaitszych perypetiach, nie powinno się nazywać Zybork*, a po prostu: Miasto Psów. Tam wszyscy mieszkańcy szczekają i wydają się bardziej podobni do psów niż same zwierzaki, pałętające się po tej mazurskiej bądź warmińsko-mazurskiej mieścinie. Sąsiedzi wyszczekują sekrety innych sąsiadów. Mikołaj Głowacki, główny bohater powieści, warczy i podskakuje do swojego ojca, Tomasza. Obaj są początkowo jak ratlerek i doberman, zaś żona Mikołaja, Justyna, bywa po prostu (nie)wdzięczną suką. Bandyci gryzą się między sobą i zachowują jak dzikie bestie, byle tylko pokazać, kto silniejszy…

Mikołaj i Justyna opuszczają Warszawę. Nie stać ich na utrzymanie w stolicy Polski, więc postanawiają przeczekać gorsze dni w domu rodzinnym Głowackich. Mają za sobą kilka trudnych miesięcy w małżeństwie, a w Zyborku czeka na nich zetknięcie z przeszłością Mikołaja oraz czającym się między mazurskimi lasami i jeziorami pierwotnym złem.

Zło jest po to, aby je pokonać. Taka jest funkcja zła

pisze Żulczyk na jednej z 862 stron swojej najnowszej książki, ale czy w obliczu wydarzeń, które zaraz rozegrają się w miasteczku, zdanie to może brzmieć w jakimkolwiek ułamku prawdziwie?

2

Akcja Wzgórza Psów była tak wartka, a narracja tak doskonale poprowadzona, że wydawało mi się, iż raczej oglądam serial w stylu Skazanego na śmierć (konkretnie sezonu drugiego, kiedy do akcji wkracza Alex Mahone) niż czytam tomiszcze, które ledwo mogę utrzymać w rękach. Refleksje nad mroczną stroną istnienia, autentyczny język, niemal fizycznie odczuwalne fatum, które zawisło nad bohaterami i mnóstwo emocji, głównie lęk – to właśnie te elementy, które składają się na błyskotliwy thriller, a Żulczyk operuje nimi z wprawą pierwszoligowego neurochirurga.

A wiecie, co jest najlepsze? Że po odłożeniu książki miałam niezły mindfuck. Bo Żulczyk nie podaje nic na tacy. Po skończeniu lektury to Ty musisz pomyśleć, zastanowić się. I to jest ekstra. Pod tym względem dużo lepiej niż u Twardochowego Króla, bo temat jest wiecznie aktualny i może dotknąć każdego z nas. (Oby nie).

Mogłabym rozpływać się nad Wzgórzem Psów tak długo, aż potopicie się w tych wszystkich zachwytach pod adresem Żulczyka, ale nie chcę tego. Wolałabym, żebyście sięgnęli po tę książkę i zafundowali sobie kilkudniową jazdę bez trzymanki. Bo jeśli szukacie wstrząsającej rozrywki, to najnowszy tytuł z wydawnictwa Świat Książki na pewno takową Wam zapewni.

Dlatego powiem Wam, dlaczego tak nisko oceniłam Wzgórze Psów, gdyż daję jedynie

9/10.

Otóż, moi Czytelnicy, dwie sprawy.

Główna postać kobieca, Justyna, niestety nie jest stuprocentową kobietą. Żulczyk zrobił wg mnie dwie straszne kuchy. Kiedy kobieta przegląda się w jakiejś wypucowanej powierzchni, nie myśli o tym, że przeglądając się w niej, może się ogolić. Uczesać, przejrzeć w kiecce – owszem, ale nie ogolić. Ponadto, będąc rozdartą między dwoma mężczyznami, nie zachowuje takiego spokoju, graniczącego z wyrachowaniem. To raczej domena facetów. Kobietą miota, jakby była opętana. Ale to rzecz jasna moja subiektywna opinia.

Na jedną sekundę, gdy go kocham, przypada dziesięć, kiedy chciałabym, aby zniknął, albo stał się kimś zupełnie innym.

