Dlaczego muszę pracować z samymi bezmózgami?, myśli sobie być może część z Was. Czemu zaś inni to takie straszne nieroby?!, zapytają inni. Najgorsze kombo jest  wtedy, jak współpracownik i się opiernicza, i do tego nie ma mózgu. Prowadzisz własny biznes i nie możesz znaleźć dobrych współpracowników? Sprawdź 10 powodów, dlaczego tak się dzieje! I czemu zaraz będziesz musiał prosić rodziców, by pomogli Ci w prowadzeniu firmy…

Stateczek Fabryki Dygresji płynie w dobrą stronę. Zdecydowanie fale są. (Dejw, proszę, opuść moją głowę). Żyję, stać mnie na mango i awokado, mam czas, by pobiegać, no to chyba jest OK. A na horyzoncie rozwój. Teraz sobie radzę, ale wiem, że mój czas jest bezcenny. I że skoro co poniedziałek praktycznie tylko i wyłącznie zajmuję się odpisywaniem na Wasze maile, robieniem kalkulacji, itp., to w każdym momencie mogę sobie przestać radzić. Dlatego postanowiłam poprosić o pomoc w czynnościach, których wykonywania mogę nauczyć inną osobę.

Część ludzi, z którymi współpracowałam, ma jednak potężny problem. Otóż każdy, kogo zatrudnią, prędzej czy później okazuje się być strasznym deklem. Nawet mimo drobiazgowej rekrutacji, która ma 12 poziomów wtajemniczenia i przypomina raczej przystąpienie do sekty. W efekcie pracownik zamiast podpisywać umowę o pracę czuje się, jakby podpisywał cyrograf. I tak nic to nie daje, bo koniec końców nie można na nim polegać, spóźnia się, kłamie, nie potrafi czegoś, zaczyna działać na nerwy… A przecież na początku było tak super, taki porządny się wydawał! I to z całym zespołem jest taki problem!

Chcesz wiedzieć, dlaczego?

Prawdopodobnie dzieje się tak, bo

1. szacunek dla współpracowników okazujesz w atrakcyjnej pensji stałej.

On dla Ciebie robi, Ty mu płacisz co miesiąc, no to chyba się szanujecie, nie? Masz mu się kłaniać jak jakiś Chinol?! Przecież on i tak Cię uwielbia! Jesteś dla niego kimś pokroju Matki Teresy albo prezesa Fundacji TVN. Bo przecież dajesz możliwość zarobienia pieniędzy i otrzymania ubezpieczenia! Nowych rzeczy się można nauczyć w Twojej firmie, pracować w prężnie działającym zespole kreatywnych, młodych ludzi…! Robisz przelew, znaczy, że szanujesz, ot i cała historia.

2. Dobrze wiesz, że nie tak naprawdę znaczy tak!

Kiedy Twoja asystentka mówi Ci, że nie może pracować w weekend, bo nie ma z kim zostawić dziecka, Ty dobrze wiesz, że wprost marzy o tym, by spędzić wspólnie troszkę czasu nad danym projektem, tylko chce się z Tobą poprzekomarzać. Podejmujesz więc grę i używasz karty, którą zawsze trzymasz w rękawie. Brzmi ona: jeśli nie Ty, to znajdzie się dziesięciu na Twoje miejsce.

3. Nie ufasz nikomu, nawet sobie

Ten to jest dopiero podejrzany. Nosi zielony krawat. Ty też nosiłeś, kiedy pracowałeś na etacie i zamiast siedzieć w robocie do 18.00, wychodziłeś godzinę wcześniej i to koleżanka odbijała Twoją kartę pracowniczą. Zły znak. Będą z tym typkiem problemy.

4. Tylko ten, kto ma za dużo czasu, spisuje warunki współpracy na papierze

Oczywiście nie jesteś eko, Ci z pieprzeni ekolodzy to zgraja popaprańców. Umówiłeś się z nowym sprzedawcą podczas rozmowy, że będzie tak, a nie inaczej, no to nie będzie inaczej. Nie ma sensu spędzić pięciu minut na spisaniu ustalonych warunków i wciśnięcie ctrl+p. Lepiej spalić fajkę pod biurem albo obejrzeć koty na YouTube. Więcej pożytku.

5. Jasne komunikaty? Nie ma sensu, pobawmy się w kotka i myszkę

Szef: Wszystko u Ciebie w porządku? [Znowu się spóźniłeś, opiekujesz się chorym chomikiem czy lecisz w kulki]?

Pracownik: Tak, naturalnie. [Ty cepie, wczoraj siedziałem przez Twoje niedbalstwo do 22.00 w biurze, więc nie zdążyłem zrobić prania, ergo musiałem wstać dzisiaj z rana i wszystko rozwiesić, żeby nie śmierdziało zgnilizną tak jak Twoja pazerność]. A dlaczego pan pyta?

Szef: Z troski. Coś mizernie wyglądasz. [Jeszcze jedno spóźnienie i będziesz wyglądał jak bezdomny, bo nim się staniesz bez mojej wypłaty, hahaha]!

