Kalmary w cieście smażone w głębokim tłuszczu. Lody o smaku Kinder Bueno, krewetki z zakręconymi frytkami, kulki serowe w panierce, camembert z grilla, Nutella… Oto moje myśli z wczoraj przed zaśnięciem. Tak bardzo chciałabym zjeść coś tłustego i słodkiego! Ale jak moja udręka ma się do Dietolandu autorstwa Sarai Walker?

Bohaterka książki, zabawna, nieco zgryźliwa Plum, postanawia przejść operację zmniejszenia żołądka. Waży ponad sto trzydzieści kilogramów i ma dość ludzi, którzy nie szanują jej z powodu nadwagi. Poznaje jednak w pewnym momencie Verenę, która zmienia spojrzenie Plum o 180 stopni. Okazuje się, że chude kobiety również nie są szanowane. Tak samo jak te z większym lub mniejszym nosem, o ciemniejszej lub jaśniejszej skórze, te które się malują albo w ogóle unikają makijażu…

Sama historia Plum nie jest aż tak ciekawa jak to, co dzieje się niejako na drugim planie akcji książki. To pewnie dlatego Dietoland został nazwamy mianem Fight Clubu w wersji kobiecej. (Chociaż moim zdaniem Fight Club, mimo że się w nim ostro leją po mordach, jest filmem, który tak samo będzie się podobał i kobietom, i facetom). Wyobraźcie sobie, że na całym świecie zaczyna działać tajna organizacja o nazwie Jennifer. Przynależące do nich kobiety wymierzają sprawiedliwość tym, którzy je skrzywdzili, m. in. gwałcicielom i mordercom, którzy wykręcili się z więzienia.

Czyta się więc szybko i bardzo ciekawie, choć nie jest to przyjemna lektura, bo cierpienie kobiet całego świata skondensowane na nieco ponad 410 stronach zdecydowanie udziela się czytelniczce. Ogólnie uważam, że potencjał na rozwinięcie akcji był ogromny i Sarai Walker wykorzystała go w niewielkiej mierze. Skończywszy czytanie, pomyślałam: tak, Emilka, zrobiłabyś to dużo lepiej. Ale machnę na to ręką, bo Dietoland to książka, która naprawdę zmieniła moje życie. W dwóch niesłychanie ważnych aspektach.

Miałam awersję do grubasów. Uważałam, że skoro sama mam kilka kilogramów nadwagi, to przynależę do grupy osób ważących zarówno 5 kg ponad normę, jak i 150, więc mogę się wypowiadać za wszystkich. Nie cierpiałam swojego ciała, ledwo patrzyłam na nie pod prysznicem. Ponieważ mój wygląd był efektem zajadania problemów i stresów słodkościami oraz fastfoodami, przeświadczona byłam o tym, że otyłość jest wynikiem albo głupoty (bo jak można tak o siebie nie dbać?! żeby tak karygodnie wyglądać?!) albo tego, że ktoś ma nie po kolei w głowie i jego nieszczęście uwypukla się w oponie wokół pasa.

Dietoland wyleczył mnie z tego błędnego myślenia. Naprawdę nie liczy się to, jak człowiek wygląda czy ile waży. Istotne jest jego zdrowie, a to na pewno nie będzie w 100% ok, gdy zewsząd taka osoba będzie słyszała kąśliwe bądź agresywne uwagi na swój temat. Poza tym walka z pokusami takimi jak McFlurry jest i tak uciążliwa, po co jeszcze się z ludźmi użerać? 🙁

Wsparcie i szacunek zamiast agresywnej motywacji, która na dłuższą metę po prostu nie działa. Oto pierwsze, co się u mnie zmieniło po lekturze książki.