Poza tym na około dwusetnej stronie, trafiwszy na pewne podejrzane zdanie, powiedziałam sobie: kurwa mać, Żulczyk jest bardzo konsekwentnym, a przede wszystkim utalentowanym i wyrobionym pisarzem. To nie może być przez przypadek, ale jeśli jest tak, jak myślę, to jest chorym popierdoleńcem, bo to po prostu straszne. No i miałam rację, co świadczy tylko o wielkości tej książki, bo pozostałe sześćset stron i tak przeczytałam jednym tchem, utwierdzając się tylko w przekonaniu, że nic, co zostało napisane we Wzgórzu Psów, nie jest przypadkowe.

3

 

Na koniec chciałabym podziękować Zuzi i Sikorce za odjazdowy prezent na urodziny. Dla mnie książka zawsze będzie najcenniejszym prezentem, zwłaszcza taka, jak Wzgórze Psów. I każda inna Jakuba Żulczyka. On umie w to całe pisarstwo, i to jak!

_______________
* Zybork – po zgooglowaniu hasła, wyszło mi, że to dawna, niemiecka nazwa miasteczka w warmińsko-mazurskim, które teraz zwie się Jeziorany. Dla mnie ciekawa informacja, nie wiem, jak dla Was, dlatego zamieszczam ją dopiero w przypisie. Kto by dotrwał do końca mojej opinii o książce, bez przesady… Chociaż uważam, że napisałam ją z sercem. Jak sądzicie? Czytaliście Wzgórze Psów? Dajcie znać w komentarzach!

5 myśli na temat “Jakub Żulczyk – Wzgórze Psów

  1. Próbowałam przeczytać „Ślepnąć od świateł”, nie mogłam przebrnąć 🙁 Zbyt dużo brutalności. Najwyraźniej nie jestem wyrobionym czytelnikiem.

  2. Co tam jest na tej 200 stronie (okolo) czego nie zauważyłam, smaczek, trop? Książka u mnie ma. 10 -, minus za twardą oprawę z obwolutą (nie znoszę obwolut)

  3. Mam na koncie dzieciństwo w Jezioranach. Powieści owy Zybork ma trochę z mojej rodzinnej miescinyxale więcej chyba z Nidzicy. To takie, moim zdaniem ,warminsko-mazurskie wszędzie, czyli nigdzie.

  4. Nic jeszcze od Żulczyka nie czytałem, ale mam zamiar to zmienić. Na półce znalazłem jego debiut i od niego zacznę. Ogólnie motywacją jest spotkanie z Żulczykiem, które ma w moim mieście odbyć się w przyszłym miesiącu; nie chcę iść nieprzygotowany. Poza tym jestem bardzo ciekaw serialu na podstawie „Ślepnąc od świateł”, w którego produkcję zaangażowany jest między innymi Krzysztof Skonieczny, którego uważam za świetnego i niedocenionego aktora (choć nie wiem, czy akurat w tym serialu będzie grał) i za, powiedzmy, obiecującego reżysera.

    Recenzja dość enigmatyczna, ale wzbudza zainteresowanie powieścią, a o to chyba chodziło 🙂

  5. Taka prawda, że jak to bywa książka trafiła do mnie totalnym przypadkie. – znajomy sobie kupił to kupiłem i ja. Ale to najlepiej zainwestowane pieniadze na książkę w życiu (Jestem fanem Uniwersum Metro 2033 Gluhowskiego i mam każdą książkę z uniwersum i to jest mój prawdziwy klimat). Książka jest po prostu przepięknie napisana, historie opisujace główna historię są dziełem sztuki, a z każdą kolejną strona czułem się jak mieszkaniec Zyborka. Dla mnie 9/10, bo dawała mi spać kiedy ja czytałem w łóżku!!
    Jak Żulczykowi uda się popełnić coś równie dobrego stanie się u mnie Top 1 pisarzem polskim ; )

Dodaj komentarz