Pracownik: Może bierze mnie przeziębienie. [Dawaj hajs za nadgodziny, bo mi na leki nie starcza].

Szef: O, to już uciekam, żeby się nie zarazić, bo kto firmę poprowadzi! <niezręczny śmiech> [Spadam zanim poprosi o hajs na recepty].

6. Twoje oczekiwania to świętość! Jak ktoś śmie ich nie spełniać?!

Mówisz jej, by przygotowała raport na piątek, ale tak bardzo chciałbyś, by zrobiła go na środę… W związku z tym we wtorek, kiedy widzisz, że we wtorek zajmuje się czym innym, opieprzasz ją od góry do dołu. Przecież to z góry wiadome, że nie zdąży!

7. Plan A nie wypalił? Super, wreszcie można palnąć sobie w łeb!

Zamykasz tę budę, na co to wszystko? Dla tych pasożytów? Czyli pracowników niewdzięcznych? Niech sobie gdzie indziej idą pieniądze zarabiać, skoro tak im tu źle, że podwyżek sobie życzą, bezczelni… Klienci są wymagają realizowania terminów? A to roszczeniowe pędraki-łajdaki. Teraz zobaczą! A raczej nie zobaczą, bo nie będzie firmy, nie będzie usług, produktów, niczego nie będzie!

8. Nie potrzebujesz nikogo, dasz sobie radę sam!

Albo po prostu zwolnisz wszystkich, bo tak masz ich dość. Nikt nie potrafi zrobić tak dobrego kontraktu, jak Ty. Nikt nie potrafi tak dobrze zagadać z klientem, jak Ty. W takie bajki to nie uwierzysz! Co prawda ostatni raz podpisywałeś umowę z klientem, hm, nigdy, ale to nie może być takie trudne!

9. Jesteś dobrym człowiekiem, więc wierzysz, że ludzie się zmieniają

Ojojoj, mój pracownik, z którym już tyle przeżyłem (bo trzy razy po pracy piliście browarka i raz jaraliście marychę) znowu się spóźnił do pracy. To już czwarty raz w tym tygodniu, ale jutro piątek, powinno być inaczej. Ojej, a Anetka z księgowości znowu pomyliła arkusze w Excelu? To nic, nie mogę jej zwolnić, bo jej mama się na mnie obrazi i nie sprzeda mi na bazarku świeżej wołowinki, tylko jakąś lipną. Albo w ogóle powie, że nie ma. Nie wolno do tego dopuścić!

10. Analizy, statystyki, tabelki. Trzymajmy się cyfr, a nie zginiemy!

Intuicja? A co to za bzdury? Wykres to podstawa! Zapłaciłeś analitykowi miliony simleonów, żeby go wykonał, więc na pewno jest poprawny! Trzeba zwiększyć obroty przy zachowaniu dotychczasowych zasobów ludzkich? Nic prostszego, trzeba tylko wrzucić pracownikom na klatę, że jak nie zepną pośladów, to firma już za miesiąc nie będzie istnieć! Jedziemy z koksem!

Aż się zmęczyłam, starając wczuć w rolę takiej osoby. No… Nie tędy droga, co nie?

Pierwsze pytanie, jeszcze zanim rozpoczniesz rekrutację, zadaj sobie: jakim ja jestem pracownikiem w swojej firmie?

Nie możesz wymagać, by Twoi pracownicy robili nadgodziny, jeśli widzą, że Ty przychodzisz do pracy o czternastej, żeby wypić kawę, wejść im z butami w robotę, poopowiadać o planach na wakacje i jechać do domu. Jeśli traktujesz swoją pracę z dystansem, pozwól, by i inni ludzie tak do niej podchodzili, ale… O praktycznych radach innym razem.

Tymczasem… Mieliście podobne doświadczenia w pracy? Spotkaliście się z podobnymi typami? Dajcie znać koniecznie! Jestem ogromnie ciekawa Waszych historii!

Jeśli choć raz uśmiechnęliście się podczas czytania tego postu, dajcie mojej Fabryce łapkę w górę na Facebooku.

Gdybyście mieli jakieś skargi, żale albo pochwały czy słowa uznania dla mojej twórczości, to w pierwszych dwóch przypadkach zapraszam do komentowania. Mam włączoną moderację, więc jeśli komentarze będą pełne hejtu, to nie ujrzą światła dziennego, ale Wam ulży, bo się naprodukowaliście. 😉 Natomiast w dwóch ostatnich przypadkach zapraszam pod adres

kontakt@fabrykadygresji.pl

Tak, dorobiłam się maila w domenie. W sumie to Fajferek mi dorobiła. Ale, no, chwalę się, że jest profeska, co nie?

Tymczasem!

Wasza

O trzech kobietach, które sprawiły, że przestałam się bać. To dzięki nim otworzyłam firmę!

Międzynarodowy Dzień Blogera 2018 – moja historia

Czego o pracy nauczył mnie miesiąc na bezrobociu?