Ponadto Dietoland nauczył też, że nie warto być cicho. Bo kiedy udajesz, że nie słyszysz albo czegoś nie widzisz, dajesz przyzwolenie na to, by nieprzyjemne dla Ciebie lub otoczenia sytuacje wciąż się powtarzały! Jeśli nie zareagujesz, nie wyrazisz sprzeciwu, jesteś współwinny. Ja wiem, że czasem blokuje nas strach. Wiecie, jak się za dużo powie, można wylecieć z pracy. Albo dostać w mordę. Ale właśnie o to w życiu chodzi, żeby ten strach pokonywać. Sama siedziałam cicho, zamurowana wtedy, kiedy powinnam najbardziej krzyczeć. I to niejednokrotnie. Bałam się, że każdy gwałtowny ruch będzie prowokacją, że każde moje słowo stanie się katalizatorem. Dla niesprawiedliwości. Dla przemocy. Dla naruszania barier. Nie tylko przez mężczyzn, ale to głównie mężczyzn się boję. Bo są silniejsi, bo jak przyłożą, zaboli bardziej niż biłaby dziewczyna.

Czyżby?

Tutaj muszę wspomnieć po raz kolejny o Kasi, która właśnie jest w Siĕm Réab, by trenować kambodżański boks „kun khmer”. I o Sylwii Chutnik, która również potrafi skopać tyłek na ringu. Po zastanowieniu, boks raczej do mnie nie przemawia. Jestem wszak dużo większą fanką Jackiego Chana niż Andrzeja Gołoty. Może jakieś kun tao (z chińskiego: mądre pięści)?

Zobaczcie, sufrażystki nie były ciche i pokorne. Nie mówiły: to nie mój interes i nie odwracały się tyłkiem do koleżanek w potrzebie. Nie były łagodne i delikatne jak źdźbło trawy. One krzykiem i siłą załatwiły nam to, co mamy teraz, że możemy studiować (choć odsetek profesorek jest i tak dużo mniejszy niż profesorów, a to, co dzieje się na uniwerkach, jeśli chodzi o molestowanie, to po prostu materiał na serial dłuższy niż Moda na sukces), chodzić na wybory (choć więcej z nas powinno korzystać z tego dobrodziejstwa) i jeździć po świecie, zamiast siedzieć z dzieciakami w domu, gdyż stosunkowo niedawno spłynęło na nas olśnienie, iż mężczyzna też może sobie wziąć urlop tacierzyński i zająć się maluchem tak samo dobrze, jak kobieta.

Walka o równouprawnienie wciąż trwa. I skoro wciąż mężowie w domach biją kobiety, skoro wciąż mniej zarabiamy i rzadziej dostajemy ważne stanowiska w firmach, nie powinnyśmy przestawać o tym mówić!

Meya, moja koleżanka, ostatnio mówiła, że szykuje się do samodzielnej podróży. Na co jej mama powiedziała: oj, tak samiuśka? Wolałabym, żeby jechał z tobą jakiś kolega, byłoby bezpieczniej. Meya od razu wtedy spuentowała, że nie chce żyć na takim świecie, w którym potrzebuje męskiej ochrony, by radzić sobie z innymi mężczyznami. Feminizm jest dalej potrzebny. Byśmy czuły się bezpieczne, wracając same w nocy do domu na rowerze. Byśmy nie były obłapiane na peronach przez obcych lujów w oczekiwaniu na pociąg. Rety! Czy to naprawdę tak dużo?

Dietoland leci do mojej biblioteczki feministycznej i będzie tam zajmował bardzo ważne miejsce, bo otworzył mi głowę. Na wiele innych spraw, których nie będę poruszać na blogu. Może Wy o nich napiszecie? Jeśli macie coś do powiedzenia, mówcie to. Takie jest jedno z przesłań Dietolandu i bardzo dziękuję za tę książkę wydawnictwu

Jeśli chcecie polecić mi kolejne książki o podobnej tematyce, będę zachwycona! A sama zapraszam Was tradycyjnie do polubienia Fabryki Dygresji na Facebooku i zapoznania się z podobnymi wpisami.

Tyle na razie!

Pamiętajcie: czujność i siła!

Wasza

Błędy poznawcze, czyli jak szybko doprowadzić się do szaleństwa. Uwaga, ciężki wpis!

Katarzyna Nosowska – A ja żem jej powiedziała…

Gabrielle Zevin – Wzloty i upadki młodej Jane Young